Andrzej Piaseczny - wywiad EXTRA!

Tym razem Marzena Rogalska złapała w swoje sidła Andrzeja Piasecznego. W sobotnim programie "Co mi powiesz jak Cię złapię?!" jak zwykle nie zabrakło śmiesznych anegdot z życia wokalisty. Przeczytaj już teraz cały wywiad!

Radio "Golden" Przeboje

Marzena Rogalska - Witam bardzo serdecznie. Muszę tutaj po angielsku, bo sytuacja tego wymaga, powaga sytuacji.

Andrzej Piaseczny - Nie wiem czy zrozumiem.

Marzena Rogalska - Andrew Piaseczny

Andrzej Piaseczny - Dziękuję, to ja jestem, dzień dobry.

Witam wszystkich słuchaczy Golden Przeboje. Radia Golden Przeboje.

Marzena Rogalska - Rewelacja! Yes, Andrew Piaseczny w Golden Przebojach.

Andrzej Piaseczny - Czy to miało być takie uprzedzenie naszej sytuacji, która będzie wymagać pewnego pojedynku ringowego? Że Andrew, od razu kojarzy mi się ringiem.

Marzena Rogalska - Nie, dlaczego Andrew? Wyjaśnienie za chwilę. Najpierw powiedz jak się czujesz w Nowym Roku?

Andrzej Piaseczny - Cudownie

Marzena Rogalska - Powiedział swoim spokojnym melancholijnym, pełnym melancholii głosem Andrzejek nasz kochany.

Andrzej Piaseczny - Zagadasz mnie dzisiaj.

Marzena Rogalska - Nieprawda to jest. Za chwilę oddam Ci całkowicie głos, a ja będę się tylko na Ciebie patrzeć. O, i teraz się ładnie uśmiechnąłeś i będę się patrzeć jak się uśmiechasz. Powiedz jeszcze raz Golden Przeboje, bo to zabawne.

Andrzej Piaseczny - Golden Przeboje.

Gdzie nagrał swoją nową płytę Andrzej Piaseczny?


Marzena Rogalska - Dlaczego mojego szanownego gościa, przedstawiłam po angielsku Andrew Piaseczny?

Andrzej Piaseczny - Wszyscy zachodzą w głowę, ale nikt nie ma pojęcia. Dlaczego? Dlaczego?

Marzena Rogalska - Pyta gość. Marzena Rogalska spieszy donieść.

Andrzej Piaseczny - Proszę.

Marzena Rogalska - Bo wywiało go do Ameryki.

Andrzej Piaseczny - Nie no bez przesady.

Marzena Rogalska - Proszę Cię, pozwól mi budować napięcie i dramatyzm, chodzi mi o Twoja najnowszą płytę.

Andrzej Piaseczny - Ludzie przestaną mnie lubić za to, wiesz?

Marzena Rogalska - Naprawdę, że pojechałeś do jakiegoś legendarnego studia i tam nagrałeś płytę? No proszę Cię przestań.

Andrzej Piaseczny - Może trochę tak być.

Marzena Rogalska - Ponieważ Polaczkowie, będziemy Ci zawiścić i zazdrościć.

Andrzej Piaseczny - Otóż przede wszystkim oświadczam, że ja sam jestem Polaczkiem. Rozumiesz? W związku z tym dysponuję pełną gamą wszelkich odczuć narodowych.

Nie jestem pewien oczywiście, gdybym usłyszał w radio, że ktoś jakiś artysta pojechał płytę nagrać w Ameryce, byłbym od razu zazdrosny. Ale to w ogóle jest nie do końca prawda. Kompletnie przypadkowo tam wylądowałem.



Marzena Rogalska - Przypadków nie ma.

Andrzej Piaseczny - A ja uważam, że my rozsądnie dobieramy te przypadki. To znaczy dysponujemy w czasie i przestrzeni różnymi niespodziankami losu, którymi nas obdarza najwyższa przyczyna. Jak ktokolwiek chce.

Marzena Rogalska - Albo korzystamy, albo nie.

