Andrzej Krzywy- EXTRA

19.03.2012 17:20
A A A Drukuj
Andrzej Krzywy

Andrzej Krzywy (Andrzej Krzywy)

W ten weekend Marzena Rogalska w swoim programie: Co mi powiesz, jak Cię złapię?! gościła Andrzeja Krzywego. Jakie ciekawostki, lider i wokalista zespołu De Mono zdradził Marzenie? Dowiecie się słuchając wywiadu, który tylko u nas, w Radiu Złote Przeboje! Posłuchajcie!

Posłuchaj także wywiadu z artystką >>>

Marzena Rogalska: A któż to tak siorbie w Radiu Złote Przeboje. Toż to Andrzej Krzywy zawitał do nas wiosną. Prawie wiosną.

Andrzej Krzywy: No dziękuje Ci bardzo, że przyłapałaś mnie w takim momencie. Dobra wasza kawa z waszej kafejki. Tak dobra kawa w kubeczku, normalnie z kartonem masa(?). Na bogato.

Marzena Rogalska: Ale widzisz przywołałam Cię do porządku i od razu się tak wyprostowałeś na tym fotelu.

Andrzej Krzywy: No wiesz, co prawda nazwisko zobowiązuje ale staram się chodzić prosto i siedzieć.

Marzena Rogalska: Andrzej Krzywy w Radiu Złote Pryboje. Przeboje chciałam powiedzieć. Nie wiem z jakiego języka mi się to wzięło?

Andrzej Krzywy: No bo Ty długo podobno na Ukrainie siedziałaś.

Marzena Rogalska: W poprzednim wcieleniu byłam Ukrainką.

Andrzej Krzywy: A ja jestem pół krwi Ukraińcem.

Marzena Rogalska: A widzisz!

Andrzej Krzywy: Mój ojciec ze Lwowa. Co prawda wtedy jeszcze Lwów był Polski ale już dzisiaj można powiedzieć, że jestem pół krwi Ukraińcem.

Marzena Rogalska: A to przecież nasz ziomal! Pamiętamy jego cudowne programy grane właśnie na tej antenie.

Andrzej Krzywy: Aj, kiedy to było? Czas dzisiaj tak szybko się kręci, że już tego nikt nie pamięta.

Marzena Rogalska: Pamiętamy! Przeciągnij się, tak żebyśmy Cię słyszeli. Usiądź wygodnie w fotelu i z ust Andrzeja Krzywego posypią się piękne historie. Lekko kompromitujące. A to zawsze śmieszne! Co mi powiesz jak Cię złapię, Andrzeju Krzywy! Twoje nazwisko brzmi dumnie. Wszak takiego króla kiedyś mieliśmy

Andrzej Krzywy: Krzywoustego. Nawet znam dziewczynę, która się nazywała Uścińska.

Marzena Rogalska: Krzywouścińska.


Andrzej Krzywy: W związku z czym tworzyliśmy parę, Krzywoustych. (śmiech) W jakimś sensie.

Marzena Rogalska: A to śliczne, ale zamieńmy się teraz w złotoustych. Andrzej nie Krzywy ale Złotousty! Teraz wybieramy się z Tobą do Berlina.


Andrzej Krzywy: To była niesamowita historia bo to był mój pierwszy wyjazd zagranicę. Tak. Pojechałem wtedy jeszcze z zespołem Daab. Raz w życiu wojsko pozwoliło mi wyjechać. Nie ukrywam, że było to obostrzone strasznymi sprawami. Do tego stopnia, że nasza menadżerka Mirka, podpisała cyrograf, że jeżeli ja nie wrócę to ona pójdzie do więzienia. W związku z tym no nie miałem innego wyjścia tylko musiałem wrócić. Chociaż nie za bardzo mi się chciało bo Berlin mi się bardzo podobał. Ale do czego zmierzam. Już jesteśmy w Berlinie, czekamy na organizatora, który organizuje nam koncert. Wyszliśmy na papierosa z tego naszego busa i stoimy. Ja tak patrzę, a tam niesamowity sklep. Sklep po prostu cały przeszklony. Ale nie ma manekinów, nie ma ekspedientek. Wszystko wisi na wieszakach i wisi dookoła. Myślę, boże ale patent! Jaki to jest patent, że jest mnóstwo rzeczy, a one wszystkie wiszą obok siebie i ludzie worami wynoszą po prostu, te rzeczy. No i tak stoimy z chłopakami, patrzymy, patrzymy. W końcu podjeżdża ten organizator no i tam „Cześć, cześć jak się macie chłopaki co tak stoicie i patrzycie?”. Mówię, słuchaj stary - no czegoś takiego to ja nie widziałem, żeby ubrania na wieszakach jeździły! Co to jest za sklep? No super! On tak spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Mówi, „Czy ty jesteś kretynem? Krzywy, czy ty oszalałeś? Przecież to jest pralnia!” (śmiech)

Marzena Rogalska: Tak podejrzewałam!


