Jolanta Kwaśniewska u Marzeny Rogalskiej - przeczytaj wywiad EXTRA!

Gościem świątecznego odcinka programu Marzeny Roglalskiej "Co mi powiesz jak Cię złapię?!" była Jolanta Kwaśniewska. Przeczytaj już teraz cały wywiad!

 

Dwudziestoletnia choinka.

 

 

Marzena Rogalska - Jest ze mną osoba bardzo wyjątkowa, która bardzo kocha i ceni święta, nie mylę się, Jolanta Kwaśniewska.

 

Jolanta Kwaśniewska - Najserdeczniej witam i Panią i Państwa. Święta kocham, lubię ten czar świąt. Wiem, że są takie osoby, jak przychodzą święta mówią, o Boże, znowu te koszmarne Święta dla mnie.

 

 

 

 

To jest czas dla rodziny, czas niezwykły. Ja się w tedy czuję się małym dzieckiem. O wiele wcześniej wyciągam małą choinkę, która towarzyszy nam już 20 lat.

 

 

 


Marzena Rogalska - Naprawdę 20 lat? To jeszcze czasy komunizmu pamięta.

 

Jolanta Kwaśniewska - Za komuny gdzieś kupiona chyba. Tak, tak. Taka mała, może elegancka jest ta choineczka. Dwukrotnie zmieniałam ozdoby na tej choince. Mam takie fajne wspomnienia z czasów, jak żyli nasi rodzice, która była we wszystkich naszych mieszkaniach, lepszych, gorszych czasach, w Pałacu Prezydenckim.

Marzena Rogalska - Mówi o tym, że ciągle jesteście razem, prawda?

 

Jolanta Kwaśniewska - Kochamy święta tak, i że jesteśmy razem. Ja lubię ten blichtr świąteczny i bardzo na te święta się cieszę.

 

 

Sms-y

 

 

Marzena Rogalska - W święta Jolanta Kwaśniewska z rodziną będzie daleko, daleko, prawda?

 

Jolanta Kwaśniewska - Tak, wyruszamy na takie święta rodzinne. Co roku spotykamy się z siostrą mojego męża, na śniegu. Kochamy śnieg, żałuję bardzo, że te prognozy w Polsce, nie bardzo zwiastują śnieg na święta, także tego czaru nie będzie. Ja mam nadzieję, że w Szwajcarii, gdzie będziemy, tego śniegu będzie mnóstwo.

 

Marzena Rogalska - Pilnujecie tego, żeby w święta być razem?

 

Jolanta Kwaśniewska - Zdecydowanie jestem zwolenniczką zwolnienia tempa w czasie Bożego Narodzenia. Cały nastrój to jedno, ale najważniejsze jest to, żebyśmy mieli możliwość porozmawiania, żebyśmy mogli wsłuchać w siebie, bo my w sposób tak ogromnie zdawkowy, składamy komunikaty.

 

Marzena Rogalska - O właśnie. Odbierz dziecko, o której wrócisz? Może pójdziemy na kolację?

 

Jolanta Kwaśniewska - To i tak byłoby fajnie. Ja w mojej książce, zwracam uwagę na to, aby związki trwały w takim naprawdę, bardzo sensownym i oczekiwanym przez obie strony układzie. Musimy sobie mówić, co nas boli, co cieszy. A u nas wygląda to tak, że przychodzi się do domu i mówi się tak: co słychać? Wszystko dobrze. Albo jeszcze „dłużej” - okej, idę na górę. Oczywiście zdarza się, Pani Danuta Wałęsowa, pisała to, o tym w swojej książce, że mąż jej zaproponował - to Ty możesz sobie siedzieć na górze, ja na dole i rozmawiamy przez skypa. To jest prawda. Bardzo wielu domach tak jest. Ludzie bardzo często - wiesz co, włączymy sobie skypa, Ty robisz swoje, ja robię swoje, i co jakiś czas, co robisz? Herbatę. Druga osoba coś komunikuje -. To jest bezsensu.

