Chwila na-Gości: Małgorzata Ostrowska

Małgorzata Ostrowska w rozmowie z Piotrem Sworakowskim tylko w Radiu Złote Przeboje. Posłuchaj!

 

 

 

Piotr Sworakowski: Gościem jest Małgorzata Ostrowska. Płyty Pani jeszcze nie wydaje Jakiś poślizg jest?


Małgorzata Ostrowska: Nie. Nie wydaję jeszcze płyty. Wszyscy o nią pytają. Myślę, że ją kiedyś wydam. Ciągle mam jakieś zastrzeżenia do tego materiału. Tyle płyt wydałam. Lepiej zrobić to później, a żeby była taka z jakiej będę bardziej zadowolona. Nigdy nie jestem do końca zadowolona.

 

PS: Chciałem zapytać o ten perfekcjonizm.

 

MO: Nie wiem czy jest to perfekcjonizm. Zawsze jest coś co można poprawić.

 

PS: Można tak w nieskończoność.

 

MO: Można. Dlatego w pewnym momencie należy powiedzieć "dość". Nie należę do ludzi, którzy ciągle poprawiają, poprawiają, poprawiają. Jeżeli nie jestem z czegoś zadowolona, zdarza mi się wyrzucić wszystko do kosza.

 

PS: To jak w przypadku Edyty Bartosiewicz. Pracowała nad swoją płytą, pracowała aż wreszcie powiedziała: ,"wszystko do kosza". Teraz musi sobie wszystko przypominać. Nie jest to więc dobre wyjście.

 

MO: Nie jest, ale tak bywa. Rozumiem ją.

 

Sama mam na swoim koncie materiał, który wylądował w koszu. Potem powstał nowy. Okazało się, że słusznie.

 

PS: Bazowała Pani na starych doświadczeniach czy to było kompletnie coś innego?

 

MO: Nie.

 

PS: Powiedziała Pani "To nie jest to. W tę stronę nie można iść. Róbmy coś innego"?

 

MO: Tak. Inny człowiek. Inne kompozycje. Inne teksty. Zupełnie nowy materiał.

 

PS: Czyli perfekcjonizm nie przekreśla zdrowego rozsądku?

 

MO: Nie dochodzę nigdy do momentu: "zrobię wszystko bo żal mi tego co powstało".

 

Twórczość to jest coś ulotnego.

 

Tam niczego nie można żałować. Przychodzi nowy impuls, myśli, okoliczności, ludzie, świeża krew, powstaje coś nowego. Zazwyczaj jeśli z czegoś rezygnuję to to nowe jest lepsze. Chociażby z powodu świeżości.

 

PS: Nowe utwory w Pani sztuce. Słyszałem, że robi Pani pyszną szarlotkę?


MO:
Wyszła rzeczywiście dobra. Rzadko ją jadam, bo staram się nie jeść ciast. Ostatnio mi to nie wychodzi. Robię ją z reguły dla dzieci. Dobra jest. Szarlotka jest pyszna bo jest bez ciasta. Jabłka i kruszonka - najlepsze rzeczy!

 

PS: Przy okazji szarlotki, słyszałem, że są jakieś utwory zakazane w radio?

 

MO: Nie zakazane. Zrobiła się z tego duża afera.


PS: Po programie telewizyjnym, w który Panią widziałem przejrzałem Internet. Rzeczywiście był problem. Był utwór, którego zakazują.

 

MO: Nie. Jedna ze stacji, nie powiem która (nie było to Radio Maria <śmiech>) zareagowała w sposób następujący: "Ostrowska to już nie powinna takich tekstów śpiewać". Dotknęło mnie to. Podniósł mi się jeż na plecach. Bo niby dlaczego? To była idiotyczna reakcja! Nie wiem czy ktoś się nie zastanowił, ale te teksty to przecież są moje! Nikt mi ich nie pisze. Piszę to co mam w głowie. Już nie mówię, że odebrałam to jako aluzję do mojego wieku!

 

W moim wieku to trzeba beret, różaniec, pod radio, Maryjki, wnuki. Nie mam wnuków. Nie wiem co mam robić. Nudzić się?

 

Nie wszystko się w moim życiu układa tak, że pasuję do tego stereotypu. Cieszę się z tego.

 

PS: Powstają przy okazji takie teksty, które są zakazywane przez radia.