Andrzej Piaseczny - Albo korzystamy, albo też wybieramy. Ja po prostu bronię się przed tą Ameryką. Równie dobrze, mogła to być Grenlandia.

Marzena Rogalska - Ale przecież, gdybyś nie chciał tam nagrywać i nie mógł to byś tego nie zrobił.

Andrzej Piaseczny - Oczywiście. O tym, że jadę do Stanów nagrywać najpierw trzy piosenki, potem całą płytę, jasne, że to była kwestia wyboru.

Pojęcia nie miałem, kto to jest Henry Hirsch dowiedziałem się o tym, kto to jest, kogo produkował, z kim miał przyjemności pracować i jakiego formatu jest to człowiek. Właściwie na trzy minuty przed wejściem do jego studia, cała sprawa, uwierz mi, wzięła się zupełnie z przypadku, a nie z planu.



Marzena Rogalska - Ale, czy Ty wyczułeś w mym głosie jakąś kpinę? Że usiłuję nadmuchać sztucznego newsa?     

Andrzej Piaseczny - Ja się bronię przed pokusą nadmuchania.

Marzena Rogalska - Okej. Ja to bym się na Twoim miejscu cieszyła, że nagrywam u nijakiego Hirscha, który uwaga, produkował płyty Lennego Kravitza, którą kocham miłością absolutną i co?

Andrzej Piaseczny - To, że Henry współpracował, jeszcze z wieloma innymi ludźmi, to nie czyni ze mnie żadnego z nich. Ja nagle nie będę czarnoskórym knyplem, który śpiewa idealne, świetne piosenki i co ważniejsze nie dostanę jego głosu. Wyjechałem tam, żeby przewietrzyć sobie głowę, chociaż efekt tej pracy jest taki, że naprawdę można było to nagrać równie dobrze tutaj w piwnicy i tylko prawdopodobnie po prostu nikt tutaj z ludzi których znam od 20 lat, po prostu nie odważyłby się w taki sposób podejść koncepcyjnie do wyprodukowania mojej płyty.

Dlatego, że kiedy artyście coś się udało, nie daj Boże jak odniósł duży sukces poprzednio to chce się go widzieć jeszcze lepszym, jeszcze większym, jeszcze ładniejszym.



Marzena Rogalska - Jeszcze więcej przebojów.

Andrzej Piaseczny - Tak, lepsza lepszość. To kompletnie jest jakaś bzdura. Dlatego chciałem pojechać gdzieś, gdzie ktoś mnie w ogóle nie będzie znał.

Marzena Rogalska - Ja bym chciała wiedzieć, czy jak nagrywałeś to nie wpadł czasem Lenny Kravitz i nie powiedział: przepraszam Henry, chyba zapomniałem gitary z ostatniej sesji.

Andrzej Piaseczny - Nie, niestety nie wpadł i tak naprawdę jedynymi jego śladami to była jego gitara, na której nagrywał którąś z płyt.

Marzena Rogalska - Była ona tam, w tym studiu? Mogłeś ją dotknąć?

Andrzej Piaseczny - Tak, Julita moja menedżerka, bardziej była fanką dotykania tych instrumentów.

Marzena Rogalska - Ja też bym dotykała.

Andrzej Piaseczny - Okej, rozumiem.

Marzena Rogalska - Ja też bym dotykała.

Andrzej Piaseczny - Rozumiem, chociaż nie pokusiłem się

Posłuchaj nowego singla Andrzeja Piasecznego "To co dobre, to co lepsze"


Historia na pchlim targu w Pekinie



Marzena Rogalska - Zupełnie nie wiem, skąd się wzięło takie przekonanie o moim gościu Andrzeju Piasecznym, że był ci on kiedyś nerwową istotą.

Andrzej Piaseczny - Jestem absolutnie w dalszym ciągu.

Marzena Rogalska - Ale ja Cię odnajduję jako niesłychanie spokojnego człowieka. Czy ta nerwowość kiedyś w życiu narobiła Ci kłopotów? Co może być śmieszną historią?