Andrzej Krzywy: Dodam tylko, że to były lata '80 kiedy w Polsce to jeszcze magiel był normalną rzeczą. Się szło, pani miała te wałki i wsadzało się ubrania, a pralnia kojarzyła się zupełnie z czymś innym, niż tym co ja zobaczyłem tam. Oczywiście dzisiaj to jest już normalne. Mamy te pralnie. Dzisiaj wchodzimy do tych szybkich pralni. I właśnie na wieszakach

Marzena Rogalska: Wtedy to był szok


Andrzej Krzywy: Wiesz, człowiek ze wsi, z prowincji to się nie zna.

Marzena Rogalska: No i z komuny Andrzej.


Andrzej Krzywy: Słoma z butów wylazła! (śmiech)

Marzena Rogalska: Nie! To komuna nam to zrobiła. Pamiętaj o tym.


Andrzej Krzywy: Nie no, absolutnie się z Tobą zgadzam!

Marzena Rogalska: No właśnie. Teraz w nagrodę garść komplementów. Jesteś uroczy, wspaniały, utalentowany.

 

Andrzej Krzywy: Boję się, że zmienią Ci audycję.

Marzena Rogalska: Nie, nie, nie! A za Daab będę Cię kochać dożywotnio.

 

Andrzej Krzywy: Dziękuję Ci bardzo. Naprawdę. Wiesz, w Daabie było kilku wokalistów. 

Marzena Rogalska: No wiem!


Andrzej Krzywy: Ale fakt jest taki, że dużo młodzieży przychodzi i mówi, pamięta ten Daab i pamięta mnie z tego Daabu.

Marzena Rogalska: To było naprawdę coś!

Andrzej Krzywy: I że gdzieś tam, a nie będę o tym mówić. Reggae kocia muzyka.

Marzena Rogalska: tak tu sobie siedzimy, w sobotnie przedpołudnie. Jest nam miło, pijemy kawę. Jemy sobie z dziubków. Taki ulubiony dowcip o realizatorach albo o wokalistach. Jeden mówi do drugiego. Ty jesteś głuchy wiesz? A ten drugi mu odpowiada, Ty też jesteś głupi. (salwa śmiechu)

Andrzej Krzywy: Znam to, natomiast z zupełnie innej sytuacji. Mówi bębniarz do basisty. Czyli sekcja rytmiczna, podstawa. Gdzie na próbie kłócą się i jeden do drugiego mówi: No co Ty? Głuchy jesteś? A on mówi, sam jesteś głupi! (salwa śmiechu po raz drugi)

Marzena Rogalska: No to jest to!

Andrzej Krzywy: Pamiętam, kiedyś taką historię. Początek zespołu De Mono. To był chyba '87 albo '88 rok. Naprawdę sam początek.

Marzena Rogalska: Musiałeś mieć wtedy z 5 lat.

Andrzej Krzywy: Musiałem mieć wtedy z 5 lat. Pełną grzywę. To był czas, kiedy ja byłem zaraz po Daabie więc miałem dready. Jakieś takie sterczące włosy.

Marzena Rogalska: Krzywy w dreadach. Aaaaa ok., ok.

Andrzej Krzywy: Taaaaaaak było!

Marzena Rogalska: Dasz mi fotkę na pamiątkę.

Andrzej Krzywy: Dam, dam. W ogóle to był moment kiedy ja miałem, ale to było pod koniec szkoły, jeszcze wąsy miałem. To gdzieś mam te foty także może kiedyś je upublicznię.

Marzena Rogalska: Bardzo bym prosiła.

