Chwila na-Gości: Paulla

Paulla w rozmowie z Tomaszem Wozikiem Woźniakiem dla Radia Złote Przeboje. Posłuchaj!

Tomek Wozik Woźniak: Wielkopolska rządzi, bo Paulina z Pleszewa, ja z Kalisza, zatem zapowiada się bardzo sympatyczna rozmowa.

Paulla: Prawie można powiedzieć poznańskie pyry.

T.W.: Jak wolisz - Paulina, Paula czy Paulla?

Paulla: Nie lubię Paulina. Zawsze wszyscy mówili do mnie Paulla. W domu, szkole, pracy. I tak już zostało.

T.W.: Spotykamy się w zasadzie z jednego powodu, choć kto wie, jak się potoczy nasza rozmowa, biorąc pod uwagę nasz początek. Od jakiegoś czasu jest już w sklepach twoje najnowsze dziecko muzyczne, płyta "Sekret wiecznej miłości". Zacznijmy od tytułu. Wiesz jaki jest największy sekret ludzkości?

Paulla: Oczywiście, że wiem, a czytałeś "Sekret"?

T.W.: Nie.

Paulla: Ja czytałam. Czytałam dużo różnych książek ostatnio. Już mówię, że nie jest to lektura religijna itd. Po prostu nosi taki tytuł - "Rozmowy z Bogiem". Przeczytałam trzy tomy, przez trzeci było mi bardzo ciężko przejść, ale przebrnęłam. Czytałam "Sekret", wyznaję "Sekret", utożsamiam się z "Sekretem".

Pierwotnie płyta miała nosić tytuł "Sekret wieczności", ale pomyślałam sobie, że tak naprawdę wszystko do czego ja przynajmniej sprowadzam swoje marzenia, myśli, sprowadza się do sekretu wieczności, sekretu miłości, że jak zatytułujemy płytę "Sekret wiecznej miłości", to będzie bardziej romantycznie.

Ponieważ wszystko tutaj na Ziemi sprowadza się do miłości, to będzie to takie bardzo wymowne. Stąd ten tytuł.

T.W.: Ponoć największym sekretem ludzkości jest prawo przyciągania.

Paulla: Wierzę w prawo przyciągania, wierzę w energię, dlatego często też powtarzam, że warto wierzyć we własne marzenia i że to my, tylko i wyłącznie my, kreujemy własną wieczność i rzeczywistość. Człowiek jest tak skonstruowany, że łatwiej jest mu uwierzyć w coś negatywnego niż w coś pozytywnego.

T.W.: Ja wychodzę z założenia, że w każdym minusie możesz znaleźć plus.

Paulla: Oczywiście, ale gdybym ci powiedziała, że jutro wygrasz w totolotka albo złamiesz nogę, to w co byś bardziej uwierzył?

T.W.: Że złamię nogę.

Paulla: Oczywiście, a jak o tym myślisz, to to przyciągasz. Ja w to wierzę, w związku z czym myślę , że prawo przyciągania jest największym sekretem.

T.W.: Kogo chcesz przyciągnąć tym albumem? Paulla: Wszystkich tych, których mi się udało przyciągnąć najpierw i wszystkich pozostałych, którym mi się nie udało przyciągnąć. Wraz z Adamem, kompozytorem i autorem tekstów, pomyśleliśmy, że tym albumem będziemy chcieli zelektryzować wszystkich tych, których nie udało nam się zelektryzować pierwszym albumem. Nie wszyscy lubią nastrojowe piosenki i ballady, a pierwszy album generalnie i z założenia taki był. Ten został podzielony - część piosenek to ballady, część to utwory bardziej rock 'n' rollowe. Mam nadzieję, że ta część publiczności i słuchaczy, która woli kawałki bardziej dynamiczne znajdzie w końcu na tym albumie coś dla siebie. T.W.: Na albumie jest 11 utworów, większość traktuje jednak o miłości. Romantyczka z ciebie?

Paulla: Chyba jednak tak, ale gdy patrzę na swoje życie i poczynania wstecz i wprzód, i gdy patrzę na to wszystko, co się dzieje dokoła, to tak naprawdę wszystko zaczyna i kończy się na miłości. Nie wiem jak o tym mówić, bo trudno nazwać miłość rzeczą, sytuacją itd. Dla mnie jest to coś, co jest sensem naszego istnienia, wieczności. Ponieważ jestem odtwórcą, jest to najbliższy mi temat, z którym potrafię się utożsamić, wczuć się w niego. W piosenkach o tej tematyce jestem prawdziwa, jestem sobą.

T.W.: Powiedziałaś, że jesteś odtwórcą tych tekstów. Bardzo mocno identyfikujesz się z nimi? Może powiedzmy słów kilka o autorze tekstów i muzyki, i o twoim stosunku do tego. Dziwne by było gdybyś się z tymi nie identyfikowała. Są artyści dla których ktoś pisze teksty i oni, tak jak to powiedziałaś, "odtwarzają". Ty mówiłaś, że coś więcej wiąże cię z tymi teksami.

Paulla: Dla mnie z odtwórcą jest trochę jak z aktorem - musisz się w to wczuć, żeby to dobrze zaśpiewać. Jeżeli mam zaśpiewać o czymś, co mnie w jakimś sensie nie dotyczy, z czym nie mogę się utożsamiać, to nie dam rady. Poza tym, to jest tylko odtworzone - nie ma w tym serca, nie ma w tym samego artysty. Muzyka i tekst - druga płyta, tak jak pierwsza, Adam Konkol. Rozumiemy się z Adamem zawodowo bardzo dobrze. On wie, czego ja nie lubię w muzyce, a co jest mile widzane, o czym chciałabym śpiewać.

