Chwila na-Gości: Dorota Miśkiewicz

15.04.2011 19:30
Dorota Miśkiewicz w rozmowie z Asią Kruk dla Radia Złote Przeboje. Posłuchaj!

 

 

 


Asia Kruk: Chwila na-Gości w radiu Złote Przeboje naszym gościem jest Dorota Miśkiewicz.

 

Dorota Miśkiewicz: Dzień dobry.


A.K: Witam serdecznie. Dorota Miśkiewicz która wyrosła z muzyki jeśli można tak powiedzieć. Dorota wychowałaś się w muzycznej rodzinie bo twój ojciec to przecież bardzo znany saksofonista, czy to nie jest przypadkiem sprawka właśnie taty, ze Ty i twój brat poszliście do szkół muzycznych?

 

D.M: Na pewno jest to jego sprawka i jego genów. To przede wszystkim, bo zawsze po prostu nas tam ciągnęło niezależnie od wszystkiego. Do tego jeszcze fakt że muzyka naprawdę rozbrzmiewała w naszym domu, no w takiej dużej ilości, dużej dawce i dużo się o niej mówiło.

 

Tak naprawdę to było bardzo ważne dla nas z bratem, pamiętam jakieś tam wakacyjne wyjazdy, zawsze był z nami magnetofon, i z tego magnetofonu, z kaset, puszczaliśmy sobie muzyczkę, śpiewaliśmy razem jako dzieci, więc faktycznie w pewnym sensie jest on odpowiedzialny, ale nie tylko.

 

Mama też studiowała muzykę i zajmowała się przez lata takim umuzykalnianiem dzieci, wiec w takim najwcześniejszym okresie to ona nas uczyła rożnych piosenek i ona nam śpiewała.

 

A.K: No tak, to jest podejście profesjonalne, bo czasami tak bywa, że jak oboje rodzice zajmują się czymś, i prą do tego, żeby dzieci zajmowały się tym samym, to te dzieci: „nieeee my chcemy normalnie wychodzić na dwór, grać w piłkę, bawić się w chowanego, biegać po drzewach, a nie np. ćwiczyć instrumenty czy ćwiczyć głos”.

 

D.M: No nam się wcale nie chciało ćwiczyć, to muszę powiedzieć szczerze, ale ćwiczenie to jest jedna rzecz, a przyjemność słuchania muzyki, to była druga rzecz, i teraz z wiekiem to się jakoś wyrównywało bo na początku to była tragedia, ja pamiętam że mnie bolał brzuch podczas ćwiczenia na skrzypcach, nie lubiłam tego. Ale z wiekiem to się zmieniało, bo z taką świadomością że po prostu nie da się, bez tego ćwiczenia mieć potem przyjemność z grania, nie da się, więc przyjemność z muzykowania była ponad wszystkim i ona nas ciągnęła i do ćwiczenia i do rozwijania się.

 

A.K: No właśnie bo wcześnie zaczęłaś i wcześnie rozpoczęłaś działalność piosenkarską, bo w już liceum przecież.

 

D.M: Tzn. teraz już dzieciaki zaczynają niektóre wcześniej.

 

A.K: Zdecydowanie. Ale powiedzmy że to jest wcześnie, że jeszcze w liceum nagrywałaś utwory, później Włodzimierz Nahorny zaprosił Cię do współpracy, no i chyba dobrze Ci u Niego bo cały czas współpracujecie.

 

D.M: To dzięki niemu tak naprawdę Ja jemu bardzo dużo zawdzięczam, bo faktycznie te moje młodzieńcze próby wokalne, to była taka dziecięca zabawa, te licealne podrygi, a jak byłam na studiach wtedy właśnie zadzwonił do mnie Nahorny i poprosił żebym z Nim grała i śpiewała, i to był taki pierwszy profesjonalny angaż, taki który wiązał się z wyjazdami zagranicznymi i wiązał się przede wszystkim z wielka nauka, to była dla mnie szkoła, bo uczyłam się śpiewania, nie tego co tam sobie sama wymyśliłam w głowie, tylko tego czego on właśnie ode mnie oczekiwał, a to się rozmijało z tym co ja chciałam, wydawało mi się ze czegoś nie dam rady zrobić, wiec się upierał, więc ja musiałam, i tutaj bardzo duży rozwój dla mnie, współpraca trwa do dzisiaj już nie w takim wymiarze jak kiedyś, kiedyś jeździliśmy naprawdę bardzo dużo po świecie, po Europie, teraz jedźmy trochę mniej, bo jest to duży zespół, i trochę trudniej jest to zorganizować ale nie wyobrażam sobie żebym miała z tego zrezygnować.

 

A.K: Mhm. No ostatni koncert był raptem parę dni temu, w Krakowie w Teatrze Słowackiego, no więc właśnie. Jesteś absolwentką akademii muzycznej w klasie skrzypiec, nagrałaś z Nahornym cztery płyty jako wokalistka ale też jako skrzypaczka i na swoich płytach jesteś jednak wokalistką. Czy to znaczy że te skrzypce nie pociągają Cię tak mocno? Czy czy głos wygrywa? Jak to wygląda?

 

D.M: No nie pociągają mnie tak mocno, głos wygrywa, i to już od bardzo dawna, bo już wiedziałam bo jak zdawałam do szkoły wyższej, do Akademii w Warszawie na skrzypce, to wiedziałam, że wolałabym szczerze mówiąc śpiewać, no i tak to się złożyło, że mogłam, mogłam faktycznie zostać wokalistką jakoś nie wiem, splot szczęśliwych wydarzeń, plus wielka chęć no a skrzypce wymagają przede wszystkim więcej pracy, tutaj moje lenistwo przeze mnie przemawia, ale, no nie wiem, ja miałam większą łatwość przy śpiewaniu, i to dotyczyło praktycznie wszystkich aspektów, tak jak nie wiem, np. dbałość o dźwięk to to na skrzypcach mi zawsze dobrze wychodziło, ale np. granie w szybkich tempach mi nie wychodziło. Jakąś miałam w rękach blokadę.