Andrzej Krzywy: To jest dopiero anegdota! Ale powie Ci, że z wiekiem przyzwyczaiłem się do siebie i tak naprawdę zaakceptowałem. Był taki moment w moim życiu, że myślę sobie. Cholera, a może przeszczep? A może rogala zapuścić? Wiesz.

Marzena Rogalska: Nieeeeeee, rogal jest kompromitujący. Proszę Cię nie rób tego! Łysole są sexy!

Andrzej Krzywy: Szczególnie na basenie. Kiedy rogal płynie za Tobą. Po prostu, taka długa kita. Wiesz, ja to widziałem nie raz!

Marzena Rogalska: Nie kontynuuj bo zaraz nie będę w stanie dokończyć tego spotkania.


Andrzej Krzywy: Nie mówię o wietrze.

Marzena Rogalska: Mówisz o historii

Andrzej Krzywy: Aaaaa, no właśnie! Jak zwykle zmieniłem temat.

Marzena Rogalska: Mistrz dygresji, Andrzej Krzywy.


Andrzej Krzywy: Jesteśmy w Gdańsku. Gramy na ogromnym koncercie. Jakimś takim typu, muzyka młodej generacji, czy coś w tym stylu. Wyszliśmy w przerwie na jakąś bułkę, kefir, razem z Perkozem. Oczywiście była tam mnóstwo policjantów, którzy kręcili się wokół tej bramy. W pewnym momencie jak zobaczyli mnie i Perkoza to spodobaliśmy się im bardzo i krzyczą: „Eeee, panowie! O tutaj. Do nas!”. Oni byli po drugiej stronie ulicy i Perkoz tak patrzy i pokazuje palcem, „Że niby ja?”. A oni „Tak, tak. Ty!”. No dobra, no to Perkoz tam poszedł, a ja dalej idę i udaję, że nic nie słyszę, że mnie w ogóle w tym nie ma! (śmiech) Niemca udaję i idę. Pobiegł za mną ten policjant, złapał mnie za ramię i mówi „A Ty co? Nie słyszysz jak do Ciebie wołamy?”. Ja mówię, „Do mnie? Ja jestem muzykiem.”. A on „Muzyk i głuchy?”.

Marzena Rogalska: Andrzej Krzywy, Złotousty, WWW, dawniej dready, wąsy ktopka pl. To jest taka sentymentalna strona, na której można zobaczyć zdjęcia z młodości Andrzeja Krzywego.


Andrzej Krzywy: Oczywiście dzisiejsi hipsterzy są niczym przy tym jak wyglądałem.

Marzena Rogalska: Są niczem! Właśnie. Chciałam Cię o to zapytać. Ty uwielbiasz zabawę słowem. Lubisz tak po prostu kogoś, takie słowotwórstwo uprawiać.


Andrzej Krzywy: Wiesz co, to chyba z głupoty po prostu wynika. Chociaż niektórzy twierdzą, że z inteligencji.

Marzena Rogalska: Ale my tu jesteśmy po prostu gejzery intelektu, mój drogi! To może pokażemy za chwilę?


Andrzej Krzywy: Intelekt  to jedno, ja po prostu pamięci nie mam! (śmiech)

Marzena Rogalska: Pewien Nieniec coś tam zrobił.


Andrzej Krzywy: To nie wiem, o czym mówisz.

Marzena Rogalska: Tak myślałam. Ok . Alzheimer!


Andrzej Krzywy: Aaaaaaaaaaaaaaaa. ALZHEIMER! (haha) Jak niektórzy twierdzą. Lepiej mieć Parkinsona i troszkę wylać, niż Alzheimera i zapomnieć się napić!

Marzena Rogalska: Nie bez powodu pytałam mojego przystojnego, zdolnego Andrzeja Krzywego. Nie bez powodu, pytałam o słowotwórstwo. Nieeee. Troszkę się z Tobą podroczę! Kiedyś będąc z koleżanką Anitą Lipnicką sam padłeś ofiarą. Może nie słowotwórstwa ale dość konkretnego przejęzyczenia.

Andrzej Krzywy: Przejęzyczenie to też duże słowo! Ponieważ tak naprawdę, myślę, że problem polegał na tym, że moje nazwisko nie jest łatwe do wymawiania, przez obcokrajowców.

Marzena Rogalska: Proszę Cię. Krzywy, Krzywy, Krzywy.

