Lej wroga! Albo wrogowi..

To ostatni artykuł z cyklu wytykania Klossowi i producentom serialu "Stawka większa niż życie", wad i słabości, które często w rezultacie okazywały się głęboko przemyślaną strategią niezłomnego agenta. Jego nazwisko producenci wybrali na chybił-trafił z przedwojennej, berlińskiej książki telefonicznej, ale przygody obmyślili w najdokładniejszych szczegółach. Również te bankietowo - alkoholowe.

Trunek wykwintny

Co wolno oficerowi to nie byle szeregowcowi. Przed galowym mundurem otwierały się salony, przed agentem otwierali się upojeni, wrodzy arystokraci. No i wiadomo, że in vino veritas.

Trunek trofiejny

Jakąż satysfakcję musi nieść ze sobą porządny łyczek porządnego, podbitego alkoholu? Podobnie jak zemsta - najlepiej smakuje lekko schłodzony, ale ten się śmieje kto wznosi toasty ostatni.

Trunek w towarzystwie

Na słynny koszarowy koktajl składają się trzy elementy: wino, kobiety i śpiew. Jak w przypadku wszelakich mieszanek istnieje ryzyko złych proporcji. Jeszcze pół biedy jak się trochę za dużo pośpiewa, ale przesada z pozostałymi zawsze kończy się kacem.

Trunek na przełamanie lodów

Zamrożony a pomaga przełamywać lody. Zastanawiałem się, czy poważna ilość alkoholu przeszkadzała czy pomagała "przełknąć" niektóre mniej przyjemnej zadania wywiadowcze. W końcu żołnierze w koszarach dostawali porcję frontowego alkoholu "dla kurażu".

Trunek podejrzany

Czy określenie "broń obosieczna" pasuje do podróżnej lampki koniaku, którą uprzejmy pan częstuje w przedziale pociągu do małego leśnego kurortu? O tak! Zwłaszcza, że pan przestaje być uprzejmy a w lesie stoi za drzewem i celuje...

Trunek - ekwipunek

Znowu wracamy do twierdzenia starożytnych, że napoje wyskokowe (in vino veritas) powodują rozwiązłość języka. Co robi agent wywiadu kiedy akurat nie ma pod ręką wykrywacza kłamstw? Leje w dziób albo do dzioba.

Trunek reglamentowany

W sylwestrową noc z 1943 na 44 wyjątkowo niełatwo było o szampana. Dzięki majorowi Brochowi i jego nazistowskiej przebiegłości goście mogli uczcić zdobycznymi bąbelkami nowy rok. Dzięki nazistowskim kuzynkom Klossa wśród gości były prawdziwe kobiety! (Bo ten szampan to w istocie woda z rozpuszczoną sodą. Serial kręcono w końcu biednych lat 60' więc braki w szampanie były autentyczne).

Trunek prosto od mućki

Na koniec zdjęcie z garncem staropolskiego, niezwyciężonego przez hitlerowskiego ciemiężyciela mleka. Piła je, jakby w kontrze do niemieckich gardeł, polska prosta i swojska partyzantka.

 

O tym, że czarno-biały świat serialu o kapitanie Klossie nie był tylko dwukolorowy i oczywisty opowiadałem też w dwóch poprzednich artykułach z serii "Brunner wieczorową porą" - polecam!

 

Jerzy Elvis Telesiński