 

MO: Z tego się akurat nie cieszę. Swojego czasu Jagger zaśpiewał "This is olny a rock&roll". To jest tylko zabawa. A szczególnie ta piosenka została potraktowana przez tego pana. To był mężczyzna.

 

PS: Więc jednak to był mężczyzna! Ja odebrałem to jako osobisty zarzut. Pani prowadząca powiedziała: ,"Ja myślę, że to musiał być jakiś facet". Pomyślałem: ,"Nie wszyscy faceci są tacy sami"!

 

MO: To nie było Radio Złote Przeboje!

 

PS: Nie ważne jakie to było radio, oprócz Radia Maryja. Wydaje mi się, że takie jednoznaczne przypisywanie cech płciowych poglądowi, jest dość takie "właściwe mężczyznom”.

 

MO: Niemniej jednak był to mężczyzna <śmiech>. Był to facet. Podszedł do tego bardzo poważnie. Tekst tej piosenki jest jednym wielkim dowcipem. Flirtem, zabawą. Być Może Ten Pan sobie wyobraził, że ja sobie ten diament w pępek wpycham.

 

PS: To raczej on miał problem?

 

MO: Jedynie on ma problem.

 

PS: To teraz powiedzmy o jaką piosnkę chodzi.

 

MO: Chodzi o piosenkę ,,Szpilki”.

 

PS: Czyli jaki jest tam podtytuł?

 

MO: ,,Szpilki - taką mnie chcesz”

 

PS: To jest takie osobiste przekazanie. "Słuchaj fajnie by było jakbym włożyła ten diament, i wtedy byś zobaczył co ze mnie za kobieta".

 

MO:

 

Myślę , że w tym tekście jest trochę aluzji do bywających na dyskotekach panienek..w różowych miniówkach, diamentach w pępku, białych kozaczkach i parku innych atrybutach dyskotekowych. Super!


PS: Pani Małgosiu, a kiedy Pani ostatnio była na dyskotece?

 

MO: Bardzo dawno. Należę raczej do tych co na dyskotekach nie bywają. Nie z powodu piosenki. Piosnka śmierć w dyskotece jest odbierana przez młode pokolenie zbyt bezpośrednio. Jak patrzę jak młodzi ludzie śpiewają ją na koncertach, myślę, ze kompletnie nie wiedzą co to jest dyskoteka. I, że w latach 80'-tych dyskoteka to była suka policyjna, żadna dyskoteka. I ten tekst ma zupełnie inny sens. O to chodziło autorowi tekstu. W tamtych czasach powstawały takie teksty.

 

PS: W tamtych czasach to było jasne o co chodzi. Tutaj przekaz był pozasłowny.

 

MO: Tak, chociaż często było tak, że ta druga warstwa, lekko przykrywająca sens, wystarczyła aby piosenka przeszła przez cenzurę.

 

PS: Nie wiem czy dzisiaj ktoś wie co to była cenzura. Dzisiaj to już tylko jak się nie spodoba redaktorowi radia.

 

MO: Nie ma cenzury. Bardzo się z tego powodu cieszę. Cenzura była jakąś kompletnie wydumaną, koszmarną sprawa. Ta sama piosenka w jednym i drugim radiu. Znaczy był pierwszy i drugi program polskiego radia, potem pojawił się trzeci. Piosenka, która przechodziła przez cenzurę radiową już nie mogła być w TV, ponieważ przez cenzurę telewizyjną nie przeszła.

 

Dzisiaj jest cenzura obyczajowa.

 

PS: Pani Małgosiu, a jak to było z wtedy z koncertami. Cenzura wtedy też ingerowała w grane utwory.

 

MO: Oczywiście!

 

PS: Były takie piosenki, które pojawiały się na koncertach, a nie było ich w radio i telewizji?

 

MO: Oczywiście.

 

PS: Czy było odwrotnie?

 

MO: Nie. Odwrotnie nie było, ponieważ najmniej skuteczna była cenzura na koncertach. Nie wyobrażam sobie żeby cenzor jeździł z zespołem w trasę koncertową.

 

PS: Zamiast managera cenzor.

