Piotr Rubik u Marzeny Rogalskiej! - przeczytaj wywiad EXTRA

Gościem ostatniego programu Marzeny Rogalskiej "Co mi zrobisz jak Cię złapię?!" był Piotr Rubik! Przeczytaj cały wywiad!

 

"Co mi powiesz jak Cię złapię?!" - program z 13. listopada 2011 roku.

 

 

Dozowanie przyjemności

 

 

Marzena Rogalska: Co mi powiesz, jak Cię złapię, Piotrze Rubiku?
Piotr Rubik: Przede wszystkim: dzień dobry, witam Cię, witam Państwa bardzo serdecznie. Bardzo się cieszę, że udało mi się tu dotrzeć wreszcie, po wielu miesiącach prób.
Marzena Rogalska: Ale myślę, że też po bardzo wytężonej pracy nad nową płytą. Ja myślałam, że Ty powiesz: czuję ulgę!
Piotr Rubik: Czuję wielką radość. Płyta wyszła rzeczywiście bardzo świetnie, kosztowało mnie to bardzo dużo pracy. Myślę, że razem z Ryszkiem Książkiem stworzyliśmy dziewiętnaście piosenek, które poruszą ludzi, które zapadną im w serca...
Marzena Rogalska: Muszę Cię powstrzymywać, bo musimy dozować przyjemności. O płycie oczywiście jeszcze porozmawiamy. Będziemy gawiędzić sobie, o historiach, które cię zaskoczyły. Twoich historiach, twoich przygodach i zakulisowych opowieściach. Najpierw, historia, która Cię zaskoczyła.
Piotr Rubik: Jest wiele takich historii, nie wszystkie się nadają do opowiedzenia.
Marzena Rogalska: Jakby co, ja zawsze gościom mówię: mogę wypikać, jeśli są niecenzuralne.
Piotr Rubik: Może nie o to chodzi. Może kiedyś, jak napiszę książkę i będzie to bardzo kontrowersyjna książka, odsłaniająca kulisy show - biznesu. Może zaczniemy od historii bardzo dramatycznej. Jak cześć z Państwa zapewne wie w 2007 roku nastąpił mojej karierze zwrot, rozstałem się z poprzednim zespołem i stworzyłem nowy w dość dramatycznych okolicznościach. W pewnym momencie okazało się, że z jedną z agencji, z którą pracowałem w ramach koncertów i płyt już więcej pracować nie mogłem, nastąpił konflikt, musieliśmy się rozstać. Jechałem na koncert do Olsztyna, wyjechaliśmy z moimi znajomymi, po południu próba, wieczorem koncert. Mniej więcej 100 km za Warszawą okazało się, że żaden z solistów nie przyjedzie na ten koncert, bo tamtej agencji udało się przekabacić ich na swoją stronę. Stwierdzili, że lepiej trzymać z tamtymi niż z Piotrem Rubikiem, bo Piotr Rubik zostanie zapomniany, a oni dalej będą grali koncerty. Oczywiście życie pokazało zupełnie coś innego...
Marzena Rogalska: W dniu koncertu zrobili Ci coś takiego?
Piotr Rubik: W dniu koncertu. I co robić? Sala wyprzedana, trzy i pół tysiąca ludzi czeka, orkiestra dojedzie, chór dojedzie, natomiast nie dojadą soliści.
Marzena Rogalska: Piotr, muszę Ci coś powiedzieć. Zazwyczaj moi goście opowiadają historie, ja tu chichocze, ale teraz mam ciary.
Piotr Rubik: Zacząłem dość dramatycznie. No więc, ja mam skłonności do migreny, więc ból głowy. Co tu robić, jak odwołać, jak stanąć przed tymi ludźmi i powiedzieć im, że nic dzisiaj nie będzie? Postanowiłem zrobić coś innego. Przyjechałem na miejsce, cała sala pełna, kłaniam się i mówię: "Proszę Państwa, tak się stało, jak się stało, że soliści, którzy mieli dzisiaj śpiewać nie przyjechali. Ja przyjechałem tutaj specjalnie dla Państwa, żeby uszanować to, żeście Państwo przyszli i mam taką propozycję - ja w tej chwili dla Państwa zadyryguję i sam zaśpiewam całe oratorium, podkładając głosy wszystkich solistów i jeżeli komuś się to nie spodoba, zwrócimy za bilety i możecie wyjść. Wziąłem mikrofon do jednej ręki, batutę do drugiej i zaśpiewałem sam w całości. Na 3,5 tysięcy ludzi oddało bilety z jedenaście. Potem miałem oczywiście brawa na stojąco, owacje i następnego dnia, bo to były dwa koncerty pod rząd, bilety dokupiło jeszcze więcej osób, ponieważ się stworzyła taka afera. A ja po prostu poczułem wtedy, że udało mi się wygrać ważną walkę o to, żeby zachować twarz. I to było rzeczywiście niesamowite i bardzo stresujące. Jednocześnie to wielkie zwycięstwo, bo to nie było takie proste. Naprawdę było bardzo ciężko.
Marzena Rogalska: Pokazałeś klasę. Nie dałeś się strachowi, nie dałeś się lekowi.
Piotr Rubik: Nigdy nie należy się poddawać. Nawet później powstałą piosenka na ten temat "To cała prawda", która była niejako takim hymnem, że różnie w życiu bywa, ale trzeba wierzyć i iść do przodu.
Marzena Rogalska: Piotrze Rubiku, zastanawiam się, co nas jeszcze czeka, skoro tak mocną historią, tak mocną opowieścią zaczęliśmy nasze spotkanie.
Piotr Rubik: Wejdziemy troszeczkę z lżejszymi tematami, będzie już teraz coraz weselej. Zapewne większość wie, że jeżeli człowiek staje się w Polsce i na świecie jakoś tam znany, ze względu na to co robi, jest pod obstrzałem tzw. paparazzi, czyli fotografów, którzy czają się za każdym drzewem, za każdym rogiem.
Marzena Rogalska: Wchodzą do śmietników...
Piotr Rubik: Wchodzą do śmietników, na dachy kościoła, w którym bierze się ślub. Jest różnie. Kulminacyjnym momentem zainteresowania paparazzi są narodziny dziecka. Rodziliśmy razem w Warszawie, natomiast pojawił się problem, co zrobić, żeby odtransportować Helenkę do domu razem z moją żoną. W momencie, kiedy Helenka się urodziła, codziennie mięliśmy za sobą ogon samochodów, po kilkanaście osób. A ja chciałem mieć ten komfort, żeby spokojnie je odebrać, bo w tym szpitalu, w którym robiliśmy jest mały parking, nie ma garażu podziemnego.
Marzena Rogalska: Jak tu żyć, no jak tu żyć? [śmiech]
Piotr Rubik: Panie Premierze, tak. Wymyśliliśmy coś - to była rzeczywiście spektakularna akcja, bardzo misternie obmyślona. Pojechałem swoim samochodem, oczywiście mając za sobą kilka aut fotoreporterów, najpierw pod zupełnie inny szpital. Po czym pojechałem do swojego znajomego, wjechałem do garażu podziemnego, po czym przesiadłem się do jego samochodu, położyłem na tylnym siedzeniu, przykryłem kocem, on wyjechał i pojechał ze mną do szpitala po Helenkę i po Agatkę. Z niezwykłą satysfakcją patrzyliśmy na tłum fotoreporterów, którzy stali pod tym domem i czekali, palili papierosy. A ja pod tym kocykiem pojechałem bezpiecznie. I tak naprawdę nikt wtedy nie spodziewał się, że pojedziemy akurat do tego szpitala. Mogliśmy bez problemu odebrać moją córeczkę i moją żonę i jakoś to się obyło bez problemu.
