Chwila na-Gości: Blue Café

24.03.2011 18:00
Blue Cafe

Blue Cafe (Blue Cafe)

Paweł Rurak-Sokal oraz Dominika Gawęda w rozmowie z Wojtkiem Babiarczykiem dla Radia Złote Przeboje. Posłuchaj!

 

 

 

Wojtek Babiarczyk: Pawle, na początku muszę Tobie zdać to pytanie - skąd się wziął pomysł na zespół Blue Café, a konkretnie na nazwę. Jesteś wielbicielem kawy?

 

Paweł Rurak Sokal: Tak - gorzkiej kawy, natomiast myślę, że niebieska kawa daje możliwość fantazjowania. Takie jest Blue Café  - niebieskie.Każda płyta jest inna, nie ma jednej szuflady, tzw. gombrowiczowskiej gęby, przed którą uciekam. Ta płyta będzie potwierdzeniem tego, że jest to zupełnie coś innego w wykonaniu Blue Café.

 

WB: Do płyty jeszcze wrócimy, ale powiedz nam - pamiętasz początki grupy? Wszystko zaczęło się w 98 roku, prawda?

 

PRS: (śmiech) To było bardzo dawno temu, ale gdybym miał to powtórzyć, to jeszcze raz może być to samo, ponieważ jest to piękny czas, którego efektem jest spotkanie z Dominiką i jej trzecia płyta. Nie żałuję niczego, czekam na rozwój wydarzeń po piątej płycie oraz oczywiście na koncerty - mamy już zamówienia, a jeszcze jesteśmy w studiu. Ja chciałbym już grać, ponieważ sześć miesięcy w studiu, to równocześnie i dużo i mało, ale jednak jest to duży wysiłek woli.

 

WB: Ty Pawle przeszedłeś wszystkie możliwe etapy edukacji muzycznej, prawda?

 

PRS: (śmiech) Oczywiście tak, jestem skrzypkiem w klasie solistycznej łódzkiej akademii - to moje wykształcenie i pasja. Stąd potem Blue Café, a drugą moją pasją są sztuki walki.

 

WB: Do tych sztuk też powrócimy. Powiedz mi, kto tak naprawdę zaraził Cię w dzieciństwie muzyką?

 

PRS: Moi rodzice. Mama pięknie śpiewała, natomiast tata grał na różnych instrumentach. Właściwie to oni stwierdzili, że mam pewien talent i predyspozycje do muzyki.

 

WB: Macie sporo nagród. Pamiętasz taką, która Ci najbardziej utkwiła w pamięci?

 

PRS: Tak, było Opole, mam jeszcze Karolinkę, Super Jedynki itd. Myślę, że nagrody są potrzebne, bo jest  to pewnego rodzaju gratyfikacja. Natomiast uważam, iż w dzisiejszych czasach największą gratyfikacją jest, gdy jesteś na koncercie, a tłumy śpiewają twoje piosenki. Myślę, że to jest największa nagroda - od tych, którzy kupują twoje płyty, płaczą, tęsknią, bawią się, cieszą.

 

WB: Trudno jest wykonawcom takim jak wy na polskim rynku?

PRS: Polski rynek jest bardzo specyficzny, ponieważ tutaj właściwie wszyscy bardzo dobrze się znają.

Rynek jest mały, ale myślę, że dla każdego jest miejsce.

Dla różnych gatunków muzyki, wykonawców, stylów - każdy wybiera to, co lubi.

 

WB: Dominiko, pamiętasz swoje początki muzyczne w Blue Café ?


Dominika Gawęda: Oczywiście - było to pięć lat temu, o ile dobrze pamiętam. Nie wiem, czy to dużo czy mało. Ten czas bardzo szybko mi upłynął, ponieważ wiele się działo.

Od czasu zostania wokalistką Blue Café moje życie całkowicie się zmieniło. To była dla mnie ogromna rewolucja, ale jednocześnie rzecz o której od dziecka marzyłam.

To był mój cel - chciałam śpiewać, nagrywać płyty,  występować na koncertach, kreować nowe rzeczy. Chciałam także pisać teksty, co się również spełniło - robie to cały czas, do nowej płyty również napisałam teksty, co jest piękną sprawą.

