Andrzej Krzywy LIVE Extra

14.06.2011 12:10
Posłuchaj całej rozmowy Andrzeja Krzywego, ze zwycięzcą pierwszej polskiej edycji programu X Factor - Gienkiem Loską!

 

 

 

Andrzej Krzywy: Moim i Państwa gościem jest dzisiaj Gienek Loska. Witam Cię Gieniu serdecznie! Cieszę się, że w tym mocno zapracowanym czasie znalazłeś chwilę, aby się ze mną spotkać, za co Ci bardzo serdecznie dziękuję.

Gienek pierwsze pytanie. Powiedz mi co czułeś, kiedy okazało się że wygrałeś! Jak to odebrałeś?!

 

Gienek Loska: Było za duże zamieszanie, żeby wiesz, zostało trochę emocji na odebranie tego styropianowego czeku. Prawda. Jeszcze do mnie to nie doszło. Podejrzewam, że dotrze do mnie to dopiero wtedy, kiedy pieniążki trafią na moje konto.

 

A.K: A na ile szacowałeś swoje szanse na zwycięstwo?

 

G.L: Szczerze powiem że nie obstawiałem, że to będę Ja. Nie liczyłem na to.

 

A.K: Stawiałeś na Michała?

 

G.L: Myślałem, że wygra Michał...

 

A.K: Dostałeś ogromny kredyt zaufania, ludzie Cię pokochali i powiem ci, że spowodowałeś coś, czego ja bardzo dawno nie widziałem. Zwyciężyła prawda. Ludzie pokochali prawdę. Ludzie pokochali Ciebie jako tego zwykłego człowieka, którego można spotkać na ulicy. To jest dla mnie przełom w tego typu programach. Do tej pory wydawało mi się, że to są programy gdzieś tam, może nie ustawiane, ale takie bardzo tendencyjne. Jestem pozytywnie zaskoczony Twoją wygraną. Powiem ci więcej, w moim domu wydarzyło się coś, co nigdy się nie zdarzało. Moja żona, i teściowa i nawet babcia, która nigdy nie wysyła smsów, głosowały na Ciebie. To jest coś nieprawdopodobnego.

 

G.L: To jest bardzo miłe co mówisz. Choć przyznaje, że bardzo mnie dziwi, ten przekrój wiekowy.

 

A.K: Niesamowite.

 

G.L: Jednak ta młodsza młodzież była za Michałem, tak mi się wydaje. To może świadczyć o jednym, że mamy niż demograficzny w Państwie <śmiech>.

 

A.K: Myślisz że wygrałeś dzięki tej młodzieży w naszym wieku?! <śmiech> Powiedz mi co dalej z tym sukcesem, co dalej masz zamiar robić?!

 

G.L: No właśnie...

 

A.K: To jest teraz najważniejsze pytanie i to jest najważniejszy moment, chyba...

 

G.L: Społeczeństwo, dało mi ogromny kredyt zaufania, a ja jestem tylko muzykiem i mam swoje upodobania i swoje priorytety.

 

A.K: Myślę, że pokazałeś, że się nie zmieniasz, nie poddajesz.

 

G.L: Muzyk na moim miejscu starałby się znaleźć jakąś lukę, dopasować stylistykę to upodobań i do przodu. Jednak nie wiem, czy słyszałeś moją kapelę?

 

A.K: Nie, nie słyszałem.

 

G.L: Gramy dosyć klasycznego rock and rolla, z pogranicza coutry i bluesa, nasz materiał koncertowy składa się z coverów, lecz z każdym koncertem dochodzą własne utwory. No i ta stylistyka naszych własnych utworów odbiega mocno od coverów. Chciałbym robić swoje, przy okazji nie tracąc zaufania ludzi.

 

A.K: Rozumiem. Ale powiedz mi coś więcej o Twojej kapeli.

 

G.L: Kapela ma nazwę "GLB", i ta nazwa istniała już przed programem Mam Talent i X-Factor, w których wziąłem udział. Gienek Loska Band, ponieważ Ja zmieniałem z 200 razy nazwę, miałem okres stagnacji, gdzieś mniej więcej 2005-2010.

 

A.K: Taki kryzys?

 

G.L: Tak, po prostu nic nie robiłem. No i w tym okresie zmieniałem często nazwy, jednak wciągnęło wilka do lasu, żeby grać koncerty nawet mało płatne po klubach w Krakowie.

 

A.K: Żeby się pokazać?

