Wakacyjne "dolce far niente" - czyli chromolę!

No i ruszyły! Odkąd nie chodzę do szkoły wakacje mnie już tak nie cieszą, ale jest coś wyjątkowego w czasie kiedy uczniowie mają przerwę. Oczywiście nie chodzi mi o korki, które wyraźnie maleją jak ludzie wyjeżdżają na wakacje, chociaż to też.

Pamiętam, że towarzysko rzecz biorąc, lubiłem szkołę. Zwłaszcza liceum, ale jak tylko kończył się rok szkolny, to miałem zasadę, że omijam okolice "budy". Taka moja prywatna "cisza wyborcza" . Wiadomo, że i tak dobre się skończy, ale na razie udajemy, że złe nie istnieje.

Już wiem kiedy będę miał urlop, więc postanowiłem sobie przypomnieć jak czułem się w pierwszych dniach moich szkolnych wakacji. Myślałem, myślałem. Starałem się przedrzeć przez gęstwinę pamięci i..? Smutny wniosek - już nie wyjadę z Babcią do Jastarni , bo Babcia już dobrze po osiemdziesiątce; nie wyskoczę z chłopakami pograć w nogę pod blokiem, bo chłopaki rozjechali się po świecie, kondycji a nawet bloku już nie ma; nie będę się też więcej szwędał do upadłego, bo jak? Tak bez celu!?

No właśnie! Jak się ma dwa wolne miesiące, to można dużo rzeczy robić bez celu. "Sztuka dla sztuki". I to właśnie jest wyjątkowość dziecięcych wakacji, bo jak się ma wolne tylko dwa tygodnie, to wszystko trzeba obsesyjnie zaplanować, żeby nawypoczywać się ile wlezie. Efekt często nie jest taki jak zamiar.

Dlatego chromolę! Obiecuję sobie właśnie solennie i publicznie, że każdy dzień urlopu będę sobie planował dopiero rano, jak się obudzę. Kto wie? Może kopnę przypadkiem jakąś piłkę, albo sam kopnę się do Jastarni. A może i nie? I to jest właśnie prawdziwa wyjątkowość wakacji - czego sobie i Wam życzę!

Gdzie walicie na wakacje? A może tak jak ja - planujecie nie mieć planów?

Elvis

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!