Słoneczna sobota, przedświąteczny jarmark. Obok stoisk z wiejską kiełbasą, nalewkami domowej roboty, "prawdziwymi oscypkami" i cukrowymi barankami - pluszaki. A między pluszakami - niewielka poduszeczka w kształcie kury wypełniona grochem.
- To zośka? - pytam, bo lubiłam jako dziecko odbijać woreczki z grochem. - Niee, to kura korporacyjna, zwana również kurą biurową- odpowiada właścicielka kramiku.
Widząc moje wysoko uniesione brwi wyjaśnia:
- Na co dzień pracuję w dużej firmie, na open space (duża sala ze stanowiskami pracy, pracownicy widzą się wzajemnie i mogą się komunikować). Każdy z kolegów i koleżanek ma kilka takich kur i jeśli potrzebuje czegoś od współpracownika oddalonego o kilka biurek to nie krzyczy tylko zaczepnie i delikatnie rzuca korporacyjną kurą.
- Achaaa - pomyślałam. - teraz na open space będzie można usłyszeć "uwaaga, leciii!"
Jak się wam podoba taki sposób komunikacji?
Asia Kruk