 

G.L: Nie, po prostu, żeby istnieć. A tak grałem na ulicy i przyznam, że do domu przynosiłem grosze, zupełne grosze. I pomyślałem, że skład zespołu tak często się zmienia, że już nie ma sensu zmieniać tej nazwy, no i promowałem ją swoim nazwiskiem, że wszystko co złe to ja, i wszystko co dobre to też ja. Wziąłem odpowiedzialność na siebie i tyle, bo wszyscy ci muzycy co z nimi  grałem, oni cały czas gdzieś przewijali się obok mnie, bądź to w "Seven B" w kapeli, w której wcześniej śpiewałem, która ma prawo teraz się odrodzić, bo gitarzysta wraca do domu ze Szkocji. I pomyślałem, że Gienek Loska Band będzie w sam raz.

 

A.K: Czekamy w takim razie na koncerty, mam nadzieje, że zawitasz tutaj koncertowo także w stolicy.

 

G.L: Oczywiście, dla wszystkich wtajemniczonych, znających moją historię niszową (nie wiem czemu niszową), bo trochę tyłek mi obrabiał były gitarzysta Perfectu i prawda, nie wymienię nazwiska nie wszyscy wiedzą o kogo chodzi. On zaprosił nas z kapelą do programu, jak prowadził jeden z programów w MTV. A tutaj nagle coś o poziomie zaczął mówić. Wtedy był zachwycony, teraz jakoś nie. Nie wiem o co chodzi...

 

A.K: Tak w tym kraju niestety jest Gienek, że jeżeli komuś się udaje to już jest solą w oku innych. Przykładem może być ostatnia sytuacja z Czesławem Mozilem. Czesiu miał 7 nominacji do Fryderyków. Nie dostał ani jednego. To świadczy tylko o jednym, że branża już go nie lubi, bo odniósł sukces. Ten kraj niestety taki jest. Przykro mi z tego powodu i tym bardziej mocno trzymam kciuki, żeby Tobie się udało. Co ja mówię, Tobie już się udało. Na ten moment, jesteś najbardziej rozpoznawalną osobą w tym kraju, zaraz po premierze i prezydencie. Więc myślę że sukces jest. Czy to znaczy krótko mówiąc, że nie wracasz na ulicę? Nie masz już takiej potrzeby?!

 

G.L: Andrzej słuchaj, teraz jest wzburzone morze, ulewa, kurz, tuman

 

A.K: Rozumiem, że są środki na koncie, więc nie trzeba się martwić, bo to jest w Twoim przypadku chyba najważniejsze, prawda?

 

G.L: Jak tylko ten kurz opadnie, to ja wracam, bo ulica jest moją poziomicą, jeśli nie potrafię nikogo niczym zaskoczyć na ulicy, to znaczy, że coś ze mną nie tak. I na ulicę będę wychodził przy każdej możliwej okazji. Tak bywało nawet jak nie miałem najgorzej ze swoim stanem konta.

 

A.K: Czyli ulica jest świadomym wyborem, to nie jest środek na przetrzymanie, żeby jakoś tam funkcjonować, tylko świadomy wybór, tak?

 

G.L: Absolutnie tak. Rok temu pojechaliśmy na wakacje do Sopotu z małżonką i dzieckiem. I Ja głupi, wziąłem ze sobą pudło, żeby poćwiczyć, pokombinować. Mieliśmy fundusze, na full wypas. Wszystko było. Siedziałem na balkonie, piłem kawę, komponowałem. A po monciaku obijali się ludzie. W pewnym momencie nawet nie pomyślałem, że "a cholera zerwę się i pogram, bo kasa żywa chodzi po chodniku". Nie pomyślałem nawet, tylko dopiłem kawę, zgasiłem papierosa. Włożyłem gitarę do futerału, zszedłem na dół, rozłożyłem się i zacząłem grać. Dopiero po dwóch kawałkach zorientowałem się "kuźwa przecież nie miałem tutaj grać" - zrobiłem to zupełnie inracyjnie. Zupełnie nie zauważyłem, że ja zacząłem to robić.

 

A.K: Czyli jednak pasja, ponad wszystko, bez kontroli?

