

U Azteków w piłkę grało się w oparach ideologii, religii i polityki. Ullamaliztli - bo tak nazywała się aztecka gra, polegała na trafieniu piłką w kamienne ucho zainstalowane na ścianie specjalnej areny, na której grano. Grą rozstrzygano nieraz poważne konflikty i zatargi wśród władców i kapłanów.
Niektórzy twierdzą, że przegraną przypłacało się czasem życiem... gdyby dziś wprowadzić tę zasadę, na korytarzach PZPN'u wiałoby pustką.

O dziwo, w piłkę grają również Eskimosi, choć nie mają stadionu narodowego w budowie, i właściwie lepiej by było gdyby zajęli się gwiazdami tańczącymi na lodzie, ale nie - oni kopią piłkę zrobioną z czaszki morsa i twardo rozgrywają nią mecze. Nagrodą jest podobno futro foki.

Rzymianie woleli grać w piłkę w termach, uprzyjemniając sobie pobyt w łaźni. Znany był rodzaj gry zwany trójkątem, który, jak sama nazwa wskazuje polegał na turlaniu piłeczki od jednego gracza do drugiego i trzeciego. Może warto się zastanowić, czy nie przeorganizować polskiego systemu rozgrywek tak, żeby etap pucharowy polegał właśnie na turlaniu piłeczki w łaźni, w trójkę, wtedy puchar mamy gwarantowany.
Jarek Barwiak




