Kayah u Marzeny Rogalskiej - przeczytaj wywiad EXTRA!

Kayah była gościem programu Marzeny Rogalskiej "Co mi powiesz, jak Cię złapię?!" w Radiu Złote Przeboje! Przeczytaj cały wywiad!

 

"Co mi powiesz, jak Cię złapię?!" - program z dnia 8 października 2011 roku



Marzena Rogalska: Ale ja mam z tym problem, bo Ty jesteś dla mnie zawsze tak wykończona, zrobiona, tak perfekcyjnie wyglądająca na scenie.


Kayah: Bardzo Ci dziękuję. Gdybyś natomiast z bliska zobaczyła najczęściej w co jestem ubrana, wiedziałabyś dlaczego mam ksywkę: Pani Agrafka. Ponieważ wszystkie moje kreacje sceniczne polegają na tym, że do jakiejś bazy przypinam agrafkami, a to frędzle, a to dzwonki, a to jakieś inne rzeczy. To nie istnieje, nie funkcjonuje jako gotowe ubranie, tylko jest po prostu jakimś przypadkowym zbiorem agrafek.

 

M.R: I jeszcze jak mi powiesz, że robisz to na ostatnią chwilę, to zwariuję!

 

Kayah: Owszem. Często jadąc na koncert w samochodzie. Na prawdę. Ale na prawdę nie oszukuję.

Róże zgubiłam podczas festiwalu w Zielonej Górze. Wsadziłam sobie jakąś różę... jestem poetką... w Zielonej Górze wsadziłam sobie różę. Za dekolt, tak żeby wystawał jej łeb na zewnątrz, tak. Bo myślałam, że tak będzie ładnie. Prawdziwa, żywa róża. Tak po prostu w dekolcie. Natomiast nie przewidziałam tego, że będę gestykulować i że mi się zrobi piękny dołeczek między piersiami, tunelik. I róża z tego skorzystała, łącznie z kolcami i wpadła mi głęboko za sukienkę. I po prostu musiałam ją wyjąć, bo normalnie nie mogłabym udawać, że jej tam nie ma. Słabo to wyglądało i musiałam śpiewając, odwrócić się do ludzi tyłem i grzebać. Zgubiłam też kiedyś buty... To było podczas jednego z pierwszych moich takich dużych koncertów. Grałam z Tiltem. To był festiwal Reagge. Ja chciałam się wylaszczyć. Mi się udało zdobyć buty z lat 60-ych, piękne z czubami, szpilki, tylko niestety jakieś półtora numeru za duże. Oczywiście, żeby mi nie spadły z nóg, uskuteczniłam patent naszych babć. Kilo waty w jeden but, pomyślałam sobie, że będę w miare posuwiście się poruszać... także jest szansa, że nie zgubię. Natomiast nie przewidziałam jednego... że scena zbudowana jest z desek, pomiędzy którymi są przerwy. I niefortunnie właśnie tuż przed moją solówką, na którą czekałam cały koncert. Czekałam na ten moment i właśnie nie zauważyłam, że obcas wszedł mi w tą przerwę między deski. Wyrwałam się do mikrofonu i but... został. To akurat mały pikuś. Ale ta wata wypadła na scenę i to już było na prawdę słabe. Zmieszało mnie to strasznie, zaśpiewałam solówkę... a raczej wyszczekałam, no ale bez tego buta i z poczuciem totalnego obciachu.



M.R.: Psychologowie mówią, że jak czegoś się tak strasznie boisz i jakiś lęk Cię prześladuje, potem niestety on się urealnia. Czy u Ciebie tak było?

 

Kayah: Owszem. Bardzo dobrze powinna to pamiętać publiczność z Dąbrowy Górniczej. Były to czasy, kiedy grałam trasę koncertową, właściwie ostatni koncert z całej trasy. Trasa dotyczyła płyty "Stereotyp". Wszystkie koncerty graliśmy w klubach, ale w Dąbrowie Górniczej nie było takiego klubu, w którym moglibyśmy zagrać i graliśmy w takiej pięknej, eleganckiej sali teatralnej, widowiskowej z siedzeniami poniżej sceny. I ja pierwszy utwór zaczynałam w sukience z frędzli, która mi się kończyła, na wysokości kości ogonowej... I do niej zakładałam hot pense, czyli takie spodenki, takie majtko-spodenki. No i właśnie w pierwszym utworze wykonywałam taki niekontrolowany obrót ciała. I zaczęłam właśnie tańczyć i myślałam, że jest fajnie, bo ludzie zazwyczaj fajnie na to reagują, a tutaj zauważyłam strasznie dziwne miny... Panie niektórym panom zaczęły zasłaniać oczy, a ja w ogóle nie wiedziałam o co chodzi. Patrze na moich chłopaków, oni w ogóle purpura. Tomik (menadżer Kayah) tuż przed koncertem nagadał mi jeszcze jakieś rzeczy i ja po prostu tak przeciągałam... bo wiesz, że jestem gaduła... tak przeciągnęłam te wywiady, że w ostatniej chwili już słyszałam, że chłopcy zaczęli grać i ja muszę już wybiegać na scenę. I zwyczajnie zapomniałam tych spodenek. Miałam stringi cieliste, bardzo cieniutkie...



