Jarosław Budnik

sylwiapa
2009-12-07
A A A Drukuj
Jarosław Budnik fot. Adam Kozak / AG
  • Jarosław Budnik
  • Jarosław Budnik
  • Jarosław Budnik
  • Jarosław Budnik
  • Jarek w młodości
Jestem prawdziwym szczęściarzem - pracuję tam, gdzie lubię najbardziej, a radio wciąż sprawia mi wielką frajdę.

Choć niestety nie pamiętam tego zbyt dobrze, przyszedłem na świat w wyjątkowym roku, w wyjątkowym miejscu - nieopodal Stadionu Śląskiego. W roku, w którym Polacy pokonali w Chorzowie Anglików 2:0, po bramkach Gadochy i Lubańskiego, a z taśm produkcyjnych zjechały pierwsze maluchy. Może właśnie stąd wzięła się moja miłość do piłki nożnej i samochodów.

 

Uczucie do radia pojawiło się dużo, dużo później, zresztą zupełnie przypadkiem. W trakcie studiów w warszawskiej PWST (dziś zwanej szumnie Akademią Teatralną) jeden z moich kolegów powiedział mi, że jest organizowany konkurs na prowadzących nocną audycję. W kilka dni nagraliśmy demo i wygraliśmy. Później, kiedy trzeba było wybierać, on postawił na teatr,  ja na szczęście zostałem w radiu.

 

Od tamtego czasu minęło kilkanaście lat, w czasie których pracowałem w kilku stacjach radiowych, kilku telewizjach i zajmowałem się mnóstwem innych, ciekawych rzeczy. Zbierałem doświadczenia, uczyłem się, kształtowałem swoją wrażliwość, ale przede wszystkim zawsze robiłem to, co sprawiało mi przyjemność. Patrząc wstecz muszę powiedzieć, że jestem prawdziwym szczęściarzem - pracuję tam, gdzie lubię najbardziej, a radio wciąż sprawia mi wielką frajdę.

 

 


 

 

Moje Złote Przeboje

 

1. Kult - "Do Ani". Jedna z piękniejszych polskich piosenek o miłości, zawsze jak jej słucham mam ciarki na plecach

 

2. Dżem "Niewinni". Zresztą wszystkie kawałki Dżemu, bo to przecież moja młodość. Nikt przed Ryśkiem Riedlem, ani nikt po nim w Polsce nie śpiewał z taką ekspresją.

 

3. Red Hot Chilli Peppers "Under The Bridge". Wiem, że to banalne, bo ballada i wszyscy ją znają, ale kawałek pierwsza klasa. Ja papryczki mogę łyżkami.

 

4. U2 - "Sunday Bloody Sunday". W ich przypadku również jeden z wielu. Szczególnym sentyment mam dla ich płyt z lat 80-tych, czyli czasów, kiedy zespół zakładała grupa kumpli, a nie wybierano ich na castingu.

 

5. Bob Marley - "Buffalo Soldier". Niezastąpiony w długiej trasie, świetnie buja na autostradzie. Mistrz. Legalize It.

 

6. Leonard Cohen - "Famous Blue Raincoat". Za barwę głosu. Uwodzi i wzrusza, w moim przypadku już od ponad 20 lat.

 

7. The Beatles - "Sgt. Peppers Lonely Heart Club Band". Żeby było oryginalnie, to powiem, że za kolorową okładkę. Ta płyta to jeden z powodów, dla których nie jestem się w stanie przestawić na muzykę z internetu. Uwielbiam okładki, książeczki i wszystko, co płyta w sobie zawiera.

 

8. Paul Simon - "Homeless" z płyty Graceland. Muzycy z Afryki Południowej są klasą samą dla siebie.

 

9. Soundgarden "Rusty Cage". Do dziś pamiętam ich koncert, na który pojechałem do Berlina, jeden z ostatnich w ich karierze. Energia w czystej postaci, słuchać głośno.

 

10. To miejsce zostawiam wolne dla wszystkich, których pominąłem. Lista, którą stworzyłem jest aktualna dziś, jutro może wygladać inaczej. Wszystko zależy od nastroju, emocji i tego czy chce mi się daną płytę znaleźć.

 

Podziel się