 

MO: Ale cenzorzy to byli także ludzie. Zdarzało się, że piosnki przechodziły cenzurę. Np. śmierć w dyskotece przeszła całą cenzurę. Mogę się mylić. Gdzieś w jakimś momencie była zatrzymana przez moment, ale znalazła się. Nie wierzę że cenzor nie zrozumiał tekstu. Zobaczył , że płaszczyk jest na tyle gruby, szczelny, że można to puścić. Pamiętam takie piosnki jak tę o dziewczynie co rusza w Polskę. Konkluzja była taka, że nie ma aniołów. I ona została zatrzymana. Dlaczego została zatrzymana?

 

PS: Istoty nadprzyrodzone.

 

MO: Ale nie ma aniołów!

 

PS: Jeżeli nie ma to po co o nich mówić. Widzę, że wraca Pani do fryzur jakie Pani już nosiła.

 

MO: Czasami wracam. Kobieta zmienną jest. Tak lubię. Stanęłam przed lustrem, wzięłam maszynkę i wygoliłam.

 

PS: W sobotę Pani czytała Starą Baśń!

 

MO: Nigdy nie przeczytałam całej Starej Baśni, ponieważ jest strasznie nudna. Dzieci w szkole nie słuchają teraz. Paluszki w uszy! Generalnie jest bardzo wiele wspaniałej literatury, ale Stara Baśń... Nawet Hoffman zrobił z niej coś innego.

 

PS: Dlaczego więc zgodziła się Pani czytać Starą Baśń w Poznaniu?

 

MO: Stara Baśń została wybrana celowo. Początki Gniezna to jednak bliskie jest Poznaniowi. Wielkopolska, Popiel, myszy, itd. Fajnie to było nawet oprawione. W ramach imprezy dzieci malowały, lepiły myszy, które następnie obsiały balustradę schodów na pierwsze piętro.

 

PS: Czyli projekt multimedialny?

 

MO: Tak. Fajnie to wypadło. Tyle z czytania Starej Baśni..

 

PS: Dziesięć minut i już.

 

MO: Preferuję inną literaturę. Lubię fantasy, lubię bajki. Lubię świat nierealny, nieprawdziwy. Nie tylko fantasy. Jestem wielką fanką Sapkowskiego, to wielokrotnie podkreślałam. Kocham literaturę rosyjską: Bułhakowa, Dostojewskiego właśnie za te światy. Fantasy jest to świat realny, ale nie do końca. Taki obok realny. Nie lubię literatury faktu, powieści biograficznych, wywiadów <śmiech>

 

PS: W tekstach Pani Rock&Roll, ale samo życie..

 

MO: Tak, ale głębokie. Z perspektywy kobiety. Gdzieś tam z serca, z mózgu. Myślę, że moje teksty nie relacjonują normalnego życia.

 

PS: Nie ciągnęło Pani w stronę mrocznej muzyki?

 

MO: Był taki czas kiedy trochę tego słuchałam. To są te same środki. Są fani tej muzyki, ja się chyba do nich nie załapałam.

 

PS: Czyli jednak Rock&Roll, Stonesi.

 

MO: Tak. Nie tylko Rock&Roll. Trochę bluesa. Ja się właśnie z stamtąd wywodzę. To jest teraz wszystko trochę poprzetwarzane. Właśnie w muzyce podobają mi się teksty o życiu codziennym, takie jak hip-hopowe.

 

Lubię hip-hop i lubię go za to, że jest nurtem publicystyczno-socjologicznym. Ta ilość realnego świata w literaturze mi wystarcza.

 

PS: Hip-hop to osobna kultura. Próbuje to Pani jakoś włączać do swojej muzyki?

 

MO: Myślę, że byłoby to śmieszne. Może to doza nieśmiałości, ale to chyba nie byłoby do końca szczere. Nie potrafię tego śpiewać.

 

PS: Nie mówię o śpiewaniu. Tylko o zaproszeniu kogoś do zrobienia wspólnego utworu.

 

MO: Zdarzył mi się taki przypadek w programie "Muzyka łączy pokolenia". Nastąpiło zderzenie dwóch światów: Warszawskiego Deszczu i mojego. Po pierwsze zrobili po swojemu "Szklaną Pogodę", co więcej weszli przy wykonaniu "Lawy". Zaczęli też "Niebieską Sukienkę". Naprawdę super to wyszło.

 

PS: A Pani co zaśpiewała?

 

MO: Co ja śpiewałam?

