8 najbardziej pożądanych prezentów choinkowych sprzed ponad 25 lat

Święta - czas prezentów. Każdy je lubi i każdy wspomina te z czasów dzieciństwa, kiedy odgrywały dużo większą rolę niż później. Co ciekawe z nutką nostalgii wspominamy do dzisiaj te emocje, które towarzyszyły nam właśnie dawniej w chwili kiedy prezent trafiał w nasze ręce. Zapraszam na przegląd 8 najbardziej pożądanych prezentów choinkowych sprzed ponad 25 lat.
Rower Romet Flaming Rower Romet Flaming PawelkoP /CC BY-SA 3.0

1. Rower

Były kiedyś takie czasy, choć dzisiaj już trudno w to uwierzyć, że dzieci więcej wolnego czasu spędzały na podwórkach niż w domu. Grały w piłkę, biegały i... jeździły na rowerach.

Rodzimy przemysł, między innymi słynne zakłady ROMET, dostarczały w miarę możliwości nie najgorsze składaki z serii Wigry, Jubilat, siermiężnych ala-kolażówek Mistral.

Zjeździliśmy na nich okolice wszerz i wzdłuż, nie jedno zdarliśmy kolano. Ale powiedzmy sobie szczerze - wszystkie "nasze" jednoślady bladły przy BMXach. Quasi-terenowych, kolorowych rowerach na grubych oponach. Kto jakimś cudem dostał go w latach 80., rządził na podwórku. A jak jeszcze miał oryginalny kask...

Po nich nadszedł czas na oszałamiającą karierę "górali" czyli rowerów górskich. Pamiętacie?

Atari ST, fot. Bill Bertram, 2006, CC Atari ST, fot. Bill Bertram, 2006, CC Atari ST, fot. Bill Bertram, 2006, CC

2. Atari/Commodore

Dzisiaj nawet nie pamiętamy dobrze, że moc obliczeniowa i możliwości smartfonów, które beztrosko nosimy w kieszeni wielokrotnie prześcigają obiekty naszych pierwszych kontaktów z fascynującym światem informatyki.

Komputery Atari i Commodore  - kto dostał pod choinkę, natychmiast awansował w podwórkowej hierarchii o kilka pięter w górę. Nie ważne, że gry wgrywało się potwornie długo z kaset magnetofonowych, bardzo często z marnym skutkiem. Nieważne, że szczytem grafiki były kolorowe kwadraty latające po kineskopie. Mając pierwsze mikrokomputery czuliśmy się co najmniej jak fachowcy od statków kosmicznych i fizyki jądrowej.

Na początku lat 90. często mieliśmy właśnie takie komputery powszechniej niż pierwsze pecety.

Największa w Polsce wystawa budowli z klocków LEGO Największa w Polsce wystawa budowli z klocków LEGO AGNIESZKA SADOWSKA

3. Klocki LEGO

Kolejnym wyśnionym i wymarzonym, nierzadko wybłaganym prezentem naszego dzieciństwa był zestaw klocków LEGO.

Już samo oglądanie prospektów - tak jak klocki - dostępnych najpierw jeszcze w Pewexach i komisach, było ekscytujące jak podróż do krajów zgniłego kapitalizmu. A potem wolny rynek lat 90. uruchomił powszechniejszy dostęp do nich, ale... co człowiek musiał naobiecywać rodzicom, żeby szarpnęli się na ten wydatek?

Ale przecież to nie były banalne klocki, nie. To była niemalże politechnika w miniaturze, przyspieszone studia architektoniczne. Można przecież było stać się profesjonalnym budowniczym posterunku policji, albo zbrojnego zamku rycerskiego.

Ciekawe ilu dzisiejszych inżynierów zaczynało od LEGO.

4. Breloczek na zgubione klucze

No to był megahit wczesnych lat 90. Najpierw przywożony z Niemiec, a potem już dostępny nawet w polskich kioskach.

Breloczek na klucze, które się gdzieś zapodziały. Tak, taaak. Wszyscy go pamiętamy. To niewielkie elektroniczne urządzenie - z perspektywy czasu banalnie wręcz proste - wtedy wydawało nam się czymś nie tylko równie genialnym dla ludzkości jak wynalezienie koła, ale sprawiało, że mając go przy kluczach czuliśmy się trochę jak cyborg, robocop, czy terminator.