Marzena Rogalska: Pięknie! Jestem pod wrażeniem! Ty powinieneś nie tylko pisać muzykę, ale i scenariusze filmów sensacyjnych.
Piotr Rubik: Ja bardzo lubię powieści sensacyjne, gry komputerowe, video. Zawsze sobie powtarzałem, że gdybym nie był kompozytorem, byłbym agentem wywiadu.
Marzena Rogalska: Teraz o płycie, bo myślę, że to jest dla Ciebie w tym momencie jedna z najważniejszych rzeczy. Słyszałam, że jakieś wielkie tłumy zatrudniłeś do tego projektu.
Piotr Rubik: Projekt jest rzeczywiście duży, bo oprócz orkiestry symfonicznej są instrumenty pop -rockowe, gitara basowa, perkusja, chór, soliści. Troszeczkę poszliśmy tutaj w ostrzejsze brzmienia. Z resztą zachęcam do obejrzenia w internecie teledysku singla, który promuje tę płytę - "Strażnik Raju", bo  jest bardzo bajkowy i malowniczy. Płyta "Opisanie świata" do tekstów Zbigniewa Krążka, oparta na motywach powieści Marco Polo...
Marzena Rogalska: O takim samym tytule z resztą...
Piotr Rubik: Tak. Płyta o miłości, bardzo oddająca moje motto życiowe, że "nie ważne gdzie, ważne z kim". Marco Polo przez 27 lat podróżował po świecie, po czym wrócił do Wenecji i nigdy już stamtąd nie wyjechał. Czasami możemy ten cały swój świat znaleźć w czterech ścianach, ważne z kim jesteśmy. Płyta, na której również śpiewa moja córeczka Helenka, razem ze mną w duecie.
Marzena Rogalska: Płyta jest o miłości. Właściwie wydaje mi się, że Ty jesteś taką osobą, która tylko i wyłącznie opowiada o miłości w swoich kompozycjach i tworzy generalnie w okół tego tematu.
Piotr Rubik: Miłość jest bardzo wdzięcznym tematem do piosenek i do muzyki w ogóle, miłość nie jedno ma imię. Miłość czasami potrafi być radosna, czasami smutna. Dla mnie miłość napędza cały świat. Potrafi sprawić, że jesteśmy lepsi dla siebie. Piszę o tej miłości na przekór tym czasom, które mamy w tej chwili, o jestem z natury człowiekiem romantycznym, ulegam emocjom, wzruszam się bardzo łatwo. Staram się nie tłumić w sobie tych emocji, dlatego że te emocje później przekładają się na nuty.
Marzena Rogalska: Czy wszyscy faceci słyszeli? Mówcie nam o swoich emocjach, pokazujcie je, tak jak mój gość. Z Tobą, Piotrze i z Twoim nowym dzieckiem - mam na myśli oczywiście "Opisanie świata", Twoją najnowszą płytę. Który moment jest dla Ciebie najfajniejszy?
Piotr Rubik: Wszystkie są ważne, wszystkie są szczególne. Zaczyna się od tego pięknego momentu, kiedy przychodzi do mnie skądś melodia, doznaje takiego nagłego olśnienia i mam temat na piosenkę. To jest piękny moment. Potem jest praca w studio, kiedy ta melodia nabiera kształtów, zaczyna brzmieć, zaczynają do niej dochodzić instrumenty. To jest niezwykle inspirujące.
Marzena Rogalska: Wy, dyrygenci macie naprawdę jakieś niesamowite zdolności. Ja się zawsze zastanawiam, jak to jest, że dyrygent mówi, że drugie skrzypce fałszowały, że coś tam nie stroiło. Jak wy to robicie?
Piotr Rubik: Mamy taką karteczkę. To była taka anegdota, że dyrygent zawsze wychodził, dyrygował, zamiast partytury rozkładał taką małą karteczkę, po czym ją składał. Dyrygował tak przez wiele lat, po czym jak umarł i go chowano, wszyscy chcieli zobaczyć, co jest na tej karteczce, wyciągnęli ją, a tam jest napisane: "skrzypce po lewej, wiolonczele po prawej".
Marzena Rogalska: Od gwiazd się wymaga, żeby były zawsze takie "correct", takie zrobione, takie nienaganne, takie idealne, a tym czasem i im się przytrafiają różne, dziwne historie.
Piotr Rubik: To może teraz o pieniądzach?
Marzena Rogalska: Dawaj!
Piotr Rubik: Pieniądze są zawsze takim kontrowersyjnym tematem, natomiast pamiętam, jak żeśmy byli na jednej trasie koncertowej w Stanach. Wyjechaliśmy z jednego z hoteli, przemieszczając się bodajże z Phoenix do Las Vegas. Tam są olbrzymie odległości, więc to nie jest tak, że można sobie wrócić. To są jedno czy dwudniowe przejazdy. 300 mil po wyjeździe z Phoenix mój organizator, Krzysztof Zakreta, zbladł i zaczęła się bardzo nerwowa wymiana zmian. Co się okazało, zostawili w motelu, w którym spaliśmy paczkę, w której było 35 tysięcy dolarów. Cała wypłata, jaka była za ileś tam koncertów dla orkiestry.
Marzena Rogalska: W gotówce 35 tysięcy dolarów?
Piotr Rubik: Tak. To, co się tam działo wtedy w tym autokarze, taki stres... Oczywiście telefony od razu do hotelu, wysyłanie managera, żeby sprawdził. Okazało się, że nie ma tych pieniędzy, no bo jakże by miały być, prawda?
Marzena Rogalska: Myślałam, że Amerykanie tutaj obronią swój honor.
Piotr Rubik: Ale poczekaj, poczekaj. Znajomi Krzysztofa pojechali na miejsce, zrobili małe śledztwo i sprzątaczka się przyznała. To znaczy nie wiedzieliśmy, czy to sprzątaczka, ale sam manager hotelu znalazł te pieniądze i oddał je, ale na pewno ich nie było w tym pokoju, czyli myślę, że jednak...
Marzena Rogalska: Pożyczyli je na chwilę.
Piotr Rubik: Myślę, że jednak zwyciężyła odpowiedzialność amerykańska. To było bardzo stresujące, wszyscy odetchnęli z ulgą. A ja przy tej okazji powiem, że rzeczywiście w Stanach jest bardzo, bardzo szanowane prawo. O wiele bardziej niż w Polsce. Tam naprawdę człowiek na ulicy się czuje bezpiecznie. Tam, jak jest napisane, że kolejka z lewej do prawej, to zawsze stoi z lewej do prawej. Nie ma czegoś takiego, że się ludzie zachowują jak cwaniaki, tylko jednak się to prawo szanuje i to bardzo podziwiam w Ameryce. A myśmy odetchnęli z ulgą, bo to byłby straszny stres, gdyby te pieniądze zginęły.
Marzena Rogalska: Niesmak by pozostał.
Piotr Rubik: Niesmak. Nie tylko niesmak, pozostała by straszna dziura w budżecie.
Marzena Rogalska: Wszystko dobrze się skończyło. Jak już sobie wcześniej powiedzieliśmy, ważna jest miłość. To proszę jakąś anegdotę miłosną opowiedzieć.
Piotr Rubik: Poznałem swoją żonę w 2005 roku, w sierpniu na konkursie Miss Polonia.