 

A w śpiewaniu tak naprawdę jest mi wygodnie w każdym aspekcie i i jest mi przyjemnie, być może to właśnie o to chodzi, o to o czym rozmawiałyśmy na początku, ta przyjemność z muzykowania, sprawia że można wszystko przezwyciężyć i ja nawet pamiętam że zamiast recytować wiersz w szkole, w liceum to ja go zaśpiewałam, bo się wstydziłam recytować, a ten śpiew sprawił że się mniej bałam, w pewnym sensie, chociaż bałam się bardzo.

 

Pamiętam że zgniotłam kartkę ale ta przyjemność równoważyła strach więc w jakiś naturalny sposób śpiewanie jest dla mnie wygodniejsze, łatwiejsze, przyjemniejsze, no i skrzypce siłą rzeczy troszkę się kurzą na szafie, ale raz na jakiś czas je odkurzam, tak że mam nadzieję że nie zarosną jakimś mchem.

 

A.K: No właśnie. Może kiedyś, może to jest kwestia też takiej trochę dojrzałości, teraz to jest bardzo ładne określenie, w ogóle uważam że śpiewam bo mi tak wygodniej. Chodzi o to sprawianie radości, o to właśnie równoważenie stresu, stopnia trudności i radości, bo ja jak słucham jak Ty śpiewasz, to jest w tym ogromna wyobraźnia, tak mi się wydaje, to są piosenki piosenki jak piosenki, ale one nie są stylistycznie jednoznaczne, tylko jest w nich taka pojemność duża, nie wiem czy mnie rozumiesz.

 

D.M: To są bardzo miłe słowa dla mnie bo ja do tego dążę tak naprawdę.

 

A.K: Tak, to jest ogromna muzyczna wyobraźnia. I tu myślisz że kiedyś dojrzejesz do tego że ze skrzypcami zrobisz to samo? Może to nie będą wybitnie trudne dźwięki ale jakieś takie wiesz, „Twoje”.

 

D.M: To mi się nigdy nie uda. Ale w ogóle nie stanowi to dla mnie najmniejszego problemu. Ale dojrzewam jeżeli już o dojrzałości rozmawiamy, do tego, żeby na skrzypcach grać więcej. Zabierać je ze sobą na koncerty, i na razie zaczynam od jednej piosenki w czasie koncertów ale też liczę i przy nagraniu kolejnej płyty trochę więcej będzie skrzypiec, bo też no nie chciałabym tak jak powiedziałam zarosły. I tęskno mi do nich. Kiedyś grałam na nich bardzo dużo bo musiałam, musiałam ćwiczyć bardzo poważne duże dzieła i one troszeczkę bardziej były wrośnięte w moją rękę. A teraz biorę je no i są takim ciałem obcym   I na tym w ogóle polega też różnica między jakimkolwiek instrumentem który trzeba brać do ręki albo do czegoś tam innego ale w każdym razie trzeba go opanować. To jest obce ciało, a glos to jest cos co mamy w sobie i to i każdy ma ten instrument, każdy się z nim, rodzi wiec on jest o tyle bardziej naturalny no i prostszy.

 

A.K: Radio Złote Przeboje i chwila na-Gości. Gość Dorota Miśkiewicz. I kolejne pytanie: czy był taki moment, czy potrafisz dokładnie określić taki moment w swoim życiu kiedy stwierdziłaś: „będę śpiewać”.

 

D.M: Chyba w liceum. Tak. W liceum postanowiłam zapisać się do domu kultury na Starówce, do studium piosenki. I jak już tam byłam i już się uczyłam śpiewać różne piosenki to wtedy wydawało mi się już gdzieś tam podskórnie  że ja to muszę robić. Tak naprawdę chyba zanim zaczęłam je śpiewać, jak już podjęłam decyzję że się zapiszę do tego domu kultury to już wtedy czułam podskórnie że ja to muszę robić. I ten mus, ten przymus to to chyba była decyzja. A taka świadoma decyzja że wiem, że mogę to robić, bo muszę to muszę, ale pewnie parę innych osób też chce i musi, a im nie wychodzi bo nie mogą się z tego utrzymać, jak zadzwonił do mnie Nahorny i jak już wyjechaliśmy na kilka koncertów to wtedy wiedziałam że ja będę mogła się tym zajmować. Że to będzie mój zawód.

 

A.K: Fantastycznie.

 

D.M: To już było na studiach.

 

A.K: Ale no fajnie podeszłaś do sprawy profesjonalnie, tak jak mówisz się zapisałaś do no właściwie profesjonalistów którzy czegoś Cię mogą nauczyć, bo wiesz, młodzież zbiera się w garażach, pracuje cos tam, śpiewa do lustra, natomiast Ty chyba nie słyszałam żeby ktoś zapisał się na zajęcia ze śpiewania.

 

D.M: Ja wiem.

 

A.K: Wśród takich znajomych młodych ludzi teraz.

 

D.M: Mnie się wydaje ze ludzie jeżdżą na warsztaty, nie wiem jak to jest w domach kultury czy są faktycznie jakieś takie profesjonalne zajęcia, ale raczej chętnie zapisują się właśnie na jakieś zajęcia nie koniecznie takie bardzo profesjonalne, czyli w szkołach, bo ja tez nie poszłam do żadnej szkoły takiej wokalnej strickte studiowałam skrzypce i uznałam ze tutaj już się nauczę muzyki na tyle ze nie muszę iść do szkoły wokalnej a potem w domu kultury próbowałam się uczyć po prostu emisji głosu. Po jakimś czasie, i to całkiem długim, kiedy już śpiewałam chórki, sobie zdałam sprawę z tego ze ja kompletnie nie umiem wymawiać niektórych głosek, i wtedy zapisałam się do pani logopedy, która mnie nauczyła wymawiać, i chodziłam na lekcje dykcji, tak że tak naprawdę faktycznie przerabiałam sobie tak powolutku przerabiałam różne fazy, aspekty tej nauki śpiewu i wszystkim to polecam, dlatego ze no chodzenie do takiej szkoły stricte wokalnej powiem szczerze ze troszeczkę mnie odstrasza, odstrasza mnie z tego powodu ze nauczyciele mogą mi narzucić pewna interpretacje, i teraz na ile ja będąc osoba bardzo plastyczna i reagującą na jakieś tam komendy, na ile ja bym była w stanie zachować swoja osobowość.

