Chwila na-Gości: Michał Kaczmarek

08.04.2011 13:31
Michał Kaczmarek w rozmowie z Asią Kruk dla Radia Złote Przeboje. Posłuchaj!

 

 

 

 

Asia Kruk: W programie „Chwila na-Gości” w Radiu Złote Przeboje Michał Kaczmarek. Dzień Dobry.


Michał Kaczmarek: Dzień dobry. Witam bardzo serdecznie.

 

AK: Właściciel głosu, który kojarzył mi się przyjemnie, słodko, romantycznie. A ty co sądzisz?


MK: Bardzo mi miło, że tak mówisz Asiu. Tak ludzie mówią. To jest dar od Boga. Bardzo się cieszę, że mogę dysponować takim głosem i spełniać się w muzyce, dawać ludziom radość moim głosem.

 

AK: Do tej pory słyszałam jak śpiewasz. Teraz słyszę jak mówisz i też masz bardzo fajny, ciepły głos. Wśród artystów, często męskich, rzadko się to spotyka. Jeśli ktoś śpiewa pięknym, romantycznym głosem to przeważnie mówi trochę wyżej.


MK: Pracuję nad tym i pracowałem już od wcześniejszych lat. W tej chwili studiuję w Instytucie Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w Katowicach, tak więc emisja jest wskazana.

 

AK: Emisję masz opanowaną.


MK: Tak jest. Wszystko na maskę, wszystko na maskę. Zawsze doktor foniatra tak mi mówiła „Michał, pamiętaj - wszystko na maskę”.

 

AK:  Michał Kaczmarek właśnie wydał płytę. Gratulacje!


MK: Dziękuję bardzo.

 

AK: Płyta ma tytuł „Czekając na miłość”. Czekasz?


MK: Czekam. Powiem, że tytuł jest bardzo adekwatny do zawartości tej płyty, ponieważ cała płyta jest w konwencji popowo rockowej, właśnie z tekstami o miłości.

 

Są to teksty spisane pod wpływem rozmów i chwil, które spędziliśmy między innymi z Adamem Konkolem. To nas zainspirowało. Męskie rozmowy.

 

Wszystko to jest zawarte w płycie. Jest to fantastyczne, że nagraliśmy tą płytę, a teksty zostały napisane w tej konwencji, ale też w różnych konfiguracjach o tematyce miłosnej.

 

AK: Jeśli chodzi o samą miłość oczywiście. Do płyty jeszcze wrócimy. Jesteś młodym, uroczym, dwudziestoczteroletnim mężczyzną. Tak prywatnie chciałam Cię zapytać czy czekasz na miłość? Myślę,  że to będzie interesować słuchaczki.


MK: Nie wiem co mam powiedzieć! <śmiech> Jak powiem, że „tak” to będę miał mniej fanek, powiem „nie” to w drugą stronę! Ale tak na poważnie - tak, czekam na miłość, jak chyba każdy z nas. Miłość jest najważniejsza w życiu, dlatego każde z nas czeka na tą jedyną osobę. W chwili obecnej jestem bardzo zajęty promocją płyty, nagraniami i tym podobnymi. Powiem jednak, że mam nadzieję iż niedługo spotka mnie ta jedna jedyna.

 

AK: Dlaczego wiedziałam, że tak właśnie dyplomatycznie odpowiesz? Dyplomacja przede wszystkim. Ja i słuchacze chcielibyśmy wiedzieć skąd się wziął Michał Kaczmarek? Urodziłeś się i wiedziałeś, że będziesz śpiewać? Zmusili cię do tego rodzice czy może jeszcze jakieś inne czynniki?


MK: Zacznę w takim razie od samego początku. Pochodzę z muzykalnej rodziny - z rodziny Kaczmarków. <śmiech> Mój tata jest multiinstrumentalistą, rodzeństwo, a jest nas pięcioro, wszyscy muzykowali od najwcześniejszych lat. Odkąd pamiętam to u mnie w domu odbywały się różnego rodzaju próby i tym podobne, więc ta muzyka wchłaniała się we mnie. Przyszedł czas przesłuchań w mojej szkole podstawowej do szkoły muzycznej. Z racji tego, że mój ojciec ma mnóstwo instrumentów, całe kolekcje, zawsze schodziłem do niego i próbowałem pogrywać to na trąbce, to na różnych innych instrumentach.

 

Tak się zdarzyło, że trafiłem do szkoły muzycznej z własnego wyboru. To nie było tak, że tata stał nade mną z pasem i mówił „Musisz iść! Musisz iść i podtrzymać tradycję rodzinną!”. Wcale tak nie było.

 

Poszedłem do szkoły muzycznej, do klasy trąbki. Mój brat trochę ściągnął po mnie, bo jak zauważył, że ja idę to on poszedł na klarnet. Od tego tak naprawdę wszystko się zaczęło. Ja jeszcze wcześniej mając sześć, siedem lat już muzykowałem wraz z kapelą rodzinną. Zaczynałem tak naprawdę od muzyki folkowej, folklorystycznej.

 

AK: Właśnie chciałam cię zapytać jakiej muzyki słuchasz?


MK: Słucham przeróżnej muzyki. Teraz jestem na etapie Peter Gabriel czy Sting tak więc czerpię dużo energii z tych dźwięków i z tych artystów.

 

AK: Dojrzewasz.

 

MK: Oczywiście. To są genialni muzycy i wokaliści. Tak się właśnie zdarzyło, że ta muzyka była od samego początku. Potem były różne inne szkoły. W międzyczasie pojechałem na jakiś konkurs wokalny, gdzie jakaś pani, która była na konkursie usłyszała mnie i powiedziała, że chciałby mnie uczyć. Byłem bardzo otwarty, bo dla mnie to była nowość - emisja głosu i tym podobne.