Marzena Rogalska: Ach, Ty byłeś w jury?
Piotr Rubik: Nie, robiłem oprawę muzyczną do tego spektaklu.
Marzena Rogalska: Ach tak, taka to była historia.
Piotr Rubik: To było niesamowicie. Ten rok w ogóle był dla mnie niezwykły. Wcześniej wygrana w Sopocie, poznanie swojej przyszłej żony, premiera "Tu es petrus". A zaczęło się wszystko naprawdę bardzo niebezpiecznie, ponieważ w czerwcu 2005 roku miałem wypadek motocyklowy i tak niefortunnie upadłem, że miałem połamaną całą lewą stronę, czyli obojczyk, żebra, nogę, rękę. Sześć tygodni spędziłem w gipsie, kilka dni w szpitalu. Nie zapomnę tego do dziś, kiedy w szpitalu czekałem na windę i ta winda się na chwilę otworzyła, była pełna, ale stała tam jakaś kobieta, która - potem się okazało - wyglądała zupełnie jak moja przyszła żona. Uśmiechnęła się, winda się zamknęła i pojechała dalej. I potem aż mnie zatkało, gdy poszedłem na zgrupowanie i zobaczyłem tę samą prawie że osobę, która się do mnie też uśmiechnęła i to była moja przyszła żona. To był jakiś znak: nie martw się, zaraz będzie lepiej. I rzeczywiście było niesamowicie. Wyszedłem z tego całego połamania i zaczęło się wielkie pasmo sukcesów. Nie spodziewałem się tego. Pamiętam, że jeszcze na pierwsze wywiady w Sopocie, jak puszczaliśmy teledysk do "Niech mówią, że to nie jest miłość" przychodziłem w gipsie i kręcono mi samą twarz, żeby nie było widać tej całej koszuli z gipsu. Nie spodziewałem się wtedy, że to tak wybuchnie.
Marzena Rogalska: To świadczy też o tym, co powiedziałeś wcześniej. Że nie należy nigdy się poddawać.
Piotr Rubik: Nigdy nie wiadomo, co będzie, co nas czeka. I tak naprawdę nawet, jeżeli nam się wydaje, że coś się dzieje złego, to nigdy nie wiadomo, bo nagle to złe może się obrócić w coś bardzo dobrego. Może gdybym nie miał tego wypadku, to bym gdzieś indziej pojechał, coś innego zrobił i na przykład nie pisał muzyki do Miss Polonia.
Marzena Rogalska: I nie poznał swojej żony. Pozdrawiamy Cię Agatko. I Helenko. Wspomniałeś o wypadku na motocyklu. Nie sposób też nie wspomnieć o sesji zdjęciowej promującej płytę, która też jest taka motocyklowa.
Piotr Rubik: Sesja jest taka przygodowa. Doskonały fotografik, Maciej Boryna, zrobił mi zdjęcia w pięknych plenerach. Wszyscy się pytają, czy to gdzieś w Stanach. Okazuje się, że nie, to pod Wrocławiem, w kopalni piasku i w aeroklubie pod Wrocławiem. Takie zdjęcia zupełnie inne. Ja bardzo chciałem, żeby ta płyta była inna i jest inna. Również cała stylizacja i cała okładka jest inna od tego, co było wcześniej.
Marzena Rogalska: Połączenie Twoich włosów, loczków ze skórą...
Piotr Rubik: Twarz usmarowana popiołem... Chcieliśmy, żeby to było coś innego. Z resztą, kto z Państwa kupi płytę, to może sobie obejrzeć. W książeczce jest cała ta sesja i rzeczywiście jest ona zupełnie inna.
Marzena Rogalska: Przyszedł czas na ostatnią anegdotę. Gdzie nas Piotrze teraz zabierzesz?
Piotr Rubik: Zabiorę Was do szpitala dla umysłowo chorych w Argentynie. To jest też niesamowita historia, którą pamiętam do dziś. Jeśli kiedyś oglądałaś filmy o Krzysztofie Kolumbie czy w tym stylu, to byłem w takim miejscu w Argentynie. Kiedyś współpracowałem z taką orkiestrą światową, składającą się ze 110 muzyków ze wszystkich krajów świata. Świetne obozy muzyczne, jeździliśmy po całym świecie. Między innymi mięliśmy taki obóz w Argentynie i w Urugwaju. To było w 1989 roku, jeszcze kiedy Argentyna kwitła i była przed wielkim kryzysem. Tam, będąc w Buenos Aires, ktoś do nas przyszedł i powiedział, że jest tutaj Polak, który niedługo umrze i może byśmy do niego przyszli, bo tutaj przyjeżdża mało Polaków.
Marzena Rogalska: Zaintrygowało was to.
Piotr Rubik: Zaintrygowało nas to. Poszliśmy, okazuje się, do domu dla umysłowo chorych, który był jednocześnie hospicjum dla osób starszych, umierających. Wszedłem tam i wrażenie było niesamowite, ponieważ klimat był jak z Krzysztofa Kolumba. Jakby czas stanął w miejscu. Jakieś stare, obdrapane mury, zero cywilizacji. Po korytarzach snujący się ludzie, którzy krzyczą do siebie, każdy w swoim świecie, jak z jakiegoś horroru albo właśnie filmu historycznego. Przyprowadzono nas do takiej salki, gdzie leżał starszy pan, który był zdrowy na umyśle, ale był osobą starą, schorowaną. Przywitaliśmy się, on był bardzo zaskoczony, wręcz wzruszony. Okazało się, że to był pilot, który został zestrzelony podczas wojny i został w tej Argentynie zapomniany, bliscy mu umarli. Ja miałem zawsze sentyment do samolotów, ponieważ mój ojciec był pilotem wojskowym i jako dziecko wychowywałem się właściwie na lotnisku, wśród tych kukuruźników, wszystkich dwu płatowych samolotów i całe dzieciństwo spędziłem w samolotach. Dlatego też takie historie mnie zawsze poruszają. I to było naprawdę duże wrażenie, zostało mi to w pamięci na długi czas.
Marzena Rogalska: Bardzo przeżyłeś to spotkanie.
Piotr Rubik: Tak, to było niesamowite. Tak jak bym się przeniósł w czasie. Tak chciałem zakończyć tymi podróżami, bo "Opisanie świata" jest taką płytą też troszeczkę o podróżach. Zawsze lubiłem podróżować i zawsze, gdy tylko miałem wolną chwilę starałem się gdzieś jechać i tych podróży miałem bardzo dużo, ale nie sposób tych wszystkich rzeczy opowiedzieć.
Marzena Rogalska: To zabierz nas w podróż muzyczną. Masz cudowną okazję, żeby zapowiedzieć swój singiel.
Piotr Rubik: Singlem promującym płytę "Opisanie świata" jest piękna ballada "Strażnik raju" śpiewana przez Grzegorza Wilka jako solistę do słów Zbigniewa Książka. Tekst bardzo mądry. Myślę, że to dobra piosenka na dzisiejsze czasy i na tę listopadową aurę.
Marzena Rogalska: Piotrze było mi bardzo miło. I wzruszająco. I wesoło. I dramatycznie. Historii u Ciebie dostatek.
Piotr Rubik: Życie pisze niesamowite historie i trzeba je chyba zacząć spisywać. Kto wie, może kiedyś spiszę te wszystkie historie. Bardzo dziękuję za zaproszenie, bardzo miło było mi być tutaj gościem. Do usłyszenia na płycie