 

To jest trudne i przy każdej nauce trzeba mieć cały czas świadomość tego ze że można pójść nie w tym kierunku w którym by się chciało. I ja pamiętam jak chodziłam do różnych pan od śpiewu. I to jest metoda. To nie znaczy ze nie należy się uczyć, tylko żeby po prostu zmieniać sobie nauczycieli, może na tyle często, żeby z każdego wyciągnąć co się chce.

 

A.K: Śpiewasz, nagrałaś 3 płyty solowe, nad która płytą praca była najtrudniejsza, a która zmieniłabyś? Teraz, jak patrzysz z perspektywy.

 

D.M: nad wszystkimi była trudna podobnie. Wszystkie bym zmieniła. Ale wszystkie lubię. W każdej płycie jest coś co by można było zmienić, ale nie koncentruje się na tym w ten sposób.

 

A.K: Rozumiem.

 

D.M: A każda jest okupiona dużą pracą i taką troszeczkę męczącą bo ja nie należę do osób które od razu mają wizje i wiedz czego chcą, nic z tych rzeczy, my wchodzimy do studia i szukamy odpowiednich partii, może taka partia, może tamta, basista nagra taka, potem się okazuje ze ta gitara nie pasuje to tej partii basowej, wiec to jest takie dzierganie powiedziałabym, wiec to trwa myślę ze każda z tych płyt które nagrywałam nagrania trwały około roku.

 

A.K: O jejku!

 

D.M: Tak są rozłożone mocno  czasie, ale to nie znaczy ze my chodzimy codziennie do studia, bo np. idziemy trzy dni po czym mamy np. miesiąc przerwy, potem kolejne trzy dni.

 

A.K: No ale przez ten czas, przez ten miesiąc, coś tam dojrzewa, coś odsłuchuje, wiec to jest tak naprawdę ciężka żmudna praca.

 

D.M: No to na pewno zajmuje umysł, bo myśli się o tym, bo przezywa się to.

 

A.K: Są efekty to najważniejsze, Doroto długo można by wymieniać wykonawców u których śpiewałaś, którzy Cię zapraszali, a Ty się dawałaś zapraszać, jak to jest, co trzeba w sobie mieć? Jaki jest ten mechanizm? Dlaczego to robisz?

 

D.M: Ja bym to podzieliła na okres kiedy ja byłam zapraszana i na okres kiedy ja zapraszam, bo ten okres kiedy ja byłam zapraszana to był okres kiedy jeszcze nie miałam takiego wyraźnego nazwiska jak mam teraz, nie nagrywałam swoich solowych płyt, jeszcze pierwsza płyta którą nagrałam: „Dorota goes to Heaven” to była taka płyta no na tyle niszowa że no że nie była szeroko znana, i wtedy jakaś jest chyba większa dostępność i ludzie nie boją się dzwonić, a ja zawsze lubiłam różne rzeczy i nie pamiętam żebym odmawiała więc wchodziłam praktycznie we wszystkie projekty i to jest przede wszystkim też, przede wszystkim ludzie muszą mnie znać żeby do mnie zadzwonić, może osobiście, może po prostu słyszeć jak śpiewam, wiedzieć że dam sobie radę, w różnych sytuacjach dlatego do mnie dzwonili. Teraz trochę zaprzestali i teraz muszę tę bardziej się zastanawiać z taką propozycją bo wiem, że to bardzo zostawia ślad w świadomości innych ludzi, którzy postrzegali mnie, wiec się dłużej zastanawiam nad wszystkim i teraz ja sobie zapraszam. To jest sympatyczne też, że co po niektórzy się zgadzają ale to tez może mieć związek z tym pierwszym okresem takiego, takiej sympatycznej znajomości i tutaj nie będę ukrywać że nazwisko mojego taty bardzo mi pomogło bo np. Grzegorz Markowski jest stosunku do mnie bardzo serdeczny, w ogóle w stosunku do wszystkich, ale myślę ze fakt ze jestem córka jego kolegi ma znaczenie. Nie będę owijać w bawełnę, myślę że to ma znaczenie. W przypadku Grzesia Turnau'a podejrzewam że nie ma. On jest zupełnie ma taką cechę bardzo rzadką że on lubi pomagać osobom które uważa za wartościowe.

 

A.K: No ale z Grzegorzem Turnau'em to ja słyszałam że tą piosenkę to on Cię usłyszał zupełnie przypadkiem gdzieś w jakimś pokoju jak Ty śpiewasz i wtedy zaprosił Cię do wspólnego zaśpiewania swojej piosenki?

 

D.M: Nie

 

A.K: Tak słyszałam! Naprawdę!

 

D.M: To były podchody robione latami. Najpierw jego żona, najpierw usłyszała mnie jego żona jak gram z Nahornym i powiedziała: „posłuchaj Grzesiu” a Grzesiu zatopiony w swoich sprawach miał to mówiąc krótko gdzieś. Potem kolega też jakiś dawał płyty jakoś to się nie składało. Złożyło się dopiero wtedy kiedy sama po prostu chwyciłam za słuchawkę, i do niego zadzwoniłam, pomógł też kolega który gra ze mną na basie i również gra z Grzegorzem więc on był takim pomostem i łącznikiem między nami.

 

Grześ nie podejmuje decyzji których nie chce podjąć więc on posłuchał to co ja mu zaproponowałam żebyśmy mogli razem zaśpiewać i mu się spodobało, i tutaj zgodził się zaśpiewać na mojej płycie, „Pod rzęsami” utwór tytułowy, napisał tekst i zaśpiewał, tak że to była moja inicjatywa.

 

A.K: No to super. Ale to nie wiem skąd się wzięła w takim razie ta plotka gdzieś w mojej świadomości ale naprawdę tak słyszałam! A jak to się stało ze zaśpiewałaś u Nigela Kennedy'iego?