Andrzej Krzywy: Dla nas jest to barszcz. Proste jak moje nazwisko. A jednak. Amsterdam. Jadę razem z Anitą Lipnicką do Amsterdamu. Jadę w zastępstwie Roberta Jansona jako przedstawiciele z Polski. Jury, które wybierają najlepszego śpiewaka w Europie. W Amsterdamie - zachwyt oczywiście! Czarne wyjście, chodzenie po kanałach. Piękny dzień. Nagrywamy program. Pani, która nazywa się Linda DeMoll jest to gwiazda. Marzena Ty jesteś gwiazdą.

Marzena Rogalska: Ale mogłabym Lindzie po zapałki skoczyć.

Andrzej Krzywy: Spokojnie po zapałki. (śmiech) Rozumiesz, totalna gwiazda w krajach Beneluksu. Pół Europy ją ogląda, zna. Jest total po prostu, total. Linda DeMoll, która słynie z tego, że jest perfekcyjna. Przychodzi moment kiedy ma nas przedstawiać. Wygląda to mniej więcej tak: „And from Poland Anita Lipniki and Andłiszłi Szłyszłi”. I patrzy tak na mnie i kiwa głową czy dobrze? Mówię, no nie dobrze. Ona na to „Stop, stop, stop! Repeat.” I pyta się jak. No to ja mówię, „Andrzej Krzywy”. (ona notuje) „Andrej Szłyszły”. Ok.? Ok. And from Poland Anita Lipniki and Andłiszłi Szłyszłi”. Pyta: „Dobrze?” (śmiech). Nagrywaliśmy to siedem razy. Skończyło się dokładnie tak samo. Po prostu ona nie była w stanie

Marzena Rogalska: Poproszę o ambulans! (śmiechu śmiechu) Nie kończ tej opowieści.

Andrzej Krzywy: No i po tym siódmym razie kiedy padło „Andłyszłi Szłyszłi” Pyta się „Dobrze?”. No i ja mówię, Dobrze! (śmiech) I tak zostało, myślę, że gdzieś to musi być w internecie!

Marzena Rogalska: Pozostajemy pod wrażeniem opowieści Andrzeja Krzywego, którego nazwisko po angielsku brzmi „Andłyszłi Szłyszłi”

Andrzej Krzywy: A jak się go już nauczyłaś.

Marzena Rogalska: Myślę, że tak się śmiejemy. My tu gadu gadu, ale powiedz mi czy czasem język angielski jest Ci przeszkodą podczas śpiewania piosenek?

Andrzej Krzywy: Wiesz co. Ja nie jestem, że tak powiem, wybitnym lingwistą. W ogóle wybitnym, te słowo nie pasuje do mnie. (śmiech)

Marzena Rogalska: Dziękuje Ci za szczerość.

Andrzej Krzywy: Ale wiesz co. Generalnie ja wychodzę z założenia, że jesteśmy w Polsce więc śpiewamy po Polsce. Śpiewamy po POLSKU. Tak powinno być po prostu, żeby w polskim radiu były grane polskie piosenki. Żeby polscy artyści śpiewali po Polsku! Oczywiście, jak najbardziej, jak ktoś lubi - bardzo proszę. Ale nie tak żeby tylko po angielsku no bo błagam. Tekst jest według mnie strasznie ważny i to żeby dotrzeć, z resztą mamy tak dużo ludzi, którzy fajnie piszą, że należy pielęgnować jakby swoje, i im dawać robotę! Ja tak uważam. Wiesz co? Tak sobie pomyślałem bo Ty mnie zapytałaś o to czy mi się zdarza zabełkotać. Ja Ci odpowiedziałem na to pytanie.

Marzena Rogalska: No więc co?

Andrzej Krzywy: No oczywiście zabełkotałem i to nie raz. „By mi zabełtać  błękit w głowie” to mi jasny i gotowy. Na następujący. Mam piosenkę, którą śpiewam po angielsku, ale ponieważ nigdy nie pamiętam drugiej zwrotki, śpiewam dwa razy pierwszą! (śmiech) I patrz cholera, nikt się nie zorientował!

Marzena Rogalska: Po raz pierwszy się przyznałeś do tego?

Andrzej Krzywy: Tak.

Marzena Rogalska: Noooo, tylko u nas!

Andrzej Krzywy: Ale jeszcze nie powiedziałem jaki tytuł tej piosenki i nie powiem!

Marzena Rogalska: Andrzeju, przypomniała mi się wizyta Roberta Gawlińskiego, którego zapytałam o takie znienawidzone momenty podczas wywiadów. Bo ja wiem, że wy artyści lubicie się z nas - dziennikarzy trochę natrząsać. I Robert powiedział mi, że za każdym razem opadają mu ręce, jak pięć lat istniały Wilki, a jakiś tam pan redaktor wyciąga mikrofon i mówi: „Panie Robercie! Dlaczego Wilki?” . (śmiech)

Andrzej Krzywy: To uwielbiam. To jest jedno z moich ulubionych pytań. Po 25 latach kiedy ktoś przychodzi i pyta się mnie „Co to znaczy te De Mono?”. Gdzie od tych 25 lat mówimy, że nic! (śmiech)

 

Marzena Rogalska: No właśnie.

Andrzej Krzywy: Mieliśmy taką historię. Graliśmy koncert. I jest pan, pani konferansjer, która prowadzi ten koncert razem z panem i przejęci. Strasznie chcieli po prostu zrobić taką zawodową konferansjerkę typu Opole, Sopot

 

Marzena Rogalska: Na bogato.

Andrzej Krzywy: To po prostu, grubo, tłusto i czubato! Nie bójmy się tego słowa. Przyszli do nas przed koncertem na wywiad. Chcieli wyciągnąć od nas sporo rzeczy, żeby mieć takie ciekawostki. Pytają się, „A powiedzcie w takim razie o waszych zainteresowaniach.”. I ja tak na Niemca wypuszcza, no dobra mogę powiedzieć. No to np. Robert Chojnacki. Jego pasją taką główną, jest wypychanie zwierząt futerkowych. I pani to notuje! Jak ja to zobaczyłem, to sobie pomyślałem - jest ogromny potencjał! (śmiech) Żeby to wykorzystać! Zaczęliśmy po prostu, bo to nie byłem tylko ja, z kolegami, zaczęliśmy ją wkręcać. To co oni potem mówili Ja mam to nagrane! Klawiszowiec - architekt, jego największym sukcesem jest Most Świętokrzyski w Warszawie. Wszystko było powiedziane na koncercie! Nie ma to tamto.

 

Marzena Rogalska: Chce mieć to nagranie!

Andrzej Krzywy: Kolega gitarzysta - alkoholik, ale już wyleczony. Prowadzi klub aa dla wszystkich. Nasz menadżer prowadzi sekcję dla głuchoniemych na Placu Trzech Krzyży w Warszawie. I tak dalej, i tak dalej! A ja! Np. co o mnie koledzy powiedzieli! Andrzej- jego taką nieznaną pasją jest koszykówka.

 

Marzena Rogalska: Z Twoim wzrostem! (śmiech)

Andrzej Krzywy: Tak, dokładnie! Więc każdy normalny by się zorientował, że coś jest nie tak. Ale tu nieeeee, jest grubo! (śmiech) Po prostu jedziemy dalej. Do tego stopnia, że w ogóle Andrzej Krzywy był w reprezentacji i miał jechać teraz na olimpiadę, ale koncerty, zobowiązania i nie może. Ale jego największym sukcesem jest to, że ma nieprawdopodobny wyskok. Wyskok ma tak wielki, że z obciążeniem, czyli kobietą uwieszoną u nóg wyskakuje półtora metra w górę. (śmiech) I ona to wszystko napisała! I powiedziała! (śmiech) Ja leżałem. Ja bardzo przepraszam tą panią i tego pana! Przepraszamy za ten wkręt. Bo ja nie wiem czy oni są w ogóle świadomi, że zostali wkręceni. To było bardzo dawno temu.

 

Marzena Rogalska: No to teraz już są! Za sprawą naszego cudownego gościa, który jest koszykarzem, i potrafi z kobietą uwieszoną u stóp, wyskoczyć półtora metra do góry!

Andrzej Krzywy: Tak, z kadry olimpijskiej! Miał do Sydney lecieć ale nie bardzo bo koncerty.

Marzena Rogalska: Bo koncerty. Więc ten Andrzej Krzywy, gdzie nas zabierzesz Andrzeju?