Marzena Rogalska: Co mi powiesz, jak Cię złapię, Piotrze Rubiku?

 

Piotr Rubik: Przede wszystkim: dzień dobry, witam Cię, witam Państwa bardzo serdecznie. Bardzo się cieszę, że udało mi się tu dotrzeć wreszcie, po wielu miesiącach prób.

 

Marzena Rogalska: Ale myślę, że też po bardzo wytężonej pracy nad nową płytą. Ja myślałam, że Ty powiesz: czuję ulgę!

 

Piotr Rubik: Czuję wielką radość. Płyta wyszła rzeczywiście bardzo świetnie, kosztowało mnie to bardzo dużo pracy. Myślę, że razem z Ryszkiem Książkiem stworzyliśmy dziewiętnaście piosenek, które poruszą ludzi, które zapadną im w serca...


Marzena Rogalska: Muszę Cię powstrzymywać, bo musimy dozować przyjemności. O płycie oczywiście jeszcze porozmawiamy. Będziemy gawiędzić sobie, o historiach, które cię zaskoczyły. Twoich historiach, twoich przygodach i zakulisowych opowieściach. Najpierw, historia, która Cię zaskoczyła.


Piotr Rubik: Jest wiele takich historii, nie wszystkie się nadają do opowiedzenia.


Marzena Rogalska: Jakby co, ja zawsze gościom mówię: mogę wypikać, jeśli są niecenzuralne.

