W pół taktu

Zwykle są na drugim planie, ale jak ich nagle zabraknie to nic już nie brzmi tak samo. Nie pulsuje. Oto, zarysowane zaledwie sylwetki, kilku perkusistów wszech czasów.

Przygrywka na werblu

Miała być kolejna "Chironia" o gitarzystach, którzy swoje pierwsze akordy kładli na gitarach domowej roboty... i będzie, ale innym razem. Dziś, ciągle poruszony wiadomością, która zasmuciła sporą część naszego muzycznego podwórka chcę napisać.... wiem o czym, ale ponieważ powód napisania trudny - nie bardzo wiem jak zacząć. Może na początek cytat:

Grał bajecznie, był równiachą nie z tej ziemi, warto go było znać. Posłuchajcie sobie Voo Voo, Armii, albo przyłóżcie ucho do szyny - wszędzie jest Stopa -  powiedział Zbigniew Hołdys.


No właśnie.... Piotr Stopa Żyżelewicz - jeden z najlepszych polskich bębniarzy, 12 maja tego roku dołączył do Wiecznej Niebieskiej Orkiestry. Miał 46 lat... "Cholera za wcześnie" - chciałoby się powiedzieć, tak samo zresztą jak w przypadku innych genialnych bębniarzy których śmierć zabrała w pół taktu.

Stopa

Właściwie wszystko co trzeba powiedzieć o Piotrze Żyżelewiczu, Zbigniew Hołdys powiedział klatkę wcześniej. Może żeby dopełnić obraz tego niezwykle utalentowanego bębniarza jeszcze jeden cytat:

O takich muzykach mówi się, że mają metronom w głowie. Uduchowiony profesjonalista. Zawsze uśmiechnięty i skromny. Takiego go zapamiętam - wspomina Paweł Kostrzewa, szef działu muzycznego Onet.pl

Voo Voo, Armia, Izrael, 2tm2,3, Moskwa i inne kapele znane wielbicielom polskiego rocka miały szczęście grać ze Stopą w składzie, ale może niewielu pamięta, że Piotrek bębnił również w bardzo ciekawym zespole o nazwie Marionety:

 

 

Keith Moon

Wybitny perkusista The Who prawie zawsze lądujący na szczycie przeróżnych rankingów perkusistów wszech czasów. Początkowo sam uczył się bębnić na perkusji, którą podarował mu przyjaciel. Potem zaczął brać lekcje aż w końcu trafił na przesłuchanie do The Who, którzy akurat poszukiwali bębniarza. Przesłuchanie skończyło się kompletnym zdewastowaniem zestawu perkusyjnego. Podobnie zresztą, kończyły się prawie wszystkie późniejsze występy Keitha. W sumie do dziś trudno stwierdzić czy jego niezwykle żywiołowa gra to nie przypadkiem efekt ADHD, które zdiagnozowano u niego w dzieciństwie.


Feralnego 7 września 1978 roku Keith Moon obudził się rano o 7:30, zjadł stek, oglądał film i zasnął powtórnie. Już się nie obudził. Miał 32 lata. Jego kolega z The Who Pete Townshend powiedział później:

Straciliśmy wielkiego komedianta, naszego najlepszego aktora melodramatycznego, człowieka, który oprócz tego, że był najbardziej nieprzewidywalnym i spontanicznym perkusistą rocka, mógł zrobić wszystko, jeśli uważał, że rozśmieszy tym publiczność lub spowoduje jej poderwanie się z miejsc.

 

 

Jacek Olter

Perkusista, który w trakcie swojego krótkiego życia został okrzyknięty geniuszem, i którego brak do dziś odczuwają Leszek Możdżer, Ryszard Tymon Tymański, Jan Ptaszyn Wróblewski, Mikołaj Trzaska, Jerzy Mazzol, Tomasz Stańko - czołówka polskiego jazzu i polskiego yassu.

 

Miłość, Kury, Trupy oraz projekty Tymona Tymańskiego z lat dziewięćdziesiątych to perkusja Jacka Oltera. O jego niezwykłym talencie może świadczyć choćby fakt, że światowa ikona jazzu Lester Bowie po serii koncertów z zespołem Miłość rekomendował innym światowym ikonom właśnie tego perkusistę. Feralnego 6 stycznia 2001 roku kilkanaście minut po 14, Jacek Olter wyskoczył z 9. piętra gdańskiego falowca przy Kołobrzeskiej. Miał 29 lat. W Machinie z lutego 2001 można przeczytać słowa Tymona:

 

Jacek leczył się na depresję, ale jednocześnie bywał bardzo wesołym i serdecznym chłopakiem. To był najlepszy muzyk, z jakim grałem, wybitny perkusista. Granie z nim było jak jazda Alfa Romeo.

 

 

 

Bonzo

John Henry Bonham - późniejszy genialny bębniarz legendarnych Zeppelinów już jako dziecko zdradzał zainteresowania muzyczne waląc w garnki. W wieku piętnastu lat dostał swoją pierwszą perkusję, a trzy lata później przysięgał swojej przyszłej żonie Pat, że po ślubie rzuci bębnienie.

 

Na szczęście nie rzucił i po kilku mniej lub bardziej udanych przygodach trafił do Led Zeppelin. Podobno Plant i Page wysłali do Bonza czterdzieści telegramów zanim się u nich pojawił. Tak zaczęła się historia Led Zeppelin, w której Bonzo odegrał ogromną rolę podobnie jak wszyscy członkowie tej legendarnej grupy z menadżerem włącznie. Bo na tym między innymi polegała wielkość Led Zeppelin, że każdy członek zespołu był w pewnym sensie frontmanem.

 

Niestety dwunastoletni ciąg sukcesów, został nieoczekiwanie przerwany feralnego 25 września 1980, kiedy to Bonzo zmarł po całonocnej libacji alkoholowej. W chwili śmierci miał 32 lata. 4 grudnia wytwórnia Swan Song opublikowała następujące oświadczenie muzyków:

Pragniemy poinformować, iż strata naszego drogiego przyjaciela i głęboki szacunek, jakim go obdarzamy, jak również poczucie niepodzielnej harmonii sprawiły, że postanowiliśmy nie kontynuować naszej działalności jako Led Zeppelin.

 

 

 

Zakończenie

Znawcy tematu pewnie powiedzą, że zapomniałem o innych wielkich... Cozy Powell, Jeff Porcaro, Tony Williams... I mógłbym tak wymieniać długo, w nieskończoność niemal i niezależnie od tego czy odeszli zbyt młodo czy niezbyt staro. Bo tu chyba nie ma znaczenia ani "za młodość" ani "za starość". Śmierć bowiem ma to do siebie, że jak już zabiera to zwykle w pół taktu...


Rafał Chiro Chirowski