M.R.: Jak Ty się czujesz jako ta trenerka (Voice Of Poland).


Kayah: Przez pierwsze odcinki, kiedy to wybierałam z gawiedzi swoją drużynę, czułam się fantastycznie, bo to była świetna zabawa.

 

M.R.: Jak ja widziałam Twoją twarz, jakie emocje po prostu. Szok!

 

Kayah: Mnóstwo emocji. Natomiast bitwy to już co innego. To są już emocje z innego bieguna. To jest mnóstwo przykrości, poczucia odpowiedzialności, bezradności zarazem, że takie okrutne są zasady programu.


M.R.: Powiedziałaś o tym, że pierwsza część programu była dla Ciebie bardzo miła, kiedy wybierałaś najlepsze talenty. Z resztą to jest śmieszne, intrygujące, że jak odwróci się więcej niż jeden trener to oni was wybierają. I wiesz co, zgarnęłaś chyba najlepszych.

Kayah: Wiem, że zgarnęłam najlepszych i to wcale nie jest takie dobre. Kiedy w bitwach moim zadaniem jest wyeliminować połowę, okazuje się, że nie mam mięsa armatniego i muszę dziękować ludziom, którzy na prawdę powinni iść dalej. To są bardzo fajne dzieciaki, oddane totalnie tej pasji, jaką jest muzyka, czym strasznie mi imponują. Generalnie też mi imponują swoją odwagą. Wyobraź sobie, idziesz do takiego programu, poddajesz się publicznej ocenie. Tak. Nie zawsze musi być ona miła. Cała nasza "czwórka"... mówię tutaj o trenerach, komentujemy występy i mamy bardzo różną optykę i nie zawsze są oceniani tak samo.



M.R.: Czy jako pani trenerka unikasz stresujących sytuacji podczas nagrywania programu "Voice Of Poland"?


Kayah: Staram się unikać. Ja się mogę starać, ale różne rzeczy się pojawiają. Jak wiesz producentem VOP jest Rinke Roojens, mój ex-mąż, z którym Ty pracujesz przy programie "Kocham Cię Polsko" i wiesz, świetnie sobie daje radę po polsku, mimo że jest Holendrem. Ale przeinacza mnóstwo słów, np. nie mówi paznokcie tylko pznokci. I miałam ostatno przygodę, kiedy to dziewczęta śpiewały piosenkę "What If God Was One Of Us" i postanowiłam to skwitować biblijnym: "Zaiste". Na co wpadł Rinkę Roojens, opieprzając mnie, że przeklinam na planie.

Ja bardzo lubię być wielbiona. Muszę Ci powiedzieć, że kiedyś na imprezie spotkałam pewną jazzującą, bo czy jazzową to nie wiem... jazzującą wokalistkę, starszą ode mnie o jakieś 15 lat, bardzo utlenioną na blond. Ona najpierw, kiedy spojrzała na mnie w pewnym gronie, opowiedziała, że mężczyźni i tak wolą blondynki. Po czym powiedziała: A to Ty jesteś ta Kayah. A ja: No tak. Wszyscy mówią, że jesteś beznadziejna, a mi się podobasz!



M.R.: Co się działo w Kongresowej. Powiadają, że była spektakularna historia. Ty tam często koncertowałaś.


Kayah:
Nie wiem czy to spektakularne, ale bardzo znamienne. Zdarzało mi się stać na scenie w Kongresowej, tam, ale nie dłużej niż dwie piosenki. Natomiast zawsze zazdrościłam koleżankom, że mają tam ogromne, wystawne koncerty, tak jak prawdziwe gwiazdy. Myślę, że to jest (Sala Kongresowa) miejsce o pewnej sławie, renomie.

 

M.R.: Przyjeżdżają tam wielkie gwiazdy jak nas odwiedzają w Polsce.

 

Kayah: W zeszłym roku, to był chyba ostatni koncert trasy płyty "Skała"... była fantastyczna frekwencja. Rzuciliśmy się tak bardziej, żeby spełnić moje marzenia... na tę Salę Kongresową. Okazało się, że ludzie bardzo dopisali i że był to strzał w dziesiątkę. Ja jeszcze nie wiedziałam ile jest ludzi. Byłam oczywiście bardzo podniecona, w końcu to jest TA scena, na której Mats Davis stał. I wyszłam na scenę i miałam zacząć śpiewać... i jak zobaczyłam tych ludzi.... Zobaczyłam po prostu... i mnie tak zatkało, że aż się zryczałam, nie byłam w stanie zacząć śpiewać. A jeszcze potęgowało to, że bardzo nie chciałam, żeby ktoś  pomyślał, że ja to wyreżyserowałam, że jestem jak inne artystki by histerycznie               egzaltować się publicznie. Po prostu nie byłam w stanie tego opanować przez dłuższy chwilę.

