Marcin Prokop: Moja pierwsza wakacyjna miłość pachniała dezodorantem "Fa"

Redakcja
21.07.2020 13:07
Marcin Prokop

Marcin Prokop (KAMIL PIKLIKIEWICZ / Dzien Dobry TVN / East News)

Prezenter w rozmowie z Odetą Moro wspominał wakacje swojego życia. Co ma z nimi wspólnego... Natasza Urbańska?

Odeta Moro: Pamiętasz takie swoje pierwsze wakacje bez rodziców?

Marcin Prokop: Uuu, bez rodziców?! A to trzeba aby się cofnąć do końcówki szkoły podstawowej, kiedy pojechałem na swoje pierwsze kolonie do Rogowa nad Bałtykiem. Jedną z moich koleżanek, która tam była, jak się później okazało po latach, była Natasza Urbańska. Piękna Natasza, która wtedy już robiła wrażenie na dwunastoletnich chłopcach. Śliczna baletnica, w czarnym obcisłym stroju tancerki, która wyróżniała się na tle innych. Wyglądała jak czarny anioł, z którą każdy chciał zatańczyć na dyskotece. Niestety, nie było mi dane, bo byłem wtedy nieśmiały. Natomiast zapamiętałem tę twarz na wiele lat.

O.M.: Te wakacje Ty pamiętasz, a ona tego nie pamięta?

M.P: Kiedy spotkaliśmy się po latach, to przypomniałem jej o tym zdarzeniu i wtedy zdaję się, że mrok niepamięci jej trochę się rozświetlił i skojarzyła tego najwyższego chłopca z grupy, który trzymał się na uboczu. Natomiast obok stał Janusz Józefowicz, który zdaje się jest mężczyzną dość o swoją żonę zazdrosnym, i szybko zgasił naszą rozmowę wspominkową i nie dało się dłużej powspominać starych, dobrych, kombatanckich czasów z wakacji w Rogowie.

O.M.: Taka pierwsza wakacyjna miłość... Pamiętasz ją? Jaka była? Miała wyjątkowy zapach?

M.P.: Moja pierwsza wakacyjna miłość pachniała dezodorantem "Fa" o zapachu zielonego jabłuszka. Potem jak ta miłość się skończyła, że tak już wybiegnę w przyszłość, to chodziłem po kioskach ruchu i szukałem tego zapachu. A jak znajdowałem, to stawałem w kąciku i wąchałem kapsel, żeby przypomnieć sobie tamte mile chwile, które przeżyliśmy. To była tez pierwsza „całowanka” z dziewczyną, z języczkiem. Do dzisiaj pamiętam ten smak malinowych ust, które miały na imię Mariola i niestety znajomość z Mariolą nie zakończyła się dobrze. Doszło do gwałtownego rozstania, a nawet poniżenia mnie przez Mariolę.

O.M.: CzyTy masz taką własną mapę wakacyjnych miejsc?

M.P.: Są takie miejsca do których wracam. Ale są też takie miejsca, które odwiedziłem raz i stwierdziłem ok, wystarczy. Jednym z takich „ jednorazowych” miejsc był Nowy Jork. Miejsce, w którym wiele ludzi się zakochuje. Ja w Nowym Jorku nie mogłem się zakochać. Miasto imponujące, ale zupełnie nie moja energia. Natomiast zakochałem się w malutkim, portugalskim Porto. Uważam, że to jest jedno z najpiękniejszych, najwspanialszych miejsc na ziemi. Miasto położone kaskadowo na wzgórzu. Z jednej strony mające dostęp do rzeki, z drugiej do oceanu. Miasto wspaniałej kuchni, przepięknych zabytków i przesympatycznych ludzi i oczywiście [wino - przyp. redakcji] Porto, które potrafi zaszumieć w głowie, podobnie jak widoki. Jakbym miał zaprosić kogoś do miasta, które chciałbym mu pokazać, to pewnie tam.

O.M.: Jak pamiętam, to tam jest raczej chłodno. A wakacje zbliżone są do tych naszych.

M.P.: Niekoniecznie. Ja nie przepadam za tropikami i pamiętam, że wszystkie wycieczki gdzieś tam bardziej na południe typu Dominikana, Kuba, Wenezuela, to zawsze było kilka dni dość trudnej aklimatyzacji dla mnie. Problemy ze snem w upale, spoconych majtek i podkoszulków itd., itd.  Dlatego wolę miejsca gdzie jest chłodniej, jak Norwegię, gdzie też parokrotnie byłem i też polecam wycieczkę na północne Lofoty. Magiczne miejsce pod wieloma względami.

O.M.: Czyli zimny drań!

M.P.: No wiesz, jak ktoś ma gorące serce, to ciągnie go w zimne kraje, żeby trochę ochłodzić jego wewnętrzny żar.

Całą rozmowę Odety Moro z Marcinem Prokopem znajdziecie poniżej:

Więcej o:

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!