 

G.L: Andrzej, granie na polu, na stricie wynika właśnie z pasji, z podświadomości, i to jest normalnie zbadane socjologicznie. Poważnie. To jest bezpośredni kontakt z ludźmi. Naturalna selekcja, ci którym się nie podoba idą sobie dalej, bluzgając lub cokolwiek. Ci, którym się podoba, zostają na chwile. Tym którym się bardzo podoba, to posiedzą dwie godziny, bo zazwyczaj tyle gram. A potem mówię do ludzi. To nie są stricte muzyczne tematy, po prostu zaczynam się dzielić swoją opinią a propos muzyki, przedrzeźniać niektórych wokalistów, naśladować, gram wtedy różne piosenki.

 

A.K: Myślisz, że ludzie wiedzą w kogo się wtedy wcielasz? Rozpoznają style?

 

G.L: Ja myślę, że co raz więcej rozumie. Co raz więcej ludzi przychodzi zwyczajnie mnie posłuchać na polu.

 

A.K: Młodzież się wręcz garnie. Młodzieży, w tym natłoku plastiku brakuje prawdziwej muzyki. W tym natłoku plastiku, który wydobywa się z głośników i z tej sztuczności, z tego wszystkiego ludzie potrzebują trochę prawdy, potrzebują starych kawałków. Ja zauważyłem nawet, że w domu, dzieciaki które do tej pory słuchały Lady Gagi, chociaż nadal im to się zdarza, pytają się o Zeppelinów właśnie, pytają się o Floydów, pytają się o te stare dobre kapele i garną się do tego, czyli widzę że czas zatoczył pętle, jest wielki powrót do tej klasycznej  muzy. Cieszy mnie to bardzo, bo to też są dla mnie złote czasy.

 

G.L: I ja bardzo bym chciał, żeby młodzież, nauczyła się selekcjonować muzykę, Lady Gaga - okej, niech ona będzie. Ona jest kontrowersyjna, ona jest taka, jaka jest, ona robi muzę niebanalną.

 

A.K: Swoje robi i daje radę.

 

G.L: Okey, niech to będzie do dancingów, każdy potrzebuje się wyszaleć. Ale jest jeszcze całkiem inna muzyka. I jeśli ja, w jakimś jednym stopniu, przyczynię się do poszerzenia horyzontów młodzieży w tym temacie, to ja będę najszczęśliwszym człowiekiem w świecie! Po prostu nie można zakładać klapek na oczy i tyle. I deklarować się na jedną ze stron.

 

A.K: Na szczęście my artyści możemy wybierać, bo to my decydujemy. Ostatnie słowo należy do nas i nawet jak ktoś będzie nas namawiał i mówił: stary, dzisiaj ludowa muzyka jest numer jeden, rób muzykę ludową bo musisz... To nie musimy iść tym tropem, Ty nie idź, wcale nie musisz tego robić. Zresztą ja sam tego Tobie.

Gienek powiedz mi, podejrzewam że sporo osób zadało Ci już to pytanie. Ja nie znam Twojej historii dobrze, więc żeby też przybliżyć Twoją postać naszym słuchaczom opowiedz nam, jak wyglądały Twoje początki, jak to się wszystko zaczęło, ta Twoja przygoda z muzyką?

 

G.L: Działo to się jeszcze na Białorusi, bo tam się urodziłem i tam miały miejsce same początki.

 

A.K: Nie wiedziałem o tym.

 

G.L: Tam też poniekąd mentalnie dojrzałem, stąd też odmienne poglądy na różne rzeczy. Jednak muzycznie byłem ciemny. Potem pojechałem do Grodna, tam już podejrzałem, łykałem płyty kilogramami i tam też miałem pierwsze starcia z odżywkami lekkimi, więc przejrzałem to wszystko i chłonąłem.

 

A.K: Wspomniałeś o ciemnej stronie, czyli ją także dobrze poznałeś?

 

G.L: Dokładnie, chłonąłem tak to wszystkie przez pół roku, a same 2 miesiące fascynowałem się tylko Janis Joplin. Nagle posłuchałem "I've been loving you". Jak śpiewał Plant. Skopiowałem Jego manierę. Splikowałem, że tak powiem.

 

A.K: Zerżnąłeś krótko mówiąc <śmiech>.

 

G.L: Potem miałem bardzo mocną fascynację innymi wykonawcami, przerobiłem ich wielu. I to nadal gdzieś we mnie siedzi. To czym za młodu gąbka przesiąknie, to za życia wyłazi.

 

A.K: A powiedz mi, miałeś taki kawałek, który chciałeś zaśpiewać identycznie tak jak Twój idol, próbowałeś go naśladować, czy uczyć się Jego głosu. Próbowałeś coś zdziałać emocjami?