Andrzej Piaseczny - A propo śmiesznych historii to jest nas dwóch takich w Polsce.

Jednym jest Grzegorz Turnau, który kompletnie nie potrafi opowiedzieć, nawet pół jakieś zabawnej historii, drugim jestem ja.



Marzena Rogalska - Ale naprawdę? Mój krajan z Krakowa?

Andrzej Piaseczny - On to publicznie mówi o sobie, także.

Marzena Rogalska - No to cudne.

Andrzej Piaseczny - A ja niestety jestem drugi. Jestem strasznie smutnym człowiekiem, którym oczywiście w życiu zdarzają się niejednokrotnie jakieś wesołe rzeczy, ale mam małą skłonność do zapamiętywania ich, a już powtarzanie, na trzeźwo, nie wiem, nie wiem. Ale okej, dobra, zmusiłaś mnie niech będzie. Ja oprócz tego, że jestem potwornie wybuchowy, co faktycznie jest może mało widocznie wśród ludzi, którzy mnie nie znają, bo oczywiście najłatwiej jest przypierniczyć komu? Najbliższym.

Marzena Rogalska - Bliskiej osobie, oczywiście.

Andrzej Piaseczny - Tak, oni sa bezbronni.

Marzena Rogalska - Bo kochają.

Andrzej Piaseczny - Nie odpowiedzą, nie odwiną się i oddadzą. To jest straszne. W każdym razie, moim wybuchom różnego rodzaju, towarzyszą też mnóstwo przekleństw. Ja panuję nad językiem, ja potrafię powściągać język, ale są takie sytuacje, gdzie najnormalniej w świecie, kultura słowa żywego nie wymaga tego powściągania. No dobra. Byłem kiedyś w podróży, z moimi przyjaciółmi po Chinach. Z plecakiem, więc zupełnie nie po wielo gwiazdowych hotelach. Oni tak naprawdę, zarazili mnie zbieraniem różnego rodzaju rupieci, przedmiotów ciekawych, na których zwracasz uwagę, zupełnie nie muszą mieć wartościowego w sobie. Trafiliśmy na pchli targ w Pekinie. Ogromne miejsce, zatrzymaliśmy się przy jednym z kocyków, bo to handelek taki jak u nas w dawnych czasach. Mój znajomy Leszek, zwrócił uwagę na taką głowę demona w metalu czy w srebrze, nie mam pojęcia. Bardzo ładna rzecz, taka która wydawałoby się, że wśród innych rupieci mogłoby zająć poczytne miejsce. No i oczywiście sprzedawca nie chciał nam tego po jakiejś kulturalnej cenie sprzedać, więc ja zupełnie nie kulturalnie nie umiejąc się kompletnie targować, a Leszek był od tego specjalistą w naszej podróży.

Powiedziałem, Leszek słuchaj, wymienił jakąś kwotę, wytarguj mi to na tyle, a jak nie to niech spier*ala i już. Na co, z nad tego kocyka, odwraca się Pani, nie Chinka oczywiście, popatrzyła na mnie, przyjrzała się i mówi: Oj Panie Piaseczny nie ładnie. W Pekinie, rozumiesz na pchlim targu.



Marzena Rogalska - No widzisz.

Andrzej Piaseczny - Ten kocyk to było mało, chciałem zapaść się pod ziemię. Wydaje się, że doświadczenie w takim razie powinno być takie, że nad tym językiem panować, ale co zrobić. Jestem emocjonalistą pod każdym względzie, również językowym.



Co się długo pamięta?



Marzena Rogalska - Co mi powiesz jak Cię złapię?!

Andrzej Piaseczny - A złapiesz mnie?

Marzena Rogalska - Już Cię złapałam. Jesteś tu, przy mikrofonie, w Golden Przebojach.

Andrzej Piaseczny - Dobrze, ale myślałem, że złapiesz i nie puścisz.

Marzena Rogalska - Nie puszczę Cię.

Andrzej Piaseczny - Nie puścisz żadnej mojej piosenki?

