Rozbieramy polskie okładki

Im bardziej odkryte, tym bardziej pożądane. Ciało zawładnęło światem. No właśnie, światem, gdzie na topie odsłaniają się np. Lady Gaga w "The remix", czy w najnowszym "Teenage dream" Katy Perry. Postanowiliśmy przyjrzeć się co u nas w tym temacie. Polscy artyści odczuwalnie mają problem z nagością na wstępie, błąkając się ze skrajności - czyli pruderyjnego "odkrywania" w skrajność - kiczowatą falę golizny. Oto historia polskich wydawnictw roznegliżowanych.

SBB "Ze słowem biegnę do Ciebie"

 

Jest rok 1977. Grupa SBB-Silesian Blues Band wydaje płytę "Ze słowem biegnę do Ciebie". Przód okładki spowija tajemnica kosmosu, dłoń osłania małą część różowej kotary, za którą, na rewersie wydawnictwa odnajdujemy uskrzydloną-również w kolorze różu-nagą postać.

 

Ta odrealniona i niezrozumiała okładka okazuje się spójna z charakterem płyty-progresywnym, intelektualnym rockiem lat 70. SBB to band towarzyszący w występach live Czesławowi Niemenowi. Pomimo, iż w kraju nie odnieśli znaczącej popularności, byli szerzej znani wśród publiczności w Czechosłowacji, Niemczech, Szwajcarii, Holandii, Szwecji czy Finlandii. Dlatego warto przysłuchać się przynajmniej tytułowemu utworowi z płyty "Ze słowem biegnę do Ciebie".

 

LOMBARD "Szara maść"

 

Kilka lat później (1984) Lombard szokuje publiczność wydając "Szarą maść". Okładka płyty pojawia się w dwóch wersjach-obnażonych piersi oraz mniej już gorszącego męskiego torsu. Obie wersje przefiltrowane na niebiesko, w stylu lat 80., pozostają w tonie chłodnej, nieagresywnej erotyki. Stanowią jednak przełom w "pokazywaniu" ciała na polskiej scenie muzycznej. Album "Szara maść" był albumem koncepcyjnym, ze starannie dobranym repertuarem. Uznany za jeden z najlepszych albumów w Polsce w 1984, doczekał się wersji anglojęzycznej pt.: "Hope and Penicillin".

 

"Szara maść" to również jedna z odważniejszych i zdecydowanie bardziej udanych "porno-okładek" w dorobku polskiej sceny muzycznej.

LADY PANK "Lady Pank"

 

O mniej wyszukaną formę erotyzmu pokusili się członkowie grupy Lady Pank, na okładce swojej debiutanckiej płyty "Lady Pank", których niewątpliwie skusiła pozująca modelka. Mało wyszukana poza polskich rockmanów, zachwyconych kobietą pozującą tyłem do obiektywu, przodem do nich samych, przypomina raczej imprezę z gruppie, niż ilustrację "wypłynięcia na szerokie wody".

 

"Lady Pank" niby odsłania kobiece wdzięki, niby je skrywa na własną potrzebę, ale niewątpliwie powoli zapowiada standardy okładkowych zabaw nagością po polsku.

DEZERTER "Blasfemia"

 

Lata 90. sięgają do motywów cielesności biblijnej. Dezerter ilustruje okładkę "Blasfemii" ryciną przedstawiającą Adama i Ewę, pierwszych bluźnierców (blasfemia-bluźnierstwo), pod Drzewem Dobrego i Złego. Pomysł, co prawda nie powala oryginalnością, ale w porównaniu do dalszych osiągnięć w dziedzinie "nagie polskie okładki" zdaje się być wystarczająco gustowny.

PIERSI "Powrót do raju"

 

Piersi, znane z tekstów krytykujących sytuację społeczno-polityczną kraju, w 1995 roku wydają album pt.: "Powrót do raju", z przewrotnym kawałkiem otwierającym "Powróćże komuno". Postaci nagich kobiety i mężczyzny z kogucimi głowami tyle co prowokujące i kontrowersyjne, są też wieloznaczne. Czyżby to skarga na emancypację w dobie demokracji? Okładka ta jest może i kogucich (czyli nie za wysokich) lotów, ale przekonuje oryginalną metaforą.

PIERSI "Płyta piracka"

 

Do motywu gołego tyłka, Piersi powracają w "Płycie pirackiej" (2004), której "strona tytułowa" przemierza kilka wieków dalej. Rysunkowa postać pruderyjnej matrony w czasów Ludwika XIV, wypinającej zadek i obnażającej pierś, w połączeniu z podpiętymi do stóp nartami-czasy zmierzchu "małyszomanii" i nienawiści do bohatera narodowego. "Płyta piracka" już samą swoją nazwą to komentarz do pruderii i zakłamania kultu gwiazd i oryginalności na rynku polskim.

BIG CYC "Nie zapomnisz nigdy"

 

Stopniowo wyzbywając się pruderii, od Piersi przechodzimy do cyca, Big Cyca. Okładka albumu "Nie zapomnisz nigdy" idzie o krok dalej. Nie tylko sugeruje płatną miłość, ale również erotyczne gadżeciarstwo-w roli prostytutki, dmuchana lalka. Aby sceną tą nie gorszyć, Big Cyc z właściwym sobie dystansem, rolę klienta powierzył ówczesnej gwieździe satyry-Tadeuszowi Drozdowi. A to Polska właśnie-ciekawy pomysł poległ jednak na kiepskiej jakości graficznej tej okładki.