 

D.M: Tutaj tez Nahorny się przyczynił strasznie, bo jego pierwszy program który on napisał, to był Karol Szymanowski, bardzo trudne rzeczy do zagrania i zaśpiewania, przeróbki jego muzyki mitów, Karola Szymanowskiego, i my to graliśmy na Jazz Jamboree.
Koncert był transmitowany przez telewizje, i tak się złożyło ze podczas tej transmisji Nigel włączył telewizor. I tez tak się złożyło ze gdy mnie oglądał w tej telewizji to kolo niego siedzieli znajomi którzy również mnie znali, czyli moi znajomi, jego znajomi, no i powiedział: „co to za dziewczyna? Ja ją chce” - no to my mamy do niej numer.
I w ten sposób mogłam zagrać z nim te płytę te kilka razy

 

A.K: Czyli tutaj był ten element przypadku.

 

D.M: Tak, tutaj był zdecydowanie ten element przypadku.

 

A.K: Niesamowicie. Ty i inni Ty teraz już gwiazda, i gwiazdy, co trzeba było zrobić, żeby zaprosić Cesarie Evorę do wspólnego śpiewania? Czy to było odwrotnie? Czy to ona zaprosiła Ciebie?

 

D.M: Tutaj tak naprawdę zadziałało show biznes czyli firma fonograficzna, ona zgłosiła się, my jesteśmy w tej samej firmie i spodobało jej się to, ze można w różnych państwach nagrywać z rożnymi wydawcami lokalnymi. I ze dzięki temu Ci może którzy mają kupić jej płytę tutaj w Polsce może bardziej, chętniej ją kupią. I zgłosiła się do firmy Sony żeby kogoś jej wyznaczyli do takiego śpiewania. Tak się zdarzyło ze zgłosili akurat mnie, ja się bardzo ucieszyłam. Ona tego posłuchała, bardzo jej się podobało tak ze bardzo się to odbyło bez emocji, bez no to top było takie, można powiedzieć swojego rodzaju biznesowe załatwienie sprawy, mi bardzo obce szczerze mówiąc, i to ze ja jej nie spotkałam w ogóle w czasie nagrania.

 

A.K: No właśnie, chciałam zapytać czy to był kontakt bezpośredni czy to było kontakt tylko przez studio?

 

D.M: Nie. To wszystko było pocztą załatwiane. Pocztą wysyłane, pocztą akceptowane i tak mi jakoś było niewygodnie z takim załatwieniem sprawy, na szczęście ona potem przyleciała do Polski, razem nagrywałyśmy teledysk, robiłyśmy zdjęcia potem ona jeszcze na dwa koncerty przyjechała na które ja dołączyłam, tak że udało się z nią spotkać, zamienić dwa słowa, bo nie ma żadnego języka wspólnego w którym byśmy obie rozmawiały, ale jakoś się porozumiałyśmy nie wiem jak, i udało też się z Nią razem na scenie zaśpiewać, i to było najprzyjemniejsze ze wszystkiego że jednak mogło do tego dojść, do tego co jest najważniejsze w muzyce, czyli do wspólnego grania i śpiewania.

 

A.K: To wiesz co, opowiem Ci taką króciutką anegdotę jaki świat jest mały, w ubiegłym roku przed Smooth festiwalem który organizuje Radio Złote Przeboje, mój przyjaciel tutaj z radia, Piotr Sworakowski, rozmawiał z Cesarią Evorą przez telefon, i ona powiedziała, że i Ciebie i Kayah wspomina bardzo miło, bardzo Was lubi, nazywała Was dziewczynkami, i to było naprawdę bardzo serdeczne, i kazała Was serdecznie pozdrowić jak byśmy kiedyś tam się spotkały.

 

D.M: To miło.

 

A.K: No właśnie powiedziała to sama z siebie, wiec pewnie to zapamiętała to w jakiś sposób.

 

D.M:

 

Te nasze spotkania były miłe właśnie szczególnie już te wyjścia na scenę gdzie nie było tego skrępowania tym że nie możemy się porozumieć bo ona nie rozmawia po angielsku ja nie mówię po portugalsku, na scenie tego nie było bo było po prostu wspólne śpiewanie i to porozumienie które wtedy było najgłębsze.

 

Naprawdę było wtedy bardzo sympatycznie, więc cieszę się że ona też zapamiętała.  

 

A.K: Dorota Miśkiewicz w Radiu Złote Przeboje. Jesteście wracając właśnie jeszcze do Kayah, jesteście czy czujesz się wyróżniona tym śpiewaniem z Cesarią Evorą?

 

D.M: Jak najbardziej. To jest przede wszystkim no wielka gwiazda. Gwiazda światowego formatu.

 

I nie każdy miał ten przywilej żeby móc z nią zaśpiewać i to jest taki prezent na całe życie, tak naprawdę dla mnie, i cieszę się że mogło do tego dojść, i ona jest jeszcze o tyle specjalną osobą, że zawsze śpiewała taką właśnie muzykę a nie inną.

 

Śpiewała ją sobie w barze dla trzech osób, i nagle, w wieku już bardzo dojrzałym ktoś powiedział: O! Ta kobieta powinna zrobić karierę i ją otoczył jakąś opieką i to jest takie miłe, że można się doczekać. I nie trzeba tak strasznie przeć za wszelką cenę jeżeli się coś robi dobrze to po jakimś czasie ludzie się po prostu o tym przekonają.

 

A.K: To w końcu to wypłynie. Z Cesarią Evorą i międzynarodowymi różnymi takimi projektami tzw. lokalnych artystów kojarzy mi się też Goran Bregovic. Gdybyś dostała od niego propozycję, przyjęłabyś?

