Muzyka na haju

aga
02.10.2009 13:28

SOLARPIX / PR PHOTOS/Solarpix / PR Photos

O tym, że muzycy lubią narkotyki i od dawna są one im bliskie wiemy wszyscy. Przedstawimy wam ranking tych, którzy przeginali nagminnie, dali się złapać w najgłupszych okolicznościach, ewentualnie w najbardziej absurdalny sposób tłumaczyli się z zarzutów. Warto zwrócić uwagę na jedno - to, co normalnym obywatelom sprawiłoby ogromne problemy, gwiazdom bardzo często uchodzi na sucho. Taki to już ten wielki świat...

David Bowie

Złapany w 1976 r. z blisko półkilogramowym workiem marihuany we własnej posesji. Mógł trafić do więzienia na piętnaście lat, ostatecznie mu się upiekło i wrócił do tego, co lubił najbardziej. Z tym, że przerzucił się na mocniejsze używki, co zaowocowało wieloma ciekawymi artystycznymi eksperymentami.

 

 


 

 

James Brown

Za życia był ikoną i ojcem chrzestnym muzyki soul, do ostatnich lat koncertował i dawał na scenie niezapomniane popisy. Oczywiście najczęściej pod wpływem pewnych białych substancji. Złapać dał się kilka razy. W 1988 r. dostał trzy lata w zawieszeniu za posiadanie narkotyków, broni, napaść na policjanta i posiadanie nielegalnej broni. Dziesięć lat później ponownie podpadł posiadając marihuanę i używając bezprawnie... gaśnicę przeciwpożarową. Kolejne lata to już walka z chorobami, bólem, którą uśmierzał lekami i dragami. Umierając w 2006 r. powiedział "Mam ochotę na ostatni night train" (night train - rodzaj wysokoprocentowego - 18% - wina cytrusowego - od. red.). Znając życie spożył je zaciągając się jointem i dosypując do kieliszka to i owo.

 

Ray Charles

Niewidomy geniusz często dawał sobie w żyłę. Z heroiną złapano go po raz pierwszy w 1958 r., sytuacja powtórzyła się w 1961 r. Zgodnie z tradycją - co trzy lata wpadka - w 1964 r. Ray wpadł na lotnisku w Bostonie z heroiną i marihuaną. Miarka przebrała się rok później i tym razem muzyka na dobre złapano, gdy po raz kolejny znaleziono przy nim heroinę. Więzienia uniknął poddając się terapii odwykowej w Los Angeles, gdzie spędził rok warunkowego zwolnienia.

 

Joe Cocker

Ten Pan to prawdziwa ikona! Niesamowity głos, niesamowita barwa, niezwykły klimat muzyki. Okazuje się, że również niemały wkład w narodową dyskusję na temat legalizacji marihuany w Australii! W 1972 r. Cockera i jego kilku muzycznych kompanów złapano z trawką, co zaowocowało "prośbą" o jak najszybsze opuszczenie krainy kangurów. Cocker grzecznie się podporządkował, ale fani muzyka (i zielonych roślinek oczywiście) rozpoczęli wówczas głośną dyskusję na wspomniany powyżej temat legalizacji. To Ci dopiero wpływowy muzyk!

 

Whitney Houston

Zasadniczo to temat na oddzielne opowiadanie, poza tym jesteśmy w stanie "tak trochę" uwierzyć w to, że całe jej zło to zasługa męża, Bobby Browna. Lubimy Whitney, więc jej ekscesy zostawimy na boku. Życzymy szybkiego powrotu do formy!

 

 


 

 

Mick Jagger

Nie uwierzycie, ale Mick zaledwie dwa razy był aresztowany (1967 i 1970) za posiadanie marihuany! To prawdziwy fenomen, biorąc pod uwagę, że od tego czasu wraz z grupą odbył przynajmniej 40 tras koncertowych, w czasie których śnieg padał na pewno nie tylko w Aspen.

 

John Lennon

Złapany wraz z Yoko Ono za marihuanę w 1968 r. O mały włos nie zakończyło się to ekstradycją do Wielkiej Brytanii. Może i szkoda, że tak się nie stało...

 

Paul McCartney

Ten popalał na potęgę! W 1980 r. został aresztowany w Japonii, gdy w jego bagażu znaleziono ponad 150 gramów marihuany. Co najciekawsze, wcześniej odmówiono mu wizy wjazdowej do kraju kwitnącej wiśni za to, że w Europie dwa razy dał się złapać z jointami. Gdyby jego adwokaci nie podziałali jak należy, McCartney zostałby w Japonii na długich siedem lat w pierdlu. Ostatecznie spędził dziesięć dni w areszcie i został wydalony z zakazem powrotu. Tyle, że w 1998 r. znów zagrał w Japonii, więc chyba tamtejsze władze uznały jego przewinienia za grzechy młodości.

 

 


 

 

Carlos Santana

Na tle co poniektórych z tej listy, Carlos to prawdziwy aniołek. W 1991 r. dał się złapać na lotnisku w Houston z raptem pięcioma gramami marihuany przywiezionej z Meksyku.

 

Amy Winehouse

Last, but not least! To prawdziwa perełka, deser, smakołyk, wisienka na torcie. Ilość skandali z jej udziałem w ciągu ostatnich dwóch lat zapełni zapewne niejedną poczytną książkę. Wciąż jej jednak kibicujemy. Jakby nie było - potencjał tej Pani względem stricte artystycznym jest po prostu niesamowity.

 

tekst: Infomuzyka.pl

Więcej o:

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!