Andrzej Krzywy: No właśnie! Gdzie was zabiorę, i oto jest pytanie?! Zabiorę was do Kondratowic. Bo słowo Kondratowice, sama nazwa Kondratowice nie jest łatwa do zapamiętania. To jest raz. Dwa, że jest długa. Nie jest dobra do wyśpiewywania nazwy tej piosenki ale nie wiem skąd? Co mi się stało? Że nagle postanowiłem, razem z tłumem, z tysiącami ludzi skandować nazwę ich miasta! I co się dzieje. Zaczynamy koncert i tam: 'Hej, cześć! Witam Kondratowice! Cześć, jak się macie?”. A tam tłum „WHAAAAAAAAAA”.

Marzena Rogalska: Jest energia.

Andrzej Krzywy: Jakiś drugi moment po pół godzinie, „Kondratowice żyjecie?” - „WHAAAAAAAA, ŻYJEMY! YEAAAAAH”.

Marzena Rogalska: Masz odpowiedz, jest energia, jest dobrze!

Andrzej Krzywy: Mówię tak, nie stosuje tego zabiegu, bo mi się często mylą nazwy miast. No wiesz, jak się jeździ przez cztery dni i każdego dnia jesteś gdzie indziej to raz! Czasami koncerty są dwa razy dziennie. Wiec staram się tego unikać, żeby skandować nazwę miasta. Ale coś mnie podkusiło w tym momencie - skoro oni tak świetnie reagują. Jest taki moment gdzie ja bawię się z ludźmi i jest „Yeeeee Oooo”, a oni „Yeeee Oooo” i w momencie kiedy powinny być Kondratowice to ja „Krotoszyn”. (śmiech) Wszyscy ludzie tak „Krotoszyn (cichutko)” i cisza. Ja patrzę, a to chyba nie to miasto jest! A byłem pewien, że pamiętam. Odwracam się rozejrzeć, szukać pomocy, może ktoś coś a muzycy leżą. Wiedzą, że dałem taką plamę! Ja jestem spalony. Płonę po prostu. Nie wiem jak mam wybrnąć. Ludzie gwiżdżą.


Marzena Rogalska: Jak wybrnąłeś, łosiu kielecki?

Andrzej Krzywy: Mówię tak „Przepraszam ludzie”


Marzena Rogalska: Dużo punktów za szczerość przyznaję mojemu koledze Andrzejowi Krzywemu. Tak! Krzywy do tablicy! Tak się polubiliście z Ania Dereszowską, że wystąpiła w chórkach nieeeee nawet duet!

Andrzej Krzywy: Wiesz co, z Anią znamy się już naprawde kupę lat. Nasza współpraca zaczęła się przy płycie „Siedem Dni”. Stwierdziliśmy, że potrzebujemy takiej muzy. Osoby, która będzie troszkę kojarzona z nami ale nie jest jeszcze tak bardzo popularna, może w przyszłości będzie. A przy okazji, żeby była taka faaaaaajna dziewczyna. Po prostu nasza taka dziewczyna De Monowa.


Marzena Rogalska: No to Anna Dereszowska to był dobry strzał.

Andrzej Krzywy: Wtedy jeszcze Ania Dereszowska grała dosłownie w jakiś epizodach. Nie było jej. Poprosiliśmy czy się zgodzi być naszą muzą. No i zgodziła się. Ania mówi, „Nie ma problemu chłopaki, bardzo was lubię.” I nakręciliśmy z cztery czy pięć teledysków razem z Anią, właśnie do tej płyty. Po tej płycie zaczęliśmy grac koncerty z dziewczynami i okazało się, że Ania śpiewa też, więc postanowiliśmy zrobić krok dalej i na następnej płycie „No Stress” zaprosiliśmy Anię czy by nie zaśpiewała ze mną duetu, tym bardziej, że piosenka od początku była jako duet.


Marzena Rogalska: A co nowego wydarzyło się między Andrzejem Krzywym, a Anią Dereszowską - zobacz jak to zabrzmiało. Spieszmy się, spieszmy, wyjaśniać narodowi co wydarzyło się między Anią, a Andrzejem.

Andrzej Krzywy: Między innymi z Anią Dereszowską i z kilkoma innymi aktorami. Zacnymi naprawdę. Pierwsza półka. Nagraliśmy audiobooka. Audiobooka, którego część dochodu ze sprzedaży przeznaczona będzie na fundację Happy Hour znaczy Happy Kids. Happy Hour to dla nas, wieczorami w pubie. (śmiech) Patrz, głodnemu chleb na myśli.