 

 

 

 

 

Ja kocham gadżety. Owszem, one są potrzebne do życia, dlatego piszę te kolejne książki. Ja jestem zwolenniczką tych rad, które nam udzielał Pan ambasador Pietkiewicz. On wspaniale pisał w swojej książce, na co dzień jak się zachowywać, na temat precedencji, na temat jak się ubierać, itd. Ale czasy się zmieniły. Naprawdę, 20 lat temu, ja sobie nie wyobrażałam sobie, że ja komuś wyślę na święta życzenia sms-em. Zdarza się, jestem gdzieś daleko w świecie i nie ma innego wyjścia. To co mnie najbardziej boli, bo ja parę kartek piszę co roku.

 

 

 

 

Marzena Rogalska - Ja też.

 

Jolanta Kwaśniewska - Ale nie wiem, czy one dojdą, one nie dochodzą.

 

Marzena Rogalska - Pozdrawiamy pocztę polską. Musze powiedzieć, że ja trochę buntuję się tym smsą, bo chciałbym jednak złożyć życzenia osobiście, coś dla konkretnej osoby. Wymyślić czegoś takiego, co jej życzyć.

 

Jolanta Kwaśniewska - Ja to robię. Ja tych sms-ów, jednak wysyłam jeśli wysyłam, bardzo wiele. Czyli to nie jest sztampa, bo ja się śmieję

 

Marzena Rogalska - Wyślij do wszystkich, prawda?

 

Jolanta Kwaśniewska - Ja nie umiem tego zrobić, w moim nowym telefonie. Ale dostaję jednego smsa, a tam:

 

 

 

 

- tupnął reniferek nóżka i pomachał uszkiem. I ten jeden sms wraca do innej osoby.

 

 

 

 

Marzena Rogalska - Krąży.

 

Jolanta Kwaśniewska - Tak. To nie jest moja bajka. Piszemy takie od serca te sms-y.

 

 

 

Pierogi Jolanty Kwaśniewskiej

 

 


Marzena Rogalska – Kto w Szwajcarii rozpoczyna wigilię i kto przemawia do całej rodziny?

 

Jolanta Kwaśniewska – No mój mąż. Nawet w tedy jak żył mój tata, zdając sobie z tego sprawę, tata zmarł zaraz na końcu prezydentury, ale przez te wszystkie lata, przez te 10 lat, kiedy spotykaliśmy się rodzinnie, a żył już tylko mój tata, dla nas to był pater familia, ta osoba która była dla nas ogromnie ważna, mądra, nie mętroską, miała taką mądrość życiową. Mój mąż zawsze mówił – Julian, to Ty będziesz osobą, która rozpocznie wigilię i pierwszy zaczniesz łamać się opłatkiem. Ale tata mówił – nie, nie Oluś. To Ty jesteś głową państwa, rodziny, Ty jesteś najważniejszy dla nas. Ale mimo wszystko, zawsze doprowadziliśmy do tego, że jednak tata łamał się tym opłatkiem. Przed jego odejściem, szczególnie mu zależało na tym, żeby ten obyczaj Wołyński zapamiętali. To był chochoł, który gdzieś tam wisiał w rogu pokoju.

 

 

 

 

Najmłodsza w naszym domu Monika, wyglądała czy jest już pierwsza gwiazdka. I to sianko i potrawy, Wołyńskie. W naszym domu zawsze mamy barszcz czerwony i uszka, takie które lepie.

 

 

 

 

Marzena Rogalska – Ja sama lepie? Ja Jolanta Kwaśniewska?

 

Jolanta Kwaśniewska – Jasne, tak. Pierogi ze słodką kapustą robię, robię znacznie wcześniej już. To są dla mnie rzeczy, które dla mnie ważne. Chciałabym żeby w przyszłości ten przepis rodzinny przejęła Ola, i też w swoim domu lepiła pierogi. Może one nie wychodzą takie piękne, jak te, które można kupić, ale są smaczne.

 

Marzena Rogalska – I mają magiczne cienkie ciasto, są od serca, smakują inaczej. Jak Pani opowiada, to mam takie wrażenie, że ja jestem z wami. Jakbym siedziała przy stole, zaplątała się gdzieś w Szwajcarii i mówiła dzień dobry.