 

AK: Na początku poszedłeś się uczyć grać na trąbce, prawda?


MK: Dokładnie. To mi też zapulsowało, ponieważ przepona jednak pracowała, a na wokal to jest bardzo ważne. Potem zaczęły się różnego rodzaju festiwale, między innymi Festiwal Czesława Niemena, Pejzaż Bez Ciebie w TVP2, Niemen Non Stop w Słupsku, Serca Biciem Andrzeja Zauchy.

 

AK: Czyli ktoś zajął się tobą wokalnie. Rzuciłeś trąbkę czy skończyłeś szkołę?


MK: Rzuciłem. Niestety. Kiedyś była nawet taka opcja, że w wakacje z racji tego, że mój ojciec ma tyle instrumentów, stwierdziłem „Michał, a może powrócisz do tej trąbki?”. I wziąłem trąbkę tak na dwa tygodnie, ale to chyba jeszcze nie jest ten etap. Wiem, że dojrzeję do tego i powrócę do gry, bo to jest piękny instrument.

 

AK: Dobrze jest być artysta, który śpiewa, a do tego sam sobie przygrywa.


MK: Jako ciekawostkę powiem, że pięknym instrumentem są dudy. Mój ojciec gra na dudach i warto byłoby kultywować tę tradycję. To jest tak, że ma się w domu tyle instrumentów i człowiek tego nie docenia, nie ma za bardzo czasu. Muszę się kiedyś tak zebrać w siły jak będę przez dłuży czas w domu w Ostrowie Wielkopolskim, bo to stamtąd pochodzę. Mam takie postanowienie, że muszę iść i zaczerpnąć kilku uwag i informacji od ojca.

 

AK: Ostrów ma w ogóle tradycje szkół muzycznych i wokalnych.


MK: I chórów. Ostrów Wielkopolski i region Ostrowa to jest zagłębie chórów. Najwięcej chórów w Polsce jest w Ostrowie.

 

AK: A ty śpiewałeś w chórach?


MK: Tak. Uczyłem się w IV Liceum Ogólnokształcącym i mój profesor od historii muzyki prowadził chór. Do tego prowadził chór nauczycielski, bardzo sprawny i bardzo znany w kręgu chórów. Śpiewałem. Oczywiście też w szkole muzycznej. Nie raz była taka sytuacja, że znali mnie ze śpiewania gdzieś na forum czy na jakiś konkursach. Pan profesor zawsze mówił „Michał wyjdź i zaśpiewaj tę partię” na przykład partię tenorów. Dlatego zawsze towarzyszył mi taki stres, że przychodząc na zajęcia myślałem „O Jezu. Znowu dzisiaj będę musiał wyjść na środek i śpiewać”.

 

AK: Śpiewanie w chórze to jest zawsze grupa, ale ty właściwie od młodych lat decydowałeś się na śpiewanie solowe. Mało tego decydowałeś się na śpiewanie, które będzie oceniane, bo śpiewałeś na festiwalach, na konkursach... I jak to jest? Kiedy następuje ten moment, że chcesz osiągnąć coś więcej. Jak się do tego doprowadza? Czy ktoś cię do tego namawia?


MK: Właśnie nie. Mi się wydaje, że sukces i szkopuł tkwi w tym, żeby mieć do tego dystans i czerpać z tego dobrą energię. Nie można wychodzić na scenę dlatego, bo jest jakaś nagroda do wygrania, kilka tysięcy dla zwycięscy, MP3 albo DVD.

 

Na scenę wychodzi się po to, by przekazać tę energię publiczności, żeby dać się poznać od tej dobrej strony.

 

Mi się wydaje, że ta koncepcja jest na tyle dobra, że wpływa też na wykonawcę. Nie miałem nigdy takiego patentu w tym sensie, że mam jakiś patent, potem wychodzę na scenę, robię to według niego i to się staje taką rutyną. Nie.

 

AK: Za każdym razem miałeś tremę, za każdym razem troszkę się wstydziłeś, ale to działało na ciebie motywująco.


MK: Motywująco, mobilizująco, oczywiście.

 

AK: Michał Kaczmarek na scenę nie wychodził po nagrodę, ale żeby dać siebie publiczności. Chociaż jak patrzę na listę nagród, festiwali i konkursów w których brałeś udział od Wrocławia, przez Brzeg, Bielsko Białe, Jarocin, Łomżę, Bydgoszcz do której chciałabym wrócić i te wszystkie nagrody! Czyli to zdało chyba egzamin, że dajesz ludziom siebie, a ludzie cię przyjmują.


MK: To jest bardzo istotne. Ja jadąc na którykolwiek festiwal, bo wiadomo, że w niektórych konkursach trzeba było śpiewać z podkładem, z aranżem, a jeśli już był ten komfort, że był band festiwalowy to to było dla mnie wręcz takie podniecające. To że stanę na tej scenie i za mną będzie ta ściana, ta energia.

 

AK: A oni wszyscy grają na ciebie.


MK: Dokładnie. I tak było na przykład na festiwalu w Bydgoszczy Andrzeja Zauchy, gdzie byłem wyczerpany totalnie, bo byłem po koncertach z  big bandem  i z orkiestrą symfoniczną. Kiedy pojechałem na sam festiwal odczuwałem niesamowite zmęczenie przed samym wykonem. Na dwie godziny przed festiwalem w hotelu zamówiłem sobie herbatę, sok i wodę mineralną. Tak z tymi trzema napojami siedziałem sobie i mówiłem do siebie „No i co teraz Michał zrobisz?”. Trzeba było wyjść na tą scenę, tym bardziej, że w Bydgoszczy już wcześniej dałem się poznać jeszcze na festiwalu Pejzaż Bez Ciebie do utworów Czesława Niemena.