 

G.L: Jak się uczyłem w szkole, to jeszcze byłem przed mutacją. Nie miałem ustawionego głosu, nie miałem nic. I mogę stwierdzić, że Robert Plant, Janis Joplin są moimi nauczycielami.  Ja te utwory z Makarym z kumplem (red. Andrzej Makarewicz), graliśmy na ulicy.

 

A.K: Bardzo dobry pomysł.

 

G.L: Na pierwszy rzut ucha, koleś się drze. Gówniarz stoi i się drze. A na drugi rzut ucha, wiesz, że drze się niebanalnie.

 

A.K: No niebanalnie to prawda.

 

G.L: I tak to się zakręciło. Potem zacząłem improwizować we własnej tonacji te same utwory. Nawet krzyżować je, wyciągać to co mi najbardziej pasuje. A jak śpiewam do tej pory to nie wiem. Wiem, że jestem zafascynowany Jamesem Brownem. Stevie Wonderem...

 

A.K: Czyli największe głosy tego świata. Co tu dużo mówić.

 

G.L: Tak, ale uważam że gdyby, może to jest banalne, może to jest dziwne porównanie. Ale gdyby nie James Brown, Steven Taylor nazywałby się Stefano Telariko i byłby szewcem.


A.K: To bardzo możliwe <śmiech>. A w wielu przypadkach, jeszcze dzięki Brownowi, mamy Prince, a od czasów Prince, tego wszystkiego jest od cholery. Myślę, że to są takie kamienie milowe w muzyce, i że spowodowały, że mamy dzisiaj tak dużo fajnej i różnorodnej muzy, to jest właśnie między innymi James Brown. Także wzór, nie ukrywam znakomity.

 

G.L: Tam jest wszystko, tam jest time, tam jest emocja, tam jest melodia. Tam jest moc, tam jest śpiewność tak jak i funk-owanie wręcz. Tam jest wszystko!

 

A.K: Plus tam był jeszcze taniec. Nie zapominaj.

 

G.L: Ale to swoją drogą. Jedyne, co mi się nie udaje, to właśnie tańczyć.

 

A.K: No nie, myślę że za chwile kolejna edycja Tańca z Gwiazdami i widzę Cię tam <śmiech>. Nie, pewnie Cię tam nie zobaczymy. Nie widzę Cię w tego typu programach powiem szczerze. Pewnie się nie wybierasz?!

 

G.L: Z gazdami raczej nie zatańczę, prędzej na Krupówkach.

 

A.K: Gienek a właściwie jak trafiłeś do Polski. W jakim momencie. Jak to się stało?

 

G.L: Polska była wtedy innym krajem niż teraz...

 

A.K: A w którym roku to było?

 

G.L: W 1992. Modne było wozić do Polski fajki, spirytus. A myśmy z kapelą Seven B, która istnieje nadal, pojechaliśmy na serie koncertów. Pojechaliśmy na pierwszą edycję festiwalu w Osawistrze, festiwal Wolnej Białorusi w Gródku. Zagraliśmy parę koncertów okazjonalnie w Białymstoku i serię koncertów w Tawernie, w Augustowie. I po nagraniu ostatniego koncertu z kumplem Makarym, postanowiliśmy nie wracać. Powiem szczerze, to on mi zabałamucił w głowie. Byliśmy młodzi, pijani, rządni sławy i ekscesów. No i tak się stało.

 

A.K: Czy kiedykolwiek żałowałeś swojej decyzji?

 

G.L: Dużo nad tym myślałem. Gdyby to się nie stało, nie miałbym małżonki. I nie byłoby mnie w takiej postaci, w której teraz jestem. Owszem, dostałem po dupie od życia, ale dzięki Adze, dzięki temu że wytrzymała tyle ze mną, wychodzę powoli na prostą. Znaczy się, w tej postaci, w jakiej teraz jest moje życie, a ideałem nie jest, myślę że powoli małymi kroczkami wszystko się będzie rozprostowywać.

 

A.K: My też nie żałujemy, bo tak naprawdę mieliśmy możliwość spędzania z Tobą wielu przyjemnych chwil i to jest coś czego się nie da ocenić.

 

G.L: I mam nadzieje, że wiele przyjemnych chwil Was jeszcze czeka.

 

A.K: Nawet na pewno, jestem o tym przekonany.

 

G.L: A Czesiek Mozil dostanie tego Fryderyka, bo to jest na tyle szczery człowiek, że nie da się tego przegapić.