 

 

Dramatyczna sytuacja

 

 

Piotr Rubik: Nie o to chodzi. Może kiedyś, jak napiszę książkę i będzie to bardzo kontrowersyjna książka, odsłaniająca kulisy show - biznesu. Może zaczniemy od historii bardzo dramatycznej. Jak cześć z Państwa zapewne wie w 2007 roku nastąpił mojej karierze zwrot, rozstałem się z poprzednim zespołem i stworzyłem nowy w dość dramatycznych okolicznościach. W pewnym momencie okazało się, że z jedną z agencji, z którą pracowałem w ramach koncertów i płyt już więcej pracować nie mogłem, nastąpił konflikt, musieliśmy się rozstać. Jechałem na koncert do Olsztyna, wyjechaliśmy z moimi znajomymi, po południu próba, wieczorem koncert. Mniej więcej 100 km za Warszawą okazało się, że żaden z solistów nie przyjedzie na ten koncert, bo tamtej agencji udało się przekabacić ich na swoją stronę. Stwierdzili, że lepiej trzymać z tamtymi niż z Piotrem Rubikiem, bo Piotr Rubik zostanie zapomniany, a oni dalej będą grali koncerty. Oczywiście życie pokazało zupełnie coś innego...


Marzena Rogalska: W dniu koncertu zrobili Ci coś takiego?


Piotr Rubik: W dniu koncertu. I co robić? Sala wyprzedana, trzy i pół tysiąca ludzi czeka, orkiestra dojedzie, chór dojedzie, natomiast nie dojadą soliści.


Marzena Rogalska: Piotr, muszę Ci coś powiedzieć. Zazwyczaj moi goście opowiadają historie, ja tu chichocze, ale teraz mam ciary.


Piotr Rubik: Zacząłem dość dramatycznie. No więc, ja mam skłonności do migreny, więc ból głowy. Co tu robić, jak odwołać, jak stanąć przed tymi ludźmi i powiedzieć im, że nic dzisiaj nie będzie? Postanowiłem zrobić coś innego. Przyjechałem na miejsce, cała sala pełna, kłaniam się i mówię:

Proszę Państwa, tak się stało, jak się stało, że soliści, którzy mieli dzisiaj śpiewać nie przyjechali. Ja przyjechałem tutaj specjalnie dla Państwa, żeby uszanować to, żeście Państwo przyszli i mam taką propozycję - ja w tej chwili dla Państwa zadyryguję i sam zaśpiewam całe oratorium, podkładając głosy wszystkich solistów i jeżeli komuś się to nie spodoba, zwrócimy za bilety i możecie wyjść.

Wziąłem mikrofon do jednej ręki, batutę do drugiej i zaśpiewałem sam w całości. Na 3,5 tysięcy ludzi oddało bilety z jedenaście. Potem miałem oczywiście brawa na stojąco, owacje i następnego dnia, bo to były dwa koncerty pod rząd, bilety dokupiło jeszcze więcej osób, ponieważ się stworzyła taka afera. A ja po prostu poczułem wtedy, że udało mi się wygrać ważną walkę o to, żeby zachować twarz. I to było rzeczywiście niesamowite i bardzo stresujące. Jednocześnie to wielkie zwycięstwo, bo to nie było takie proste. Naprawdę było bardzo ciężko.

 


Marzena Rogalska: Pokazałeś klasę. Nie dałeś się strachowi, nie dałeś się lekowi.


Piotr Rubik: Nigdy nie należy się poddawać. Nawet później powstałą piosenka na ten temat "To cała prawda", która była niejako takim hymnem, że różnie w życiu bywa, ale trzeba wierzyć i iść do przodu.

 

 

Jak z filmu akcji

 

 

Marzena Rogalska: Piotrze Rubiku, zastanawiam się, co nas jeszcze czeka, skoro tak mocną historią, tak mocną opowieścią zaczęliśmy nasze spotkanie.


Piotr Rubik: Wejdziemy troszeczkę z lżejszymi tematami, będzie już teraz coraz weselej. Zapewne większość wie, że jeżeli człowiek staje się w Polsce i na świecie jakoś tam znany, ze względu na to co robi, jest pod obstrzałem tzw. paparazzi, czyli fotografów, którzy czają się za każdym drzewem, za każdym rogiem.


Marzena Rogalska: Wchodzą do śmietników...


Piotr Rubik: Wchodzą do śmietników, na dachy kościoła, w którym bierze się ślub. Jest różnie. Kulminacyjnym momentem zainteresowania paparazzi są narodziny dziecka. Rodziliśmy razem w Warszawie, natomiast pojawił się problem, co zrobić, żeby odtransportować Helenkę do domu razem z moją żoną.

 

W momencie, kiedy Helenka się urodziła, codziennie mięliśmy za sobą ogon samochodów fotoreporterów, po kilkanaście osób. A ja chciałem mieć ten komfort, żeby spokojnie je odebrać. W tym szpitalu, w którym rodziliśmy jest mały parking, nie ma garażu podziemnego.

 

Marzena Rogalska: Jak tu żyć, no jak tu żyć? [śmiech]


Piotr Rubik: Wymyśliliśmy coś - to była rzeczywiście spektakularna akcja, bardzo misternie obmyślona. Pojechałem swoim samochodem, oczywiście mając za sobą kilka aut fotoreporterów, najpierw pod zupełnie inny szpital. Po czym pojechałem do swojego znajomego, wjechałem do garażu podziemnego, po czym przesiadłem się do jego samochodu, położyłem na tylnym siedzeniu, przykryłem kocem, on wyjechał i pojechał ze mną do szpitala po Helenkę i po Agatkę. Z niezwykłą satysfakcją patrzyliśmy na tłum fotoreporterów, którzy stali pod tym domem i czekali, palili papierosy. A ja pod tym kocykiem pojechałem bezpiecznie. I tak naprawdę nikt wtedy nie spodziewał się, że pojedziemy akurat do tego szpitala. Mogliśmy bez problemu odebrać moją córeczkę i moją żonę i jakoś to się obyło bez problemu.


Marzena Rogalska: Pięknie! Jestem pod wrażeniem! Ty powinieneś nie tylko pisać muzykę, ale i scenariusze filmów sensacyjnych.


Piotr Rubik: Ja bardzo lubię powieści sensacyjne, gry komputerowe, video. Zawsze sobie powtarzałem, że gdybym nie był kompozytorem, byłbym agentem wywiadu.