 

Jolanta Kwaśniewska – Mamy to miejsce przy stole dla wędrowcy. Mi się wydaje, że to jest taki dzień, gdzie wspólne celebrowanie świąt, narodzenia Pana, jest chyba dla mnie ważniejszym świętem niż Wielkanoc. Wiem, że w tradycji katolickiej, mówimy że zmartwychwstanie Pańskie jest tym momentem ogromnie ważnym. Ale czar tych świąt jest tak szczególny. Od tego momentu, kiedy byłam małą dziewczynką, kiedy ogromnie lubiłam to wszystko co towarzyszyło tym świętą, było takie uwznioślone, że była mama, tata i rodzina ze strony mamy. Teraz jak Ola była mama, wyglądało to bardzo podobnie. Mam nadzieję, że będą to kultywowali nasze dzieciaki, że to jest taki czas dla rodziny najważniejszy. Wyciszenia, przebaczenia w wielu domach.

 

 

 

 

 

Ja ogromnie żałuje, że nie wszyscy potrafią przebaczyć sobie, spotkać się przy wigilijnych stołach.

 

 

 

Przebaczanie

 

 

 

 

Marzena Rogalska – Co to jest przebaczenie prawdziwe? Bo my często mówimy przebaczam Ci, ale i tak często chowamy urazy w sobie.

 

Jolanta Kwaśniewska – Ja bardzo bym chciała, żeby Polacy mieli takie podejście, jak ma mój mąż.

 

Marzena Rogalska – A jakie ma Aleksander Kwaśniewski podejście? Zaintrygowała mnie pani.

 

Jolanta Kwaśniewska – To jest ciekawe, bo mąż jest osobą niewierzącą, ale ja mówię, że on ma Boga w sercu. Jest do szpiku kości naprawdę dobrym człowiekiem. Maż bardzo często mówi tak – mam świetną pamięć, ale nie jestem pamiętliwym. Więc w życiu najważniejsze jest to, żebyśmy nie byli pamiętliwi.

 

 

 

Bo w wielu domach, wydaje mi się jakbyśmy się zastanowili o co się pokłóciliśmy, dlaczego nie jesteśmy ze sobą, dlaczego nie rozmawiamy.

 

 

 

 

Marzena Rogalska – To są bzdury.

 

Jolanta Kwaśniewska – To są bzdury. I bardzo często po latach, jak ktoś zewnątrz pyta – ale o co wam chodzi? Dlaczego się nie spotykacie? Macie małą rodzinę, czas ucieka, bardzo często nie zdążymy się pogodzić, ktoś odchodzi i spotykamy się na pogrzebie. To jest strasznie smutne, potem myślimy sobie, że to w naszym sercu gdzieś zostaje głęboko coś takiego – jakim byłem głupkiem. Dlaczego nie doszło do tego pogodzenia, pojednania, żebyśmy mogli się z tą rodziną spotykać, kiedy jest ciepło, wesoło, kiedy możemy się poprzypominać co fajnego w rodzinach się działo.

 

 

 

„Lekcja Stylu dla par”

 

 

Marzena Rogalska – Przeglądam sobie książkę, którą dostałam od mojego świątecznego  gościa, Jolanty Kwaśniewskiej „Lekcja Stylu dla par”. Ujęło mnie w tej książce, to po pierwsze mówi pani szczerze o tym, że nie do końca rozumie pani pokolenie swojej córki, że mało to pokolenie jest skłonne poświęcać dla drugiej osoby.

 

 

 

 

 

Trochę się staliśmy tacy mniej interesowni, troszkę wyrachowani.

 

 

 

 

Jolanta Kwaśniewska – Egocentryczni.

 

Marzena Rogalska – Właśnie, a rozmawiałyśmy przed momentem o przebaczaniu. W tej książce dobitnie pokazane jest to, że czasem trzeba odpuszczać.

 

Jolanta Kwaśniewska – Dobry związek jest w tedy, kiedy my potrafimy powściągnąć w sobie ja na rzecz my.

 

Marzena Rogalska – Tak sobie myślę jeszcze w kontekście przebaczania. Czasem ludzie mówią – nie lubię wigilii, nie lubię świąt, bo to jest takie udawanie. Nie widzimy się cały rok, nie rozmawiamy ze sobą i mamy nagle przyjechać na święta i rozmawiać o pogodzie?

 

Jolanta Kwaśniewska – No bo to jest prawda, jeśli nie rozmawiamy ze sobą cały rok. Tylko właśnie, dlaczego nie rozmawiamy ze sobą przez cały rok? Ja mam dwie siostry, nie potrafię sobie wyobrazić żebyśmy ze sobą nie rozmawiały codziennie. Mamy takie wykupione odpowiednie.