 

PS: Zostawmy ten temat. Skoro jesteśmy przy nowej muzyce, bo hip-hop jest nowszy od rock&rolla, to sprawdźmy te nowe technologie. Wcale Pani od nich nie ucieka. Jest Pani obecna na Facebooku, wiem bo czasem odwiedzam, komentuje. Jest Pani na You Tubie. I właśnie z tym wiąże się fajna historia ze "Szpilkami"

 

MO: Bardzo fajna. Właśnie byłam przed chwilą na You Tubie i okazuje się , ze dziś jest 35 tysięcy wejść.

 

PS: Chodzi o klip "Szpilki". O ten zakazany w radio. Przepraszam, ale zdanie "zakazany w radio" mnie śmieszy. Słowa redaktora pewnej dużej rozgłośni radiowej tylko się przyczyniły do tego sukcesu.

 

MO: Tego dnia było chyba ponad 13 tys. Teledysk nawet tygodnia na You Tubie nie zaliczył.

 

PS: To sprawia, że Pani profil jest najchętniej odwiedzanym polskim profilem na You Tubie.

 

MO: Ten pierwszy dzień to sprawił. Chyba 4 miejsce w Europie i 18 w skali globu!

 

PS: Może to nowy sposób promocji?

 

MO: Radio zapewne ma swoją moc i magię. Prawdopodobnie You Tube czy Facebook nie są wstanie osiągnąć takiego zasięgu. Radio jest towarzyszące. Na serwisy internetowe trzeba wejść, założyć profil. Trzeba się zaangażować. Może jest to fajniejsze, jeżeli robi się to z własnej inicjatywy!

 

You Tube i Facebook to przeogromna siła.

 

PS: Czy planuje Pani jakieś skoordynowane akcje, jeśli tak się udało ze "Szpilkami"? Małgorzata Ostrowska jak Prince, zacznie sprzedawać swoje albumy w Internecie.

 

MO: Nie wiem. Myślę, że tak się nie stanie. Nie mniej nie będę ignorować tego środka rażenia.

 

PS: Sam się ostatnio w podobny sposób włączyłem do dyskusji, ponieważ Pani pochwaliła się swoim synem. Przejdźmy więc do dzieci. Fajnie pomuzykować sobie z synem?

 

MO: Syn grał ze swoim zespołem na Mayday Rock Festiwal. Grali, przebrnęli eliminacje, zaklasyfikowali się do finału. Fajnie grają. Ja się im przyglądam, oczywiście w to nie ingeruję. Mocno grają. Zespół nazywa się "Impala".

 

PS: Nic się nie zmieniło. Człowiek jest młody, chce grać, idzie na scenę i chodzi o tę reakcję zwrotną.

 

MO: Oczywiście. To nie jest festiwal, na którym oni pierwszy raz grają. Jak większość kapel prawdopodobnie. Pierwszy jednak, na którym zostali zauważeni.  Wygrali dzień eliminacji. Ja się do tego nie przyłożyłam, zupełnie w to nie ingeruję. Zero, null. Pozwoliłam im robić próby u mnie w pracowni. Ale to przez chwilę, już się stamtąd wynieśli.

 

PS: Czy popełniają oni te same błędy, co Wy popełnialiście z Lombardem?

 

MO: Jest inaczej. Więcej możliwości zaistnienia. Więcej imprez, na których można zagrać , żeby zostać zauważonym. Przez to jest i więcej kandydatów. Może kiedyś też tak było, ale do Radia Złote Przeboje dotrą tylko wybrani, tylko niewielka grupka.

 

PS: No właśnie. Ja też bym czasem chciał zagrać "Taniec Pingwina na szkle", chociaż on się czasem gdzieś tam przewija. Tylko jest ciągle "Szklana" i "Przeżyj to sam". Ale jeśli słuchacz tego chce... Przecież radio nie działa w próżni.

 

MO: Radio ma taki profil.

 

PS: Profil zostawmy bo on się potrafi zmienić.

 

MO: Zauważyłam. Skoro ze szpilkami przychodzę do Radia Złote Przeboje!

 

PS: Ma Pani ochotę nagrać coś z synem?

 

MO: To była jego propozycja, nad którą się zastanowiłam. Może należy to zrobić. Mam taki jeden numer, co mu się strasznie podoba też z nowej płyty.