 

 

Opisanie świata

 


Marzena Rogalska: Teraz o płycie, bo myślę, że to jest dla Ciebie w tym momencie jedna z najważniejszych rzeczy. Słyszałam, że jakieś wielkie tłumy zatrudniłeś do tego projektu.


Piotr Rubik: Projekt jest rzeczywiście duży, bo oprócz orkiestry symfonicznej są instrumenty pop -rockowe, gitara basowa, perkusja, chór, soliści. Troszeczkę poszliśmy tutaj w ostrzejsze brzmienia. Z resztą zachęcam do obejrzenia w internecie teledysku singla, który promuje tę płytę - "Strażnik Raju", bo  jest bardzo bajkowy i malowniczy. Płyta "Opisanie świata" do tekstów Zbigniewa Krążka, oparta na motywach powieści Marco Polo...


Marzena Rogalska: O takim samym tytule z resztą...


Piotr Rubik: Tak. Płyta o miłości, bardzo oddająca moje motto życiowe, że "nie ważne gdzie, ważne z kim". Marco Polo przez 27 lat podróżował po świecie, po czym wrócił do Wenecji i nigdy już stamtąd nie wyjechał.

Czasami możemy ten cały swój świat znaleźć w czterech ścianach, ważne z kim jesteśmy.

 

 

W duecie z Helenką

 


Marzena Rogalska: Na Twojej najnowszej płycie jest 19 utworów i jeden z nich wykonuje Helenka, dwu i pół roczna prawie, w duecie z tatusiem.

 

Piotr Rubik: Tak, w duecie z tatusiem. Jest taka piosenka, która ma tytuł "Piosenka dla Helenki". Piosenka, którą śpiewam sam, chociaż nie śpiewam często, ale tę postanowiłem, ponieważ jest ona bardzo bliska mojemu sercu. No i kto miałby śpiewać ją mojej córeczce, jeśli nie ja? Stwierdziłam, że namówię ją, ponieważ moja córeczka bardzo lubi muzykę, lubi tańczyć, lubi śpiewać...

 

 

Marzena Rogalska: Trochę bym się zdziwiła, gdyby Ci się urodziło dziecko, które nie lubi muzyki.

 

Piotr Rubik: Moja córka wie, co to jest studio nagrań, wie, co to jest konsoleta, wie, co to jest realizator dźwięku, jak się trzyma mikrofon, co się z nim robi. Postanowiłem więc ją namówić, aby zaśpiewała ze mną w duecie, nie dlatego, aby robić z niej na siłę piosenkarkę, ale żeby mieć pamiątkę na całe życie. Piosenka wyszła dość wzruszająco, wyciskacz takich pozytywnych łez. I rzeczywiście Helenka zaśpiewała to bardzo ładnie, bardzo w rytmie.

 

Marzena Rogalska: Jak ona zareagowała? Przecież jak weszła do studia, musiało być ileś osób...

 

Piotr Rubik: Wiesz, to jest wszystko kwestia ilości żelków.

 

Marzena Rogalska: Co Ty powiesz? Takie przekupne dziecko.

 

Piotr Rubik: Każde dziecko jest przekupne. Oczywiście traktowaliśmy tak jako zabawę, natomiast rzeczywiście trzeba było te żelki mieć na podorędziu. I mniej więcej co pięć nut jeden żelek, czy jak to się odmienia. Nie wiem, co będzie na koncercie, bo już 13 grudnia gramy premierowy koncert "Opisanie Świata" w Sali Kongresowej, tam też będzie piosenka "Dla Helenki". Nie mam pojęcia, czy się da namówić na występ na scenie, aczkolwiek w Stanach Zjednoczonych jak byliśmy na tourne miała swój debiut. Po Stanach myśmy jeździli dużym autokarem z całym zespołem. Jest taka inna piosenka, którą wymyśliłem jak jeszcze ją kołysałem do snu i ona leci mniej więcej tak [śpiewa]: Helenka, Helenka, Helenka, Helenka to mała sarenka, Helenka... i ona w tym momencie zawsze dośpiewywała "bum, bum". Stało się to przebojem autokaru i cały autokar śpiewał tekst a Helenka dośpiewywała "bum, bum". Włączyliśmy to do repertuaru jako bis i Helenka wychodziła na scenę i zawsze to "bum, bum" śpiewała i to się stało przebojem naszej trasy amerykańskiej. W związku z tym ma już pewne doświadczenie sceniczne.

 

Marzena Rogalska: Przepraszam bardzo, Helenka po prostu w Stanach zdobywała doświadczenie sceniczne. No heloł, Piotrze, jestem pod ogromnym wrażeniem.

 

Piotr Rubik: Teraz dzieci mają o wiele fajniej niż my.

 

 

Wydobyć emocje

 

 

Marzena Rogalska: Płyta jest o miłości. Właściwie wydaje mi się, że Ty jesteś taką osobą, która tylko i wyłącznie opowiada o miłości w swoich kompozycjach i tworzy generalnie w okół tego tematu.


Piotr Rubik: Miłość jest bardzo wdzięcznym tematem do piosenek i do muzyki w ogóle, miłość nie jedno ma imię. Miłość czasami potrafi być radosna, czasami smutna. Dla mnie miłość napędza cały świat. Potrafi sprawić, że jesteśmy lepsi dla siebie.

 

Piszę o tej miłości na przekór tym czasom, które mamy w tej chwili, o jestem z natury człowiekiem romantycznym, ulegam emocjom, wzruszam się bardzo łatwo. Staram się nie tłumić w sobie tych emocji, dlatego że te emocje później przekładają się na nuty.



Marzena Rogalska: Czy wszyscy faceci słyszeli? Mówcie nam o swoich emocjach, pokazujcie je, tak jak mój gość. Z Tobą, Piotrze i z Twoim nowym dzieckiem - mam na myśli oczywiście "Opisanie świata", Twoją najnowszą płytę. Który moment jest dla Ciebie najfajniejszy?