T.W.: Czego nie lubisz?

Paulla: Skrzypiec country, w ogóle nie lubię muzyki country. Akordeonu, toleruje go jedynie w muzyce poważnej. Gitary, która brzmi jak w muzce country, strasznie mnie to denerwuje. Nie lubię kiedy ktoś inny śpiewa chórki na mojej płycie.

T.W.: Czyli sama robisz chórki?

Paulla: Sama śpiewam, sama wymyślam, sama robię.

T.W.: Obce głosy gdzieś cię kują?

Paulla: Przy pierwszej płycie wszystkie chórki nagrałam sama. Przy reedycji skusiłam się, ponieważ generalnie jestem osobą otwartą na różne pomysły, więc pomyślałam, dlaczego nie? Spróbowaliśmy - reedycja ukazała się z nie moimi chórkami. Nie podobało mi się to - czułam, tak jakbym nie do końca się do tego przyłożyła. Myślałam, że może gdybym zaśpiewała to by było lepiej, może by mi się podobało. Może jak ktoś inny nagrywa, to jest takie pójście na łatwiznę. Co innego instrumentaliści, bo ja nie lubię i nie potrafię grać, ale chórki mogę zrobić sama. Skoro mogę je zrobić sama, a tego nie robię, to jest to dla mnie takie pójście na łatwiznę, w związku z czym już więcej się na to nie zgodzę. Poza tym lubię to robić. (śmiech)

T.W.: A co lubisz w muzyce?

Paulla: Dla mnie ważne jest to, żeby artysta był prawdziwy, ale w muzyce dla mnie najważniejsze są emocje. W piosenkach Adama, bez względu na to, co ktoś powie, dla mnie w tej muzyce są emocje. Ja je czuje, utożsamiam się z nimi i uważam, że najgorsze, co może być, to piosenka i muzyka bez emocji i taka, która takich emocji nie wzbudza.

Ja muszę czuć piosenkę, żeby ją zaśpiewać. Są piosenki, które są ładne, słucha się ich w radiu, ale one tak po prostu dla mnie przelatują. Nie budzą żadnych emocji, nie przeszkadzają, ale nie wzbudzają we mnie żadnego zainteresowania, nie potrafią zaistnieć w mojej głowie i sercu.

Są to dla mnie piosenki z gatunku lekkich, łatwych, przyjemnych i nieprzeszkadzających.

T.W.: Wracając do mojego poprzedniego pytania - chcesz przyciągnąć bardziej kobiety? Mężczyzn? Pewnie masz jakiegoś swojego potencjalnego odbiorcę, do którego śpiewasz, adresujesz to wszystko.

Paulla: Odnosząc się do prawa przyciągania - zawsze, gdy słucham piosenki, którą już nagrałam, zamykam oczy i wyobrażam sobie potencjalnych odbiorców. Wierzę, że jestem w stanie to przyciągnąć, ale mam trochę ułatwione zadanie, dlatego że na moje koncerty przychodzą różni ludzie, różni odbiorcy. Jest to różna granica wiekowa - nie są to dzieci, tylko młodzi ludzie w wieku 20, 30 lat. Są ludzie po 40, widzę małżeństwa, które mają po 50, 60 lat, rodziców z dziećmi. Nigdy nie jest tak, że przychodzą dzieci i młodzież w wieku od 10 do 15 lat. Zazwyczaj Ci najmłodsi stoją gdzieś w pierwszych rzędach, ale np. ostatnio na koncercie podchodzi do mnie chłopak, może miał jakieś 32 lata, jego dziewczyna 36, mówi że właśnie mają rocznicę ślubu. Pan z panią mówią, że mają 40 rocznicę ślubu i przychodzą do mnie na koncert. To są tacy ludzie. Nagrywając piosenki, myślę o takich odbiorach i staram się trafiać do odbiorców w różnym wieku. Te piosenki nagrywaliśmy z założeniem, żeby trafiały do jak najszerszego kręgu odbiorców. T.W.: Mówiłaś, że lubisz bardziej koncerty kameralne. Występowałaś przed publicznością, gdzie jest kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy osób?

Paulla: Tak - latem. Właśnie koncerty plenerowe tak wyglądały. Wspominam występ pod koniec sierpnia w Gorzowie Wielkopolskim. Przyszło kilka tysięcy ludzi, pogoda była straszna, ale koncert był naprawdę super, namiot pękał w szwach. Po występie rozdawałam autografy przez prawie cztery godziny. Ja w ogóle kocham takie spotkania. Z tym, że ja mówię o gabarytach sceny - lepiej czuję się na mniejszej scenie niż na dużej. Natomiast koncerty plenerowe, na które przychodzi kilka tysięcy ludzi - jak najbardziej. Ja zawsze powtarzałam, że dla mnie artyści, którzy mówią, że im nie zależy, by płyta dobrze się sprzedawała, żeby ludzie przychodzili na koncerty, są w moim mniemaniu hipokrytami. Jeżeli ktoś nagrywa płytę i twierdzi, że mu nie zależy na uznaniu, to równie dobrze może ją wypalić w domu i wręczyć rodzinie. Ja zawsze mówiłam, że chcę śpiewać dla szerokiego grona odbiorców, dlatego wszem i wobec powtarzam, że jeśli się tak zdarzy, iż moja płyta nie sprzeda się albo okaże się, że spotkała się z mniejszym, nawet trochę mniejszym, uznaniem niż pierwsza, to będę miała doła. T.W.: Sprzedać, zawsze się sprzeda - pytanie w jakiej ilości?