 

D.M: Nie wiem. To są trudne decyzje. Bo z jednej strony ja bardzo lubię wszelką muzykę ludową, bardzo cenię, i naturalność, i wydaje mi się że ona ma coś wspólnego z jazz'em. Ale zastanawiam się czy Goran już, właśnie w jaki sposób on jest teraz postrzegany. Po różnych nie wiem choćby aferach, kto jest autorem utworów, czy to on czy on nie zapożycza sobie za bardzo, czy jego pozycja w tym momencie jest faktycznie taka która mi się kojarzy z muzyką ludową, czyli taka szczera, szczere zaangażowanie w muzykę, czy u niego faktycznie ta szczerość nadal jest. Tego nie wiem. Tutaj chyba bym się zastanowiła ale nie mówię nie.

 

A.K: No właśnie, mam nadzieje że on niedługo wróci. Jak dobierasz piosenki na płytę? Czy ważne są teksty tych piosenek czy ważniejszy jest nastrój, czy ważny jest ten ostateczny efekt wypracowywany tak jak rozmawiałyśmy czasami miesiącami?

 

D.M: Nie wiem. Ale nastrój jest bardzo ważny. Być może najważniejszy jest nastrój. Tylko teraz jak go osiągnąć. Jakimi środkami. To już jest to dzierganie. Czasami nastrój tworzy się zupełnie przypadkiem. Np. Spotykamy się w studio załóżmy Marek bierze gitarę, siada i zaczyna coś grać, „o, taka partia świetna, a ta nie”, i to są partie wyimprowizowane, z których jedna dwie okazują się rewelacyjne i  one właśnie tworzą ten klimat. Więc chyba tak, chyba klimat, chyba nastrój, taka naturalność. Nie lubię jak wszystko jest takie za równe. Teraz wszystko się tak wyrównuje, bo komputer daje takie możliwości, ja lubię jak jest trochę nie czysto i trochę nie równo, ale nie za bardzo <śmiech> żeby było, w odbiorze żeby było słuchać że to grają żywi ludzie. Że to jest tak, jak byśmy sobie usiedli i zagrali. Ale do tego potrzeba odwagi. I ja do wszystkich swoich płyt mam takie zastrzeżenie że one są jednak zbyt sterylne.

 

A.K: Jednak? Do tego jaka będzie następna, za chwilę wrócimy, ja mam pytanie do Ciebie takie, czy są piosenki których byś nie zaśpiewała?

 

D.M: Hm. No myślę że tak. Ale teraz trudno jest mi powiedzieć jakie to by były.

 

A.K: No np. jakiego rodzaju muzyka, czy z jakimś zespołem gdyby Cię po proszono, no nie, o tym może nie będziemy mówić.

 

D.M: No nie chciałabym personalnie tutaj jakoś... Ale ale nie lubię rzeczy zbyt prostych, kiedy tam już naprawdę są dwa trzy akordy na krzyż, z drugiej strony w muzyce ludowej tez są dwa trzy akordy na krzyż, i tu mi to nie przeszkadza, bo mam wrażenie że tutaj to jest takie bardziej szczere, a cały takie ogólnie pojęty pop, to upraszczanie jest po to żeby sprzedawać, i

 

A.K: No właśnie. A jak by była taka sytuacja żeby no nie wiem Twoja wytwórnia chciała zrobić z Ciebie gwiazdę taką szeroko pojętą.

 

D.M: No to myślę że to by się nigdy w życiu nie udało. Bo ja mogę pójść na jakiś kompromis. I jeżeli ktoś by do mnie zadzwonił , dyrektor mojej firmy, „Dorota, no nie mamy żadnego utworu które radio puści, no weź coś zrób z tym, to ja bym wzięła ten jeden utwór, poszłabym do kogoś kto się zajmuje przebojami, robieniem przebojów, i byśmy coś z nim  zrobili tak, żeby on był trochę prostszy niż jest. Np. Ale nie nie zrobilibyśmy z niego zupełnie innej piosenki, to po pierwsze, a po drugie ten jeden utwór trochę uproszczony, nie sprawiłby że ta jedna płyta by była inna, ja bym nigdy nie mogła nagrać takiej płyty po to, żeby żeby tylko i wyłącznie po to żeby się sprzedała. Bo to to no nie wiem, po prostu bym nie umiała.

 

Bo to się wiąże z jakimś innym zachowaniem, z chodzeniem na bankiety, ubieraniem się nie wiem, robieniem wokół siebie szumu, zamieszania, skandali, to jest tak obce mojej psychice, że po prostu by się to nie udało, nawet gdybym chciała to by się to nie udało.

 

A.K: Nie wchodzisz w to.

 

D.M: Nie dało by rady.

 

A.K: No dobrze, w takim razie jaka będzie twoja następna płyta? Czy będą na niej goście?

 

D.M: A tego jeszcze nie wiem. Ale no chciałabym no bo, bo ja lubię mieć gości, ale mieliśmy takie założenie, żeby ona była podobna do poprzedniej płyty, już jesteśmy w studio, już zaczęliśmy pracę, i jak na razie to nie za bardzo jest podobna, jest na pewno dużo pogodnych utworów, jest trochę bardziej skomplikowane, są harmonicznie te utwory, od poprzednich płyt, ale mimo to, jest wrażenie lekkości, i takiej prostoty. Mimo że są bardziej skomplikowane. No i cóż, no i więcej jest mi trudno powiedzieć, bo bo naprawdę dopiero jesteśmy na początku tej fazy dziergania.

 

A.K: Czyli w tak zwanych powijakach. <śmiech> Ale teksty są napisane, muzyka w ogólnym zarysie.

 

D.M: Muzyka jest praktycznie napisana cała, na całą płytę, tekstów jeszcze nie ma wszystkich, tak że... część ja chcę napisać, część chcę dać tym, z którymi pracuje, tekściarzom, ale jeszcze nie wiem który komu, to są takie trudne decyzje bo one są nieodwołalne, jeżeli już komuś dam tekst, to nie mogę mu potem zabrać, więc to są takie, to są dla mnie najtrudniejsze decyzje, chyba na całej płycie. To, komu dać muzykę, do napisania tekstów.

 

A.K: <śmiech> Fajnie, no to coś będzie, <śmiech> wiemy co chcemy osiągnąć ale właściwie zbieramy to po troszeczkę <śmiech> z każdego. Fascynujące.