Piotr Rubik: Wszystkie są ważne, wszystkie są szczególne. Zaczyna się od tego pięknego momentu, kiedy przychodzi do mnie skądś melodia, doznaje takiego nagłego olśnienia i mam temat na piosenkę. To jest piękny moment. Potem jest praca w studio, kiedy ta melodia nabiera kształtów, zaczyna brzmieć, zaczynają do niej dochodzić instrumenty. To jest niezwykle inspirujące.


Marzena Rogalska: Wy, dyrygenci macie naprawdę jakieś niesamowite zdolności. Ja się zawsze zastanawiam, jak to jest, że dyrygent mówi, że drugie skrzypce fałszowały, że coś tam nie stroiło. Jak wy to robicie?


Piotr Rubik: Mamy taką karteczkę. To była taka anegdota, że dyrygent zawsze wychodził, dyrygował, zamiast partytury rozkładał taką małą karteczkę, po czym ją składał. Dyrygował tak przez wiele lat, po czym jak umarł i go chowano, wszyscy chcieli zobaczyć, co jest na tej karteczce, wyciągnęli ją, a tam jest napisane: "skrzypce po lewej, wiolonczele po prawej".


Marzena Rogalska: Od gwiazd się wymaga, żeby były zawsze takie "correct", takie zrobione, takie nienaganne, takie idealne, a tym czasem i im się przytrafiają różne, dziwne historie.

 

 

Wielki stres

 

 

Piotr Rubik: To może teraz o pieniądzach?


Marzena Rogalska: Dawaj!


Piotr Rubik: Pieniądze są zawsze kontrowersyjnym tematem, natomiast pamiętam, jak byliśmy na jednej trasie koncertowej w Stanach. Wyjechaliśmy z jednego z hoteli, przemieszczając się bodajże z Phoenix do Las Vegas. Tam są olbrzymie odległości, więc to nie jest tak, że można sobie wrócić. To są jedno czy dwudniowe przejazdy. 300 mil po wyjeździe z Phoenix mój organizator, Krzysztof Zakreta, zbladł i zaczęła się bardzo nerwowa wymiana zmian.

 

Co się okazało, zostawili w motelu, w którym spaliśmy paczkę, w której było 35 tysięcy dolarów. Cała wypłata, jaka była za ileś tam koncertów dla orkiestry.

 

Marzena Rogalska: W gotówce 35 tysięcy dolarów?


Piotr Rubik: Tak. To, co się tam działo wtedy w tym autokarze, taki stres... Oczywiście telefony od razu do hotelu, wysyłanie managera, żeby sprawdził. Okazało się, że nie ma tych pieniędzy, no bo jakże by miały być, prawda?


Marzena Rogalska: Myślałam, że Amerykanie tutaj obronią swój honor.


Piotr Rubik: Ale poczekaj, poczekaj. Znajomi Krzysztofa pojechali na miejsce, zrobili małe śledztwo i sprzątaczka się przyznała. To znaczy nie wiedzieliśmy, czy to sprzątaczka, ale sam manager hotelu znalazł te pieniądze i oddał je, ale na pewno ich nie było w tym pokoju, czyli myślę, że jednak...


Marzena Rogalska: Pożyczyli je na chwilę.


Piotr Rubik: Myślę, że jednak zwyciężyła odpowiedzialność amerykańska. To było bardzo stresujące, wszyscy odetchnęli z ulgą. A ja przy tej okazji powiem, że rzeczywiście w Stanach jest bardzo, bardzo szanowane prawo. O wiele bardziej niż w Polsce. Tam naprawdę człowiek na ulicy się czuje bezpiecznie. Tam, jak jest napisane, że kolejka z lewej do prawej, to zawsze stoi z lewej do prawej. Nie ma czegoś takiego, że się ludzie zachowują jak cwaniaki, tylko jednak się to prawo szanuje i to bardzo podziwiam w Ameryce. A myśmy odetchnęli z ulgą, bo to byłby straszny stres, gdyby te pieniądze zginęły.


Marzena Rogalska: Niesmak by pozostał.


Piotr Rubik: Niesmak. Nie tylko niesmak, pozostała by straszna dziura w budżecie.

 

 

O miłości i o życiu

 

 

Marzena Rogalska: Wszystko dobrze się skończyło. Jak już sobie wcześniej powiedzieliśmy, ważna jest miłość. To proszę jakąś anegdotę miłosną opowiedzieć.


Piotr Rubik: Poznałem swoją żonę w 2005 roku, w sierpniu na konkursie Miss Polonia.


Marzena Rogalska: Ach, Ty byłeś w jury?


Piotr Rubik: Nie, robiłem oprawę muzyczną do tego spektaklu.


Marzena Rogalska: Ach tak, taka to była historia.


Piotr Rubik: To było niesamowicie. Ten rok w ogóle był dla mnie niezwykły. Wcześniej wygrana w Sopocie, poznanie swojej przyszłej żony, premiera "Tu es petrus". A zaczęło się wszystko naprawdę bardzo niebezpiecznie, ponieważ w czerwcu 2005 roku miałem wypadek motocyklowy i tak niefortunnie upadłem, że miałem połamaną całą lewą stronę, czyli obojczyk, żebra, nogę, rękę. Sześć tygodni spędziłem w gipsie, kilka dni w szpitalu. Nie zapomnę tego do dziś, kiedy w szpitalu czekałem na windę i ta winda się na chwilę otworzyła, była pełna, ale stała tam jakaś kobieta, która - potem się okazało - wyglądała zupełnie jak moja przyszła żona. Uśmiechnęła się, winda się zamknęła i pojechała dalej. I potem aż mnie zatkało, gdy poszedłem na zgrupowanie i zobaczyłem tę samą prawie że osobę, która się do mnie też uśmiechnęła i to była moja przyszła żona. To był jakiś znak: nie martw się, zaraz będzie lepiej. I rzeczywiście było niesamowicie. Wyszedłem z tego całego połamania i zaczęło się wielkie pasmo sukcesów. Nie spodziewałem się tego. Pamiętam, że jeszcze na pierwsze wywiady w Sopocie, jak puszczaliśmy teledysk do "Niech mówią, że to nie jest miłość" przychodziłem w gipsie i kręcono mi samą twarz, żeby nie było widać tej całej koszuli z gipsu. Nie spodziewałem się wtedy, że to tak wybuchnie.