Paulla: Tak, pytanie w jakiej ilości. Nigdy też nie będę wiedziała, czy powodzi się tej płycie gorzej z tego względu, że mamy większe piractwo, czy dlatego, że się po prostu nie podoba? Pierwszą udało mi się sprzedać w nakładzie multiplatynowej, czyli dla mnie to osobiście duży sukces. Wszyscy mówią - jeżeli ta się sprzeda w nakładzie złotym, to jest duży sukces. Wiem, zdaję sobie z tego sprawę, ale to jest i tak gorzej niż pierwsza.

T.W.: Pytanie też, co teraz określamy mianem sukcesu. Nasze złote, platynowe płyty teraz w porównaniu do sprzedaży z przed kilkunastu, kilkudziesięciu lat to niewiele.

Paulla: Zmienia się rynek, żyjemy w dobie Internetu. Kiedyś tego nie było. T.W.: Czytałaś jakieś słabsze recenzje? Jak je odbierasz? Nie zgadzasz się czy bierzesz to jako konstruktywną krytykę? Paulla: Jestem już na takim etapie, że się nie przejmuję. Dopóki się przejmuję tym, co mówią o mnie inni, dopóty jestem w ich rękach. Robię to, co czuję, co uważam za słuszne i dopóki nie robię nikomu krzywdy to mam to gdzieś, co o mnie myślą. Spływa to po mnie jak po kaczce. (śmiech)

T.W.: Z drugiej strony trzeba przyznać, że fajnie mieć dobrą prasę, bo to nie przeszkadza.

Paulla: Tak. Przecież ja bardzo się cieszyłam, gdy dwa lata temu na festiwalu TopTrendy, oprócz statuetki Top dostałam także nagrodę dziennikarzy. Wtedy powiedziałam, że bez dziennikarzy nie byłoby Paulli. Dzięki audycji u ciebie trafiam do ludzi, mogą mnie posłuchać itd. Nie dajmy się zwariować - jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził.

T.W.: Czyli ważniejsza dla ciebie jest opinia bezpośrednich odbiorców.

Paulla: Oczywiście, to w końcu ludzie przychodzą na koncerty, kupują moje płyty. Oni są dla mnie wyrocznią. Po koncercie nigdy nie ma takiej sytuacji, żebym komukolwiek, kiedykolwiek odmówiła autografu. Jeżeli jest taka potrzeba, żeby zostać po koncercie 4 godziny i składać podpisy - zostanę, jeżeli jest potrzeba 7, też. Wiem, że dzięki tym ludziom spełniam marzenia.

T.W.: Wspomniałaś o przeszłości - jak w ogóle zaistniałaś w muzyce? Kto zauważył, że masz talent do śpiewania? Ktoś z rodziny? Gdzie się pojawiłaś na pierwszych festiwalach?

Paulla: Kiedyś była taka reklama telewizyjna pewnego programu, w którym przychodzi chłopak i śpiewa, strasznie fałszując. Pada pytanie: Kto ci powiedział, że fajnie śpiewasz? On: Babcia. (śmiech) Mi też babcia mówiła, że fajnie śpiewam. Pamiętam, że występowałam od małego na wszelkich rodzinnych imprezach typu rocznica ślubu, imieniny cioci itp. Towarzyszyła mi piosenka "Józek, nie daruję ci tej nocy" Bajmu. Ojciec stawiał mnie na jakieś krzesło lub stół i to wszędzie śpiewałam. Muzyka towarzyszyła mi w domu od najmłodszych lat. Mój tata jest starym rockmanem. Do dzisiaj chodzi w butach "brudnych i obdartych". Nosi długie włosy, ma 60 lat. Ojciec maluje obrazy i jeżeli ktoś dzwoni, to się pyta: "Dzień dobry, czy jest brat? Przyszedłem odebrać obraz.". Zastanawiam się, czy on wygląda tak młodo czy ja tak staro? (śmiech)

W domu jako dwuletnie dziecko zasypiałam w huśtawce, słuchając Led Zeppelin, Janis Joplin, Deep Purple, Pink Floyd. Na takiej muzyce tak naprawdę się wychowywałam. Takiej muzyki słuchał też mój brat. Moja siostra była zafascynowana wszystkim, co się wiąże z familią Jacksonów. A ja zawsze gdzieś tam muzyka rockowa, którą lubię do dziś, muzyka poważna, która została mi zaszczepiona w szkole muzycznej - dużo Mozarta, Beethovena. Nie ograniczam się - Vangelis, Enigma,  w ogóle kiedyś nawet śpiewałam covery na wszystkich festiwalach i tym chyba zaistniałam.