 

Marzena Rogalska – Abonamenty.

 

Jolanta Kwaśniewska – Abonamenty, tak, że rozmawiamy za darmo. Dla mnie to jest ogromnie ważne, co się dzieje u mojej siostry Wandeczki w Krakowie, jak jej dzieciaki, jak mąż, bliscy. Jak się czuje Alunia w Gdańsku, jej mąż, córka. Co słychać u mojego męża w Szwajcarii. To są moi najbliżsi, ale też jest jedyna żyjąca siostra mojego męża, ciocia Wenia, którą kocham ogromnie.

 

 

 

 

 

Jest cudnym, wspaniałym, takim ogromnie szlachetnym człowiekiem. Ostatnio byłam tam z moją siostrą, od cioci mamy te wszystkie przepisy właśnie na pierogi, na barszcz który robiło się w domu mojego taty

 

 

 

 

 

Marzena Rogalska – Tradycja jest kultywowana, bo pierogi jakieś babci.

 

Jolanta Kwaśniewska – Cioci Weni, z domu mojego taty. Natomiast kutia i tak zwane szlezyki, które robi mój mąż.

 

Marzena Rogalska – Szlezyki? Co to są szlezyki?

 

Jolanta Kwaśniewska – Wileńska potrwa. To są takie małe kuleczki, które się robi w wielkości jak jest groszek ptysiowy, robi się to z drożdży. Robi to mój mąż na koniec wigilii. Wkłada się to na blachę, 15 minut się piecze i podaje się do Kuti. Czyli do zmielonego maku, dodajemy rodzynki, miód, orzechy i do tego chrupiące takie fantastyczne szlezyki.

 

 

 

 

 

Więc mamy pogodzenie tych dwóch tradycji, Wołyńskiej i Borszczówki, miejscowości gdzie urodził się mój tata i tej tradycji Wileśniej, czyli domu mamy, mojego męża.

 

 

 

 

Radio Złote Przeboje

 

 

 

Co robi rodzina Kwaśniewskich w święta?

 

 

Marzena Rogalska – Taką tradycją rodzinną, jest wspólny wyjazd do Szwajcarii, gdzie mieszka siostra pani męża, prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Co zazwyczaj robicie w pierwszy dzień świąt, tak jak dzisiaj, w drugi dzień świąt.

 

Jolanta Kwaśniewska – Będziemy mieli ze sobą, jak zawsze film rodzinny. Zawsze mam przy sobie zdjęcia mamy, taty, naszych bliskich.

 

Marzena Rogalska – Robicie sobie takie wspominki?

 

Jolanta Kwaśniewska

 

 

 

Przypominamy sobie takie fajne powiedzenia naszych bliskich. Ja mam ten obraz rodziców, jednych i drugich z takich momentów świętowania, uśmiechu i wspominamy sobie, jakie fajne chwile z naszym udziałem w jednym i drugim domu.

 

 

 

 

Marzena Rogalska – Proszę powiedzieć jakieś powiedzonko.

 

Jolanta Kwaśniewska – Mój tata miał powiedzonka takie typowo Wołyńskie. Powiedzenia typu – no jej bochu, żeby ja z tego miejsca nie wstał.

 

 

 

Oksford of course

 

 

Marzena Rogalska – Jak to było? Żeby ja tak z tego miejsca nie wstał, jej bochu?

 

Jolanta Kwaśniewska – Jej bochu tak było. Mój tata był królem życia, mimo że bardzo dużo chorował, był ciężko chory na serce, miał 14 operacji w swoim życiu. Natomiast był osoba tak pogodną, tak kochał życie, tak zaraźliwie potrafił podchodzić do tego, co niosły kolejne lata. Chciał jak najdłużej być z nami, zwłaszcza po śmierci mamy. Tak ciepły i miły dla naszych dzieciaków. Nasze dzieciaki, wnuki, tatę mojego kochały. Był otwarty na wszystko. Nawet nie znając tak dobrze angielskiego jak moi przyjaciele, kiedy spotkali się z nami no i mówili: nie wiemy Boże, gdzie te nasze dzieci w Londynie, do jakiej szkoły powinny pójść.

