5 najbardziej irytujących rzeczy na urlopie

Udało się. Mimo że szef twierdził, że nie ma takiej możliwości przed wrześniem, żona kończyła ważny projekt, mówiąc że jest w lesie - a pociechy chore. Jesteście na działce albo nad jeziorem. Może być też morze - to zdarza się wszędzie. Ktoś lub coś, co powoduje, że te wymarzone wakacje nie do końca są takie jak się spodziewaliście. Ale damy radę. Oto pięć najbardziej irytujących rzeczy, jakie mogą Cię spotkać na wakacjach...
Dzieci w samochodzie Dzieci w samochodzie Fot. Jerzy Nogal / Agencja Gazeta

Daleko jeszcze?

Bądźmy szczerzy. Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Bo jak wytłumaczyć dziecku, że 1444 kilometry, które wskazuje nawigacja, to wcale nie data bitwy pod Warną, a dystans jaki pozostał do Dubrovnika? A przecież wyjechaliście przed momentem...

Krótsze trasy też potrafią zaskakiwać, bo jeżeli jesteście w okolicach Poronina, a do Zakopanego pozostało zaledwie 6 kilometrów, to czasami oznacza, że jeszcze tylko godzinka.

Najczęstsze błędy? Jeżeli jedziesz nad morze i jedna nawigacja wskazuje, że będziesz tam o 12:00, a druga, że o 15:00 - posłuchaj tej drugiej, ona wie lepiej. Pesymista to dobrze poinformowany optymista, jak głosi mądrość ludowa. A tak na poważnie... Rozczarowanie będzie mniejsze, o czym przekonał się piszący te słowa. Faktycznie była 15:00.

Grill Grill Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Piwna eskadra w domku obok

- Kochanie, a może domek w tym roku?

Tak. Doskonale pamiętasz te słowa. Pomysł wydawał się idealny, bo przecież po co gnieździć się z dwójką dzieci w małym wynajętym pokoju, jak można po królewsku w domku.

Zawsze tak chciałeś. I kiedy trzecią noc z rzędu nie śpisz, słuchając o wyższości piwa górnej fermentacji nad innymi gatunkami, obiecujesz sobie, że nigdy więcej. I możesz oczywiście zwrócić uwagę członkom piwnej eskadry, która ulokowała się w domku obok, ale przecież pamiętasz, czym się zakończyła podobna interwencja, kiedy nieśmiało zwróciłeś uwagę sąsiadowi, że grill na balkonie jednak może przeszkadzać. Nie, dasz radę.

Wyjście z tej sytuacji właściwie jest tylko jedno - dołączyć się do zabawowego towarzystwa. W końcu wakacje są raz w roku.

Parawaning

Właściwie nie wiadomo, kiedy nad polskim morzem zaczęła się moda na oznaczanie własnego kawałka terenu. I chociaż część, uwaga, prawników jest zdania, że odgradzanie się parawanem nie do końca jest legalne, to przecież każdy chyba na własne oczy widział prawdziwy ocean parawanów nam morzem. Być może nawet oglądał go zza własnego.

I pewnie marną pociechą jest fakt, że tego rodzaju "wyścigi" właściwie są na całym świecie. Bo czy dotyczy to parawanów nad Bałtykiem, czy np. parasoli tuż przy brzegu podczas wakacji w Turcji, chodzi przecież o to samo.

A moda na parawaning, którego protoplastą był "leżaking", czyli zajmowanie najlepszych miejsc tuż przy hotelowym basenie gdzieś w hotelu w Egipcie, powoli wchodzi w zupełnie inny wymiar. Konkretnie trzeci wymiar, bo urlopowe must-have w tym roku nad Bałtykiem to... własny namiot.

To się nazywa rewelacyjne selfie! To się nazywa rewelacyjne selfie! fot. thechive.com

Selfie stick

I pomyśleć, że jeszcze dwa lata temu prestiżowy bądź co bądź magazyn "Time" umieścił selfie sticka na liście najbardziej intrygujących wynalazków wszech czasów. W tym roku z kolei jest na naszej liście, wynalazków najbardziej irytujących. I faktycznie, prawie połowa ankietowanych turystów przyznała, że nie ma nic bardziej denerwującego od tłumów wymachujących kijkami, na końcu których przymocowany jest smartfon.

Co ciekawe, na świecie jest coraz mniej miejsc, gdzie selfie sticka moglibyśmy używać. Zakazany jest choćby w Luwrze. I może dobrze. W końcu zwracając największą uwagę na to jak wyjdziemy na zdjęciu, możemy przegapić co ciekawsze eksponaty.

Język

Język obcy.. No nic chyba bardziej nie denerwuje niż sytuacja, kiedy nie możemy się dogadać z tubylcami na przykład w pięknej Chorwacji. I wtedy oczywiście przypominamy sobie lekcje języka angielskiego ze szkoły. Problem, że ostatnia taka lekcja odbyła się 15 lat temu. I nawet do końca nie potrafimy sobie przypomnieć czy faktycznie na niej byliśmy. Nie możemy się dogadać, albo... wydaje nam się, że nie damy rady.

Bo co ciekawe, ze wspomnianymi Chorwatami zdecydowanie prościej czasami porozumieć się... po polsku. Co prawda odpowiedź otrzymamy w języku będącym mieszaniną czesko-migowego, ale przy odrobinie szczęścia uda nam się załatwić to, co chcieliśmy. I pamiętajmy o jednym - ponoć im lepiej mówisz w danym języku, tym trudniej jest się dogadać.

Miłego wypoczynku i dużo słońca!