To była grupa Helloween - wokalista śpiewał tak wysoko, czysto, jak kobieta - super. Gdzieś to tam się zaczęło, zaczęłam wyjeżdżać na festiwale. Zresztą w Ostrowie Wielkopolskim, Poznaniu odbywały się festiwale dla amatorów - 'Wszyscy śpiewamy na rockowo'. Jednego roku pojechałam, drugiego, trzeciego, to były początki, gdy zaczynałam chodzić do liceum ekonomicznego. Zaczęłam powoli wygrywać te festiwale. Potem z moim nauczycielem ze szkoły od języka angielskiego, który miał marzenie, żeby być gitarzystą założyliśmy zespół. On gitarzystą nie został, ale maturę z angielskiego zdałam u niego. (śmiech) Potem zaczęłam wyjeżdżać na poważniejsze konkursy telewizyjne - Idol, Szansa na sukces i o dziwo, dla wszystkich, którzy chcieliby i próbują swoich sił w takich programach, mogę powiedzieć, że nigdy żadnego z tych konkursów nie wygrałam. Dzisiaj mogę powiedzieć, że wygrana w programach typu 'talent' show nie jest wyrocznią i o niczym nie mówi. Są ludzie, którzy powygrywali i którym się nie udało, albo coś tam zrobili i przepadli. Są ludzie tacy jak ja, którzy nie wygrali niczego, a jakoś sobie radzą, w związku z tym - wszystkim, którzy próbują swoich sił i gdzieś tam po drodze powija im się noga, chciałabym powiedzieć, że to życie weryfikuje, jakim kto jest artystą i czy w ogóle nim jest.

T.W.: Czyli pokazać się warto, ale nie jest to wyrocznią.

Paulla: Nie jest wyrocznią, nie.

T.W.: Pamiętasz, jaką piosenkę śpiewałaś w Szansie na sukces?

Paulla: Natalia Kukulska, "Im więcej ciebie, tym mniej".

T.W.: Bardzo ładna piosenka. To jest duży stres?

Paulla: Dla mnie wtedy był duży. Wspominam świetej pamięci pana Jarosława Kukulskiego. Miałam wtedy 22 lata, byłam młoda, zestresowana. Przyjechałam do Warszawy z małego miasta. Powiedział mi wtedy: "Drżałem o Panią. Nie wiem, czy pani wie, że jestem autorem tej piosenki, ale to wykonianie bardzo mi się podobało." Tam wtedy był jeszcze Ryszard Punce, autor słów do tej piosenki. Nie wygrałam. Wtedy wygrała Kasia Cerekwicka.

T.W.: Tak jak powiedzieliśmy wcześniej, to nie jest wyrocznia. Idol?

Paulla: Idola wspominam najbardziej nieprzyjemnie. Byłam przerażona - dużo kamer, podejdź do znaczka, już, start, śpiewasz! Straszne to było - popłakałam się gdzieś. Była to dla mnie duża lekcja pokory. Przyjechałam do domu i zastanowiłam się, czy naprawdę chcę to robić, bo jeżeli to od kuchni wygląda tak, jak tam, to nie wiem, czy chcę. Wtedy zamknęłam się w sobie na dwa lata i zaczęłam się skupiać na innych rzeczach. Pochłonęła mnie trochę nauka języków obcych na zaawansowanym poziomie. Miałam marzenia, że może kiedyś będę ich uczyła. Zaczęłam czytać dużo książek na tematy: wszechświat, energia, prawo przyciągania itd. To było fajne, bo gdzieś tam nabrałam do tego dystansu. Potem, gdy stwierdziłam, że jednak chcę śpiewać, miałam inne podejście - z dystansem, dozą poczucia humoru, zabawy. Taką osobą, która jest dla mnie przykładem artysty, który robi to, co kocha i jednocześnie bawi się tym jest Justin Timberlake. Nie dlatego, że jestem jakąś absoluną fanką jego osoby lub muzyki, że podoba mi się jako facet, ale ogólnie za całokształt.

T.W.: Ale trochę Ci się podoba? (śmiech)

Paulla: Trochę tak, ale bardziej muzycznie. Zawsze podobali mi się chłopcy z długimi piórami.

T.W.: Blondyni bardziej? Paulla: Ciemni, zdecydowanie.

T.W.: Oczy jakie?

Paulla: Bez takich szczegółów. (śmiech) Nigdy nie myślałam o facecie w kategoriach - wchodzę do sklepu i kupuję czekoladę. Gdybyś mnie zapytał, jaką lubię czekoladę, to bym Ci powiedziała konkretnie. Bardziej liczy się wnętrze.

T.W.: Ale spojrzenie też, prawda? (śmiech)

Paulla: Wiesz, chemia musi jakaś być. (śmiech)

T.W.: Czyli pewnie niebieskie.(śmiech)

Paulla: Niekoniecznie. (śmiech) Wiesz, kto mi się zawsze podobał, gdy byłam nastolatką? Indianie. Byłam zakochana, mogłam siedzieć trzy godziny i patrzeć, jak tańczą i grają. Może fajnie nie wygląda, ale brzmi nieźle. Rok temu byłam w Kołobrzegu, by wypocząć przez tydzień ze znajomymi i też grali. Kupiłam sobie od nich dwie płyty i do dziś, jeżdąc samochodem, słucham.

T.W.: Masz jakąś receptę na sukces?