Marzena Rogalska: Powiedz, co to będzie za bajka. Co to będzie za opowieść?

Andrzej Krzywy: Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków. Ania Dereszowska jako Królewna Śnieżka, zespół De Mono jako krasnale, Krzysztof Kowalewski i wielu wielu naprawdę innych. Ja gram głównego krasnala, który nazywa się Gama - czyli śpiewak. Taki wokalista krasnal.


Marzena Rogalska: Krasnalu Gama, co nam wyśpiewasz już prawie na koniec?

Andrzej Krzywy: Przypominam sobie jak nagrywaliśmy teledysk do piosenki „Druga w nocy”. Wtedy nasza muzą była jeszcze Agnieszka Maciąg. To był taki bardzo intymny teledysk, ponieważ braliśmy w nim udział tylko Agnieszka i ja. Stół, świece. Rozumiesz.

Marzena Rogalska: Zobacz jak się nam od razu głosy obniżyły.

Andrzej Krzywy: Ona chodzi w jakiejś takiej

Marzena Rogalska: Peniuarze

Andrzej Krzywy: Peniuarze, tak absolutnie. Ja w niebieskim swetrze z ogromnym kołnierzem. Bardzo dobrze wyglądam, mam jeszcze włosy. I co się dzieje? Na planie jest kotek. Rudy mały kotek. Reżyser mówi, „Teraz ten kotek. Andrzej leży, ma zamknięte oczy i po nim chodzi kot i go liże, więc zróbcie mi to.”

Marzena Rogalska: Ale jak namówić kotka do lizania Andrzeja Krzywego? (śmiech) Ja bardzo przepraszam.

Andrzej Krzywy: A właśnie! Ktoka trudniej namówić. Z kocicami jest łatwiej. Ktoś kto zajmował się tą całą scenografią i tym wszystkim, wpada na pomysł „Mam, wiem! Trzeba go czymś posmarować!”

Marzena Rogalska: Go - kotka, czy Andrzeja Krzywego?

Andrzej Krzywy: Andrzeja Krzywego, leżącego! Go trzeba czymś posmarować, żeby go lizał! No to najpierw mleko. Ale mlek ściekało no to nic. No to potem czymś tam ale też nic nie dało. Nagle ktoś wpadł na pomysł, żeby wysmarować mnie miodem. Więc gęba świecąca i co się dzieje? Kładą na mnie kota. Kamera start. Kot podchodzi i „hlip”.

Marzena Rogalska: Kotki lubią miód?

Andrzej Krzywy: Okazało się, że chyba lubią. I normalnie tym chropawym jęzorem. Bo koty mają te języki z włosami w drugą stronę. Czerwona gęba, ale scena się udała!

Marzena Rogalska: Doprawdy brak mi słów, jak mogłabym godnie pożegnać tego fantastycznego, nieodgadnionego, do dzisiaj, człowieka Andrzeja Krzywego „Andłyszłi Szyszki”, kiedyś wąsatego, posiadającego dready, Andrju! 

Andrzej Krzywy: Marzeno! Jedyna ty moja, kobieto, którą uwielbiam słuchać i oglądać!

Marzena Rogalska: Rzućmy się sobie w ramiona „Póki na to czas”

Andrzej Krzywy: Nie skończymy chyba tego programu bo to się nie uda!

Marzena Rogalska: Uda! Umawiamy się, że

Andrzej Krzywy: że przygotuje sobie jakieś fajne dowcipy!


Marzena Rogalska:
Że następnym razem przygotujesz sobie jakieś fajne dowcipy.

Andrzej Krzywy: Bo te opowieści to nuda taka straszna

Marzena Rogalska: A to przy okazji następnej płyty, która będzie

Andrzej Krzywy: Późna wiosna. Koniec kwietnia, początek maja. Zaskoczenie ogólne. My sami jesteśmy zaskoczeni.

Marzena Rogalska: I zapowiadamy bardzo bogatego, złotego człowieka

Andrzej Krzywy: Sylwestra! (śmiech)

Marzena Rogalska i Andrzej Krzywy: Do usłyszenia!

 

 

Słuchaj programu Marzeny Rogalskiej "Co mi powiesz, jak Cię złapię?!" w każdą sobotę od 10:00 do 12:00 tylko w Radiu Złote Przeboje!