 

Może ten numerek zrobimy.

 

Może zagramy go tylko w pracowni, może to nagramy.

 

PS: Fajnie pomuzykować sobie z synem. Ja też bym chciał, ale on nie chce. Z reszta nie umiem na niczym grać.

 

MO: Ja też nie! Tylko śpiewam!

 

PS: Dział anegdoty na Pani stronie. Zagląda tam Pani czasem? Bo maiłem przygotowane pytanie, czy Pani jakąś pamięta?

 

MO: Nie, nie... Do tego działu rzadko zaglądam.

 

PS: A do jakiego częściej?

 

MO: Do działu aktualności, bo na tej się otwiera <śmiech>! Kiedy chcę sprawdzić jakie imprezy mam w najbliższych dniach.

 

PS: Właśnie. Porozmawiajmy o najbliższej imprezie zamkniętej. Czy to się różni od otwartego występu?

 

MO: Różni się ze względu na warunki akustyczne. Tam są jednak nie najgorsze. No i publiczność. Ta publiczność bardzo łatwo daje się ruszyć od stolików, przychodzi pod scenę i jest normalny koncert.

 

PS: Czyli trzeba przekonać publiczność, że warto wstać od stołu?

 

MO: Tak. Publiczność pierwszego dnia była wstrzemięźliwa, potem zaczęły się wężyki. Następnego dnia była tylko męska publiczność. Miałam chór śpiewający "mam dość rachitycznych kochanków". "Szklaną pogodę" ryczeli... Byli w temacie, znaleźli się.

 

PS: Po takim wieczorze, kiedy publiczność się wykruszy przyjeżdża Pani do Warszawy na zajęcia dodatkowe.

 

MO: Na takie przyjemne rozmowy.

 

PS: Jak się Pani czuje w Warszawie bo mieszka Pani pod Poznaniem.

 

MO:

 

Z Warszawą zawsze miałam kłopoty.

 

Wynajęłam nawet mieszkanie. Próbowałam się oswoić. Nie będę udawać, że jestem z Warszawy, bo prawdę mówiąc nie chcę być z Warszawy. Jestem ta dojeżdżająca.

 

PS: Musi być Pani jednak w Warszawie, bo przecież promocja i telewizja.

 

MO: Tak. Bywam tu od czasu do czasu. Mam tu przyjaciół, którzy to miasto oswoili, bo też są przyjezdni. Trzeba było przejść ten moment przyznania się, że nie chcę tu mieszkać.

 

PS: To też jest trudne. Przyjeżdża się, Warszawa, centrum kraju... i nagle się okazuje, że mu z tym  nie po drodze.

 

MO: To moja centrala!

 

PS: Na szczęście potrzebują też pracowników w terenie. Czyta Pani jakieś gazety?

 

MO: Z gazetami mam problem, bo jestem bardziej internetowa. Czasem przeglądam kobiece gazety.

 

PS: Z powodu kosmetyków czy rozmów z ciekawymi ludźmi?

 

MO: A to różnie. Dobrze wiedzieć co się nosi, jakie kosmetyki wyszły. Czasem sprawdzam jak donoszą mi, że jestem w kronice plotkarskiej. Reaguję na to z dużym spokojem. Na tyle znam mechanizmy takich relacji, że nigdy nie wzbudzały we mnie większych emocji.

 

PS: Chyba, że samemu się tworzy takie czasopismo? Miała Pani udział w tworzeniu K - MAG!

 

MO: Było to jednorazowe. Rzeczywiście K-Mag udostępnia rozkładówkę artystom.

 

PS: Pamiętam, że rozmawialiśmy w Poznaniu w kawiarni, i była Pani zachwycona.

 

MO: To rzeczywiście jest zaskakujące, jak ktoś robi coś po godzinach zupełnie innego. Pierwsze odsłonięcie tego światu to duże przeżycie.

 

PS: Był odzew?

 

MO: Był pozytywny. Negatywnego nie słuchałam.

 

PS: Jak pamiętam nie śpieszyłem się w czytaniu tych tekstów.

 

MO: A dało się to przeczytać? To liternictwo?

 

PS: Może ja mam po prostu dobry wzrok. Nie czytam kobiecych gazet. Tylko radio i muzyka. To w zasadzie cały świat. Pani muzyka też wypełnia cały świat. Kiedyś jednak próbowała się Pani od tego świata oderwać.