 

WB: Czy Paweł jest wymagający?

 

DG: Tak, my wszyscy jesteśmy wobec siebie bardzo wymagający i uważam, że właśnie na tym to polega, bo tylko wtedy może coś powstać. Coś co ma dusze, jest ciekawe - jest to ciężka praca, ponieważ muszą się spotkać osoby, które połączy wspólna pasja i podobny pomysł, które będą razem w tej pracy zespołowej potrafiły wcielić jakiegoś ducha w rzecz, którą robią. W naszym przypadku jest to muzyka i chociaż nie jest to takie proste, jest to piękny proces.

 

WB: Bałaś się tego udziału w zespole?

 

DG: Na początku był lęk, ale tylko dlatego, że była to nowa sytuacja. Natomiast fakt, że śpiew był moim największym marzeniem sprawiał, że ten lęk się zmniejszał. W miarę upływu czasu czułam się coraz pewniej, coraz bardziej czułam, że spełniam się i jestem we właściwym miejscu.

 

WB: Czy to prawda, że aż 400 kandydatek zgłosiło się na casting?

 

PRS: Myślę, że nawet więcej. Mam zdjęcie, na którym wystaje mi tylko głowa spod nadesłanych propozycji i nagrań. Właściwie cały czas czekaliśmy na tę jedyną. Były trzy etapy - ostatni odbył się w Szansie na sukces, gdzie Dominika zaśpiewała „Walk Away” Christiny Aguilery, czym powaliła wszystkich na kolana.

 

WB: Oprócz głosu, czym cię urzekła?

 

PRS: Urzeka i urzekła mnie lojalnością, pracowitością, zaangażowaniem. Te setki godzin w studio - Dominika tym żyje i myślę, że to jest jej siła. Podobnie jak ja, ma marzenia, które realizuje. Uważam, że bez marzeń życie byłoby naprawdę nieciekawe.

 

WB: To prawda Dominiko, że w szkole podstawowej występowałaś w zespołach heavy metalowych?

 

DG: Tak, nosiłam glany, miałam gotycki makijaż, za duże płaszcze ze skóry. Fascynowałam się Marilynem Mansonem, Metallicą, Nirvaną. Mieliśmy próby w garażu w Łodygowicach pod Bielskiem, moim rodzinnym miastem. To był ciekawy etap w moim życiu - byłam zbuntowana, uciekałam z domu.

 

WB: Czy przed wstąpieniem do grupy Blue Café słuchałaś muzyki zespołu?

 

DG: Ten zespół zawsze mnie intrygował.

 

PRS: (śmiech) Rodzice kazali.

 

DG: (śmiech) Tak! Rodzice mi mówili - słuchaj Blue Café, czujemy, że tam będziesz śpiewała w przyszłości. Oczywiście to żart, ale był taki moment, gdy siedziałyśmy z mamą i oglądałyśmy Opole. Wtedy ona zwróciła uwagę na Tatianę, stwierdzając że ten zespół wyróżnia się.

Ja się z nią zgodziłam, ponieważ Blue Café wybiło się z piosenkami po angielsku, co w Polsce nie jest takie łatwe.

To było dla mnie niesamowite, gdyż zawsze interesowałam się zespołami i wokalistkami zagranicznymi.

 

WB: Jakimi?

 

DG: India Arie, Dee Dee Bridgewater - klimaty jazzowo-soulowe. Jeżeli chodzi o inne wokalistki to np. Whitney Houston, Mariah Carey, Rihanna, Lady Gaga. Z zespołów - U2. W dzieciństwie słuchałam Spice Girls. To był wspaniały etap - tańczyłam z koleżankami. (śmiech)

 

WB: A kto dba o twój wizerunek sceniczny?

 

DG: Nie lubię tego słowa - powinni go używać styliści.

Jest to kolejna niesamowita rzecz dla mnie, ponieważ w miarę upływu czasu znaleźliśmy wspaniałe osoby, które zajmują się wizerunkiem i tym, jak mamy się prezentować.

