Rozmowy przy świątecznym stole

Święta, święta - ten niezwykły czas przepełniony tradycjami - bo 12 potraw, pierwsza gwiazdka, choinka... No, ale też te nowsze tradycje, czyli to co corocznie przeżywamy z rodziną i co powtarza się nieubłaganie: niechciane rozmowy o polityce, przejadanie się i prezenty, z którymi niewiadomo co zrobić.

A gdzie twoja para?

Jak już podjemy grzybowej i kapusty z grochem, to murowana jest niewygodna seria pytań ciotek, babć i mam skierowane do młodszego, dorastającego pokolenia: taka ładna, a wciąż sama. A gdzie jakiś kawaler?

No bo zdaniem rodziny brak faceta czy dziewczyny, to jakaś niepełnosprawność uczuciowa. Bo jak to - praca jest, wykształcenie, sukcesy, aaaa w powietrzu pachnie straropanieństwem! I pomyśleć, że w takiej grubej nieporadności ze strony pytających kryje się... troska.

Naprawdę!

Świąteczny szantaż

Świąteczne zjawiska, które corocznie pojawiają się w kontaktach towarzyskich, a za którymi jakoś tak szczególnie nie przepadamy. Te pytania kiedy wnuki, kiedy ślub, a czy te pierogi to kupne... A te namawianki na strzelenie sobie po maluchu... Ehhh.

Nie wiem czy u was też, ale u mnie w każde święta, na które tak czekamy, w końcu pojawia się groźba kulinarna połączona z małym szantażem, mianowicie: ja już więcej świąt nie robie, nastałam się przy tych garach, a wy nic nie jecie. A oczywiście za rok jak gdyby nigdy nic sytuacja się nie zmienia. Mama podśpiewuje kolędy patrosząc karpia, a potem zachęca, żebyśmy może chociaż do domu sobie wzieli trochę tego ciasta jak teraz nie chcemy.

A w domu, jak wiadomo, lodówka i tak już nie daje rady.

Jak to, nie cieszysz się z prezentu?

Ciekawe czy sto albo dwieście lat temu, kiedy to nasi przodkowie zasiadali do Wigilii, też byli światkami podobnych scen, które my współcześnie przerabiamy rokrocznie?

No telewizji nie mieli, ale o polityce ględzili na pewno. Internetowych wyprzedaży nie było, ale założę się, że i tak pod choinką można było znaleźć całą górę niepotrzebnych i nietrafionych prezentów. No bo jak u diabła ma być trafionym podarkiem sweter w renifery? Kiedy go nosić skoro nadaje się do tego tylko przez trzy dni w roku? Do pracy?!

A spróbuj się człowieku obdarowywany nie ucieszyć, nie założyć ciocinego, dwudziestometorwego seledynowego szalika wydzierganego własnoręcznie... Uuuu, to byłoby bezduszne.

Na szczęście my już mamy coś czego nasi przodkowie nie mieli na pewno. Rozmaite giełdy niechcianych prezentów, na których można się ich pozbyć z lżejszym nieco sumieniem.

Ostatnie święta

Kocham święta. Najbardziej jeszcze zanim się zaczną, bo i piosenki zimowe w radiu, i świąteczny wystrój ulic w miastach i miasteczach. I krzątanina w ramach szukania prezentów, i rodzinne spotkania. No tak, te ostatnie to też osobny folklor...

I te urocze pogwarki ciotek, które od 20 lat jak co roku zapowiadają, że to pewnie już ich ostatnie święta... bo wątroba, bo śledziona, a mówią to nakładając sobię karpia w galarecie albo serniczek. No i nie wypada przecież nie zapewnić cioci, że ależ co ciocia opowiada, przeciez wygląda kwitnąco i że przecież co to byłyby za święta bez cioci ukochanej. No i oczywiście, że takich pierogów jak ciocia to nikt przezież...

No i jak miło spojrzeć w uśmiechnięte oczy piocieszonej cioteczki, w którą wstępuje nowy duch i która najgłośniej śpiewa "Przybieżeli do Betlejem".

