Chironia: Zrób to (i zagraj!) sam
AP/
Przy okazji wiosennych porządków wpadła mi w ręce dziwna rzecz. "Co to u licha jest?" - pomyślałem i dopiero po wnikliwym badaniu i dogłębnej analizie szwankującej pamięci z mroków przeszłości wyłoniła się odpowiedź.
"Moja pierwsza Gitara!" - ucieszyłem się w myślach.
A w każdym razie coś, co postanowiłem zbudować dziecięciem będąc, co gitarą być miało, ale etap budowy utknął na naciągnięciu żyłki na jakąś dechę, która miała być przybita do... do...
zapomniałem...
Patrząc na to znalezisko uprzytomniłem sobie, że niejeden gigant gitary czy też innego instrumentu właśnie tak zaczynał. Taki Bryan May np. pierwszą gitarę zbudował z fragmentu starego piecyka, części motocykla i zwykłych guzików, bo na kupno takiej sklepowej nie było go stać. Co ciekawe jak już został słynnym gitarzystą słynnej grupy Queen to już go było stać, a mimo to przez cały czas grał na tej zrobionej przez siebie - jak ją pieszczotliwie nazywał "Starej Damie".
Z kolei taki James Marshall Hendrix najpierw grał na miotle oraz na jednostrunowym ukulele, które ojciec pewnego dnia przytargał z pracy. W odróżnieniu od Bryana Maya jak już został wielkim (ba! Największym!) Jimmi Hendrixem nie pozostał wierny swoim pierwszym instrumentom i szkoda. Może dziś wśród najdroższych modeli gitar znalazłby się model Fender "Miotła" Caster albo Gibson 1 String Ukulele...
Tak swoją drogą lista wybitnych gitarzystów, którzy zaczynali od instrumentów domowej roboty jest na tyle długa, że.... aż wypada tu o tym napisać. I obiecuję napisać następnym razem. Tymczasem dziś kilka porad dla tych, którzy czują ogromną potrzebę grania ale z różnych przyczyn grać nie mają na czym... Jak to nie mają? Wszak "potrzeba matką wynalazków" - jak mawiał McGyver. Zapraszam!