 

AK: To są trudne rzeczy.

 

MK: Bardzo trudne. Cieszę się, że mogłem się z tym zmierzyć. Fajne jest to, że można kombinować na różne sposoby i czerpać, korzystać ze starego repertuaru, który jest genialny. Na bazie tych utworów można bardzo wiele zrobić i dać siebie.

 

Wracając do festiwalu: dostałem sms'a z moją chrześniaczką Zośką, jej uśmiech i podpis „Powodzenia na festiwalu wujku”.

 

To dodało mi takich skrzydeł, że nie było innej opcji jak tylko iść do góry do pokoju, wziąć prysznic i „Michael mobilizujesz się, wychodzisz na scenę i będzie wszystko bardzo dobrze”. I właśnie tak było. Był duży stres, bo przyjechałem do nowej opery, gdzie cała impreza się odbywała, i poczułem się jak na skrzydłach.

 

AK: Ale to jest też magia miejsca. To miejsce jest po prostu niesamowite.


MK: Jak wyszedłem na tę scenę, a ludzie mnie zobaczyli to skojarzyli, że to jest ten koleś. Wtedy poczułem tę interakcję, gdy zagraliśmy pierwsze nuty, które z kierownikiem muzycznym  aranżowaliśmy. Śpiewałem wtedy utwór „Jak na lotni”. To było fantastyczne, że mogłem dać z siebie jak najwięcej energii. To jest bardzo istotne i polecam to wszystkim wokalistom.

 

AK: Myślisz, że musiałeś dorosnąć do takiego festiwalu jak impreza pamięci Andrzeja Zauchy? Pamiętam, że parę lat temu na tym festiwalu zaśpiewał Kuba Badach piosenkę „Byłaś serca biciem”, później wydał ją na płycie, a dalej na singlu. Z tego też powodu odbył kilkanaście czy kilkadziesiąt recitali po Stanach Zjednoczonych. Wszystko przez Andrzeja Zauchę. Ty pewnie znasz tę historię?

 

MK: Doskonale, bo na zeszłorocznym festiwalu w 2010 roku Kuba Badach wraz z Kayah byli gośćmi festiwalowymi i mieliśmy okazję porozmawiać właśnie na ten temat. Rozmawialiśmy o inspiracjach, o całej płycie, którą Kuba Badach nagrał. A płyta jest fantastyczna, naprawdę genialna.

 

AK: Kiedyś jak rozmawiałam z Kubą Badachem to nawet powiedziałam mu, że jego wykonanie podoba mi się chyba bardziej niż oryginalne „Byłaś serca biciem”. Życzę ci, żeby to się potoczyło ta samą drogą.


MK: Mam nadzieję, że tak będzie. Pracuję na to. Ciężko, ciężko. <śmiech>

 

AK: Czytałam w twojej biografii o współpracy z wokalistkami dużego, ogromnego formatu. Mam tutaj na myśli Krystynę Prońko i Tatianę Okupnik. Opowiedz coś więcej na ten temat.


MK: Z Tatianą Okupnik historia zaczęła się w 2009 roku. Przechadzałem się korytarzami mojego akademika w Katowicach, dokładnie szedłem na obiad. Idąc tak spotkała mnie koleżanka, która miała dla mnie propozycję. Ja oczywiście myślałem, że może... no wiesz... takie luźne myśli. <śmiech>

 

AK: Że na randkę chce się umówić?


MK: No tak, dlatego powiedziałem jej, że możemy od razu o tym porozmawiać. Ona nie miała czasu więc umówiliśmy się za pół godziny. Z wielką niecierpliwością czekałem co to jest za informacja! A ona mi mówi, że Tatiana Okupnik potrzebuje chórzysty, dobrze śpiewającego wokalisty. Mam nadzieję, że właśnie mnie miała na myśli i pomyślała w tym kontekście. Kolejną informacją było to, że koncert jest już za cztery dni i potrzebują kogoś na szybko. Wysłałem utwory do kierownika muzycznego Tatiany, bo śpiewaliśmy materiał z jej ostatniej płyty. Przyjechałem na próbę i to było dla mnie fantastyczne ponieważ to jest dobra szkoła, naprawdę.

 

To jest bardzo, bardzo dobra szkoła śpiewając w chórkach i wspomagając artystów nie na froncie, a w tyłach właśnie. To mi dało dużo do myślenia i dużą motywację, bo tak wiele się nauczyłem.

 

Stąd też moja płyta i wszystkie inne rzeczy, które mnie uczyły. Wychodzę z założenia, że człowiek uczy się całe życie, a te wszystkie rzeczy dobre i złe też nas uczą, i my powinniśmy nauczyć się wyciągać z tego wnioski. Współpracowałem z Tatianą przez rok.

 

AK: Koncertowaliście?


MK: Tak, koncertowaliśmy. Z panią Krystyną Prońko też między innymi na Hanza Jazz Festiwal. Ona też dała mi kilka fajnych wskazówek wokalnych. Grałem także z grupą Rezerwat, z Anią Wyszkoni. To z grupą Rezerwat byłem na Premierach, a o jakiejś 2:00 w nocy dostałem informację, że potrzebny jest też chórzysta, osoba która wspomoże wokalnie. Udało mi się też zaśpiewać z Anią Wyszkoni przebój „Czy ten pan i ta pani”. Musiałem tam śpiewać falsetem!

 

AK: Świetnie dałeś sobie radę! Pytałam cię o to, bo Krystyna Prońko i jazz doskonale mi się z tobą zgadza, z tym co prezentujesz na płycie. Tatiana Okupnik i Ania Wyszkoni to pop albo taki bardziej miękki, jazzujący pop. Ale gdzie w tym wszystkim Rezerwat? To jest zupełnie inna muzyka.