Marzena Rogalska - Puścisz, puścisz. Powiedz jak jest u Ciebie z poczuciem humoru? Co mówią krewni i znajomi królika? Wzrusza ramionami.

Andrzej Piaseczny - Wzruszam dlatego, że poczucie humoru jest taka bardzo cecha osobowa, która nie musi się ujawniać przy każdym spotkaniu, przy każdej rozmowie.

Marzena Rogalska - Dla mnie jesteś taki typ z cicha pęk. Siedzisz sobie cicho, cicho, cicho a potem jak coś pie powiesz.

Andrzej Piaseczny - Popie*rze.

Marzena Rogalska - To naprawdę długo się pamięta.

Andrzej Piaseczny - No może, to muszą być dowcipy bardziej sytuacyjne, tak np. ten program w którym uczestniczyłem ostatnio, gdzieś tam prowokował mnie do tego, ale poprzez interakcję.

Marzena Rogalska - O widzę, widzę, że się zapalasz.



13.06.2009 OPOLE 46 KRAJOWY FESTIWAL PIOSENKI POLSKIEJ , KONCERT SUPERJEDYNKI NZ ANDRZEJ PIASECZNY PIASEKFOT. RAFAL MIELNIK / AGENCJA GAZETA PLYTA OPOLE NR 306SLOWA KLUCZOWE:FESTIWAL KONCERT

Co się wydarzyło na planie programu The Voice of Poland?



Marzena Rogalska - Złapałam i nie puszczę.

Andrzej Piaseczny - Przecież obiecałaś, że puścisz.

Marzena Rogalska - Puszczę piosenkę twą.

Andrzej Piaseczny - No tak to jest z kobietami właśnie.

Marzena Rogalska - Nie kłóć się ze mną, Jezu jaki on jest kłótliwy.

Andrzej Piaseczny - Strasznie. Nie mam mieć ostatniego słowa, naprawdę?

Marzena Rogalska - Masz, jesteś moim gościem. Bronisz się rękami i nogami, że nie umiesz, Ty i Turnau opowiadać różnych śmiesznych historii. Na pewno wydarzyło się coś, co jest warte zapamiętania z plany "The Voice of Poland. Najlepszy Głos"? Ten program wymagał od Ciebie takich spontanicznych reakcji i dowcipu sytuacyjnego. Proszę Cię opowiedz coś.

Andrzej Piaseczny - Nie wiem, nikt nic nie widział? Przepraszam ktoś zadzwoni i opowie mi.

Marzena Rogalska - Ja nie widziałam wszystkiego.

Andrzej Piaseczny - Najpiękniejsze rzeczy działy się na próbach.

Marzena Rogalska - No mówi mi, mów mi.

Andrzej Piaseczny -

Bo jak Ci powiem, że tańczyliśmy z Nergalem w jednej parze, to zaczniesz się domagać zdjęć tej próby. A jego fani, po prostu wiesz, strąca go.


Marzena Rogalska - Naprawdę tańczyliście z Nergalem? Z Adasiem tańczyłeś?

Andrzej Piaseczny - Tańczyłem z Adasiem.

Marzena Rogalska - A co to była za okoliczność na tej próbie?

Andrzej Piaseczny - Nie pamiętam, nie pamiętam naprawdę.

Marzena Rogalska - To jest program o takich zakulisowych historiach. Dobrze, a nie kłóciłeś się z Kayah o zawodników, że chciałbyś mieć takiego, który poszedł do niej, a ona takiego, który poszedł do Ciebie?

Andrzej Piaseczny - Nie. Tutaj nie mogło być żadnych kłótni, dlatego, że Ci zawodnicy mieli
faktycznie dużo do powiedzenia. Przynajmniej w takim przypadku, kiedy kilku trenerów się zgłosiło, żeby ich ewentualnie poprowadzić. Faktycznie, kiedyś była taka sytuacja, w końcu zawodnik wylądował w ekipie Kayah. Ale myśmy po tym dwuminutowym pierwszym wykonaniu w blandzie, kiedy my nie widzieliśmy zawodnika, kompletnie nikt z nas nie nacisnął guzików. Nie wiem, tak jakoś byliśmy przytłuczeni reakcją na sprawę, że jak potem już pożegnaliśmy zawodnika, najpierw wyszła gdzieś Kayah.