 

A.K: Czesiu już ma na swoim koncie wiele Fryderyków. To nie jest tak, że on nie dostał. On dostał Fryderyka ze 2 lata, 3 lata temu. Dosyć sporo tych Fryderyków na swoim koncie ma, bo też jest wyjątkowo i nie ukrywajmy, niepowtarzalny. Absurd, że na 7 nominacji, żadna nie przeszła. Fryderyki to nie jest najważniejsza sprawa, to są historie branżowe.

 

G.L: Cała nisza branżowa się zgrywa z tych nagród, nawet słyszałem anegdotę, że jak Kupicha z Tychów, dostał nagrodę Fryderyka, wiesz jak do niego żona wołała? Fryderyczku ty mój, i tak za policzek... Swoją drogą, chciałbym Piotrka poznać, bo kolesie we Wrocławiu odpierniczyli taki fajny kawał roboty. Naprawdę. Chłopaki byli zdesperowani, bo grają Rock'N'Rolla, grają  tyle, ciągną jako jedyni z niewielu, a tu nic z tego. A ciężko o pustym żołądku.

 

Dlatego powiem szczerze, że chciałbym, boże mogę być gwiazdą, mogę być nawet celebrytą, ubierać się w najdroższych sklepach, specjalnie na pokazówę i będę czuł, że mam coś do powiedzenia, to będę mówił i chciałbym bardzo, żeby z moim zdaniem się liczono. Będę filtrował swoją gadkę tak, żeby nie robić sieczki ludziom w głowach.

 

A.K: I to się bardzo ceni. Posłuchaj jednego z ostatnich pytań. Z kim, chciałbyś zagrać, zaśpiewać, jeśli miałbyś taką możliwość, do wyboru każdego.

 

G.L: Na świecie?

 

A.K: Na świecie. O nieżyjących już wiemy, że Joplin na pewno, Brown na pewno. Ale kto poza nimi?

 

G.L: Na pewno ze Stevenem Tylerem, coś pociągnąć chciałbym, bo on fajną tercyjkę włoską cały czas jedzie wokalem, ja bym dośpiewał na dole lub górze, porozmawialibyśmy.

 

A.K: Stevie, Stevie Wonder jeszcze żyje.

 

G.L: Ze Seviem Wondere na pewno z Bobby McFerrinem też, a z polskich chciałbym ze Staszkiem Sojką zaśpiewać bardzo.

 

A.K: Jest to możliwe. Zresztą Stachu jest fantastycznym człowiekiem, miałem okazję z nim śpiewać, więc dobry wybór.

 

G.L: Słyszałem kiedyś w latach 90-tych jak śpiewał jakieś covery w małym klubie. I powiem, że wtedy wywarł na mnie wiesze wrażenie niż teraz. Nie wiem czy na każdym, myślę że takich ludzi jak ja jest więcej. Bo nie ważne czy śpiewać w klubach czy na wielkich sylwestrach w Warszawie, czy w Krakowie, Musisz tylko znaleźć siebie!

 

A.K: To jest najtrudniejsze, odnaleźć swoją drogę.

 

G.L: Dokładnie. Wtedy mi Staszek podobał się bardziej. Zresztą to klubowe granie, kiedy on śpiewał na odpieprz się. Ludzie młodzi mogliby powiedzieć, że Staszek się sprzedał. Ale ja uważam że to jest pierdoła, absolutna. Po prostu trzeba wybrać własny styl.

 

A.K: Mi się wydaje, że to jest to co mówiliśmy wcześniej, że każdy artysta ma wolność. I to jest tak, że w danym momencie myślisz sobie że zrobisz coś takiego, w następnym momencie myślisz sobie że zrobisz coś zupełnie innego. I nie ukrywam, że za to też Staszka najbardziej lubię. To było w latach 90-tych. Super grani, najbardziej mi pasowało. No ale, przecież nagrał mnóstwo znakomitych płyt czy Szekspira czy dla Papieża. Cały czas jakby działa, szuka swojej drogi. My tez jesteśmy tylko ludźmi więc trzeba wybaczać niektóre sprawy.

Dziękuje ci jeszcze raz, że przyjąłeś zaproszenie do mojego programu. Życzę ci abyś się nie zmieniał, abyś był prawdziwy i emocjonalny.

 

G.L: Jak tylko zauważę, że robię coś na odpiernicz się to lepiej od razu schować się w domu.
Więcej o:

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!