Mamy świetnych specjalistów - stylistyki, fryzjerów, mamy wspaniałą makijażystkę - są to bardzo kreatywni ludzie, którzy dbają o nasz wygląd i bardzo ciężko pracują. Jest także ogromna liczba osób, która z nami pracuje - nie tylko przy wizerunku, ale także przy koncertach na scenie. Wszyscy ludzie od oświetlenia, sprzętu muzycznego.

 

PRS: Strój jest jedną rzeczą, natomiast sztab ludzi, których nie widać, ale są - np. akustycy, technicy, osoby od odsłuchów dousznych, kierowcy, ochrona, dają nam duże poczucie komfortu i bezpieczeństwa, gdy wchodzimy na scenę.

 

DG: Ludzie widzą końcowy efekt nas, ale nie widzą przygotowań, co jest dobrą rzeczą, ponieważ nie do końca chodzi nam o to, żeby ich wciągać w naszą pracę za kulisami. Chcemy im pokazać to, co stworzyliśmy wcześniej.

 

PRS: Kamila [managerka zespołu], jak już wszyscy wejdą na scenę, odznacza ich na kartce, więc nie ma odwrotu.

 

WB: A L4 do kogo się zanosi?

 

PRS: (śmiech) Wszystko przechodzi przez ręce Kamili.

 

WB: Pawle, która płyta z Dominiką była najtrudniejsza?

 

PRS: Uważam, że ta płyta, piąta, jest największym wyzwaniem jaki miałem spośród wszystkich płyt. Będzie ona dużym przełomem, rewolucją i kontrowersją. Jest zupełnie inaczej produkowana, inaczej zaśpiewna, z innym zamysłem, jest bardziej taneczna, przebojowa, dynamiczna. Myślę, że będzie naprawdę prowokować, ale w pozytywny sposób.

 

WB: Już wasz pierwszy singiel, Da Da, zaczyna prowokować. Gdy go słuchałem, jadąc samochodem do domu, wpadało mi to jak jeden z wielkich przebojów lat 80. niemieckiej formacji. Skąd pomysł na ten singiel?

 

PRS: Da Da, pierwszy utwór, jest pewnego rodzaju forpocztą, która otwiera to, co za chwilę nastąpi, będąc małym antre, preludium. Myślę, że nasi fani, a nawet Ci, którzy byli zaskoczeni, że gramy zupełnie coś innego, jeszcze bardziej się zdziwią.

 

WB: Możesz zdradzić, czy płyta będzie utrzymana w podobnym klimacie, jak ten singiel?

 

PRS: Myślę, że jest to czubek góry lodowej. Wszystko rozegra się potem - będą obsady międzynarodowe, bardzo znane, więc myślę, że jest to kwestia kilku tygodni.

 

WB: Kto pisał muzykę?

 

PRS: Ja napisałem muzykę, natomiast Dominika i Ania Baraniecka teksty.

 

DG: Płyta będzie bardzo dynamiczna, nowoczesna - będą to zupełnie nowe brzmienia. Taka nasza mała rewolucja w Blue Cafe. Myślę, że to dobrze - chcieliśmy bardzo nagrać taką płytę, która będzie świeża i nowatorska. Chcieliśmy odsłonić kolejne nasze małe kurtyny i pokazać ludziom, że mamy jeszcze coś innego do zaoferowania.

 

PRS:

Wynika to z tego, że ja unikam pewnej szuflady i pewne stereotypy są mi obce.

Równocześnie stawiamy sobie wysoko poprzeczkę. Oczywiście można się obudować i tkwić w tym co jest, ale dla mnie to za mało - ja lubię wyzwania, nowe horyzonty, dotykanie niemożliwego.

 

WB: Od kiedy trwają prace nad płytą?

 

PRS: Z tą płytą było bardzo dziwnie. Miałem przygotowany zupełnie inny materiał- ok. 40 utworów. Tak jak przy każdej płycie - przychodzą różne osoby w różnym wieku i typują, co im się podoba, taka pierwsza sonda. Wszystko się zgadzało - były utwory, które pretendowały do hitów i bardzo dobrych utworów. Czegoś mi tam jednak brakowało, natomiast w przemyśle muzycznym się działo - Lady Gaga, Rihanna, Beyonce. Ich samochody zaczęły jechać szybciej, a ja pewnego dnia mówię do Dominiki i Kamili „nie”. Zresztą Kamila mówi :”Paweł, ty chcesz czegoś więcej.”.