 

 

 

 

 

To mój tata mówił: no Oksford of course.  Najlepsza szkoła Oksford of course.

 

 

 

Włodek czyli Jolanta Kwaśniewska.

 

 

Marzena Rogalska – Czy pamięta pani wigilię bardzo skromną?

 

Jolanta Kwaśniewska – Ojej, sporo takich wigilii było. Nie pochodzę z bardzo bogatego domu. W związku czym, te nasze wigilie w czasach mojego dzieciństwa i młodości. Pamiętajmy, ja się urodziłam w 55 roku, jak ja myślałam co może przynieść mi Mikołaj, to pamiętam, że poprosiłam o taką małą armatkę, do środka można było włożyć kamienie. Ja nie chciałam lalek.

 

Marzena Rogalska – Łobuziak taki z pani?

 

Jolanta Kwaśniewska – Tak. Zawsze miałam obcięte krótko włosy.

 

 

 

 

 

A mój tata mówił: - Włodek, chodź mi pomóż w czymś.

 

 

 

 

 

Marzena Rogalska – Tata nazywał panią Włodek?

 

Jolanta Kwaśniewska – Tak.

 

Marzena Rogalska – Ale to cudowne.

 

Jolanta Kwaśniewska – Mam dwie siostry, które urodziły się z takimi długimi pięknymi włosami. Siostry miały loki, mama takiego loka Ali i Wandeczce czesała. Moja młodsza siostra jak urodziła się była piękna, miała długie włosy, i od razu położne nazwały ją lalka, laleczka. Jak przyjeżdżamy do Gdańska, nasza sąsiadka, do tej pory do siostry mówi Niusia i do Ali mówi Lala. A ja jestem tylko Jola, jedna jedyna. W tamtych czasach to co można było dostać?

 

Marzena Rogalska – Naprawdę ujęła mnie pani tą powieścią. Kto by pomyślał, że ten Włodek, czyli Jolanta Kwaśniewska, mały łobuziak, marzyła o armatce wodnej a nie o pięknej lalce.

 

Jolanta Kwaśniewska – O armatce nie wodnej.

 

Marzena Rogalska – Przepraszam, o armatce na kamienie.

 

Jolanta Kwaśniewska – Mały konduktor. Szczyt marzeń.

 

 

 

 

Na dobre i na złe

 

 

 

 

Marzena Rogalska –  Z całą rodziną nie rozmawiamy rok, to ten czas świąteczny można wykorzystać jednak, a może tym razem?

 

Jolanta Kwaśniewska – Tylko pod warunkiem, że idziemy z taką prawdziwą wiarą. Że coś rzeczywiście się w naszym życiu zmieni. Tak jak nożem utniemy pewne kwestie. Rzeczą najgorszą jaka może się zdarzyć, a to się zdarza niestety w naszych domach. Że zwłaszcza po jakiejś ilości alkoholu zaczyna się wracanie do tych drobiazgów, do tego co spowodowało że miał dwa palce na miedzi, takie Pawlakowe. To jest w tedy najgorsze, że przychodzimy z taką intencją – okej, dobra, pogodzimy się. Wychodzimy jeszcze bardziej skłóceni. Taka zadra zostanie naprawdę do końca życia. Także myślę, że warto troszeczkę wcześniej się spotkać, pewne kwestie, wersje wydarzeń ustalić. W tedy kiedy się spotykamy, to niech zwłaszcza dzieci widzą, że jesteśmy rodziną, że możemy na siebie liczyć, że liczymy na to wsparcie kiedy jest dobrze, ale też w tedy kiedy jest źle. Tak jak jest w małżeństwie, o czym piszę w tej książce. Wydaje mi się, że młodzi ludzie bardzo szybko rezygnuje z tych związków, w tedy kiedy pojawiają się pierwsze problemy.

 

Marzena Rogalska – Oczywiście, to jest najłatwiejsza rzecz na świecie.

 

Jolanta Kwaśniewska – Najlepiej powiedzieć, że chce być z Tobą na dobre i na złe. A w tedy kiedy przychodzą trudne momenty, tak jak tutaj wspominam w tej książce, że rzeczą najstraszniejszą jest to, że w tym związku nic się nie dzieje. Wszystko nas dzieli, a jedyna rzecz, która nas łączy jest wspólnie wzięty kredyt.

