"Takie Tango" początkiem końca

Budka Suflera (której nikomu przedstawiać nie trzeba) od lat 70. uznawana była dla fanów rocka za czołowy polski zespół. Wydawałoby się, że "Takie tango" wzniosło ich na szczyt i nie da się temu zaprzeczyć. Ale jakie było pokłosie tej popularności?

Początki

Historia Budki sięga końcówki lat 60. Zespół Romualda Lipki miał muzyków, a nie miał wokalisty. Krzysztof Cugowski miał potężny wokal, ale brakowało dobrych instrumentalistów. Panowie postanowili połączyć siły. Zaczęli z zagraniczną nazwą "Prompter's Box". Czasy i nastawienie fanów zmusiło do spolszczenia nazwy i tak narodziła się "Budka Suflera".

Grali głównie w Lublinie i najbliższych okolicach, lokalnie byli znani przez chodzącą na ich rockowe koncerty młodzież. Wchodząc w dorosłość stwierdzili jednak, że trzeba powoli szukać sposobu na życie i źródła dochodu. Mając kończyć działalność w roku 1974 dali się namówić na nagranie jednego coveru Billa Withersa "Ain't no Sunshine", czyli "Sen o dolinie". I tak narodziła się legenda...

Na fali wznoszącej

"Sen o dolinie" pociągnął za sobą wiele nowych propozycji koncertowych nie ograniczających się jedynie do Lublina. Jesienią 1974 grupa nagrała kolejny klasyk "Cień wielkiej góry" zainspirowany śmiercią himalaistów - Zbigniewa Stepki i Andrzeja Grzązki.

Rok później na świat wydano kolejny szlagier "Memu miastu na do widzenia". Wśród znawców rocka Budka Suflera zaczęła być wiodącym rockbandem.

Grali po 300 koncertów rocznie, w trasie spędzali więcej czasu niż w domach. Do współpracy przy nowym albumie zaproszono Czesława Niemena i żeński zespół Alibabki. Po ukazaniu się albumu z singlem "Cień wielkiej góry" zaczęły spływać propozycje zza granic naszego kraju, m.in. z NRD. Krzysztof Cugowski nagrał niemieckie wersje piosenek, nie znając języka naszych zachodnich sąsiadów. Pomimo to zespół zyskał rozgłos i szacunek w Niemczech.

Zaczęło też dochodzić do pierwszych konfliktów w grupie. Cugowski zażądał wyłączenia jego nazwiska przed nazwę zespołu. Lipko i reszta kolegów nie byli w stanie tego zaakceptować. Atomowe gardło polskiego rocka rozstało się z zespołem w roku 1977.

Budka bez Krzystofa Cugowskiego

Cugowski i Lipko od zawsze mieli inną wrażliwość muzyczną. Lipko wolał lżejsze, bardziej mainstreamowe brzmienia, Cugowski był zagorzałym fanem rocka. Jak się okaże kilkadziesiąt lat poźniej problem ten znów powróci, ale najpierw o następcach "Cuga".

Po przelotnym romansie Budki ze Stanisławem Wenglorzem (znanym ze Skaldów), rolę frontmana przejął Romuald Czystaw. Za jego kadencji powstała płyta "Za ostatni grosz" z tytułowym hitem oraz "Nie wierz nigdy kobiecie". Następnie stery przejął Felicjan Andrzejczak, który nagrał z Budką jedynie 3 utwory (tutaj ewidentnie nie ilość, lecz jakość): "Czas ołowiu", "Noc komety" i międzypokoleniowy superhit "Jolka, Jolka pamiętasz".

Ideą Lipki było promowanie i pisanie repertuaru dla młodych wykonawców - dostawali od Budki wsparcie promocyjne, repertuar i akompaniament. Następnie, gdy nagrali hit zostali wypuszczani na głęboką wodę i musieli radzić sobie sami. Tak było w przypadku Urszuli i Izabeli Trojanowskiej. To właśnie Lipko jest autorem "Dmuchawców" czy "Tyle samo prawd, ile kłamstw".

Powrót Mistrza

Lipko i Cugowski nadal mieszkali na tym samym osiedlu. Mieli kontakt. W planach była anglojęzyczna wersja "Jolki". Felicjan Andrzejczak niestety nie był w stanie śpiewać w innym języku. Do współpracy zaproszono Cugowskiego i tak powstał "Lifeline". Niedługo po tym Cugowski na stałe wrócił do zespołu.

Końcówka lat 80. to kolejne trasy koncertowe m.in. po USA, kolejne przeboje "Twoje Radio", "Ratujmy co się da" czy cały album "Cisza" uznawany za krytyków za jeden z lepszych lub najlepszy w historii zespołu. Budka była uznawanym rockbandem, z mocnym brzmieniem. Znana w Polsce, ale jednak nie na szczycie szczytów.

