Scorpions zagrali dla Kory! [GALERIA]

To był porządny, zagrany z iście niemiecką precyzją koncert! Scorpions po raz kolejny dali z siebie wszystko i przekonali się, że na polskich fanów można zawsze liczyć! A do tego kultowe "Send Me An Angel" zadedykowali zmarłej dzień wcześniej Korze Jackowskiej, co zrobiło piorunujące wrażenie!

Kilkunastotysięczna publiczność wypełniająca po brzegi Atlas Arenę w Łodzi śpiewała razem z Klausem, Rudolfem, Matthiasem, Pawłem i Mikkeyem ich największe przeboje, które przeszły do historii światowego rocka.

Scorpions są jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów na świecie, mają nie tylko niezliczoną ilość przebojów, ale i zatwardziałych fanów. Dla zdecydowanej ich większości łódzki koncert nie był pierwszym w życiu. I oczywiście bawili się świetnie, w myśl zasady, że lubią to, co znają.

 

Scorpions rozpoczęli koncert od jednej z młodszych piosenek „Going Out With a Bang”, która otwiera ich osiemnasty album studyjny „Return To Forever” z 2015 roku. Utwór zaprezentowany z wielką energią od razu wprowadził publiczność w dobry nastrój. Później nastąpił przegląd nieco starszych kawałków z lat siedemdziesiątych, mocno osadzonych w hardrockowym brzmieniu zespołu. Głos Klausa Meine niósł się po hali, a ekspresyjny jak zawsze Rudolf Schenker jeszcze bardziej nakręcał już i tak gorącą atmosferę.

Nieco oddechu przyniosły trzy kolejno po sobie następujące hity: „Follow Your Heart”, „Eye of the Storm” oraz monumentalne „Send Me En Angel”. Tym razem to ostatnie zabrzmiało szczególnie, ponieważ zadedykowane zostało zmarłej dzień wcześniej Korze, liderce Manaamu. I to właśnie dla niej na koncercie zabłysły światełka w telefonach, po czym zrobiło się magicznie... Zaraz potem kolejny wielki hit „Wind of change”, który chyba wszystkim fanom żyjącym na przełomie lat 80. i 90. kojarzy się wolnością. Publiczność Atlas Areny nie mogła sobie odmówić zaśpiewania tego hymnu razem z Klausem.

 

Jak zwykle nie mogło zabraknąć hołdu złożonego Lemmy'emu Kilmisterowi, nieżyjącemu już frontmanowi zespołu Motorhead. Słynne „Overkill” zakończone solowym popisem Mikkey Dee, teraz rewelacyjnie odnajdującemu się w Scorpions, po raz kolejny zrobiło niesamowite wrażenie!  Perkusista dający z całym impetem po garach na platformie uniesionej w górę ponad sceną,  nie mógł się nie podobać. Niezmiennie ten fragment koncertu kończy się wielkimi owacjami każdej publiczności na świecie. Atlas Arena również stanęła na wysokości zadania!

Blisko dwugodzinne spotkanie z zespołem zakończyły dwie piosenki zaśpiewane na bis: „Still Loving You” i „Rock You Like A Hurricane”. Zabrzmiały one brawurowo, bez oszczędzania się i na sto procent! Tym samym po raz kolejny Scorpions udowodnili swoją niepodważalną pozycję na międzynarodowej scenie rockowej.

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!