Wspomnę też o Top Trendach, które 4 - 5 lat temu prowadziłam razem z Kubą Wojewódzkim. Po pierwsze bardzo się denerwowałam. Prowadzenie koncertu nie jest łatwe. Nie sądzę by było to moją mocną stroną, Chociaż drugi raz mi się to później zdarzyło. Prowadziłam trzeci, ostatni dzień festiwalu w Sopocie i przedstawiałam takie postacie jak Gloria Gaylord czy Panty Sisters, czy Hot Chocolate. Także masakra! Bo to gwiazdy mojego dzieciństwa. Pamiętam, że kiedy właśnie...  a jeszcze z Kubą Wojewódzkim, który jest wariatem i do końca nie wiesz czego się spodziewać, co jest ustalone, a co nie. On ze mną wszystkiego nie ustalał i bywałam też zaskakiwana mnóstwem sytuacji. I na przykład wyciągnął dziewczynę z widowni, której na scenie obciął sukienkę. Ja głupia, myślałam, byłam pewna, że to jest na prawdę dziewczyna z widowni, a nie podstawiona... i normalnie chciałam mu dać w pysk za to.

 

M.R.: I za to Cię kocham!


Kayah: Natomiast zaskoczył mnie również, nie wiem czy dostał sygnał do ucha, że jesteśmy za bardzo do przodu i musimy wyhamować i w związku z czym trzeba opowiedzieć kawał. Stoisz na scenie, masz świadomość, że to jest 30 tysięcy osób przed Tobą, a przed telewizorami ileś tam milionów. I po prostu na hasło: Daj jakiś kawał, to po prostu jest tragedia. Myślę sobie "dobra to musi być kawał, historia w pigule, cenzuralny tak, bo to telewizja. Kawał w pigule i bardzo krótki i zrozumiały dla każdego..."

 

M.R.: I co wybrałaś?

 

Kayah: No i powiedziałam: Pyta się blondynka blondynki: "No to jak się mówię: Iran czy Irak"? I po prostu nikt .. i cisza, cisza.

 

M.R.: Zima?

 

Kayah: Zima kompletna. Nikt. Nikt w całej Operze Leśnej nie pierdnął nawet. To jest taki obciach powiedzieć kawał w towarzystwie pięciu osób i nikt się nie śmieje. A tu coś takiego. Myślałam , że się zapadnę pod ziemię.

 

M.R.: Kolega który Cię wrobił w opowiedzenie tego kawału, chociaż pisnął, zaśmiał się, czy też nie zareagował?

 

Kayah: Nie wiedziałam czy był zażenowany moim kawałem, czy sposobem w jakim go opowiedziałam, czy tą ciszą właśnie.



M.R.: Jaki masz teraz etap w życiu? Mocno stoisz na nogach? Fajnie jest, co?

 

Kayah: Nauczyłam się optymizmu. Wiesz, że ja mam tendencje...


M.R: Tak, że szklanka do połowy pusta.

 

Kayah: Ale wiesz kim jest optymista. To jest ktoś, kto stoi mocno, obiema nogami w chmurach, i to nie jest zawsze ten grunt, na którym można się oprzeć. Ale generalnie chyba łatwiej się żyję, widząc szklankę do połowy pełną. I nie mogę narzekać. Naprawdę mam fajny czas. Teraz jest świetnie, czuję się szczęśliwa, atrakcyjna, doceniana. Fajnie jest! Ja jestem również znana z tego, że zapominam tekstu. I to nagminnie. I to jest po prostu okropne! Im częściej śpiewam jakąś piosenkę. Z resztą słuchaj. Nie wiem czy możesz pamiętać, ale kiedyś Jerzy Połomski miał taki wielki hit, na festiwalu, chyba w Opolu : "Cała sala śpiewa z nami". I 11 razy bisował i za 11 razem, tak mu się po prostu zawiązał język,że nie był sobie w stanie przypomnieć żadnej ze zwrotek. I to jest śmieszne. I ja też miewam czasem takie zaciemnienie. I np. piosenkę "Supermenka", śpiewam jak kaleka nieraz... i jak nie wiem gubię słowa...

 

M.R.: "Supermenka" to jest jedna z moich ulubionych piosenek. "Gdybym mogła być mężczyzną choćby jeden dzień"...

 

Kayah: I ja się w niej tak po prostu zaplątuje, że jak już nie wiem jakie słowo wrzucić, wrzucam najgłupsze i najczęściej jest to "Czerwony Kapturek".



M.R: Nowa płyta będzie? Są nowe piosenki?

 

Kayah: Nie mam, nie mam kiedy.

 

M.R.: Ale przecież...

 

Kayah: Żeby pisać to ja muszę żyć! A na razie pracuję.

 

M.R: To jak zaczniesz cierpieć, bo na razie jesteś nie przyzwoicie szczęśliwa.

 

Kayah: Nie chcę cierpieć, może z tego też nauczę się czerpać pewną kreatywność, pobudzić.

 

 

WYWIAD DO ODSŁUCHANIA TAKŻE TUTAJ >>>

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!