Nic nie boli tak jak życie - paradoksalny początek końca

W Polsce był rok 1997. W Polsacie startował teleturniej "Idź na całość", TVP rozpoczęła emisje serialu "Złotopolscy", hitem stał się sitcom "13 posterunek", a prezydentem RP był Aleksander Kwaśniewski.

Również w tym roku Budka Suflera wydała rekordowy pod względem sprzedaży album "Nic nie boli tak jak życie". Płytę kupiło ponad milion słuchaczy. Krążek wyróżniał się wielką spójnością utworów - wszystkie dotykały problemów egzystencjonalnych. Na okładce wytłuszono "Zawiera przebój Jeden raz".

Jak się oczywiście później okazało, prognoza była wielce nietrafiona. "Takie tango" momentalnie stało się najbardziej kasowym przebojem Budki Suflera w całej historii. Zespół stał się topową mainstreamową grupą graną przez wszystkie rozgłośnie radiowe. Co ciekawe, ówczesny dyrektor programowy jednej z dwóch największych stacji radiowych założył embargo na puszcznie "Takiego tanga". Słuchacze momentalnie sprowadzili go na ziemię. Zespół zaczął się pojawiać na wszystkich festiwalach w każdej telewizji. Cugowski wielokrotnie wspominał, że "Tango" wzniosło ich w zupełnie inny wymiar finansowy. Każdy z muzyków postawił sobie willę w okolicach Lublina. Budka zyskała na popularności, ale straciła na image'u rockbandu. Dzięki zarobionym pieniądzom mogli produkować lepsze teledyski, wynajęli Cornegie Hall na swój koncert, sfinansowali płytę z udziałem orkiestry symfonicznej. Mimo wielkiego sukcesu Krzysztof Cugowski kręcił nosem, zawsze podkreślał, że "Takie tango" jest utworem popowym, a on nie czuje się dobrze w takim repertuarze.

Bal wszystkich świętych - bliźnicze Tango

Romuald Lipko widząc korzyści jakie przyniósł hit postanowił szukać podobnych brzmień. Kolejna płyta "Bal wszystkich świętych" była kontynuacją linii obranej przy nagrywaniu swojej poprzedniczki. Utwór tytułowy - trzeba przyznać stał się również wielkim przebojem i przedłużył falę popularności Suflerów. Kierunek jaki obiera zespół coraz mniej podobał się Cugowskiemu. 

Romuald próbował zrobić kopię Tanga. A drugi raz nie da napisać się takiego przeboju. Bal, czy Piąty Bieg nigdy nie należały do piosenek, które lubię śpiewać.
"Takie tango" jest zgrabnym, popowym numerem czego nie mogę powiedzieć o jego kopiach - "Balu" czy "Piątym Biegu".

- mówił w wywiadach Cugowski. 

Jeden woli sportowe samochody, inny wygodne limuzyny. I tak samo jest z muzyką, dlatego zawsze z Krzyśkiem spieraliśmy się o repertuar Budki.

- opowiadał Lipko.

Zawieszenie działalności i reaktywacja

Nie mamy nic nowego do zaproponowania naszym fanom, zejdziemy ze sceny w dobrej formie, a nie jak niektórzy tzw. leśne dziadki.

- tak w 2014 roku zapowiadał koniec zespołu Krzysztof Cugowski. Budka zagrała na największych obiektach w Polsce. Koncert na Woodstocku zyskał miano legendarnego.

Po rozwiązaniu Budki każdy zajął się swoimi projektami. Romuald Lipko Band grał po polsce z młodymi muzykami wykonując repertuar napisany przez jego lidera. Krzysztof Cugowski nagrał płytę i koncertował z synami. Następnie z zespołem Mistrzów, wykonując nadal repertuar swój i swoich kolegów z legendarnej lubelskiej grupy. 

W 2019 roku Romuald Lipko postanowił wskrzesić zespół. Do reaktywacji zaproszono Cugowskiego. Ten odmówił. Zaczęły się przepychanki medialne. Zatrudniono nowego wokalistę - śpiewającego od kilku lat covery Budki Suflera. Cugowski odgrażał się sądem. Lipko ripostował. Budka wróciła, zagrała kilka koncertów. Niestety nie wyglądało to dobrze. Legenda i dobre imię zespołu zostało w jakimś stopniu naruszone. W międzyczasie fani zachwycali się formą wokalną konkurencyjnie występującego Krzysztofa Cugowskiego. W lutym 2020 na nowotwór zmarł Romuald Lipko.

Jakie będą dalsze losy Gigantów Rocka, ale i później popu, który tak ich poróżnił? Tego nie wie nikt. Prawie pewnym jednak jest, że "Takiego tanga" czy "Balu wszystkich świętych" na żywo z ust Cugowskiego już nie usłyszymy.