 

MO: Tak. Było kilka lat, kiedy zniknęłam z estrady. Potem byłam troszeczkę, albo i wcale. Miałam takie plany, ale miewam je co jakiś czas

 

PS: Też tak mam, bo radio to nie jest takie miejsce , gdzie można przestać pracować. Dlatego pytam o próbę oderwania, dlaczego się nie udało?

 

MO: Czasami człowiek tęskni za tym. W zasadzie to jestem o tyle mądrzejsza, że już nie będę próbować odchodzić. Przez wiele lat w Lombardzie miałam kilka takich przerw. Potem duża przerwa i powrót solowy.

 

Teraz nie będę odchodzić, bo i tak wracam. Człowiek tęskni.

 

Mogę się zajmować tysiącem niezrealizowanych niemuzycznych rzeczy, ale zawsze dochodzę do wniosku, że brak mi muzyki. Brak mi możliwości przekazania myśli na estradzie. Nie wiem czemu ludzie przychodzą pod scenę i mnie słuchają!

 

PS: Bo ma Pani fantastyczny głos!

 

MO: Ciężko mi znaleźć uzasadnienie na to wszystko i wtedy rezygnuje. Potem odczuwam głód żeby wyjść na scenę.

 

PS: Czyli jest coś takiego jak głód artysty? Chęć wypowiedzenia się za wszelką cenę?

 

MO: Jest coś takiego, że jak się doświadczyło, że mam komfort mówię, przekazuję myśli, a ludzie mnie słuchają. To jest magia. Jeżeli raz tego doświadczyłam to już zawsze będę chciała mieć to. Gdyby mnie życia na tej estradzie nie postawiło, ja nigdy w życiu nie potrafiłabym w grupie ludzi się przebić. Ze swoim zdaniem, z poglądami..

 

PS: Starczyłoby aby Pani podniosła głos odrobinkę i już! <śmiech>

 

MO: A ja nie lubię podnosić głosu.

 

PS: Jeżeli Pani krzyczy to jest to jedynie forma ekspresji podczas piosnki.

 

MO: Ale ja to lubię, to jest wspaniałe. Uwielbiam nierealne światy i mam w sobie dwa światy. Estrada - tam jestem kimś kompletnie innym, a w życiu prywatnym jestem odwrotnością tego. Ja jestem kobietą. Po prostu.

 

PS: Nie staraj się zrozumieć kobiety, po prostu ją kochaj. Jak  Pani reaguje na słowa krytyki? Ostatnio ostro Pani zareagowała na Facebooku, kiedy ktoś zarzucał, że zbytnio angażuje się Pani w muzyczną działalność syna ?

 

MO: Tak. Bo to mnie razi. Szczególnie w przypadku mojego dziecka, oczy bym wydłubała. Takie reakcje na pewno nie spływają po mnie jak po kaczce. Nie ma takich ludzi, na których to nie działa. Mnie uczą pokory. Może być tak: Eeeee tam Ostrowska. Tak też bywa. Takie jest życie. Co nie znaczy, że nie udowodnię działaniem że Ostrowska jest Ostrowska.

 

PS: Ogląda Pani telewizję? Taniec z gwiazdami?

 

MO: Nie.

 

PS: Nie wystąpiła by Pani w czymś takim?

 

MO: Nie, ja się nie nadaję.

 

PS: A Pudzian się nadaje?


MO:
Też się nie nadaje, ale nie porównujemy < śmiech>. Nie mam szans w konkursach. W konkursach zawsze przegrywam.

 

PS: A w jakich Pani przegrała?

 

MO: W Kocham Cię Polsko. Dwa razy byłam, dwa razy przegrałam. Nie biorę udziału w takich programach żeby wygrać, tylko żeby się pobawić.



PS: W jaki sposób towarzyszy Pani w życiu radio?


MO: Jako tło. Chociaż przyznaję, że ja mam taki mechanizm wbudowany, że jeżeli jest w tle radio to słucham. Musi być na poziomie szmeru, bo inaczej słucham. W mieście wyłączam radio, bo nie mogę jechać. Mam podzielną uwagę we wszystkich innych sprawach, prócz muzyki.

 

PS: Słyszy Pani w radiu swoją piosenkę z Lombardem i solo. Czy są różne reakcje?