MK: Tak się okazało, że perkusista od Tatiany zadzwonił do mnie i mówi „Kaczmar”, wszyscy muszą się przyzwyczaić, bo tak do mnie mówią, to moja ksywa, którą uwielbiam, ale o tym może później.  I ten perkusista Paweł mówi „Kaczmar jest taka sprawa - Opole”, a Opole to moje wielkie marzenie, żeby tam wystąpić. Występ z grupą Rezerwat w Premierach. Miałem być odpowiedzialny za chórki czyli musiałem wybrać jeszcze dwie dziewczyny i przyjeżdżać do Łodzi, gdzie mieliśmy nagrać chórki w radio, zrobić próbę i jechać na live. To było bardzo spontaniczne, jak wszystko w moim życiu.

 

AK: Ktoś cię włożył jeszcze w to kierowanie zespołem chórzystów i dałeś sobie radę. Wystąpiłeś w Opolu.


MK: Mam nadzieję, że dałem radę. Ostatnio widziałem nawet powtórkę gdzieś w telewizji.

 

AK: Chórki i ta uniwersalność sprawiły to. Śpiewałeś z Anią Wyszkoni, a ja chciałam zapytać skąd znasz Adama Konkola.


MK: To też jest bardzo spontaniczna historia. Sorry, że przerywam, ale już wiem mniej więcej co chcesz powiedzieć.

 

AK: Nie, nie, chciałam zapytać skąd go znasz, ale skoro śpiewałeś z Anią Wyszkoni...


MK: To wszystko jest bardzo, bardzo powiązane. Byłem na festiwalu Zauchy i tam koleżanka, która również była jako uczestnik, dostała informację, że Adam Konkol potrzebuje śpiewającego mężczyzny. I ona mnie poleciła. Oczywiście jeszcze w międzyczasie Adam zerknął na YouTube, bo tam też są zamieszczone jakieś moje wykony i doszedł do  wniosku, że zaprasza mnie do nagrania płyty. Tak to wszystko się zdarzyło rok temu w marcu, tak więc jest jubileusz - roczek. Adam mnie zaprosił, spotkaliśmy się na kilku spotkaniach, przedstawił mi materiał, a ja byłem otwarty na ten materiał i na tę stylistykę, bo jest to muzyka popowo rockowa. Współpracowało przy tej płycie pięciu producentów.

 

Powiedziałbym nawet, że ta płyta jest eklektyczna ponieważ są na niej bardzo romantyczne ballady z pięknymi tekstami, jak również utwory bardzo grooveowe, rockowe z domieszką nawet britpopu, z genialnymi riffami gitarowymi.

 

Adam jest w ogóle fajną osoba i była między nami fajna interakcja. Nie patrzyliśmy na to jako na produkt, ale patrzyliśmy w kontekście muzyki co jest bardzo istotnie i mam nadzieję, że słuchacze to docenią i dosłyszą.

 

AK: Pewnie tak. Widziałam, że z piosenką „Halo, ja czekam na ciebie” jesteś już na pierwszym miejscu w Jeleniej Górze.


MK: Zgada się, bardzo się z tego cieszę.

 

AK: Tam powinieneś pojechać na koncert! Tam w ogóle Adam Konkol i grupa Łzy była swego czasu ogromnie popularna. Był wielki fanklub, choć było to już parę lat temu.


MK: Ostatnio menedżerka mówiła mi, że dzwoniła tam do radia, dziękowaliśmy także z mojej strony. Mam nadzieję, że niebawem tam zawitam.

 

AK: Wrócę jeszcze do początków współpracy twojej i Adama Konkola. On cię zaprosił, pokazał materiał. To były już gotowe teksty czy tylko muzyka?


MK: I teksty i muzyka. Zdecydowałem się na nagranie płyty i utworów Adama Konkola, a w niektórych utworach miałem większe pole do popisu. Zaprosiłem jednego producenta, kolegę z Poznania, gdzie też między innymi realizowaliśmy tę płytę, bo tworzyliśmy ją w Warszawie i w Poznaniu u Łukasza Kaczmarka i Adama Zwierzykowskiego, notabene chłopaka Kasi Wilk. Utwór „Ja kocham” jest właśnie wyprodukowany przez Adama Zwierzykowskiego. Natomiast utwór „Halo, ja czekam na ciebie” jest utworem zapowiadającym moją płytę. Już jest zrealizowany genialny teledysk przez Wojtka Wojtczaka. Naprawdę jest to fantastyczny klip, w którym Wojtek zastosował bardzo dużo swoich wizji artystycznych.

 

AK: Zresztą jest do obejrzenia na stronie zloteprzeboje.pl więc można sobie obejrzeć.


MK: Tak? O to bardzo fajnie. To ja po zakończeniu wywiadu pójdę sobie zobaczyć. <śmiech> Wojtek napisał scenariusz i w pełni ten teledysk realizował. Wojtek jest też reżyserem. Jego cała rodzina pracowała przy realizacji klipu. Polecam bardzo serdecznie. Jako taką ciekawostkę i wisienkę na torcie powiem, że wystąpiła w nim (z czego bardzo, bardzo się cieszę) Marysia Niklińska. Marysiu pozdrawiam cię bardzo gorąco!

 

AK: Widziałam też podziękowania na okładce płyty, no to rzeczywiście żywisz do Marysi wielką sympatię.