Paulla: Moja mama zawsze twierdziła: praca, praca, praca. Dziś już trochę zmieniła światopogląd, jest moją najlepszą przyjaciółką i zaufaną osobą. Zawsze mi mówiła - "Chcesz spełniać swoje marzenia, to rób to gdzieś tam na boku, ale generalnie musisz mieć solidny zawód.". Śmiałam się - "Mamo, nie do końca jest tak, jak mówisz - łopata, ciężka praca, a gdzieś tam coś innego.". Ponieważ mój ojciec jest malarzem, czyli artystą, buja w obłokach i w tej dziedzinie artystycznej zawsze bardziej mnie wspierał. Uważam, że wystarczy gdzieś tam myśleć, marzyć, wyobrażać sobie przyszłe rzeczy i je przyciągać. Gdy patrzę z perspektywy czasu, zawsze marzyłam o śpiewaniu, ale nie wyjeżdzałam na wszystkie możliwe festiwale dla amatorów, nie brałam udziału we wszystkich możliwych konkursach. Z lenistwa, bo na niektóre trzeba było pojechać bardzo wcześnie rano, a ja lubiłam się wyspać, bo czasami gdzieś tam straciłam zapał po drodze. Naprawdę często sobie gdzieś tam siebie wyobrażałam. Pamiętam, że moim największym marzeniem było zaśpiewać na festiwalu w Sopocie. Gdy mnie zaprosili do Opery Leśnej to to było naprawdę coś wielkiego, a ja nie zrobiłam niczego takiego. Uważam, że nasze myśli, prawo przyciągania, oczywiście praca gdzies tam po drodze, starania, ale nic za wszelką cenę. Jest jeden warunek - gdy o tym myślisz, to musisz sobie wyobrazić, że już to masz.

T.W.: Czyli np. mówiliśmy wcześniej o totolotku. Ja sobie wyobrażam, że jutro wygram szóstkę. Chcę jutro wygrać szóstkę. Kolejny etap to - wygram jutro szóstkę?

Paulla: Dokładnie.

T.W.: I wygram?

Paulla: Gdy ja mówie o tym ludziom, to oni się śmieją. Często mnie pytają - podaj mi przykłady takich ludzi. Dla mnie - Einstein, Jezus Chrystus. Ludzie postrzegają Chrystusa w aspekcie religijnym, dla mnie, oczywiście, również tak jest. Staram się nie dyskutować na tematy religijne, bo są kontrowersyjne, ale dla mnie Jezus Chrystus był przede wszystkim człowiekiem. Bardzo doświadczonym, bardzo rozwiniętym duchowo. Zauważ, że gdy się modlił, to on nie prosił, on już dziękował za to, co miał. Był bardzo rozwinięty. Dlatego, gdy mnie pytasz o krytykę, to dla mnie są to śmieszne rzeczy. Chrystus był osobą taką, jak my, tylko bardzo duchowo rozwiniętą. Dlatego on dostawał to, o co prosił, bo on dziękował, on wiedział, że to dostanie i on posiadł dla mnie to, do czego my dążymy. Często wszyscy mówią: "No tak, ale Jezus Chrystus, a nie ja". Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, a więc możesz mieć to, co ma Bóg. Jesteś Bogiem, tylko wyobraź to sobie.

T.W.: Jesteś Bogiem, tylko wyobraź to sobie. Kaliber 44?

Paulla: Super kawałek. (śmiech)

T.W.: Wiem, bo mam osiemnastoletniego syna, więc jestem w temacie. Paulla: Ja też mam syna, ale on ma trzy lata. T.W.: Mówiłaś, że nie chcesz mówić o religii itd., ale ja chciałbym zapytać o jedną rzecz i później z tego tematu możemy uciec. Przeznacznie.

Paulla: Nie wierzę w coś takiego, jak przeznaczenie. Uważam, że wszyscy jesteśmy kowalami własnego losu. Wszystko można odwrócić, wszystko możemy poukładać tak, jak chcemy. Nie wierzę we wróżki, przepowiednie i takie rzeczy. Wróżka jest dla mnie takim człowiekiem, który może cię ukierunkować. Zauważ, każda prawdziwa wróżka powie ci, że ona ci tylko mówi, zawsze możesz to odwrócić i pokierować swoim życiem. Nie wierzę w zabobony, wróżby, przepowiednie.

T.W.: Czyli nie byłaś u wróżki?

Paulla: Nigdy nie byłam. Nigdy mnie nie korciło.

T.W.: Jesteś osobą wstydliwą? Paulla: Wiesz co, nie wiem, czy jestem wstydliwa. Wydaje mi się, że nie, ale, z racji tego, że można powiedzieć, iż pracuję w showbiznesie, nie lubię bywać, pojawiać się na różnego rodzaju bankietach, imprezach z okazji otwarcia czegokolwiek. Cieszę się, że nie muszę tego robić, bo nie lubię, nie czuję się tam dobrze, nie jest to coś, co chciałabym robić. Nie jestem celebrytką, nie byłam , nigdy nie chciałam być. Bardzo się cieszę, że robię to, co kocham. Spotykam się z pozytywnym odbiorem, a nie muszę tego podkręcać jakimiś dodatkowymi rzeczami.

Uważam, że dla artysty, w moim mniemaniu, niewątpliwie katastrofą jest, gdy nagrywa i robi to, co kocha, a jego piosenki nie znajdują odbiorców.

Musi wtedy ratować się różnymi sytuacjami typu - muszę pójść na imprezę, której nie lubię, pokazać się w takim i takim towarzystwie. Wiem, że gdybym musiała się ratować takimi sytuacjami, to pewnie i tak bym tego nie robiła, bo mam taki charakter. Gdybym miała pójść na jakiś bankiet np. z okazji otwarcia jakiejś galerii itd., tam jest mnóstwo popularnych i znanych osób z telewizji, to bym się źle czuła, nie lubię. Mam wybrane grono swoich znajomych, z którymi się spotykam.