 

 

 

 

 

Czyli dramat. Ja zawsze bałam się tego typu decyzji. Przychodzę i biorę kredyt 500 000 zł. Osoby piszą do mnie do fundacji, niech pani pożyczy 100 000, 200 000, kiedyś tam będę oddawała. Taki niuans, malutkie pieniążki. Sporo takich listów dostaję. Podziwiam ludzi, którzy decydują się na wzięcie kredytów.

 

 

 

 

Marzena Rogalska – I co pani odpisuje w tedy?

 

Jolanta Kwaśniewska – Nie udzielam pożyczek, kredytów, nie mam takich możliwości.

 

Marzena Rogalska – Ale podziwia pani ludzi biorących takie kredyty?

 

Jolanta Kwaśniewska – Dziwie się, ogromnie się dziwie. Przecież my nigdy nie wiemy, co się stanie z naszym systemem bankowym, bo grono osób wpadło w tą pułapkę, brało kredyty jak Frank był po 2 zł i zrobiło się tak że był po 4 zł.

 

Marzena Rogalska – Jedna z tych osób siedzi przed panią i proszę w święta nie, nie, nie!

 

Jolanta Kwaśniewska – Dobra zamknięta sprawa. Życzę obniżenia ratingu Franka Szwajcarskiego.

 

Marzena Rogalska – Święta to magiczny czas, i niech to marzenie się spełni.

 

 

 

 

Pierwszy banan Oli Kwaśniewskiej

 

 

Marzena Rogalska – Mnie jako dziecku, święta kojarzyły się jak była straszna bieda z cytrusami. Tylko raz w roku były, prawda?

 

Jolanta Kwaśniewska – Zielone pomarańcze. Jedliśmy te kubańskie zielone pomarańcze, później potwornie piekły usta, takie czerwone się robiły. To są takie pomarańcze na sok tak naprawdę. Ja pamiętam jak przeprowadziliśmy się do Warszawy, właśnie ten stan wojenny. Mój mąż wrócił 12 grudnia.

 

Marzena Rogalska – Dzień przed stanem wojennym.

 

Jolanta Kwaśniewska – Wrócił, tak tylko dlatego. Wszyscy mieli wracać dwa dni później, ale mąż wrócił, żeby pierwsze imieninki Oleńki i swoje obchodzić w Warszawie. Mój mąż przywiózł właśnie banana, dziecko zjadło pierwszy raz w życiu banana i nie mogła pojąć, że w ogóle  jest coś takiego, coś tak pysznego. My teraz kupujemy banany, leżą, leżą. Moje dziecko po prostu jak dostawało banana pstrykała ze szczęścia, całą sobą jadła tego banana. Ja mówiłam, Oleńko musisz tym bananem podzielić się z tatusiem. Oleńka nienawidzi tej opowieści, ale to jest prawdziwa opowieść.

 

 

 

 

Ponieważ Oleńka była jedynaczką i mówiłam, daj tacie spróbować tego banana. Ona przychodziła z tym bananem, tak dawała tego banana mężowi pod nos i mówi tak: tatusiu ja Cię tak bardzo proszę, powąchaj tego bananka, on jak pachnie tak smakuje.

 

 

 

 

Góralskie nuty


 

 

Marzena Rogalska – Wigilię przygotowuje pani?

 

Jolanta Kwaśniewska – Tak jest. Ja już z Polski wyjeżdżam z przygotowanym pasztetem. Tak jak powiedziałam, będę już miała przygotowane własnoręcznie pierogi. Na miejscu będę robiła barszczyk, będę smażyć karpia. Karpia przywiozę zamrożonego, ponieważ tam go nie dostanę. Będę miała przygotowane śledziki. Oleńska, mąż, przychodzi kilkanaście osób, usiądziemy przy takim troszeczkę większym stole.

 

Marzena Rogalska – Taka skromniutka wigilia, kilkanaście osób. I to pani nie przeraża?

 

Jolanta Kwaśniewska – Nie, tak zawsze było. Ja kocham jak jest dużo ludzi, bo kiedy byłam małą dziewczynką to święta spędzaliśmy całą rodziną mojej mamy, cioci Heni, gdzie były nasze kuzynki. Były od nas znacznie starsze, więc byli mężowie, dzieciaki. Więc nas było dużo w takim Gdańskim domu, gdzie stał wielki kredens. Moja ciocia była świetną kucharką, ja kochałam wspólne święta, zawsze spędzane w Gdańsku, na ulicy Jesionowej.