Ja nie zorientowałem się, że wyszła w poszukiwaniu tego zawodnika, tak sobie siedziałem, siedziałem przez chwilę i wstałem i mówię: nie kurcze, gdzie on jest? Gdzie on jest? Wyszedłem za kulisy i oczywiście spotkaliśmy się z Kayah w tym samym miejscu, tłumacząc Maćkowi, bo to chodziło o Maćka Moszyńskiego, że chyba nam naprawdę jakaś zaćma spadła na oczy i uszy.

Marzena Rogalska - Że nie nacisnęliście?


Andrzej Piaseczny - Że nie nacisnęliśmy, i że to jest jakaś fantastyczna pomyłka. W efekcie, Maciek dostał drugą szansę, znalazł się w ekipie Kayah. Nie dotrwał do finału niestety. Wiesz co, muszę powiedzieć, że chyba, zresztą muszę prosić moich zawodników, gdyby to ewentualnie usłyszeli, nie chciałbym powiedzieć nic złego.

Ale teoretycznie z całego tego programu nie licząc nawet finalistów i zwycięzcy jest to jedyny głos, który naprawdę, naprawdę zasługiwał na uwagę.




Nowa płyta "To co dobre"


Marzena Rogalska - Jak się chodzi na Msze, w prawdzie dziś sobota, nie niedziela to zawsze są ogłoszenia parafialne. To teraz króciutko taka część. Twoja nowa płyta nosi tytuł "To co dobre".

Andrzej Piaseczny - To co dobre.

Marzena Rogalska - Od razu Ci się takie miękkie oczko zrobiło.

Andrzej Piaseczny - Oj.

Marzena Rogalska - Lubisz ją, lubisz.

Andrzej Piaseczny - No bardzo lubię. Dlatego, że jest to cześć mojego życia. Zawsze kiedy wydaję płytę, proponuję posłuchanie części własnych myśli.

Marzena Rogalska - Płyta jest strasznie surowa.

Andrzej Piaseczny - Tak. Surowa, brudna, nie do zaaranżowana, nie do instrumentowana, nie ma tam żadnych naddatków, jest tyle ile trzeba. Jest czysta muzyka, są czasem nawet niedoskonałości wokalne. Dla mnie jest to taki krąg, 20 lat już śpiewam. Pamiętam jak zaczynałem, kiedy robiłem pierwsze nagrania, myśmy nagrywali na analogowym sprzęcie, grubej taśmie. W ciągu 20 lat to właśnie wyszło z użycia.

Okazało się, że trafiłem na człowieka, który dokładnie na tych sprzętach, niejednokrotnie starszych nagrywa muzykę. Ta muzyka przez to żyje.


Marzena Rogalska - Zatęskniło Ci się za tym brzmieniem.



Niedoskonałość


Marzena Rogalska - Zatęskniłeś za brzmieniem z dawnych lat i ja sobie przypomniałam dźwięki adapterowe z mojego domu. Stosy płyt, nawet takie pocztówki dźwiękowe. Gdzieś tam było to może niedoskonałe, ale jak powiedziałeś żywe.

Andrzej Piaseczny - To jest w ogóle jakiś ogromny skarb, dlatego, że przypominam sobie jak kiedyś, w którymś z programów radiowych z muzyką poważną, prezentowano nagrania Artura Rubinsztajna, geniusz fortepianu. Prezenter z takim dużym uśmiechem, ale też z atencją opowiadał o nagraniu i mówi, proszę posłuchać tam w okolicach drugiej minuty tego nagrania słychać mechanizm pedałowy, jak on skrzypi. Coś w tym jest, że doskonałość niestety traci trochę na duchu.