 

D.M: Chyba byłoby łatwiej gdybym wiedziała dokładnie, czego chcę. Ale ja tak nie do końca wiem, ja to sobie tak macam, sprawdzam, im dalej idę w las, tym więcej mam nagrane, tym więcej wiem, ale no trzeba gdzieś ruszyć, i zacząć gdzieś szukać żeby się dowiedzieć tego czego się chce, więc ja jestem na etapie szukania.

 

A.K: Fajnie. A jakie są twoje marzenia związane z muzyką? Co byś chciała osiągnąć, z kim zagrać, z kim zaśpiewać, jaką może płytę, koncert, wydarzenie, sobie wymarzyłaś muzycznie. Masz coś takiego?

 

D.M: Nie mam. Ja w ogóle nie mam jakiś takich konkretnych marzeń. Że np. ja kocham muzykę Bjork, ale nie mam marzenia że muszą z nią zaśpiewać, bo mi wystarczy że ona jest i że ona śpiewa, Aara nie no mam taką jedną dziewczynę z którą bym chętnie zaśpiewała, ale nie nie, to też nie powiem, bo nie chcę zapeszać, tak że no mam. Ale nie powiem.

 

A.K: <śmiech> no dobrze. Jak chcesz Dorota Miśkiewicz nie mówi. W Radiu Złote Przeboje.
Koncerty. Słyszałam, że są Twoją absolutnie mocną stroną, bo to jest trochę inna muzyka. Tzn. to są niby te same piosenki, ta sama muzyka co na płytach, ale zupełnie inna, że Twoje koncerty są pełne żywiołu, są są no właściwie czasami nową płytą i nową muzyką, mało tego, to nawet od tych ludzi którzy właśnie bywali i słuchają Twojej muzyki tak na co dzień i bywają na koncertach, mówią że nawet te piosenki na płycie które gdzieś tam im nie leżały, to na koncertach są absolutnie wspaniałe i że powinnaś wydawać płyty koncertowe.

 

D.M: Myślę właśnie nad tym, ale płyta koncertowa no to już Nie wiem Co trzeba zrobić żeby płyta koncertowa miała żeby dobrze się słuchała w domu. Bo ci którzy przychodzą na koncert, to są w atmosferze koncertu, siedzą tam, lecą światła, dźwięk się zupełnie inaczej rozchodzi, on potem namagnesowany na taśmie już nie ma tej magii która jest w graniu na żywo.

Nie wiem czy to ma sens żeby taki koncert nagrać, aczkolwiek pewnie kiedyś chciałabym bo co dzień nie jestem w stanie wykrzesać z siebie takiej energii którą mam na koncertach.

 

A.K: Aha. I to jest ta różnica. I jesteś tego świadoma.

 

D.M: Jestem tego świadoma. I staję na głowie w studiu, żeby ją wykrzesać i nie mogę. Nie ma takiej możliwości. Pewnie to chodzi o ludzi którzy przychodzą, i którzy patrzą, i ja jakoś nie wiem, czerpię z jakiś najgłębszych pokładów mojej energii, nie wiem, albo biorę tę energię od publiczności. Nie mam zielonego pojęcia, ale to chyba nie dotyczy tylko mnie, tylko całego zespołu, bo bo wszyscy jesteśmy wtedy w takim no to jest taki, jeden jedyny moment, kiedy możemy zagrać, to nie jest że możemy powtórzyć jak jesteśmy w studio, i jak nie pójdzie to powtórzymy, tylko my musimy teraz, w tym momencie dać z siebie wszystko, dla tych ludzi którzy przyszli, nie ma tej sterylności studia, tak jak w słuchawkach - każdy błąd słychać, a tutaj nie ma, podsłuchy, źle działają, ja nawet lubię się za dobrze nie słyszeć, bo wtedy właśnie nie mam tego stresu takiego z nadmiernej kontroli nad własnym śpiewaniem. I tutaj wszyscy troszeczkę potrafimy się puścić, na jakiejś takie wypuścić na głębsze wody, jest więcej improwizacji zdecydowanie niż na płytach, no ja lubię też ten kontakt z muzykami, z publicznością i tą improwizację, w studio jakoś tego nie ma.

 

A.K: Lubisz sobie poszaleć. I choćby to, że tak jak mówiłaś łapiesz za skrzypce. Przynajmniej do jednej piosenki.

 

D.M: Łapię, łapię.

 

A.K: No i na płytach na razie tego nie ma.

 

D.M: Ale będzie.

 

A.K: Ale będzie. Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

 

D.M: To zdecydowanie jest nagrywanie płyty. I o niej myślenie. Chciałabym żeby płyta ukazała się na jesień. Więc to już jest bardzo mało czasu. Zważywszy że to u mnie.

 

A.K: To już jest pół roku.

 

D.M: No właśnie!

 

A.K: No właśnie.

 

D.M: Ale my już jesteśmy w studio od jakiś dwóch miesięcy, mogę chyba  liczyć więc coś już mamy, już się liczy, zaczęliśmy. Ale musimy się tym razem pospieszyć, więc to jest dla mnie w tym momencie absolutnie najważniejsze.

 

A.K: Mhm. Rozumiem. Jakieś wakacje zdołasz sobie zrobić w międzyczasie?

 

D.M: No ja najchętniej to już teraz bym pojechała. A - na narty. B - na narty. C - na narty.
Nie no ja strasznie żałuje że sezon narciarski już się skończył, nie jestem wybitną narciarką ale bardzo lubię jeździć, ja sobie nie wyobrażam, życie bez wakacji. Dla mnie wakacje są częściej niż raz do roku i to niekoniecznie są jakieś długie wakacje. Bo ja mam nawet taką podwarszawską działkę na którą wyjeżdżam kiedy mam wszystkiego dość. I to czasami jest jeden dzień który mi wystarcza żeby się zregenerować.

 

A.K: A takie ulubione miejsce na odpoczynek?