MK: Marysia jest genialną, mega utalentowaną osobą. Bardzo ciepłą, piękną dziewczyną. Nie chcę się rozmarzyć tutaj. <śmiech>

 

AK: Otóż to. Wróćmy na ziemię. Czepiam się tych tekstów Adama Konkola, bo tak jak mówiłam Ci na początku - to jest facet w moim wieku, jednak trochę starszy od ciebie, dużo bardziej doświadczony sądząc po jego biografii. Jego teksty też są dojrzałe. Czy nie były za dojrzałe do śpiewania?


MK: Nie były za dojrzałe ponieważ od dziecka miałem kontakt z o wiele starszymi od siebie ludźmi. Niektórzy mi mówią, że z moimi myślami to ja powinienem mieć już ze czterdzieści lat. Ale bez przesady, aż taki stary nie jestem.

 

AK: Wiesz, dużo przeżyłeś.


MK: Oczywiście. Przez ten okres dwunastu miesięcy przeżyłem bardzo dużo i wyciągnąłem z tego wnioski, co wyszło dla mnie na plus. W głowie mam jednak coś innego i rodzinnie, mój ociec o którym wcześniej wspomniałem, zachorował. A ojciec jest tak naprawdę moim największym autorytetem.

 

To on we mnie wszystko zaszczepił, to on mnie wspierał do osiemnastego roku życia kiedy jeździliśmy na festiwale. Zawsze mi mówił „Michał, wiesz co jest ważne - nic nie jest ważne, najważniejsza jest muzyka. Wyjdź na scenę i zrób swoje”.

 

Ja się bardzo utożsamiam z tekstami Adama Konkola. On pisze bardzo piękne słowa. Teksty które zostały spisane, tak jak wcześniej wspomniałem, to są rozmowy pomiędzy mną a Adamem Konkolem.

 

AK: Prace wyglądały tak, że rozmawialiście, a później on napisał teksty. Nie dał ci gotowca, tak?


MK: Niektóre utwory były już gotowe, inaczej zaaranżowane, podczas gdy ja przez swoje wizje miałem coś do powiedzenia, mogłem dołożyć jakąś cegiełkę.

 

AK: Cudownie.


MK: Mam nadzieję, że w następnej płycie będę miał jeszcze więcej do powiedzenia.

 

AK: Plus trąbka! <śmiech>


MK: Tak! I dudy! <śmiech>

 

AK: Fantastyczne jest to, że mężczyzna, który nazywany jest fabryką przebojów, bo każda piosenka grupy Łzy, czy od dziesięciu czy dwunastu lat, to jest przebój. Że taki facet chce zrobić coś. Sam nie śpiewa, ale szuka do tego kogoś. Nie szuka do tego znanego nazwiska, znanej twarzy tylko bierze


MK: Mniej znanego Kamila Kaczmarka.

 

AK: Dobrze, ale jest przez to bardziej ambitny. Naprawdę potrafisz śpiewać, naprawdę masz świetny głos.

 

MK: Dziękuję bardzo. Właśnie o to mi chodzi, żeby to zostało docenione. Nie ukrywajmy - w Polsce jest taka tendencja, że nagrywając płytę ludzie jakby szufladkują, prawda?

 

AK: No właśnie!


MK: Ja chcę się dać poznać od tej strony, że jestem dobrym wokalistą, chociaż jeszcze oczywiście bardzo dużo mi brakuje, bo uczę się całe życie. Człowiek uczy się całe życie. Po tym właśnie chciałbym dać się poznać. Po tym i po genialnych tekstach, a także po muzyce z mojej płyty, którą bardzo serdecznie polecam.

 

AK: Uważam, że to fantastyczne, że nie bierze się kogoś, kto jest na Pudelku i jest znany z tego, że jest znany.


MK: Warto jest dać szansę.

 

AK: Kogoś, kto połazi po imprezach, a potem już jest w mediach. A propos tego. Chciałam cię zapytać czy próbowałeś swoich sił w którymś z licznych programów telewizyjnych z szanownym jury, które tak naprawdę na niczym się nie zna oprócz Eli Zapendowskiej.


MK: Nie, chociaż mam wielki szacunek do Kory. Oglądałem ostatnio program „Must be the music” i jestem zakochany w tej artystce. Zresztą już wcześniej śledziłem jej karierę. To co ona mówi, to co ona robi i wyraża przez swoje emocje jest bardzo prawdziwe. I to jest genialne.

 

AK: Ona taka jest. Pracuje tutaj i rzeczywiście jest taka jak mówisz. Ale czy startowałeś, w którymś z tego typu programów?


MK: Nie, nie startowałem.

 

AK: Dlaczego?


MK: Nie wiem. Po prostu wydawało mi się, że nie tędy droga.

 

Jeśli ma mnie coś spotkać w życiu i mam osiągnąć coś wielkiego to przyjdzie to, bo jest to już z góry zapisane. Niepotrzebne mi są takie programy typu „X-Factor”, „Must be the music”, „Bitwa na głosy”, wcześniej „Idol” i tak dalej.

 

Oczywiście myślałem nad tym, bo jest to bardzo dobry sposób, jakby nie było, by się wypromować chociaż przez te pięć minut. Ale jeśli potem coś się z siebie da to może to zaprocentować.

 

AK: Z takich programów wzięła się Kasia Kowalska, Monika Brodka i wielu innych artystów.


MK: Ja akurat poszedłem inną droga i z tego się bardzo cieszę. Naprawdę mega cieszę się z tego, że mój początek zaczął się od płyty „Czekając na miłość”, a nie na przykład od programu, gdzie potem zostałbym być może zapomniany.

 

AK: Albo zostałbyś po nim celebrytą telewizji śniadaniowych.


MK: Dokładnie. A na tym mi specjalnie nie zależy. Zależy mi na tym, żeby dawać dużo pozytywnej energii publiczności na koncertach.

 

AK: Koncerty - czy masz już coś zaplanowane?


MK: W tej chwili jeszcze nie. Jesteśmy na razie tak naprawdę na etapie promocji płyty, stąd też wywiad tutaj.

 

AK: Dlatego gościsz u mnie.


MK: Bardzo dziękuje, że mnie w ogóle zaprosiliście. Bardo to doceniam. Tak więc jesteśmy na etapie, by wypromować płytę i to w tej chwili jest najważniejsze. Już są pierwsze odzewy od różnych miast a propos koncertów, tak że wszystko małymi kroczkami.

 

AK: Pewnie, że tak. Najpierw promocja płyty.


MK: Pierwszy taki mały mini recital był na dziesięcioleciu programu „Co za tydzień” w TVN i tam miałem okazję się pokazać. To była okazja by pokazać chociaż cząstkę zawartości mojej płyty, tak więc pierwsze koty za płoty, a teraz mam nadzieje, że już wielka scena i dużo pozytywnej energii.

 

AK: Dziewczynom na pewno będzie się to podobać. Mówię to patrząc z tej kobiecej perspektywy świata. Na zdjęciach do okładki płyty wyglądasz o wiele bardziej dojrzale, niż wyglądasz na żywo.


MK: Poważnie? <śmiech>

 

AK: Oczywiście! Spójrz na to zdjęcie - facet w białej koszuli w czarnym eleganckim garniturze, który wygląda na lat trzydzieści.


MK: Dobrze, że nie czterdzieści. <śmiech>

 

AK: Nie, nie, absolutnie. Chodzi mi o to, że wyglądasz fajnie, sympatycznie, ale właśnie o wiele bardziej dojrzale. Ja nie wiem czy taki był zamysł twojej stylistki, której też bardzo ładnie dziękujesz na tej płycie.


MK: Bardzo, bardzo dziękuję Joli Czaji i Małgorzacie Winter, która była obecna na teledysku. Zobacz też wcześniejsze zdjęcie, gdzie siedzę taki zamyślony w białej koszuli.

 

AK: Tak, fantastyczne zdjęcie.


MK: To jest największy typ dziewczyn, które przesyłają mi na Facebooka różne komentarze, w których piszą „O Jezu Kaczmar”.

 

AK: Jesteś oczywiście na Facebooku. W każdej chwili można cię obejrzeć i z tobą pogadać.


MK: Tak jestem. Zapraszam! Wszystkich akceptuję jako znajomych, zapraszam bardzo serdecznie na moją stronę www.michalkaczmarek.com.pl .

 

AK: Wrócę jeszcze do tych podziękowań, których jest mnóstwo na płycie. Wcale ci się nie dziwię, bo to jest chyba takie prawo debiutów, że trzeba przede wszystkim podziękować rodzicom. Ale kto to jest Pina?


MK: Pina to jest dziewczyna, o której właśnie wcześniej wspomniałem, a którą znam już od sześciu lat. Pina przyczyniła się do tego sukcesu, przedsięwzięcia. To jest ta dziewczyna, którą znam z wielu innych festiwali, z którą się spotkałem na festiwalu Andrzeja Zauchy. To ona właśnie dostała informację od Adama, że Adam chce zrobić projekt. To Pina mnie poleciła i za to jej bardzo serdecznie dziękuję w podziękowaniach. Jest tam wiele podziękowań, między innymi pani foniatrzy z którą rozmawialiśmy o jej różnych antidotach medycznym. <śmiech>

 

AK: Chyba domyślam się co chcesz powiedzieć, ale nie będziemy promować używek na antenie, dobrze?


MK: Nie, ależ skąd. Ja w ogóle jestem antynikotynowy i antyalkoholowy.

 

AK: I bardzo słusznie! Piosenki na płycie - wspomniałam na początku, że moja ulubiona piosenka na twojej płycie to piosenka promująca „Halo, ja czekam na ciebie”. Jest to naprawdę fajny, nośny kawałek i wcale się nie dziwię, że został wydany na singiel.


MK: Już nie mogę się doczekać kiedy stanę na scenie na jakimś dużym festiwalu i zaśpiewam te nuty pełnym głosem.

 

AK: Podoba mi się też bardzo piosenka „Nic nie zmienisz” ze względu na jej aranżację.


MK: Jest minimalistyczna.

 

AK: Oprócz muzyki jako takiej są tam różne dziwne dźwięki, słyszane gdzieś podskórnie - nie uszami, bo siedzi to gdzieś z tyłu głowy. I twój wokal, który wybija się taki spokojny, ale mocny. Bardzo mi się podoba ta piosenka.


MK: Warto tez zwrócić uwagę na utwór pod tytułem „Moja Gloria”.

 

AK: Jest on historią.


MK: Całkiem odbiega on od konwencji.

 

AK: Mój przyjaciel powiedział mi wczoraj, że dawno nie słyszał piosenki z historią. Utworu, który opowiada jakąś historię.


MK: Tutaj jest też fajny akcent instrumentu do usłyszenia, na przykład akordeonu, fletów, tom-tomów. To jest bardzo fajne, że utwór jest zaaranżowany bardzo minimalistycznie, ale wyraża bardzo dużo emocji i pozytywnych dźwięków, słów, historii.

 

AK: Ta historia To się naprawdę coraz rzadziej zdarza.


MK: Ten utwór nagrywałem właśnie z Markiem Błszczykiem. Powiem szczerze, że wprowadził mnie w całkiem inna sferę muzyczną. To było fajne, bo mogłem się wykazać także aktorsko, włożyć w to dużo emocji.

 

Ten utwór odbiega od całej konwencji i stylistyki całej płyty, ale każdy znajdzie tu coś dla siebie.