Kiedy Rihanna i inne wokalistki, co chwilę wypuszczają singla naszpikowanego techniką i realizacji, instrumentacji. Ja nie mówię, że to jest złe. Mówię, że kurcze to jest jakbyśmy zaprogramowali jakiś komputer i tam wpisali: zrób mi świetną piosenkę, najlepiej przebój. A gdzie w tym wszystkim człowiek?



Marzena Rogalska - A Ty się chciałeś od komputeryzować. Trochę się wystawiasz na tacy i mówisz o to ja.

Andrzej Piaseczny - Nie, okej, oto ja, zapraszam na koncerty, tam też jestem niedoskonały.

Kiedy skończy ze śpiewaniem Andrzej Piaseczny?


Marzena Rogalska - Andrzeju, czy jak próbowałeś swoich sił w śpiewaniu, usłyszałeś kiedyś coś, takiego co Cię zniechęciło, albo dodało wiary w to, że to jest dobry wybór w drodze życiowej?

Andrzej Piaseczny - Powiem Ci, że niezależnie od tego ile lat minęło od początku, kiedy próbowałem, podejmowałem pierwsze próby. Każdego dnia może wstąpić taki dzień, gdzie przyjdzie coś dobrego, każdy dzień może Cię zniechęcić. Naprawdę, nie ma kompletnie reguły. Jesteśmy tylko ludźmi i jakkolwiek, jak długo byśmy się niedoskonalili zawsze może przyjść taki stan emocjonalny, taka chwila jakiejś pomyłki, zwątpienia, która stawia znak zapytania, ale póki ten znak zapytania istnieje, to jesteśmy żywymi ludźmi. Nie jesteśmy maszynami do śpiewania. Jeśli przestanę go nosić nad głową, to będzie moment kiedy muszę skończyć.

Marzena Rogalska - Ojej, ale to zabrzmiało mocno. Ja dlatego pytam, bo wydawało mi się, że ja mam takie talenty aktorskie i na przykład usłyszałam na egzaminach, że mam niesceniczny głos. Przypomniałam sobie to, po wielu, wielu latach w radiu. Pomyślałam sobie - no cóż.

Andrzej Piaseczny - Był taki moment, kiedy miałem zdawać egzaminy na studia, a ponieważ jestem z wykształcenia nauczycielem wychowania muzycznego, to byłem zobligowany do tego, żeby wykonać kilka badań medycznych. Jednym z nich było badanie krtani, strun głosowych.

Poszedłem do jakiegoś znanego specjalisty w Lublinie, zajrzał mi do gardła i powiedział: chłopcze, ale Ty zapomnij o tym zawodzie. Ty nigdy nie powinieneś mówić.



Marzena Rogalska - To jest po prostu śliczne, pozdrawiamy Pana.



Taniec Micka Jaggera


Marzena Rogalska - Ludzie którzy uważają się za takich, którzy nie potrafią opowiadać śmiesznych historii, zawsze mają jakiś jeden dowcip który nie potrafią spalić, jedną historię.

Andrzej Piaseczny - Ale to są same niecenzuralne dowcipy. Musiałbyś wszystko wypikać.  

Marzena Rogalska - Dobra, mogę wypikać.

Andrzej Piaseczny - To powiem w takim razie zupełnie coś innego, ale to obrazuje jak jesteśmy ludzcy, zawsze niezależnie od tego na jakiej scenie występujemy, czy tu, czy w Ameryce, czy gdziekolwiek indziej. Henry Hirsch, z którym nagrywałem płytę, mówiłaś, że współpracował z Leny Kravitzem. Leny napisał kiedyś piosenkę dla Micka Jaggera. Razem nagrywali to, sprzęt został odpalony, nagle Henry słyszy, że gdzieś tam coś pobrzękuje, jakieś łańcuchy, jakieś takie odgłosy zupełnie nie ludzkie. Okej, poprawka i to samo się dzieje. Na koniec postanowił podejrzeć Micka Jaggera, co on tam robi takiego, że to tak słychać.