 

 

 

 

 

Teraz niestety tego mieszkania nie ma. Ja za nim tęsknię. Ciągle pamiętam jak pachniała ta choinka, prezenty, fantastyczne kolędowanie.

 

 

 

 

Marzena Rogalska – Jak to jest w waszej rodzinie z kolędowaniem?

 

Jolanta Kwaśniewska – Kolędujemy. W mojej rodzinie, ze strony mamy, wszyscy mieli piękne głosy. Pamiętam, mój wujek Michał, śpiewał w chórze kościelnym. Bardzo często chodziliśmy na pasterki, całą naszą rodziną. Było takie kolędowanie na głosy. Teraz w tym kolędowaniu najlepiej idzie mi i Oli. Mąż się włącza, chociaż najlepszy jest w nutach góralskich.

 

Marzena Rogalska – Aleksander Kwaśniewski najlepszy jest w nutach góralskich?

 

Jolanta Kwaśniewska – Ale jak śpiewa! Bo normalnie nie ma tak wybitnego głosu. Troszeczkę fałszuje i nie czuje, że fałszuje. Jak śpiewa – hej góry, nase góry. To śpiewa jak prawdziwy góral. Fenomenalnie.

 

Marzena Rogalska – Czyli rozumiem że pastorałkę „Oj maluśki, maluśki” to dobrze też mu wychodzi. ( śpiew )

 

Jolanta Kwaśniewska – Pamiętam jak spotykaliśmy pod Warszawą, w czasach prezydenckich. Oprowadzaliśmy nasze siostry, rodziny nocą i pamiętam że był taki śnieg, skrzypiał ten śnieg pod butami.

 

 

 

 

 

Szliśmy całą rodziną, wokół było dużo zwierząt, były Daniele, Sarny, Zające, a my na całe gardła śpiewaliśmy kolędy i para z gardła leciała z ust, bo były takie zimy, prawdziwe srogie. Teraz nasze dzieci nie pamiętają.

 

 

 

 

Życzenia

 

 

 

Marzena Rogalska - Zawsze to podkreślam, że dla mnie to jest magiczny czas. Nigdzie indziej jak w Polsce, tych świąt się nie obchodzi i myślę, że życzenia w tym czasie mają taką magiczną moc. Czego życzyć Pani?

 

Jolanta Kwaśniewska - Przede wszystkim zdrowia, bo ja wiem, że zdrowie jest najważniejsze. To czego obawiałam się przez całe życie, to że moi bliscy byli zdrowi, a ja ciągle w tym obszarze, mam najwięcej roboty w mojej fundacji. Mnóstwo osób jak ma takie prawdziwe, ogromne problemy, dzwoni do mnie o pomoc, o wsparcie.

 

 

 

 

 

Także jak jest zdrowie, sił nam nigdy nie brakuje do kolejnych wyzwań. Także żebyśmy tylko zdrowi byli. Wśród naszych bliskich osób, przyjaciół dobrze się działo, to takie życzenia najważniejsze. A wszystkim Państwu życzę pojednania i tego żeby Państwo widzieli tą magię tych świąt na co dzień, a zwłaszcza w tym cudnym czasie Bożonarodzeniowym.

 

 

 

 

Marzena Rogalska - I żebyśmy mogli przy sobie trwać, tak jak pisze pani w „Lekcji stylu dla par”, w ostatniej książce. To fantastyczne, że zechciała Pani poświęcić nam swój czas.

 

Jolanta Kwaśniewska - Było mi ogromnie miło.


Marzena Rogalska - Wesołych Świąt od Jolanty Kwaśniewskiej i Marzeny Rogalskiej.

 

Jolanta Kwaśniewska - Bardzo dziękuje, dla wszystkich Państwa, dla Pani, dla Pani bliskich.

 

 

 

 

 

Kliknij i posłuchaj wywiadu z Jolantą Kwaśniewską! >>>

 

 

Słuchaj programu Marzeny Rogalskiej "Co mi powiesz jak Cię złapię?!" w każdą sobotę od 10:00 do 12:00, tylko w Radiu Złote Przeboje!

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!