Miałem dwa miesiące, by zrobić nowy materiał na tę płytę i jest to szczególne dziecko, które jest bardzo wymagające od wokalistki, zespołu, producenta, realizatora oraz bliskich, którzy nas wspierają.

Sześć miesięcy w studio to nie przelewki.

 

WB: Lepiej Ci się komponuje muzykę w dzień czy w nocy?

PRS: (śmiech) Lepszą kochanką jest noc, jeżeli chodzi o muzykę, ponieważ wszystkie inne bodźce znikają - zostajesz sam na sam z czystą materią. Tu się zaczyna prawdziwa zabawa.

 

WB: Dominiko, jaki prywatnie jest Paweł? Co w nim najbardziej cenisz?

 

DG: Paweł prywatnie jest świetnym człowiekiem - ciepły, towarzyski, bardzo twórczy.

 

PRS: Między nami jest oczywiście różnica wieku, ale mimo tej różnicy odnajdujemy się.

 

DG: My się niesamowicie dogadujemy, czuję jakby Paweł był moim rówieśnikiem.

 

WB: Kiedyś w pewnym wywiadzie Dorota Wellman spytała: „Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?”. Co dziś powiecie na ten temat?

 

PRS: (zaczyna nucić) (śmiech)

 

DG: Ale co byś chciał usłyszeć? Na jaką liczysz odpowiedź?

 

WB: Może nie ja, ale tak naprawdę słuchacze. Gdy się dowiedzieli, że będę z Wami rozmawiać, otrzymałem masę maili z tym pytaniem.

 

DG: Zdaję sobie sprawę, ze taki temat się pojawił, ale ja cały czas szukam swojej miłości. Może czekam aż ona nadejdzie, na razie nie mam na nią czasu. Jak kiedyś taki moment przyjdzie, to pewnie rozwinę skrzydła. Teraz zajmuję się muzyką, nie mam czasu na miłostki. Niedługo walentynki, nie wiem jak je spędzę - pewnie w studio. (śmiech)

 

PRS: Ja też czekam na swoją miłość.

 

WB: A ja myślałem, że waszą miłością jest muzyka.

 

DG: Tak, jest tak faktycznie. Wszystkie swoje uczucia rzeczywiście przelewam na muzykę, to moja największa pasja, wkładam w to całe serce. Trochę nie starcza mi na facetów, mówiąc szczerze. (śmiech) Na razie muzyka króluje u mnie na pierwszym miejscu.

 

WB: To prawda, że dostałaś w prezencie od Pawła prawo jazdy?

 

DG: Tak, nie tylko od Pawła, również od Kamili.

 

WB: I zdałaś?

PRS: Dostała już gotowe, sam wycinałem. (śmiech)

 

DG: Nie, jestem w trakcie robienia prawa jazdy. Planuję w tym roku skończyć cały kurs.

 

WB: Ale nie boisz się jeździć?

 

DG: Nie. Jeżdżę pod prąd, ale nie boję się. (śmiech)

 

WB: Kochacie podróże?

 

DG: Tak.

 

PRS: Ja uwielbiam i marzę o podróżach - niech żyją Zanzibar i Malediwy. Dobija mnie już ta pogoda - jest szaro, zimno, w studio jest sztuczne światło. Marzę o tym, żeby polecieć tam, gdzie palma dotyka oceanu.

 

WB: Pytam o to, ponieważ płyta powstała, dzięki podróży na Malediwy?

DG: To ogromna inspiracja dla płyty.

 

PRS: Tak. Polecieliśmy na Malediwy - tam się bardzo dużo działo. Moja mama wcześnie odeszła, a zawsze chciała gdzieś pojechać. Nie było w domu pieniędzy, wszystko na kartki, ale było dobrze. Obiecałem sobie, że spełnię jej marzenia i zawiozłem tam jej zdjęcia - popłynęliśmy na bezludną wyspę, gdzie zakopałem je pod kokosem. Myślę, że gdy polecimy teraz, to będzie tam piękne drzewo.