Oczywiście nie słyszało się, żeby gadżet przydał się kiedykolwiek i komukolwiek do czegokolwiek więcej niż popisywanie się przed kolegami.

Walkie-talkie Walkie-talkie domena publiczna

5. Walkie-Talkie

Lata 90. to był czas, w którym każdy porządny, młody mężczyzna w wieku lat około 12-14 znał na pamięć nie tylko całą serię filmów wideo o Akademii Policyjnej, kochał pościgi z "Zabójczej Broni" i chciał być Stevenem Seagalem.

O ile z takimi atrybutami władzy jak flinty, gnaty czy klamki (dziewczynom podpowiadam - chodzi o pistolety) specjalnie nie było kłopotu, o ile zawsze był jakiś kumpel, który zgodził się być złodziejem, za którym robiąc ijooo iiijjjooo ruszało się w pościg, o tyle mieć prawdziwą policyjną krótkofalówke... Mmmm, to znaczyło być na równi z ministrem spraw wewnętrznych - przynajmniej z jurysdykcją na teren osiedla. Walkie-Talkie - które z pierwowzoru miało najczęściej tylko wygląd, bo zasięg rzadko pokrywał nawet całe mieszkanie, nie wspominając nawet o superłamliwych, kruchych aluminowych, ale wysuwanych antenkach.

PC PC CC-BY-SA 3.0

6. Komputer PC

Ci, którzy w latach 80. namiętnie czytali magazyn "Bajtek" i znali jako tako podstawy języka Basic, nie mieli szans na to, żeby nie awansować ze świata Atari czy Commodore, ze świata gier na kasetach magnetofonowych, do wiele obiecującej, cyfrowej krainy gigantycznych dyskietek i pierwszych pecetów.

Ze świata sterowanego joystickiem do świata, który mogliśmy okiełznać klikaniem myszki.

Swoją drogą pamiętacie jak czyściło się pierwsze myszki z kulką? Pamiętacie igłowe drukarki, brak CD-romów? Bo mowa o takich czasach. Tych samych, w których nasz superszybki, mega hiper demon prędkości, mniej więcej po pół roku był już dwa razy wolniejszy niż nowe pentiumy?

Ale dostać PC pod choinkę, to było uczucie...

Tamagotchi Tamagotchi Tomasz Sienicki, CC BY-SA 3.0

7. Tamagotchi

Kolejnym prezentem w naszym dzisiejszym archiwalnym zestawieniu świątecznych podarków, jest gadżet elektroniczny z 1996 roku. Choć te najczęściej trafiały do chłopaków - japońskie jajeczko Tamagotchi z samej swej natury wymagające troskliwości i cierpliwości raczej było prezentem dla dziewczyn.

Pewnie nie zdajecie sobie sprawy z faktu, że to był nierzadko pierwszy nasz kontakt z rzeczywistością wirtualną. Przecież nie można poważnie traktować radzieckiej gry-jajeczka. Zabawa polega bowiem na opiece nad wirtualnym zwierzątkiem - należało je karmić, myć, sprzątać po nim i nie załamać się, kiedy zwierzątko kopało w wirtualny kalendarz.

Discman Discman Morn, CC BY-SA 3.0

8. Odtwarzacze muzyki

Człowiek od zawsze marzył o lataniu. Szybko jednak przekonał się, że nic z tego i wtedy zaczął marzyć o tym, żeby móc zawsze mieć przy sobie swoją ulubioną muzę. Idąc do szkoły, biegając, jadąc tramwajem.

Najpierw rewolucję zrobił walkman, czyli miniaturowy kasetowy magnetofon. No z dzisiejszej perspektywy to specjalnie miniaturowy nie był, no i lepiej było przewijać kasety ołówkiem, bo baterie nie starczały na długo.

Jego następcą i choinkowym marzeniem wszystkich już w erze płyt kompaktowych, był discman. Muzyki i to w lepszej jakości, na płytę CD wchodziło więcej niż na kasetę, ale jego wadą było to, że był bardzo nieodporny na wstrząsy i zamiast ulubionego kawałka, mieliśmy w słuchawkach czkawkę.

A dzisiaj? Dzisiaj i to już od długiego czasu rządzą empetrójki. Tanie i pozwalające mieć przy sobie setki ulubionych piosenek. Melomani twierdzą, że format MP3 nie nadaje się do słuchania, ale żadnego jeszcze nie widziałem z przenośnym gramofonem.