Wyjrzał tam gdzieś za kotarkę, Mick tańczy oczywiście przed mikrofonem, tańczy, tańczy. Wraca i mówi, Leny musimy coś zrobić, bo ten facet po prostu nie jest w stanie ustać normalnie, na głucho przed mikrofonem. A co mu Leny Kravitz odpowiada: co Ty ku*wa zwariowałeś? Chcesz mówić cokolwiek Mickowi Jaggerowi?! Także jesteśmy ludzcy niezależnie od tego co zrobiliśmy w życiu.




Co można znaleźć w samochodzie Andrzeja?


Marzena Rogalska - Czy Ty się kiedyś spóźniłeś na własny koncert?

Andrzej Piaseczny - Jeśli tak, a tak się zdarzyło, to tylko dlatego że popsułem sobie samochód.

Marzena Rogalska - A kiedy to było? Dawno to było? Bardzo traumatyczne przeżycie?

Andrzej Piaseczny - Nie. Jeśli chodzi o technologiczny wymiar samego samochodu no to trudno. Samochody po prostu czasem się psują. Chociaż akurat w tedy, chyba się przeprowadzałem z miejsca do innego miejsca tymczasowego. Zapakowałem sobie ten samochód, to był stary Jeep, zapakowałem sobie go po brzegi jakimiś rupieciami. Ponieważ nie zdążyłem go wypakować, musiałem pojechać na koncert i jadąc na ten koncert, samochód popsuł mi się w kompletnym polu, wypakowany tymi wszytki rzeczami.

Ja sobie pomyślałem, że kurcze nieźle. Ja nawet nie miałem pojęcia, co w tam jest w tym samochodzie. Mówię, że nawet nie chodzi o to, jakby ktoś ukradł, ale co ten ktoś tam znajdzie to jest dopiero problem.




Marzena Rogalska - Powiedz mi, jak to się stało, że Ty zwróciłeś się do człowieka, o którym scena muzyczna zapomniała, przez długi, długi czas, nie przypominano, że to jest twórca, który napisał zdecydowaną większość, najpiękniejszych Polskich piosenek? Mówię oczywiście o Sewerynie Krajewskim.

Andrzej Piaseczny - No tak, to była kwestia pewnego procesu. Ale ja chce powiedzieć to, że Seweryn jest genialnym kompozytorem to jest po prostu jasne. Czasem może trzeba wykonać sobie taki, aż głupio mi się mówi, że trud. Tym bardziej, że artysta jest żywy. Żywy, tworzący, żeby znaleźć po prostu bratnią duszę.

Marzena Rogalska - Jak to było? Zadzwoniłeś: Dzień Dobry, nazywam się Andrzej Piaseczny. Opowiedz.

Andrzej Piaseczny - Kiedy nagrywałem, swoją trzecią solową płytę o jakże zamiennym tytule "Andrzej Piaseczny", producentem tej płyty był Adam Abramek, on troszkę współpracował z Sewerynem. Adam zaproponował, że a może żeby zwrócić się do Seweryna. Ja o tym nie pomyślałem wcześniej, ale kurcze, czy on będzie chciał ze mną gadać? Czy on będzie chciał ze mną rozmawiać? Wiedząc, że wokół siebie roztacza aurę kompletnej niedostępności. Wszystko zaczęło się od jednej piosenki, my już następnego dnia pojechaliśmy z Adamem do Seweryna. Kiedy wreszcie udało mi się wydukać, bo to zaczęło się ot tak, od takiej maksymalnej tremy, i wydukać:

Panie Sewerynie, może byłby Pan skłonny mi tu ewentualnie jakąś piosenkę albo napisać albo może z szuflady.


Marzena Rogalska - Byłeś naprawdę stremowany?

Andrzej Piaseczny - Maksymalnie. Wiesz co Seweryn zrobił? Seweryn wyszedł do drugiego pokoju, przyszedł z gitarą, z zeszycikiem nutowym i zaczął grać piosenkę za piosenką. Tego samego popołudnia, wyszedłem z jedną z kompozycji. Tę kompozycję, nagrałem zresztą na tą płytę. Ale potem, to porozumienie między nami, nie wiem czy z trudami, czy bez trudów, musiało się rodzić długie lata, bo od tego spotkania, do momentu kiedy i to właśnie Seweryn zaproponował mi zrobienie większego materiału wspólnie. Minęło kilka lat.