 

WB: Kiedy się wybieracie?

 

PRS: Myślę, że jak skończymy płytę, to będzie taki czas, kiedy odpoczniemy od siebie przynajmniej godzinę. (śmiech) Po całej promocji może nam się uda na taką wyprawę wyruszyć.

DG: Zabierzemy znajomych i będziemy odpoczywać.

 

WB: Niebawem także festiwale w Polsce. Będziecie na jakimś?

 

DG: Zobaczymy. Wszystko jest możliwe. (śmiech)

 

PRS: Są takie plany. Jest kilka utworów przygotowanych, które nie wejdą na płytę i jeżeli będzie taka strategia, to weźmiemy w nich udział.

 

WB: Dominiko, masz jakiś utwór, który kochasz śpiewać na koncertach?

 

DG: Bardzo lubię śpiewać "Czas nie będzie czekał", ponieważ jest bardzo magiczny - totalnie porywa publiczność, bez względu na jego rozmiary, śpiewa cały tłum. Zawsze się wzruszam.

 

PRS: Ja gram pierwsze dźwięki na gitarze, kilka taktów, a Dominika zwraca mikrofon w stronę publiczności, która zaczyna śpiewać. Rzeczywiście, jest to wzruszające, ponieważ są to osoby, których się nie zna, ale właściwie spotykacie i doskonale wyczuwacie się w tym jednym utworze.

 

DG: Tak, są to dla nas najważniejsze i najpiękniejsze chwile. To, że ludzie przychodzą na nasze koncerty i kupują nasze płyty, jest to dla mnie największym skarbem i bardzo to szanuję.

Staramy się dawać publiczności jak najwięcej radości, wzruszeń i łez.

Jesteśmy bardzo zaangażowani w to, co robimy i myślę, że publiczność to czuje.

PRS: Dominikę trzeba siłą ściągać ze sceny. Są takie koncerty, gdzie jest siedem bisów. Chyba tak było w Myślenicach, niesamowity koncert.

 

WB: Dominiko, czy nie zastanawiałaś się nigdy nad solową karierą?

 

DG: Nie, ponieważ czuję, że śpiewam solo w zespole. Nikt mi nie przeszkadza, nie wchodzi w drogę - jestem panią samej siebie i świetnie się z tym czuję.

 

WB: Pawle, pozwoliłbyś jej wydać solową płytę? Oczywiście przy twojej pomocy.

 

PRS: Wiesz co, wszystko dzieje się w swoim miejscu i czasie. Jeżeli Dominika mnie poprosi o nagranie płyty bardziej jazzowej lub bardziej balladowej, to świetnie, bo mam też takie plany. Myślę, że jest ich bardzo dużo, bo mamy pomysły, których już nie zdradzę. Od unpluggedowych, poprzez duże formy muzyczne. Myślę, że jeszcze mamy dużo do zrobienia.

 

WB: Ale gdzieś tam w tych projektach jest jakiś solowy projekt Dominiki.

PRS: Ja myślałem o swojej solowej płycie.

 

WB: Z udziałem Dominiki Gawędy, tak? (śmiech)

 

PRS: Siłą osoby, która wychodzi na scenę jest zgrany zespół.

Dominika jest już solistką - tam nie ma pięciu dziewczyn, które z nią śpiewają. To ona stoi z przodu, dźwigając cały ten ciężar, mając wsparcie znakomitych muzyków. Nie są to muzycy sesyjni, którzy są świetni i wspaniali, ale są równocześnie najemnikami. Nieraz zaangażują się emocjonalnie, nieraz nie itd. My jesteśmy stałym zespołem, który przeżył ze sobą wiele lat i daje wsparcie.

To wsparcie z tyłu jest czymś najważniejszym na koncercie, ponieważ Dominika czuje się wtedy bardzo bezpiecznie i komfortowo.

 

WB: Mieliście taki przypadek, że któryś z artystów nie dojechał?

 

PRS: Mieliśmy przypadek, że scena nie dojechała. (śmiech)

 

WB: I graliście na polance? (śmiech)

 

PRS: (śmiech) Nieraz jest tak, że gra się, gdzie się da.