Marzena Rogalska: To świadczy też o tym, co powiedziałeś wcześniej. Że nie należy nigdy się poddawać.


Piotr Rubik: Nigdy nie wiadomo, co będzie, co nas czeka. I tak naprawdę nawet, jeżeli nam się wydaje, że coś się dzieje złego, to nigdy nie wiadomo, bo nagle to złe może się obrócić w coś bardzo dobrego. Może gdybym nie miał tego wypadku, to bym gdzieś indziej pojechał, coś innego zrobił i na przykład nie pisał muzyki do Miss Polonia.


Marzena Rogalska: I nie poznał swojej żony. Pozdrawiamy Cię Agatko. I Helenko. Wspomniałeś o wypadku na motocyklu. Nie sposób też nie wspomnieć o sesji zdjęciowej promującej płytę, która też jest taka motocyklowa.


Piotr Rubik: Sesja jest taka przygodowa. Doskonały fotografik, Maciej Boryna, zrobił mi zdjęcia w pięknych plenerach. Wszyscy się pytają, czy to gdzieś w Stanach. Okazuje się, że nie, to pod Wrocławiem, w kopalni piasku i w aeroklubie pod Wrocławiem. Takie zdjęcia zupełnie inne. Ja bardzo chciałem, żeby ta płyta była inna i jest inna. Również cała stylizacja i cała okładka jest inna od tego, co było wcześniej.


Marzena Rogalska: Połączenie Twoich włosów, loczków ze skórą...


Piotr Rubik: Twarz usmarowana popiołem... Chcieliśmy, żeby to było coś innego. Z resztą, kto z Państwa kupi płytę, to może sobie obejrzeć. W książeczce jest cała ta sesja i rzeczywiście jest ona zupełnie inna.

 

 

Podróż do Buenos Aires

 


Marzena Rogalska: Przyszedł czas na ostatnią anegdotę. Gdzie nas Piotrze teraz zabierzesz?


Piotr Rubik: Zabiorę Was do szpitala dla umysłowo chorych w Argentynie. To jest też niesamowita historia, którą pamiętam do dziś. Jeśli kiedyś oglądałaś filmy o Krzysztofie Kolumbie czy w tym stylu, to byłem w takim miejscu w Argentynie. Kiedyś współpracowałem z taką orkiestrą światową, składającą się ze 110 muzyków ze wszystkich krajów świata. Świetne obozy muzyczne, jeździliśmy po całym świecie. Między innymi mięliśmy taki obóz w Argentynie i w Urugwaju. To było w 1989 roku, jeszcze kiedy Argentyna kwitła i była przed wielkim kryzysem. Tam, będąc w Buenos Aires, ktoś do nas przyszedł i powiedział, że jest tutaj Polak, który niedługo umrze i może byśmy do niego przyszli, bo tutaj przyjeżdża mało Polaków.


Marzena Rogalska: Zaintrygowało was to.


Piotr Rubik: Zaintrygowało nas to. Poszliśmy, okazuje się, do domu dla umysłowo chorych, który był jednocześnie hospicjum dla osób starszych, umierających. Wszedłem tam i wrażenie było niesamowite, ponieważ klimat był jak z Krzysztofa Kolumba. Jakby czas stanął w miejscu. Jakieś stare, obdrapane mury, zero cywilizacji. Po korytarzach snujący się ludzie, którzy krzyczą do siebie, każdy w swoim świecie, jak z jakiegoś horroru albo właśnie filmu historycznego. Przyprowadzono nas do takiej salki, gdzie leżał starszy pan, który był zdrowy na umyśle, ale był osobą starą, schorowaną. Przywitaliśmy się, on był bardzo zaskoczony, wręcz wzruszony. Okazało się, że to był pilot, który został zestrzelony podczas wojny i został w tej Argentynie zapomniany, bliscy mu umarli.

 

Ja miałem zawsze sentyment do samolotów, ponieważ mój ojciec był pilotem wojskowym i jako dziecko wychowywałem się właściwie na lotnisku, wśród tych kukuruźników, wszystkich dwu płatowych samolotów i całe dzieciństwo spędziłem w samolotach.

 

Dlatego też takie historie mnie zawsze poruszają. I to było naprawdę duże wrażenie, zostało mi to w pamięci na długi czas.


Marzena Rogalska: Bardzo przeżyłeś to spotkanie.


Piotr Rubik: Tak, to było niesamowite. Tak jak bym się przeniósł w czasie. Tak chciałem zakończyć tymi podróżami, bo "Opisanie świata" jest taką płytą też troszeczkę o podróżach. Zawsze lubiłem podróżować i zawsze, gdy tylko miałem wolną chwilę starałem się gdzieś jechać i tych podróży miałem bardzo dużo, ale nie sposób tych wszystkich rzeczy opowiedzieć.


Marzena Rogalska: To zabierz nas w podróż muzyczną. Masz cudowną okazję, żeby zapowiedzieć swój singiel.


Piotr Rubik: Singlem promującym płytę "Opisanie świata" jest piękna ballada "Strażnik raju" śpiewana przez Grzegorza Wilka jako solistę do słów Zbigniewa Książka.

 

Tekst jest bardzo mądry. Myślę, że to dobra piosenka na dzisiejsze czasy i na tę listopadową aurę.

 


Marzena Rogalska: Piotrze, było mi bardzo miło. I wzruszająco. I wesoło. I dramatycznie. Historii u Ciebie dostatek.

 

Piotr Rubik: Życie pisze niesamowite historie i trzeba je chyba zacząć spisywać. Kto wie, może kiedyś to zrobię. Bardzo dziękuję za zaproszenie, bardzo miło było mi być tutaj gościem. Do usłyszenia na płycie.


WYWIAD DO ODSŁUCHANIA ZNAJDZIECIE TUTAJ!

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!