 

D.M: To jest właśnie moja działka. Uwielbiam też, uwielbiam też nasze Trójmiasto. Szczególnie Gdynię, chociaż Sopot też bardzo. Bliskość morza polskiego, bardzo uwielbiam polskie morze. No też byłam wiele razy na Krecie, może to nie za dobrze brzmi, to ta wyspa jest bardzo piękna ma przepiękne południe, już coraz mniej jest takich plaż dzikich, ale ciągle są takie plaże gdzie tych ludzi jest niewiele, gdzie są genialne oliwki, pyszne jedzenie.

 

A.K: Też jeździsz właśnie tam. Po krajach za jedzeniem?

 

D.M: Absolutnie. Ja bardzo lubię.

 

A.K: No właśnie A powiedz, jak wyjeżdżasz, bo zdarza Ci się pewnie, no właśnie za granicę na wakacje. Czy to do Grecji czy to do innych krajów. Szukasz tam muzyki? Słuchasz tamtejszej muzyki?

 

D.M: Jak wyjeżdżam na wakacje to szczerze mówiąc nic mnie nie interesuje poza takim głębokim wewnętrznym relaksem, i jeżeli trafi się gdzieś muzyka to bardzo chętnie słucham, ale to nie jest tak że zadaję sobie trud żeby jej poszukać.

Wyjechałam do Nowego Jorku, a tam trudno o głęboki relaks, głęboki relaks to są właśnie koncerty, więc trzeba sobie zadać trud i poszukać.

 

Ale ale jak jestem na Kresie, to sobie myślę tutaj na pewno nie ma jakiś wybitnych muzyków których bym tak bardzo bardzo chciała zobaczyć tak by ich aż chodzić i szukać. Jeżeli gdzieś będą grali, to bardzo chętnie ich posłucham.

 

A.K: Mhm. Do kolacji na przykład?

 

D.M: To nie są wyjazdy podczas których ja szukam inspiracji do swojej muzyki, tak jak wiele osób robi. To to zupełnie nie.

 

A.K: No właśnie o to chciałam zapytać.

 

D.M: Nie, zupełnie nie. Ta inspiracja płynie z tego czego ja słucham tutaj w Polsce, to nie zawsze są polskie zespoły, ale ja tutaj sobie szukam inspiracji, a tam bo ja wiem takiej raczej inspiracji duchowej, a nie muzycznej.


A.K: Rozumiem. A jakiej muzyki właśnie, jakiej muzyki słuchasz? W domu? W weekend  włączasz płytę? Włączasz radio dla jakiejś muzyki? Jaka to jest muzyka?

 

D.M: Na ogół słucham ciszy. To muszę powiedzieć. Drażni mnie wszelki dogłos inny poza ciszą. Chyba że są to ptaszki, Albo jakieś takie właśnie naturalne fale morza, ale prawdziwe, a nie z płyty jak to czasami są takie nagrania, a jeżeli już słucham to coś co sobie włączę No nie no włączam radio jak jadę samochodem, i czasami coś zauważę ciekawego. Ostatnio źródłem nauki mojej stał się facebook bo tam ludzie zamieszczają różne rzeczy których ja nie znam, i dzięki temu poznaję nowe zespoły.

 

A.K: Rzeczy których byś sobie nie wyszukała.

 

D.M: Tak. Bo to zastąpiło pocztę pantoflową. Bo to jest poczta pantoflowa. Czyli jeżeli ktoś zamieszcza zespół „Fink”(?) bo to ładne, i to np. jest ktoś kogo ja znam, lubię, to sobie myślę: „O, sprawdzę co to jest”. I w ten sposób poznałam i pokochałam zespół Fink. Bardzo mi się spodobał. To takie moje najnowsze odkrycie. No właśnie poczta pantoflowa to w ogóle najlepsza rzecz żeby się uczyć. U koleżanki posłuchałam dziewczyny która nazywa się Sara Tawaresz zresztą ukrajanka Cesarii, chociaż mieszka w Lizbonie, fantastyczna zupełnie, że przypadkiem poznana, festiwali też, lubię chodzić na różne festiwale gdzie są różne zespoły, jak np. Festiwal Czterech Kultur, czy Wasz festiwal w Bydgoszczy, bo tam są różni wykonawcy, i ja chętnie pojadę i zobaczę co się dzieje, natomiast jeżeli siedzę w domu, i chcę sobie coś włączyć, to włączam coś co znam, z nam i lubię od zawsze; Bemi Back, - zawsze włączam, Sergio Mendez, to jest ciągle taka właśnie Brazylia, lubię sobie czasem włączyć Wojciecha Młynarskiego, tak po prostu dla jego no głębi tekstów. Uwielbiam Bjork, chociaż puszczanie jej nie wiąże się z pozytywnymi takimi odczuciami bo jest to raczej dołująca muzyka, ale taką też bardzo lubię. Więc to to to są takie moje główne fascynacje.

 

A.K: Mhm. Czy potrafisz sobie wyobrazić że nie jesteś muzykiem? I kim mogłabyś być gdybyś nie była muzykiem?

 

D.M: No to musiałabym zostać psychologiem.

 

A.K: Naprawdę? <śmiech>

 

D.M: Tak.

 

Nawet miałam taką myśl w zeszłym roku żeby zapisać się na studia, ale poszłam po rozum do głowy, i że to jednak to nie jest tak, że ja pójdę na kilka tam zajęć i to będzie czysta przyjemność, tylko to będzie ciężka praca, a ja nie wiem czy ja mam na to czas.

 

Więc nie poszła na te studia, ale coś jest miłego w takim zagłębianiu się w naszą psychikę, i w pomaganiu innym ludziom. O ile możemy im pomóc. Bo są tacy którym może się nie da pomóc. I jednocześnie pomaganie sobie samym.

 

A.K: No właśnie, no bo mówią, że na psychologię idą Ci którzy muszą pomóc przede wszystkim sobie.