T.W.: Co sądzisz o ostatniej wypowiedzi Annie Lennox z Eurythmics. Ona powiedziała, że gwiazdy, żeby sprzedać swoje albumy nadużywają i sprzedają swoją seksualność.

Paulla: Zgadzam się z tym w zupełności. Na ostatniej trasie koncertowej dziękowałam ludziom, że mogę robić to, co kocham, a jednocześnie być tym, kim jestem i zyć w zgodzie z sobą. Miałam na myśli właśnie to, że nie muszę pokazywać piersi, żeby się o mnie mówiło. Nie muszę kupować kiecki za 40 tysięcy, czego też bym nie zrobiła, bo gdybym miała ją kupic i założyć tylko raz, to wole iść i kupić dzieciom z domu dziecka np. potrzebne ubrania i rzeczy. Dla mnie jest to snobizm. Jeżeli ktoś lubi, chce, stać go na to itd. - ok, ja tego nie krytykuję. W moim mniemaniu jest to chore i nie służy to niczemu. Ja mam być prawdziwa dla odbiorcy nie poprzez strój, ale przez muzykę, którą wykonuję.

T.W.: Marysia Peszek też się rozbiera na scenie, ale robi to w konkretnym celu - ma jakiś zamysł artystyczny i to realizuje.

Paulla: Dokładnie. Ja sobie postawiłam za cel, że chcę byc wiarygodna i chcę wykonywać moją muzykę. Tak jak wspominaliśmy, jestem odtwórcą, chcę żeby w tym wszystkim były emocje. Jeżeli gdzieś ktoś o mnie napisze: "Paula wygląda tak, a ta sukienka jej dodała trzy kilo...", to szczerze, myślę: "Bujaj się", o tym, kto to napisał. Pisali o mnie - tak wygląda, to tak ma zrobione, a tutaj grafik komputerowy podciągnął, a jednak zrobiłam swoje, udało mi się spełnić moje marzenia, więc kompletnie się tym nie przejmuję.

T.W.: Niektórzy by jeszcze dodali, że śpiewa cyckami, prawda?

Paulla: No właśnie, a nie śpiewam. (śmiech) Wydaje mi się, że w Polsce osoba, która potrafiłaby śpiewać cyckami, miałaby rację bytu. U nas takie różne dziwne akcje bronią się lepiej niż artyści, którzy rzeczywiście mają coś do powiedzenia.

T.W.: To o czym mówiła Annie Lennox. To nie jest już tylko i wyłącznie sprawa Polski, to już dzieje się na całym świecie.

Paulla: Alicia Keys zbuntowała się i powiedziała o tym ostatnio. Postanowiła, że zrobi jedną fotkę na album i wydała płytę na tekturowej okładce. Nie ma żadnych jej zdjęć, tylko zdjęcie portretowe, żeby było wiadomo, że to Alicia, bo tytuł płyty jest bardzo mały. Powiedziała: "Nia ma sesji zdjęciowej, nie ma nóg. Ja chcę grać muzykę i chcę się bronić muzyką.". Bardzo fajny album, kupiłam tę płytę, towarzyszy mi częstwo w długich trasach. To mi się podoba.

T.W.: Jak odnajdujesz się w polskim showbiznesie? Chodzi powiedzenie - jak nie posmarujesz, to nie pojedziesz. Jak nie pokażesz cycków, to żadna firma fonograficzna itd. Gdy już wpadniesz w te tryby firm, to one robią z ciebie taki towar, który się dobrze sprzedaje, tak?

Paulla: To nie jest do końca tak. Ja nie posmarowałam, a gdzieś tam w końcu coś zaczęło się dziać. Przez pół roku od ukazania się płyty żadna stacja radiowa nie chciała zagrać mojej piosenki. Z różnych powodów, nie chciałabym się w to zagłębiać, bo też nie wiem wszystkiego. Różnie to było, ale jakoś się stało i nikomu nie posmarowaliśmy.

Gdy ukazała się płyta, to pieniędzy na promocję praktycznie nie mieliśmy żadnych. Pamiętam, że w tym czasie płytę wydała również inna artystka i gdy weszłam do Empiku i zobaczyłam, jaką ona ma promocję, to się załamałam. Miała piękne tzw. wystawki płytowe, a moja płyta gdzieś tam leżała w ostatnich rzędach. Gdzieś tam drogą pantoflową to się zaczeło rozchodzić.

Nie do końca jest tak, bo z ręką na sercu, nikomu nie posmarowaliśmy i nie miałam nigdzie znajomych. Jedna osoba nam zaufała, nie chcę wymieniać jej nazwiska, ale jestem bardzo wdzięczna i gdzieś to się tam pokulało. Wytwórnia Universal, jeżeli chodzi o moją osobę, jest jak najbardziej za tym, żeby nie sprzedawać prywaty, nie pokazywać się nigdzie. Po drodze, w zeszłym roku chyba, otrzymałam kilka propozycji od Playboya za naprawdę dobre pieniądze. Namawiali usilnie - nie zgodziłam się. Nie zrobię tego dzisiaj, jutro, za dziesięć, za pięćdziesiąt lat. Nie krytykuję artystek i kobiet, które się tam rozbierają, bo jeśli to jest w zgodzie z nimi, to ok. Z męskiego punktu widzenia pewnie fajnie jest sobie obejrzeć ładne kobiety w takiej gazecie. Ja nie zrobię tego z kilku względów, np. dlatego, że jestem wstydliwa i nie wyobrażam sobie, żebym mogła gdzieś leżeć na golasa lub półgolasa. Nie zrobię tego ze względu na swojego męża, rodzinę, ale przede wszystkim ze względu na moje przekonia. Osobiście, w CKMie nie ma dla mnie fajnych fotek. Playboy bardziej ładnie, bardziej z klasą, niemniej gratuluję odwagi.