 

WB: Dominiko, nadal chcesz zaśpiewać z Christiną Aguilerą?

 

DG: Tak, ale z Rihanną również mogłabym zaśpiewać. Niektórzy nazywają mnie jej siostrą-ksero, jeżeli chodzi o wygląd.

PRS: Muszę dodać, że dokładnie w momencie, gdy Rihanna miała u nas swój pierwszy utwór "Unfaithful", my w tym czasie mieliśmy utwór "My Road". Dwie podobne dziewczyny w tym samym czasie.

 

DG: Ja w ogóle bardzo szanuję Rihanne za jej twórczość - bardzo mi się podoba. Tak samo bardzo szanuję Christinę Aguilerę, bo to wyjątkowy głos, zdolna artystka z niesamowitym potencjałem, energią i osobowością.

 

WB: Z jaką zagraniczną formacją lub gwiazdą chcielibyście wspólnie wystąpić na scenie?

 

PRS: Chciałbym na scenie stanąć np. obok Lady Gagi.

 

DG: Paweł uwielbia Lady Gage. Byliśmy na jej koncercie w Gdańsku - występ bardzo nam się podobał, rzeczywiście, niesamowita energia. Paweł kupił sobie plakat i powiesił nad łóżkiem. (śmiech)

 

PRS: Ja lubię osoby bardzo charyzmatyczne. Tak jak widzę, co Dominika robi na scenie - jak potrafi w subtelny i zmysłowy sposób uwieść publiczność. Jest to innego rodzaju ekspresja niż ta, którą ma Lady Gaga. Szanuję ją za komponowanie utworów - to jest artystka z prawdziwego zdarzenia, a w dodatku ma świetny kontakt z publicznością.

Może kiedyś doczekamy się czasów, kiedy polscy artyści będą mieli takie wsparcie finansowe, że będą mogli robić takie show, na tak wielkim poziomie. Wszystko rozgrywa się w sferze materialnej - to wszystko jest bardzo kosztowne.

Żeby zagrać trzydzieści takich koncertów trzeba mieć potężny budżet. Myślę, że doczekamy się takich czasów.

 

WB: Jaki będzie teledysk do nowej piosenki i singla?

 

DG: Będzie bardzo nowoczesny oraz w dynamiczny sposób zrealizowany. Pojawi się wiele ciekawych postaci w tym teledysku.

 

PRS: Dominika będzie bardzo seksowna, mieliśmy już sesję zdjęciową do płyty. Kusi swoimi bardzo długimi nogami, ale w sposób bardzo subtelny, zmysłowy. Taki też będzie wideoklip.

 

WB: Będzie troszeczkę nawiązywał do Lady Gagi?

 

DG: Nie, będzie to tylko i wyłącznie nasze. Nie chcieliśmy żadnych porównań, czy to po przesłuchaniu płyty, czy od strony wizualnej.

My bardzo szanujemy to, co robi Lady Gaga i Rihanna, ale bardzo łatwo wpaść w pułapkę - gdy ktoś się za bardzo zainspiruje, to może nawet niezauważalnie przemycić niektóre szczegóły, które będą później widoczne. Chodzi jednak o to, by dać ludziom zupełnie coś nowego, bo jedynie wtedy jest to wiarygodne i prawdziwe.

 

PRS: Będzie to wideoklip międzynarodowy, w bardzo dużej obsadzie. Pojawią się egzotycznie goście, będzie też raper. Myślę, że będzie to duża mieszanka wybuchowa.

 

WB: 25 marca, to oficjalna data premiery, tak? To będzie wielkie wydarzenie? Będziecie w jakiś centrach handlowych, Empikach?

 

DG: Tak, to data premiery. Przygotowujemy wiele niespodzianek, za chwilę świat o nich usłyszy. Oczywiście będzie się bardzo wiele działo przy tej płycie, jak zwykłe.

 

WB: Przeglądacie czasami portale plotkarskie?

 

DG: Nasza pani menadżer przegląda.

 

DG: Wtedy Kamila dzwoni do nas i mówi: "Słuchajcie, jest dobrze". (śmiech)

 

WB: Mało piszą, tak?

 

DG: I dużo, i mało, różnie.