Marzena Rogalska - Zaufał Ci.

Andrzej Piaseczny - Chyba mogę tak powiedzieć.

Marzena Rogalska - Jego kompozycje znajdują się na Twojej ostatniej płycie, najnowszej "To co dobre".

Andrzej Piaseczny - Również, ale tym razem nie zdecydowaliśmy się na formułę kompletnego współautorstwa, być może dlatego, że przed chwilą napisaliśmy płytę dla niego również "Jak tam jest". Wiesz co, może to jest dobry moment żeby powiedzieć, że to sa najlepsze słowa jakie w życiu napisałem, dla Seweryna właśnie, nie dla siebie. Jakby ktoś miał ochotę jeszcze po tę płytę sięgnąć to bardzo proszę. Praca nad tą płytą, kompletnie mnie z najlepszych słów jakie miałem w sobie obdarła, nawet muszę powiedzieć, że zabierając się za swoją rzecz pomyślałem muszę odpocząć. Pomyślałem, że Seweryn musi mi coś obiecać. Na taką płytę jaką zrobiliśmy dla Ciebie, nie jestem gotów teraz. To nie jest ten moment mojego życia. Chciałbym Cię prosić, żebyśmy pomyśleli, że czy przez kilka lat naszej znajomości w przyszłość, nie będziesz chciał podarować mi składu kompozycji, jaki był na Twojej płycie.

To w tedy będzie płyta mojego życia, więc "To co dobre", rozmawiamy o tym i nie potrafię, nie mówić, że to jest na dzisiaj moja najlepsza propozycja jaką mam, ale wiem, ze mimo tego.


Marzena Rogalska - Najlepsza jeszcze czeka na Ciebie.

Andrzej Piaseczny - No właśnie, mimo tego co napisałem, że "To co dobre" jest dzisiaj, ale to jest mój własny problem z niedostrzeganiem dobrych rzeczy w życiu. To co najlepsze to faktycznie jednak przed nami.



Andrzej "Niegrzeczny"


Marzena Rogalska - Bardzo wzruszająco i emocjonalnie o swojej ostatniej płycie "To co dobre", powiedział mój gość.

Andrzej Piaseczny - Właśnie dużo nie mówiłem, ale po prostu dlatego, żeby dać szansę słuchaczom.

Marzena Rogalska - Ale ja powiedziałam, że bardzo wzruszająco i emocjonalnie. Słuchaj, jaki to jest moment Twojego życia? Że tak spytam na początku 2012 roku, chyba jest okej, mistrzu Zen?

Andrzej Piaseczny - Co to znaczy okej? Ciągle dążę do tego, żeby wiedzieć co to znaczy okej.

Marzena Rogalska - Więcej rzeczy z których się cieszysz, mniej zauważasz tego czego nie masz?

Andrzej Piaseczny - To chciałbym właśnie, i dlatego taka płyta. Ten tytuł dla siebie samego
przede wszystkim, żeby móc dostrzegać dobre rzeczy.

Marzena Rogalska - Do mnie trochę też? To było moje postanowienie noworoczne. Przysięgam.

Andrzej Piaseczny - Każde słowo które napisałem lub napiszę jest do podziału. Pomiędzy mnie, który ja wytwarzam a wszystkich, którzy będą chcieli je przyjąć.

Marzena Rogalska - Moim gościem był Andrzej Piaseczny.

Andrzej Piaseczny - Andrzej Niegrzeczny.

Marzena Rogalska - Andrzej Niegrzeczny. Bardzo dobrze z Tobą było słuchaczom i mnie.

Andrzej Piaseczny - Dziękuję bardzo.

Kliknij i posłuchaj wywiadu z Andrzejem Piasecznym! >>>

Słuchajcie programu Marzeny Rogalskiej "Co mi powiesz jak Cię złapię?!" w każdą sobotęod 10:00 do 12:00, tylko w Radiu Złote Przeboje!

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!