T.W.: Pytanie, które zaboli, ale muszę je zadać. Jak słyszyszy: "Edyta Górniak, tylko że młodsza."; "Edyta Górniak, tylko że średnio udana.". Jak reagujesz? Paulla: Dzisiaj się tym nie przejmuję. Wcześniej bolały mnie te uwagi. Jeżeli mówimy o Edycie Górniak, to próbowałam to sobie jakoś podzielić. Najpierw się wkurzałam, potem myślałam o tym w kategoriach - lepiej żeby mnie porównywali do Edyty Górniak niż np. do Shazzy, tak sobie oczywiście zartowałam. Nie mam nic do Edyty Górniak, ani do Shazzy. Każdy na scenie znajdzie swoje miejsce, tak uważam. Edyta Górniak to wysoka poprzeczka, bo kobieta bardzo piękna, bardzo utalentowana. Miło jest być porównywanym niewątpliwie do kogoś, kto jest bardzo utalentowany i ładny niż do kogoś, kto takowy nie jest. Nie mnie oceniać, czy jestem lepsza czy gorsza. Znam swoją wartość, wiem, co prafię, a czego nie. Uważam, że udając kogoś nie udałoby mi się osiągnąć tego, co udało nam się osiągnąć wspólnymi siłami. Mój sukces to nie do końca mój sukces. To wypadkowa sił i pracy wszystkich osób. Ten sukces to nie tylko na udawaniu, porównywaniu itd. Ostatnio ktoś Adama zapytał podczas wywiadu: "Paula udaje, że śpiewa tak, jak Edyta Górniak?". Adam odpowiedział: "Słuchaj, chciałbym udawać, że śpiewam jak Kurt Cobian, bo bym sobie nagrał płytę.". Jak można udawać, że się śpiewa jak ktoś inny?

T.W.: Nie da się tego zatuszować. Masz bardzo podobny głos do Edyty Górniak. Paulla: Urodziłam się z taką barwą głosu a nie inną, a że Edyta zaczęła śpiewać pierwsza - co ja mogę na to poradzić? Równie dobrze mogłoby być w drugą stronę. Edyta śpiewa bardzo dobrze technicznie, jest dla mnie fenomenem i nigdy nie powiedziałam, że śpiewam tak, jak Edyta, że śpiewam idealnie, że jestem fenomenalną wokalistką. Na pewno mamy podobną barwę głosu, ale nigdy nie wydawałam płyty i nie chciałam śpiewać na zasadzie: "udowodnie, że śpiewam lepiej albo gorzej". Scena to nie ring, tam się liczą emocję. Nie wchodzę na scenę muzyczną, by się z kimś boksować lub coś sobie udowadniać, nie o to tu chodzi. Jeżeli dziś spotkałabym się z jakimś znawcą, który mi powie: "Słuchaj, ty jesteś dziesięć razy gorsza technicznie od Edyty.", to ok, przyjmuję to na klatę. T.W.: Ale miałabyś trochę doła?

Paulla: To jest na takiej zasadzie jak Madonna. Czy Madonna jest fenomenem wokalnym? Nie. Madonna jest przeciętną wokalistką i wszyscy o tym wiemy, ale jest gwiazdą muzyki pop. Czy ktoś ją lubi czy nie, jest ikoną muzyki pop, znasz ją, wiesz o niej itd. Niewątpliwie zapisała się w historii muzyki. Ja znalazłam swoje miejsce na polskiej scenie muzycznej.

T.W.: Wiesz, Madonna jest też kontrowersyjna. Powiedziałaś, że odniosłaś sukces. Paulla: Dla mnie i w moim mniemaniu - tak. Udało mi się osiągnąć to, co sobie zamierzyłam i to, co dla mnie było sukcesem. Udało mi się oczywiście dzięki publiczności, dzięki moim fanom, dzięki ludziom, którzy uwierzyli w to, co robię, zaczęli utożsamiać się z muzyką, którą śpiewam.

T.W.: Jesteś rozpoznawalna na ulicy? Paulla: Tak i to trochę dokucza. W zeszłym roku robiłam zakupy świąteczne krótko przed świętami i to była masakra dla mnie. W tym roku znalazłam sposób - wszystkie upominki kupiłam przez Internet, a takie sklepowe we wrześniu.

T.W.: Mówimy o popularności w stolicy czy w Pleszewie? Paulla: W Pleszewie to już jest w ogóle nie mogę wyjść na rynek. Ostatnio umówiłam się ze starymi znajomymi w kafejce i nagle coś mi błyska - to dzieci z aparatami, ale jest to bardzo miłe. Tam mnie wszędzie rozpoznają, gdziekolwiek się nie ruszę. Kupowałam leki w Aptece i zostawiałam portfel w samochodzie. Przychodzi do zapłacenia rachunku, a kupowałam dosyć dużo leków, i pierwszy raz się z tym spotkałam, bo mówię: "Ja to zostawię i pójdę do samochodu po pieniądze."."Nie, proszę wziąć." - pani w aptece dała mi wszystko za darmo, zaufała mi, wiedziała, że przyjdę. Wiedziała też, gdzie mieszkają moi rodzice, więc mogła przyjść i powiedzieć: "Proszę zapłacić." (śmiech)

T.W.: Jak odnajdujesz się w Warszawie, bo Pleszew to mała miejscowość, która pewnie ma swój urok, ale tam inaczej czas mija i wszystko inaczej się dzieje. Mówisz, że nie lubisz zbiegowisk, nie często bywasz na zlotach, nie jesteś celebrytką.