 

WB: Co was tak naprawdę denerwuje w różnych portalach?

 

PRS: Jeżeli ktoś konstruktywnie wyraża swoją opinię - szanuję to. Natomiast, jeżeli są osoby, które są niskich lotów, rzucają inwektywami na prawo i lewo i jest to bardzo wulgarne, to uważam że ktoś powinien coś z tym zrobić, ponieważ jest to obdzieranie ludzi ze skóry. Robiąc to anonimowo, ktoś staje się tchórzem, ponieważ czyni to przez Internet.

 

DG: Wszyscy artyści wiedzą, jak to wygląda. Pojawiają się czasami komentarze, które przekraczają pewną granicę przyzwoitości, ale są one pisane przez ludzi niespełnionych i uważam, że nie powinno się zwracać na nie uwagi.

Myślę, że jest to normalne, iż ludzie piszą - każdy ma prawo do tego, by wyrazić swoją opinię. Zdecydowaliśmy się na bycie osobami publicznymi, nie możemy się teraz buntować, ponieważ bylibyśmy wtedy niewiarygodni. Każdy artysta musi się liczyć z tym, że mogą się pojawić różne opinie na jego temat.

Uważam, że najważniejsze w tym wszystkim jest bycie sobą  - to, co piszą inni nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Ważne jest to, co czujemy, w co wierzymy i czy to, co robimy jest dobre.

PRS: To uchodzi bezkarnie. Jeżeli ktoś zniesławi Cię w  miejscu publicznym, np. na ulicy, to jest na to paragraf, a tutaj jednak ta, myślę że znikoma, część jest bezkarna. Myślę, że trzeba z tym skończyć.

 

WB: Niektórzy artyści zaczynają dzień od porannej kawy i szukania plotek na swój temat.

 

DG: (śmiech) Naprawdę? Może to jest dobry sposób na życie!

 

WB: Mieliście taki przypadek, że jakiś paparazzi jechał za wami i robił zdjęcia?

 

DG: Mieliśmy różne przypadki tego rodzaju. Ja przypominam sobie taką sytuację, gdy byłam w szpitalu z Kamilą na zwykłych badaniach krwi, pamiętam, że uciekałyśmy, co zakrawało o Jasia Fasolę. Nawet udało nam się uciec, ale niestety zatrzymałyśmy się przy rentgenie, co mogło oznaczać USG.

 

PRS: Myślę, że jest to symbioza - każdy czerpie z tego przyjemność. Oczywiście do momentu, gdy nie przekracza się pewnych granic. Nie oszukujmy się, w tym biznesie tak jest. Masz robione zdjęcia - dzięki tym zdjęciom istniejesz, jesteś zauważony,  rozpoznawalny, ale za chwilę osoby, które robią te zdjęcia też chcą coś dla siebie. To są kwestie wyboru - albo ktoś w to wchodzi, albo nie.

 

WB: Dominiko, rodzice dalej ci bardzo mocno kibicują?

 

DG: Tak, są cały czas przy mnie, bardzo we mnie wierzą. Są szczęśliwi, że spełniam swoje marzenia. To są ludzie, którzy najlepiej wiedzą, jak bardzo tego pragnęłam i jak o to walczyłam.

Teraz jest przy mnie mnóstwo innych osób, które we mnie wierzą - Paweł, Kamila, moi przyjaciele. Gdy dostałam się do Blue Café, część moich przyjaciół 'odpadła'. To był dobry test na sprawdzenie, kto tak naprawdę był przy mnie, a nie tylko udawał.

Dziś jest to mała grupa prawdziwych przyjaciół, ale dla mnie liczy się jakość a nie ilość, więc mi to odpowiada.

 

WB: To prawda, że twoim guru jest Michael Jackson?

 

DG: Tak, od najmłodszych lat!

 

WB: Byłaś wielką fanką? Ubierałaś się podobnie?

 

DG: Tak, miałam koszulki z jego wizerunkiem. Pamiętam, że w szkole podstawowej nikt tego nie nosił, wszystkie dzieci się z nie mnie śmiały, a ja prezentowałam się w stroju Jacksona - przychodziłam na zajęcia w czarnych spodniach i białych skarpetkach. Tak go uwielbiałam.