 

MO: Nie. Cieszę się. Ostatnio jechaliśmy, leciała piosenka mojego kolegi Grzegorza Stróżniaka - zrobiliśmy głośniej. Była nie fajnie przerobiona, jakoś tak klubowo. Była nowa wersja, zrobiliśmy na głos!

 

PS: Jedzie Pani w podróż. Leci nowa piosenka, wyłapuje ją Pani?

 

MO: Nie bardzo bo zaraz wchodzi następny numer. Musiałabym zanotować. Chociaż ostatnio udało mi się rozszyfrować, w ten sposób poznałam 30 Second to Mars. To było jakiś czas temu . Ale na podstawie szlagwortu weszłam na You Tube, przesłuchałam piosenki, zakupiłam płytkę i jestem zadowolona.

 

PS: Wokalistą jest Jared Leto. Zagrał w Requiem dla Snu.

 

MO: Mają wspaniale teledyski.

 

PS: Są jeszcze inni wykonawcy?

 

MO: Nie pamiętam, żebym tak doszła jeszcze do jakiejś kapeli.

 

PS: Skoro nie przez radio to jak Pani szuka nowości?

 

MO: W Internecie. Podsyłają mi linki znajomi, że jest coś fajnego. Poczta pantoflowa. Tak się często teraz roznosi.

 

Nikt już nie ma czasu usiąść przed odbiornikiem i słuchają audycji ,,nowości na rynku”.

 

Siada się przed radioodbiornikiem i się słucha.

 

PS: To chyba byłaby idealna sytuacja. Kiedyś były takie programy.

 

MO: Z reszta były tylko 3 programy i jeden nadawca. Z resztą w takich programach leciała czasem cała płyta. I się nagrywało.

 

PS: Sam nagrywałem. Piractwo. A co teraz jest piractwem, a co nie jest?

 

MO: Teraz ciężko jest to zdefiniować.

 

PS: Zarabianie na kradzionych utworach.

 

MO: Ściągnięcie utworu z Internetu, żeby go posłuchaćj a nie na nim zarobić to też jest piractwo?

 

PS: Moim zdaniem nie. Ja często tak robię. Jest taki zespół we Wrocławiu Japoto. Mają profil na My Space. Odsłuchałem. Napisałem chłopakom: płyta rewelacyjna lecę do sklepu. Czy to jest piractwo?

 

MO: Można coś ściągnąć i nie pójść. Ale jak się na tym nie zarabia to czy jest to piractwo? No właśnie to wszystko jest bardzo płynne. Ściągnięcie programu żeby się go nauczyć to jest piractwo? Jeśli się na tym nie zarabia?

 

PS: Nie wszystko co ściągamy z Internetu jest nielegalne.

 

MO: Zmieniły się czasy, jest przewartościowanie. Bardzo trudny rynek jest dla wytwórni płytowych, ale czasy się zmieniają.

 

PS: Czy ktoś zwrócił się do Pani z tym co zmienić w fonografii? Jak ją uregulować?

 

MO: Oczywiście, że były takie pytania. Ja jednak nie czuję się na siłach żeby na nie odpowiadać. Zawsze mówię:

 

Zmienia się rynek, jest przewartościowanie. Nie wiem co jest piractwem, co nie. Funkcjonuję na legalnych programach.

 

Mam płyty, kupuję płyty. Kiedy mój numer ściągany jest z Internetu, kiedy nie ma blokady na stronie to gdzie tu mówić o piractwie?

 

PS: Ściąganie nie jest problemem tylko zarabianie na utworze, nielegalne umieszczanie go na składankach.

 

MO: Wtedy staram się reagować. Jeżeli ktoś to traktuje jako towar na sprzedaż należy za to zapłacić.

 

PS: Piractwo jest miarą sukcesu?

 

MO:

 

Gdyby Ostrowską ściągano jak Celine Dion, Adamsa, Jacksona byłabym przeszczęśliwa.

 

PS:  Czyli jest sukcesik. Bo Celine to sukces. Koncerty sprowadzają się do włączenia publiczności w to co dzieje się na scenie. Czy praca w studiu jest gorsza, uciążliwa?