Polemika z wujkiem

Święta to cudowny czas, kiedy to nawet najbardziej zatwardziałe serca stają się trochę bardziej miękkie, kiedy porzucamy myśli o kłopotach, zapominamy o całym zgiełku świata i konfliktach. I dlatego jak ognia unikamy tematów spornych, co szczególnie tyczy się świata polityki. Niestety prawie każdy ma jakiegoś wujka-prowokatora, który jak przejdzie już w tryb trawienia 12 potraw, zaczyna swoje mądrości oczywiście od deklaracji, że wiem wiem, o polityce nie rozmawiamy, ale jak widze tego czy owego w telewizji... idiotę, przecież co on wymyślił. Luuudzie!

I nie wiadomo jak zareagować na takie dictum. Zgodzić się, wejść w polemikę... Ja proponuję szybko zmienić temat i zapytać czy jest już ta pierwsza gwiazdka.

Rozmowy o jedzeniu

Święta to niezaprzeczalnie cudowny ciepły i rodzinny czas. A do tego tradycjnie niezłe obżarstwo. Chociaż przyznam się szczerze zupełnie, że pod względem kulinarnym zdecydowanie wolę Wielkanoc. Nooo, ale pierogi i barszczyk zawsze chętnie wrzucę. Za rybami nie przepadam, ale kuuutiaaa... No i miło jest tak zbiorowo konsumować z bliskimi. Cmokać, mlaskać, dokładać i z czystym sumieniem zjeść za dużo. Miło się je, miło się o jedzeniu rozmawia.

Wiadomo, że jak pierogi, to ciocia Basia, jak kutia to tylko mama, jak sałatka to tyyylko ta, którą robi babunia. No i te pytania, które są tak oczywiste w świeta jak to, że choinka musi być. Ten barszczyk to na zakwasie? Nieee, z torebki. A pierogi sama robiłaś, niiie, to kupne.

Smacznego!

Intencja życzeń

O tych może niekoniecznie tak tradycyjnych jak choinka elementach świąt bożego narodzenia, trudno wręcz nie opowiedzieć. Obżarstwo, rozmowy i polityce, prezenty, z którymi nie wiadomo co zrobić, nooo i oczywiście pytania o to kiedy wnuki i kiedy ślub.

Nooo i życzenia. Niektóre cieszą, niektóre przyjmujemy z zaciśnietymi zębami i sztucznym uśmiechem. No bo ja to na przykład pamiętam z dzieciństwa takie: pamietaj, żebyś sie bardziej przykładał do nauki w nowym roku, żebyś miał same piątki, a nie jak teraz, nooo i żebyś był grzeczniejszy i z bratem się nie tłukł.

No, ale i te dorosłe życzenia potrafią wkurzać, bo jak słyszysz, że życzą ci podwyżki, to chcąc niechcąc przypominasz sobie tego wrednego szefa i... jakoś tak na chwilę czar świątecznego nastroju umyka.

... i po świętach

Święta - czekamy na nie cały rok. Wyobrażamy sobie znowu, że będzie cudownie i bez zgrzytów, a i tak nie wiadomo jak się człowiek jakoś tak napina. A że wychodźmy już, bo się spóźnimy, a mamusia tego nie lubi. A jeszcze po drodze musimy wpaść po "Tomków". A sałatkę z balkonu przyniosłeś - ile razy mam powtarzać...

Ehhhh, no i te świąteczne hasła - może jeszcze serniczka? A barszczyk to własnej roboty? No i ciekawe czy będzie rózga. Nooo i moje ulubione, po których naprawdę wzbijam się na wyżyny dobrej woli, żeby nie poczuć głebokiej niechęci do osoby słowa te mówiącej - hasło "święta, święta i... (grrrr) po świętach".

No, ale cieszmy się, że są, bo kolejna gwiazdka dopiero za rok i już za chwilę zaczniemy za nią tęsknić. A... Ciekawe na jak długo starczy nam zapasów świątecznych poupychanych w lodówie. Do 2019 to na pewno.

Najlepszego!