 

WB: Pawle, kiedyś powiedziałeś, że jeżeli ktoś potrafi zaśpiewać 'Ocalić od zapomnienia' Marka Grechuty, w taki sposób, że łzy ciekną po policzkach , to musi być wyjątkowy. Dominika jest wyjątkowa?

 

PRS: Dodałem, że jeżeli młoda osoba, która może nie wychowała się na nim, ale słuchała jego piosenek, potrafi w taki sposób zaśpiewać Grechutę, gdzie ja naprawdę poczułem anioła wokalnego i ogromne przesłanie, to znaczny, że ta osoba jest bardzo wrażliwa.

 

WB: Jak to było z wyprawą w Tatry?

 

PRS: Długą część swojego życia spędzałem w Zakopanem, Tatrach. Orla Perć to moje ulubione miejsce, gdzie dotykam chmur i wyłączam się z tej rzeczywistości. Kamila mówi do nas : "Słuchajcie, góry - kilka dni, ale tu musi być przerwa".

Był to chyba czerwiec, ale przewidując jakie mogą być warunki, ponieważ góry uczą pokory, zabraliśmy ciepłe obuwie i swetry. Koniec końców - stało się, w czerwcu był śnieg po kolana.

Nie wchodziliśmy bardzo wysoko, bo to byłoby szaleństwo, ale było bardzo trudno, bardzo ślisko. Spytałem Dominikę, czy jest w stanie pójść jeszcze trochę, bo to będzie trudne. Doszła tam i tu już wiedziałem, że jest  to dla niej bardzo duże wyzwanie, ale walczyła ze sobą, dała radę, wróciliśmy. Widziałem, że ma w sobie naprawdę ogromną siłę wewnętrzną.

 

WB: Chyba dlatego, że wychowała się w górach. Bielsko-Biała, tak?

 

DG: Tak, Bielsko leży pod samymi górami.

 

PRS: Byliśmy gdzieś z Kamilą - mieszkałem w pięknej bacówce.

 

DG: (śmiech) Gdzie mieszkałeś? Nie prawda! Powiem mamie, żeby przeczytała ten wywiad, dowie się, że mieszka w bacówce.

 

WB: Pawle, co kochasz jeść? Twoja ulubiona potrawa?

 

PRS: Przede wszystkim to, co ze Wschodu. Wszystko, co pikantne. Kuchnia japońska, wietnamska - uwielbiam to.

 

WB: Dominika - tradycyjny schabowy?

 

DG: Uwielbiam schabowe, do tego oczywiście pyszna kapusta oraz ziemniak, ale to w ogóle nie ma żadnego związku ze zdrowym odżywianiem się. (śmiech) Dbam w tej chwili o swoją dietę - sesje zdjęciowe, teledyski - muszę dobrze wyglądać, więc staram się odżywiać zdrowo. Dużo sałatek, mięso nie tłuste, przyprawione ziołami.

 

PRS: Dieta jest bardzo ważna. Jedziesz na koncerty i jesteś zdany tylko na to, co jest przy drodze, a nie zawsze jest to jadalne. Zdarza się jednak, że dożyjesz do następnego dnia. (śmiech) Mamy mapę, gdzie są lokale do których nie wstępujemy, bo to się źle kończy.

 

DG: Paweł zawsze ocenia lokal po twarzach. Jeżeli twarze kelnerów i innych ludzi są dobre, to znaczy, że możemy sobie usiąść. Jeżeli twarz jest nie "ta", to znaczy, że jedzenie też jest nie "to" i musimy się ewakuować. Jeżeli Paweł widzi Koreankę, która siedzi w restauracji, to zostaje natychmiast. Ma bzika na punkcie skośnookich kobiet.

 

PRS: Po prostu mam słabość do kobiet w ogóle, a zwłaszcza jeżeli do piękności dorzuci się tę odrobinę skośnych oczu. To cię to po prostu zniewala i powala.

 

WB: Moimi gośćmi był filar zespołu Blue Cafe - Paweł Rurak-Sokal oraz Dominika Gawęda.


DG: Dziękujemy i pozdrawiamy. Pop is never dead!

Więcej o:

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!