Paulla: Ja generalnie jestem małomiasteczkowa i przyznaję się do tego. Moim marzeniem jest w ogóle mieszkać gdzieś na jakiejś wsi. Wyobrażam sobie, że mieszkam w domku z bali, ale domek jest zrobiony na styl amerykański - z przodu ma werandę, na którą się wchodzi po schodkach, ma oszklone, wahadłowe drzwi, z tyłu jest duży taras, domek jest gdzieś przy lesie lub w lesie, więc trochę na dziko. Ja nigdy nie lubiłam Warszawy i nigdy tego nie ukrywałam. Teraz udało mi się tu jakoś zaklimatyzować i nawet polubiłam pewne rzeczy i miejsca. Mój kolega z zespołu mówi, że człowiek jest jak świnia i do wszystkiego się przyzwyczaji.

Coś w tym jest, ale zdecydowanie lepiej czuję się w małym aglomeracjach, małych miejscach.

Pleszew bardzo lubię i bardzo kocham - jest bardzo ładny, kolorowy. Gdy mieszkałam w Pleszewie i chciałam wyjechać do dużego miasta, to wyjeżdzałam do Kalisza. Też mi się wydawał taki duży, że było super. Warszawa - ok, przywykłam, ale niekoniecznie lubię duże miasta.

T.W.: Czy postrzegają Cię przez ten pryzmat - "Paula z Pleszewa, a pokazuje się w Warszawie.". Wiesz jak to jest w małych miasteczkach - "O, jest w telewizorze nasza dziewczyna.".

Paulla: Tak, to jest bardzo miłe. W Pleszewie niedługo powstanie altana zasłużonych. Zaprosili Hannę Suchocką, by posadziła jedno drzewo, arcybiskupa, który kiedyś był księdzem w naszej parafii oraz zaprosili również mnie. (śmiech) Nie wiem kiedy się to odbędzie, chyba w maju, ale będę miała swoje drzewko w Pleszewie. Jeszcze jest taki aktor z Pleszewa - Tomasz Bednarek i go też zaprosili. T.W.: "Sekret wiecznej miłości" to drugi album. Jedenaście numerów - masz swojego faworyta? Paulla: "Świat wali mi się na głowę", "To nie tak", "Czarne dni i białe noce", "Dziękuję Ci".

T.W.: Piosenki są bardzo krótkie - taki był zamysł? Ona się rozpoczyna i w zasadzie zaraz się kończy. Paulla: To jest troszeczkę robione z myślą o rozgłośniach radiowych. Ja bardzo lubię długie solówki gitarowe itd., ale poszaleć możemy sobie na koncertach.

T.W.: Z reguły do radia wybiera się singiel i on jest w innej wersji.

Paulla: My tutaj pomyśleliśmy, żeby tak było.

Ja bardzo nie lubię, jak piosenka, która jest grana w radiu różni się od tej granej na koncertach itd. Ludzie jednak nie lubią zmian. Gdy kompletowałam zespół, to pytali mnie, czy mogą sobie zagrać inaczej niż na płycie. Odpowiedziałam, że oczywiście, ale raczej, żeby trzymać się tego, co jest na płycie.

Nie wszyscy się z tym zgodzili. Krótko po tym wyszedł film z przygotowania Michaela Jacksona do trasy koncertowej "This is it" i Michael tam  mówi: "Chciałbym, żebyście trzymali się tego, co jest na płycie, bo odbiorcy i ludzie, kórzy przychodzą na mój koncert chcą sobie pośpiewać." To są ludzie, którzy kupują moje płyty i oni słuchają tych piosenek - nauczyli się tego, co jest na płycie. Później przychodzą na koncert, gdzie jest inaczej i nie potrafią się się w tym odnaleźć. Gitarzysta, basista, perkusista, chórzyści - oni się odnajdą, bo to są muzycy, a taka osoba, która przychodzi na koncert - niekoniecznie.

T.W.: Nie do końca się z tym zgodzę. Gdy idę na koncert po przesłuchaniu płyty, to po koncercie spodziewam się czegoś więcej. Usłyszę ten utwór, który mi się podoba, ale w jakiś innych aranżach itd. Paulla: Oczywiście, dlatego my robimy coś więcej, wzbogacamy tę wersję itd., ale jezeli chodzi o melodię, niektóre najbardziej charakterystyczne momenty, to trzymamy się tego, co na płycie.

T.W.: Zawsze, gdy powstaje płyta, wybiera się z większej ilości numerów. Dużo zostało? Paulla: Zostało jeszcze kilka. Adam mnie zaskoczył, bo mówi, że chciałby rozpocząć pracę nad kolejną, trzecią płytą. Już pod koniec sierpnia, czyli jesienią, a wydać ją na wiosnę.

T.W.: Dziękuję bardzo, naszym gościem była Paulla Ignasiak.

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!