 

MO: Jest kompletnie inna. Można by pytać którą wolę. Ja zawsze odpowiadam, że wolę koncerty. Chociaż bywają sytuacje w studio takie kiedy następuje ferment, coś się próbuje, powstaje coś nowego i to jest fajne. Jedna i druga sytuacja ma swoje uroki. Najbardziej wstrząsające przeżycia są na scenie.

 

PS: W studio zawsze coś się da zmienić i poprawić. Zdarzyło się, ze zmieniła Pani całą piosenkę?

 

MO: Zdarzyło się. Tak bywa kiedy jest praca, porozumienie, pomiędzy producentem a wykonawcą. Z dwóch stron są propozycje. Tak się zdarza.

 

PS: Jak Pani to robi, że Piotr Zanber wciąż wraca do pani zespołu?

 

MO: Wrócił jakiś czas temu. Zadzwoniłam zapytałam, a on mówi proszę Cię bardzo. "No Gosieńko dla Ciebie zawsze".

 

PS: Próbował ostatnio robić solowe projekty.

 

MO: Generalnie moi koledzy też sami robią inne projekty. Jest to dobre. Zawsze wnosi to coś do pracy zespołowej. Wiem, że są artyści zabraniający swoim muzykom grania w innych układach. Ja myślę, że to świetna rzecz.

 

PS: Najbliższe plany? Wydanie płyty, która się opóźnia...

 

MO: Szpilki zostały przearanżowane i to w zupełnie innym kierunku. Idzie to w lepszym kierunku. Możliwe, że się opóźnia. Pomysł przytrzymania był dobry. Najbliższe plany? Na razie gra się koncerty plenerowe i nieplenerowe.

 

PS: Łatwo się daje Pani namówić na koncerty charytatywne?

 

MO: Zależy jak na to spojrzymy. Jeżeli by spojrzeć na ilość propozycji, to jako , że muszę wybrać kilka, to nie. W zasadzie grywam na koncertach charytatywnych często. Jest takie morze potrzeb. Nie zawsze jestem w stanie reagować.

 

PS: Czym się Pani kieruje wybierając koncerty? Wspiera Pani diagnostykę raka piersi.

 

MO: Amazonki poznańskie. Już z tego wychodzę. Rok  byłam ambasadorką. Nie wiem czym mam się kierować. Nie ma kryteriów ustalających, które nieszczęście jest większe. Bywają najróżniejsze argumenty. Nie ma wspólnego mianownika. Np. za rok będę śpiewała dla fundacji Anny Dymnej. Podziwiam tę kobietę. Podziwiam jej otwartość. I to był argument. Ale bywają takie sytuacje, że bywam z sentymentu dla miejsca czy miasta. Bywają różne powody.

 

PS: Jaki był Pani najdziwniejszy koncert?

 

MO: Nie wiem. Każdy jest inny.

 

PS: Skoro ludzie kupują bilety to wiedzą, że jest fajnie.

 

MO: Grywam też koncerty niebiletowane.

 

PS: Te zamknięte.

 

MO: Otwarte, zamknięte, charytatywne także najróżniejsze są formy grania. Nigdy nikt nie przyszedł i nie mówił, że było beznadziejnie. Tłumaczę sobie to tym, że jeżeli było beznadziejnie to już mu się nie chciało.  Jeżeli chodzi o ostatnie plany to dziś gram koncert w Rawie Mazowieckiej. Jutro w Poznaniu charytatywny. Potem są jakieś plany. Ja nie pamiętam. Wchodzę na stronę żeby wiedzieć. Tam są już podpisane rzeczy, a jest jeszcze pełno rzeczy niedopiętych. Swoją drogą jest moment żeby przyhamować. Jestem artystą śpiewającym na dużych imprezach, mało klubowym. Chociaż nie rozumiem, mam nawet projekt akustyczny. Nie udało mi się do niego przekonać nikogo.

 

Nie wiem dlaczego strasznie ciężko jest przekonać ludzi, że Ostrowska może śpiewać akustycznie.

 

PS: Wczoraj w telewizji widziałem. W jednej z wiodących telewizji zobaczyłem wersję akustyczną. Z Piotrem Zanderem, pięknie wyszło.

 

MO: Do radia jest wersja nieakustyczna <śmiech>

 

PS: Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

MO: Dziękuję za zaproszenie.

 

PS: Do Radia Złote Przeboje jest Pani zawsze zaproszona.

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!