 

Jest tu mnóstwo fantastycznych utworów. Dla mnie ewidentnie siedem utworów jest typowymi hitami Konkolowymi. <śmiech>

 

AK: Miejmy nadzieję, że każdy będzie miał okazję zaistnieć jako singiel.


MK: Mam właśnie taką nadzieję. Nie ukrywajmy, że debiutantom jest bardzo trudno zaistnieć na rynku. Mam nadzieję, że tak jak dziś spotkałem ciebie, jest jeszcze wielu dobrych ludzi, którzy mi pomogą.

 

AK: Na płycie jest utwór „W te święta”. Taka świąteczna piosenka, która pewnie zaistnieje na singlu przed świętami. Kiedy wczoraj słuchałam tej płyty pierwszy raz to pomimo tego, że bardzo lubię wiosnę i ten okres, gdy wszystko budzi się do życia, to w takich momentach żałuję, że nie ma listopada i takiej piosenki się nie wypuszcza. To jest murowany hit i naprawdę warto jej posłuchać. Jest to świetnie napisana, ślicznie zaśpiewana, ciepła piosenka, której brakuje w przedświątecznym okresie w zalewie muzyki ostrzejszej. Takich piosenek nam potrzeba,  które fajnie się śpiewa i których fajnie się słucha. Fajnie się też pamięta o takich piosenkach.


MK: Bardzo się cieszę i dziękuję. To co się mówi potwierdza się w autopsji. Jak utwór został już zagrany w święta w 2010 roku, to kilka osób zadzwoniło do mnie mówiąc, że słuchając tego utworu wyciągają choinkę z szafy i ją ubierają, bo tak na nich ta piosenka wpływa. Bardzo mnie cieszy, że ludzie patrzą na ten utwór z innej perspektywy, a te teksty, muzyka i mój wokal trafiają do nich.

 

AK: Długo nagrywaliście płytę?


MK: Szczerze to bardzo krótko, ponieważ Adam dał mi pełną swobodę w wyborze studia muzycznego. Z racji tego, że znałem się z ludźmi, między innymi z Adamem Zwierzykowskim i Łukaszem Kaczmarkiem, doszliśmy do wniosku, że tam będę się najlepiej czuł i tam będziemy realizować połowę płyty, kolejną część zrealizujemy na Smolnej w Warszawie, a to co zostanie u Marka Błaszczyka. Tak naprawdę całą płytę nagrałem w trzy tygodnie, oczywiście z odstępem czasu, gdyż w między czasie musiałem jechać na studia, na jakiś koncert, do rodziny i tak dalej. Tak więc nagraliśmy ją w krótkim czasie.

 

AK: Rzeczywiście jest to bardzo krótko.


MK: Fantastyczne jest też to, że w między czasie podczas realizacji spotkałem Ewę Jach, która śpiewa i wspomaga wokalnie Kayah, a u mnie w kilu utworach zaśpiewała w chórku oraz Kasię Wilk, która dała mi kilka fajnych wskazówek. Cieszę się, że mogłem współpracować z takimi ludźmi.

 

AK: Uwielbiam jak śpiewa Kasia Wilk, jestem jej absolutna fanką od wielu lat.


MK: Świetna wokalistka ze świetną osobowością. Naprawdę bardzo miła, ciepła osoba.

 

AK: Jest to dziewczyna, która śpiewa pop i dzięki temu wszyscy mogliśmy ją zobaczyć, ale jest to też dziewczyna, która odlatuje jazzowo gdzieś tam od czasu do czasu i chyba ma takie ambicje. Marzę o tym, by ona wydała taką soulowo jazzową płytę, a ja wtedy kupuję ją w ciemno. Czy ty masz coś takiego z tyłu głowy w planach?


MK: Oczywiście, że tak. Ja również komponuję utwory, które mam okazję pokazywać na egzaminach na studiach. Mam taki plan, ale teraz jest dla mnie najważniejsza płyta „Czekając na miłość”, która w tej chwili wyszła i którą promujemy, ale wydaje mi się, że warto wyjść też z innym repertuarem, z inną stylistyką i dać się poznać z innej strony. Żeby ludzie mieli szansę poznać Michała Kaczmarka z innej perspektywy.

 

AK: Ja doskonale wyobrażam sobie Michała Kaczmarka w lekko zadymionej sali. Chociaż teraz to już jest niemożliwe. <śmiech>  Z dużą sceną śpiewającego spokojniejszą muzykę do posiedzenia, posłuchania, wypicia kieliszka. Z twoim głosem to by się naprawdę sprawdziło. Bardzo się cieszę z twoich jazzowych planów.


MK: Jazzowo soulowo popowych.

 

AK: Może się tak zdarzy, że wejdziesz w jakąś kooperację ze swoją koleżanką.


MK: Nie chcę też mówić o sobie, że jestem stricte jazzowym wokalistą, bo tak nie jest. Coś innego mi w duszy gra, ale jazz jak najbardziej. Jest to bardzo rozwijająca stylistyka. Jeżeli będę coś takiego realizował to z domieszką jazzu, ale bardziej pop, soul - utwory z wielkim przekazem, emocjami, z dobrymi dźwiękami i oczywiście z bardzo pozytywną energią.

 

AK: „Chwila na-Gości” w Radiu Złote Przeboje. Gościem jest Michał Kaczmarek, który właśnie wydał płytę „Czekając na miłość”. Płytę można oczywiście zakupić w dobrych sklepach muzycznych. A prywatnie jakiej muzyki słuchasz?


MK: Prywatnie w tej chwili jestem na etapie Sting, Peter Gabriel, Elbow. Idę bardziej w taką brytyjską stronę. Obecnie inspiruję się tą stylistyką. Jak słucham tej muzyki to zawsze czuję taką wolność. Moja siostra mieszka w Irlandii i zawsze jak do nich lecę odpocząć na kilka dni, to słuchając tej muzyki mam w głowie siebie lecącego samolotem. To jest taka wolność i too jest fantastyczne. Uwielbiam też Whitney Houston, Stevie Wander, Frank Sinatra, Diana Rives genialna wokalistka jazzowa, która niesamowicie do mnie trafia. Ma taki dar improwizatorki, że dużo od niej czerpię. Inspiruję się nią i polecam jej płytę live. Zauważyłem, że przy każdym live ma przearanżowane wszystkie utwory i to jest genialne. Chciałbym dojść do takiego stanu i do takiej perfekcji, gdzie będę mógł na każdym koncercie w różnych konfiguracjach i w różnych aranżacjach grać swoją muzykę.

 

AK: Myślę, że wtedy za każdym razem można wydać inną płytę z tymi samymi utworami.


MK: Jeszcze Beyonce! Nie mogę o niej zapomnieć. Jest genialna i dla mnie jest najlepszą wokalistką na świecie.

 

AK: Aż tak ją cenisz?


MK: Tak, uwielbiam ją. Zresztą ona od dziecka pracowała na ten wielki sukces. Odkąd skończyła osiem lat.

 

AK: I też pochodzi z takiej rodziny.


MK: Mam nadzieję, że chociaż w piętnastu procentach mamy ze sobą coś wspólnego. <śmiech> Ja też pracowałem bardzo długo i ciężko na to wszystko.

 

AK: Wiesz jak to jest z drugiej strony i jak wygląda takie dzieciństwo.

 

MK: Zgadza się. Był taki czas, że dzień w dzień ćwiczyłem. Śpiewałem nie wychodząc nawet z domu.

 

AK: Żadna piłka, żadne sanki, łażenie po drzewach?


MK: Ależ skąd Asiu. Mnie to w ogóle nie rajcowało. Ja patrząc za okno, gdy świeciło słońce, myślałem sobie „Jest git. Michał wstajesz, robisz sobie kawę z miodem, puszczasz muzykę i ćwiczysz”. To był mój świat i to było fantastyczne.

 

W ogóle nie obchodziło mnie gdy kumple przychodzili i namawiali mnie do gry w piłkę. Ja miałem swój inny przelot.

 

AK: Byłeś trochę dziwnym dzieckiem, ale wyrósł z ciebie całkiem porządny człowiek. <śmiech>


MK: Dziękuję, bardzo mi miło! Potem jeszcze na czwarte piętro do naszego mieszkania wahaliśmy pianino. Mieliśmy pomocników z ulicy, takich sześciu wielkich facetów, którzy pomagali mi wprowadzić ten instrument. Sam sobie je wystroiłem, bo ojciec mnie tego nauczył. Jest teraz pianinko w domu więc mam okazję, by do niego zasiąść i skomponować coś, zagrać.

 

AK: Mam nadzieję, że wszystko przed tobą jeszcze. Że zechcesz na przykład stopem pojechać na południe Europy i przeżyć to wszystko czego nie mogłeś.


MK: A propos stopu. Zdarzyło się, że na kilka festiwali jeździłem stopem. Chodziłem nawet po piętnaście kilometrów z wielką walizką. Już wszyscy się ze mnie śmieją, że jak jeżdżę tak jak dziś, gdy jestem w Warszawie, jutro jadę do Krakowa na próbę, potem do Katowic i tak dalej, to jeżdżę z taką wielką walizką. Ostatnio nawet Adam Konkol mówił, że ja chyba mieszkam w tej walizce, bo generalnie bym się tam zmieścił. Tak jest niestety.

 

AK: Życie tego wymaga. <śmiech> Czyli jednak przygoda nie jest ci obca.


MK: Jeszcze wracając do stopa. Szedłem piętnaście kilometrów, a było wtedy tak strasznie gorąco, siódma rano, a ja przez jakieś pole idę. Chciałem kogoś zatrzymać, ale nikt nie jechał. Nie wiedziałem co zrobić. Czy stanąć pod jakimś drzewem i odpocząć czy iść dalej, ale za godzinę zaczynają się próby więc nie mogłem sobie pozwolić na postój. Zdarzyło mi się kilka razy pojechać stopem. To jest fajne, takie normalne. Można odskoczyć od codzienności. To jest w ogóle fajny pomysł, żeby wyruszyć gdzieś na wyprawę stopem.

 

AK: Życzę ci żebyś miał na to czas i zrobił to kiedy zrealizujesz jakieś inne swoje marzenia. O czym marzysz zawodowo i prywatnie? Tak na teraz gdybyś mógł powiedzieć.


MK: Marzę o spełnieniu, sukcesie i o tym, by było wokół mnie wielu pozytywnych ludzi. Żebyśmy mogli sobie przekazywać dużo pozytywnej energii, bo to jest najważniejsze. I oczywiście dużo zdrowia.

 

AK: I tego ci życzę. I dużo zdrowia dla taty też.

 

MK: Nie dziękuję.

 

AK: Żeby wszystko się udało. Podsumowując: klip promujący płytę „Czekając na miłość' czyli „Halo, ja czekam na ciebie” do obejrzenia w Internecie i pewnie w telewizjach muzycznych już niebawem. Zwracajcie uwagę drogie dziewczyny na Michała Kaczmarka - bardzo przystojny mężczyzna. I do wszystkich - świetny wokalista. Płyta „Czekając na miłość” w sklepach. Michał Kaczmarek był naszym gościem w programie „Chwila na-Gości” w Radiu Złote Przeboje. Bardzo ci dziękuję.


MK: Ja również bardzo dziękuję i pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Złote Przeboje.

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!