 

D.M: Tak, tak. Cos w tym jest bo bo jeżeli ktoś jest zupełnie taki, nie ma żadnych wewnętrznych dylematów, nie zastanawia się nad sobą, wszystko mu pewnie jakoś tam dobrze idzie, albo i źle ale się nie zastanawia, no to faktycznie nie ma potrzeby żeby szedł na psychologię, a jeżeli już coś chcemy zmienić w sobie, no to się zaczynamy zastanawiać. I teraz domyślam się że jest cała masa takich osób na psychologii którzy, do których ja bym nie chciała np. pójść jako pacjent, bo patrzę na nich i widzę że oni sobie kompletnie nie radzą. Ale, ale jest też dużo osób które naprawdę poradziły sobie, i pomagają innym.

 

A.K: Jeszcze jest takie pytanie które mi się nasuwa, jeżeli ktoś sam sobie nie radzi to czy potrafi pomóc innym. Bo być może jedno nie szkodzi drugiemu.

 

D.M: Może być tak. Kiedyś to powiedział bodajże ojciec Tishner, zapytany: „jak to jest? Przecież ksiądz doradza rodzinom jak to żyć w rodzinie, a Ksiądz nie ma rodziny, to skąd to? Jak ksiądz może radzić?” A on powiedział: „Lekarz nie musi przechodzić grypy, żeby leczyć grypę”. Wystarczy że ma wiedzę w tej kwestii. Więc w tej sytuacji niech sobie będą popaprani w tej psychologii, byleby pomagali.

 

A.K: Ale Ty byś chciała być po prostu takim psychologiem po prostu klinicznym?

 

D.M: A ja nawet nie wiem kim bym chciała być. Chyba klinicznym. Tak.

 

A.K: No bo wiesz, no psychologowie np. nie wiem, znam, takich psychologów którzy żyją sobie w Bieszczadach, maja ośrodek taki specjalny do to się nazywa group bulding. Zapraszają tam ludzi z korporacji, urządzają im różne zajęcia, przez trzy czy cztery dni ludzie maja takie jakiś szkolenia z tzw. stosunków międzyludzkich, biorą za to naprawdę górę forsy, i żyją sobie spokojnie i sympatycznie. I nie zajmują się absolutnie żadnymi problemami. Tylko diagnozują. No to w każdej korporacji, każdym zespole ludzi właściwie problemy są te same, tak?

 

D.M: Tak, tak, właśnie jak się zastanawiałam, jak już miałam myśl taką żeby zdawać do tej szkoły tutaj psychologicznej, to nagle sobie zdałam sprawę z tego, że tam jest masa kierunków, że to nie jest tak że sobie po prostu zdaje na psychologie, tylko tylko no tak tak jak powiedziałaś, i wtedy zupełnie, mnie to otrzeźwiło, że ja nic kompletnie o tej nauce nie wiem. I że nawet nie wiem na który kierunek chciałabym pójść. Ale chyba faktycznie raczej na taką kliniczną, chociaż doradzanie nie wiem, w rozwoju, bo to domyślam się na tym też polega, że jak przyjeżdża ludzie z korporacji, oni chcą być bardziej skuteczni w swojej pracy. I tutaj to jest doradzanie w tym jak się lepiej rozwijać to to naprawdę są te same zasady jak dla nas w życiu, jeżeli my się chcemy rozwijać w życiu to są te same zasady.

 

A.K: No tak, musimy się pogodzić sami z sobą.

 

D.M: Dokładnie o to chodzi, przede wszystkim.

 

A.K: Doroto czy masz czas wolny, no pewnie masz  pewnie sobie gospodarujesz, no bo wyjeżdżasz na działkę. Ale taki normalny czas w mieście, jak spędzasz czas wolny właśnie w mieście? Co robisz? Nie wiem, chodzisz po sklepach?

 

D.M: Wczoraj byłam na spacerze, w Łazienkach.

 

A.K: Razem z tłumem ludzi?

 

D.M: No to jakoś mi nie przeszkadzało. Bo to tam jest dużo alejek które są szerokie więc można tego uniknąć, a niedziela jest przyjemna bo nie ma szumu. Nie ma szumu samochodów. W pewnym sensie ja nawet lubię tych ludzi spacerujących po Łazienkach bo oni przyszli w tym samy celu co ja żeby osiągnąć jakiś poziom relaksu i ten ogólny relaks, chęć relaksu, udziela się wszystkim spacerowiczom więc ten tłum nie stanowi dla mnie takiego problemu w jak tłum w centrum handlowym który jest dla mnie no no trudny do przejścia. Bo to jest tłum który mnie męczy. I to jest taki tłum którego się nie da uniknąć, bo trzeba się ocierać o ludzi, no ale do centrum handlowego nie chodzę dla przyjemności, ale zdarza mi się chodzić do kina.

 

Lubię sobie poczytać książkę. Lubię sobie posiedzieć nawet w domu po prostu nic nie robić powiem najzwyczajniej w świecie.

 

Nie mam żadnych takich hobby, np. sobie nie wiem, szydełkuje, albo składam modele samolotów, to to nic z tych rzeczy, jeżeli tak zupełnie nic nie robię, to to nic nie robię. Siedzę i patrzę się w niebo. To jest bardzo przyjemne zajęcie.

 

A.K: Na zakupy nie chodzisz? Butów nie kupujesz?

 

D.M: Nie lubię. Bo to się wiąże z podejmowaniem decyzji, ja nie jestem w tym najlepsza, więc jak widzę kilka par butów to nie wiem kompletnie, które kupić, a poza tym nie lubię otaczać się przedmiotami, kiedy już je mam, to nie umiem się ich pozbyć, a nie lubię mieć ich za dużo, więc powinnam się ich pozbywać, i to tak wygląda że ja na zimę, no mam jedne buty w których właśnie przyszłam, i już jest wiosna a ja ciągle chodzę w tych samych butach. <śmiech> i to latami!

 

A.K: Niestety podjęcie decyzji przed Tobą pewnie teraz.

 

D.M: Nie no mam też wiosenne buty i pewnie za chwilę je wyjmę z szafy <śmiech>

 

A.K: Miłej wiosny Ci życzę, wielu sukcesów, powodzenia na koncertach i w życiu i bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.

 

D.M: Dziękuję serdecznie.

 

A.K: Moim gościem była Dorota Miskiewicz.

Więcej o:

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!