O.N.A. "Modlishka"

 

Nie każda kobieca golizna lat 90. musi jednak okazać się kiczem, czego dowodzi okładka debiutanckiego krążka "Modlishka" grupy O.N.A to nagie kobiece ciało, zwinięte w kokon. Grafika utrzymana w czarno-białej stylistyce, nie jest ani odkrywczym ani wysmakowanym zabiegiem, jest po prostu ładna i subtelna, pozbawiona zbędnego koloru czy przepychu.

GRAŻA T. "Świerszcze"

 

Ostatnią chyba,  przynajmniej w dziejach tego przeglądu, okładką, którą można nazwać wartą tego, co pokazuje, są "Świerszcze" Graży T. z 1996 roku. Odwrócona tyłem sylwetka nagiej klękającej wokalistki ze świerszczem na ramieniu, graficznie postarzona, w żadnym stopniu nie przypomina niemal analogicznie ustawionej modelki z okładki Lady Pank. Co więcej, subtelność przedstawienia sprawia, iż bohaterka okładki nie jest gorszącą prowokatorską, tylko subtelną, tajemniczą kobietą.

MAANAM "Hotel Nirwana"

 

Jednak złote lata polskiej erotyki okładkowej mijają wraz w końcem lat 90. Już w 2001 Maanam "Hotelem Nirwana" wali po oczach. Fakt, okładki nie można nie dostrzec dzięki mieszance pomarańczowego tła, błękitnego nagiego Buddy o głowie Kory Jackowskiej, oplecionej pasem zieleni, w otoczeniu głowy tygrysa i złotych bibelotów. Milenijny orientalny przepych, czyli kosmopolityzm po polsku, kiczem i krzykliwością powala, ale nie zachęca.

ANNA MARIA JOPEK "Niebo"

 

Pochód rozbierających się okładkowo diw polskiej estrady rozpoczyna na maanamowskim, bo pomarańczowym "Niebie", Anna Maria Jopek. Udany i jeden z głośniejszych materiałów artystki, traci na "ponętnym opakowaniu". Piosenkarka obnażająca ramiona, acz zakrywająca dłońmi piersi, wygląda na uwiecznioną w biegu słabej jakości aparatem z telefonu komórkowego. Ten zabieg artystyczny-zamierzony czy też nie-dziwi i szokuje najbardziej słabym poziomem zarówno koncepcyjnym, jak i technicznym okładki. A szkoda...

RENATA PRZEMYK "Hormon"

 

Wcześniej niż Anna Maria Jopek, rozebrała się Renata Przemyk przy okazji "Hormonu". Intrygująca orientacją seksualną artystka lewituje wśród symboli kobiecości i męskości, siedząc po turecku w zamkniętej pozie skrzyżowanych dłoni na nagiej klatce piersiowej. Okładka utrzymana w szaro-czarno-białej kolorystyce, okazuje się emanować kiczem i brakiem jakiejkolwiek oryginalności. Tło, mające nawiązywać do hormonów jedynie stwarza wrażenie Przemyk owładniętej paranoją, pod wpływem której się rozebrała.

EDYTA GÓRNIAK "Sexuality"

 

Jak się okazuje, ciałem można ozdabiać nie tylko poważne materiały. Edyta Górniak na okładkę singla "Sexuality" przywdziewa jedynie złoto-naszyjnik, figi i wysokie szpilki w tym kolorze. Edyta, kreująca się na gwiazdę światowego formatu, światowej elegancji i światowej klasy, zapewne postąpiła tak w imię nawiązania do tytułu okładki oraz światowego trendu kultu nagiego ciała. Okładka, co trzeba przyznać, nie jest graficzną porażką, jednak ostro kontrastuje z wizerunkiem i aurą, jaką kreuje wokół siebie gwiazda.

DODA "Diamond Bitch"

 

Mamy u siebie artystkę, której nagość i kontrowersje przestały nas już ruszać. Doda, której każdy występ kipi seksem i ciałem, na okładce solowej płyty "Diamond Bitch", jakby rozczarowuje, a na pewno pozostawia niedosyt. Czarno-biały szkic artystki, zdobiący okładkę wydawnictwa przypomina trochę postać z mangi, jednak poza zaznaczeniem tatuaży na ciele artystki, pozostaje bez wyrazu. Czyżby Doda, stawiając na tajemniczość, zachęcała nas w ten sposób do wysłuchania "Diamond Bitch"?

LILU "La"

 

Cielesne debiuty to nie tylko domena lat 80. Hip-hopowa artystka Lilu, do swojego debiutanckiego krążka "LA" (2008) stara się zaintrygować potencjalną publiczność gołymi plecami. Niby rozświetlona postać, z widocznym logo własnego pseudonimu, w nawiązującym do niego kolorze liliowym, a jakoś nie przekonuje?

SPIĘTY "Antyszanty"

 

Nie tylko kobiety decydują się prezentować swoje wdzięki na okładkach polskich albumów. Muzyk Hubert Dobaczewski aka Spięty, znany głównie jako wokalista zespołu Lao Che, na okładce swojego solowego projektu "Antyszanty" również pokazuje ciało. Męska erotyka w jego wydaniu to nie-nachalny portret świadomego ciała artysty. Stopniowo wycieniowana do czerni sylwetka staje się prawdziwie intrygująca.


Jak widać, nagość po polsku ciągle szuka swojego własnego środka wyrazu.

 

 

Ania Kalinowska