Marek Hłasko

domena publiczna

Polski James Dean - Marek Hłasko. Można było spotkać go w warszawskiej Kameralnej, gdzie pojawiał się około północy jak duch. Latem w szoferskiej skórze, zimą w szoferskim kożuchu. Wszyscy cisnęli się do baru, żeby zobaczyć, usłyszeć, otrzeć się o niego. Tylko najodważniejsi ośmielali się do niego odezwać, bo kto się głupio odezwał, dostawał w zęby. No i snoby, którym wszystko imponowało baaardzo chętnie brali w zęby, żeby móc się i tym pochwalić.

Pierwszy skandal w jego wykonaniu miał miejsce bardzo wcześnie, bo niespełna dwuletni Marek w czasie swojego chrztu miał na pytanie księdza: "Czy wyrzekasz się złego ducha?", odpowiedzieć... "NIE".

Przyszły buntownik miał skończoną tylko podstawówkę i choć chodził do szkoły średniej... pardon... do kilku szkół średnich, żadnej nie skończył wylatując najczęściej za notoryczne demoralizowanie koleżanek i kolegów.

Zaczął więc pracę. Początkowo jako kierowca ciężarówki, prawko zrobił w wieku 16 lat - zajmował się przewożeniem drewnianych bali, co opisał w opowiadaniu "Następny do raju" znanym z ekranizacji pod tytułem "Baza ludzi umarłych". Przez kolejne lata pracował najczęściej jako prosty robotnik, ale nigdzie specjalnie na długo nie zdołał się zahaczyć.

No i pisał... pisał, pisał i dorobił się... ach jak my kochamy porównania... miana polskiego Ernesta Hemingwaya. Na fali literackiej i towarzyskiej sławy i kilku zekranizowanych powieści wyjechał do Paryża, potem do Niemiec i Izraela, mając w między czasie szereg romansów, między innymi z Agnieszką Osiecką, a poza romansami mając zatargi z policją.

Na przestrzeni dwóch lat spędził 242 dni w szpitalach psychiatrycznych. W 1968 roku doszło do tragicznego wydarzenia z udziałem Hłaski, które wzbudza wiele pytań w kontekście jego śmierci. W grudniu ze swoim przyjacielem Krzysztofem Komedą, wybitnym pianistą jazzowym i kompozytorem, wracał z zakrapianej imprezy w Los Angeles. Doszło między nimi do niewinnej przepychanki i w wyniku niefortunnego popchnięcia Komeda upadł i doznał poważnego urazu głowy. W szpitalu zdiagnozowano u niego krwiaka. Muzyk zmarł w kwietniu 1969 roku. Marek Hłasko przebywając w szpitalu z żoną Komedy miał do niej powiedzieć: "Jeśli Krzysio umrze, to i ja pójdę". Tak też się stało.

Dwa miesiące później zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Prawdopodobnie w wyniku zażycia śmiertelnej dawki środków nasennych i alkoholu. Pozostaje jednak pytanie, czy był to nieszczęśliwy wypadek czy samobójstwo?

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX