Edyta Herbuś u Marzeny Rogalskiej! Przeczytaj wywiad EXTRA!

Edyta Herbuś była gościem w programie Marzeny Rogalskiej "Co mi powiesz jak Cię złapię?!". Przeczytaj cały wywiad!

"Co mi powiesz jak Cię złapię?!" - program z dnia 6. listopada 2011 roku.

Rozmowa przy porannej kawie

MR: Marzena Rogalska. Witam serdecznie w sobotnie przedpołudnie. Co mi powiesz, jak Cię złapię, Edyto Herbuś? EH: Dzień dobry. Powiem Ci: "Witaj moja droga i witam wszystkich słuchaczy". MR: Edyto, jesteś bardzo zajętą osobą, prawda? EH: Tak. Ostatnio pracuję nad tym, aby była równowaga w moim życiu, dlatego na odpoczynek staram się też znaleźć czas. MR: To spotkanie potraktujemy jako odpoczynek, chociaż porozmawiamy o pracy. EH: Absolutnie odpoczywam w miłym towarzystwie, a właśnie za taką rozmówczynię Cię uważam. Babska rozmowa przy porannej kawie to jest to, co lubię. MR: A my też lubimy takie sytuacje, w których człowiek, gwiazda, znana osoba się delikatnie kompromituje. Wiesz, o czym mówię, ja też mam ich sporo na swoim koncie. Zakulisowe wpadki, takie i inne smaczki. Od czego zaczynamy? EH: Fajnie jest na bieżąco coś gorącego skomentować, ewentualnie później pogrzebiemy trochę w przeszłości. MR: Okej. No to dobrze, od czego zaczynamy? EH: Pewnie jest tak, że najwięcej stresu kosztują te wystąpienia na żywo, przynajmniej w moim przypadku tak jest, ale myślę, że nie tylko. Wtedy się najadłam najwięcej wstydu, nie mogłam w to uwierzyć. Była to gala, podczas której wręczałam nagrodę. Pamiętam, że wychodziłam z Piotrem Kupichą, mięliśmy razem wręczać statuetkę najlepszej aktorce. Byłam tak strasznie podekscytowana, bo miałam przepiękną suknię przygotowaną na ten moment, publiczność rozgrzewała atmosferę - wchodziło się i wszystko tętniło życiem. Miałam w głowie taką potrzebę, żeby kurde powiedzieć coś fajnego, żeby to nie było tylko takie banalne pojawienie się na kilkanaście sekund i wręczenie statuetki. Chciałam na prawdę coś świetnego powiedzieć. No i tak sobie pomyślałam, że prezydent Barack Obama był w naszym kraju i że fajnie by było, gdyby mógł zobaczyć Polaków z takiej strony - pełnych entuzjazmu, radości. Bylibyśmy tego dnia świetną wizytówką, a szkoda, bo akurat poprzedniego dnia on wyjechał. No i tak ułożyłam to sobie w głowie. Pamiętam, jeszcze moja agentka pytała się mnie, czy jestem gotowa, czy chcę coś przegadać. Odpowiedziałam: "Nie, mam super pomysł, już mi nic nie gadaj, ja już wychodzę". Byłam z siebie tak dumna, że właśnie powiem o tej wizytówce, że jesteśmy dzisiaj takim pięknym radosnym narodem i chciałabym, aby inne narody nas tak postrzegały. Pamiętam, Piotr Kupicha zabrał mi najpierw mikrofon, rozjuszył jeszcze bardziej publiczność, krzyczał "Jesteście tutaj?", a wszyscy oczywiście "Jeee!", więc mnie jeszcze bardziej poniosło. Przed wyjściem jeszcze były takie żarty "Obama, Osama, tralalala", więc mi wszystko kotłowało się w głowie, żeby tylko nie poprzekręcać. Ale zrobiła się jakaś taka luka i powiedziałam "Szkoda, że Osamy tutaj nie ma!" i po prostu czuję, że zamroził mi się cały świat, zatrzymał się czas, patrzę na zdziwione twarze tych ludzi i myślę "O nie, ja naprawdę to zrobiłam" i mimo, że za chwilę się poprawiłam, to cały entuzjazm prysł, to poczucie obciachu absolutne... Już nawet nie pamiętam, czy wręczyłam tę statuetkę, ale chyba wręczyłam, bo nie było z tym problemu. W każdym razie zeszłam, wyglądałam jak trup, moja agentka patrzyła się na mnie z pytaniem "To to miał być ten świetny żarcik?". Ja ponoć powiedziałam, bo tego też nie pamiętam: "Chyba mnie dzisiaj zwolnisz, prawda?" MR: Czy jak się taka rzecz wydarza w Twoim życiu to robi Ci się gorąco, bo ja mam tak, że natychmiast uderza we mnie fala gorąca? EH: Absolutnie, gorąco i taki paraliż występuje u mnie. I nie wiem, czy jest szansa, żeby cofnąć te pare sekund. Proszę, proszę! [śmiech]. MR: Rozpoczęłyśmy od spektakularnej wpadki, jaką był Osama zamiast Obamy. Edyta, no skoro tak zaczęłaś, z takiej wysokiej półki, to ja już nie będę wymagała jakichś mega kompromitujących historii, ale Twoją drugą pasją obok tańca jest aktorstwo. I wiem, że byłaś w Los Angeles, że inwestujesz w siebie, w swój talent. Byłaś na warsztatach teatralnych i tam też trochę się działo. EH: Tam się działo bardzo dużo, bardzo intensywne to były zajęcia i mogłabym o tym opowiadać godzinami, ale dzisiaj nie można się przechwalać, dzisiaj trzeba pokazywać dystans. Właśnie przy okazji tego wyjazdu, odbyły się tam też dwie sesje zdjęciowe. Trochę pracowałam, trochę pisałam felietonów o tym, jak odbieram to miejsce, bo wiadomo jest to miejsce kultowe, szczególnie w głowach osób, które jeszcze tam nie były. To jedno z najbardziej interesujących miejsc i takie, do którego tęskniliśmy wszyscy, jeszcze gdy byliśmy maluszkami. To Hollywood, to spełnienie marzeń i tak dalej. Jako ciekawostkę powiem, że z własnego doświadczenia stwierdzam, że jest to trochę napompowany balon. A abstrahując od tego, bo miałam mówić o wpadkach, anegdotkach. Kiedy robiłam sesje zdjęciową bardzo mi zależało na tym, aby przywieźć swoją ekipę z Polski, swój makijaż, stylistów. Nie udało mi się przeforsować tego pomysłu do końca, z tego powodu, że tam na miejscu pracuje mnóstwo fantastycznych osób, ekip, dlatego musiałam zaufać komuś nowemu, obcemu. Pamiętam, że była bardzo doświadczona pani... MR: Stylistka włosów. EH: Tak, stylistka włosów, dziękuje Ci bardzo. MR: No bo niektóre fryzjerki się obrażają, gdy się tak na nie mówi. Wiesz, to świat wielkich barw. No i co ta pani? EH: No i ja byłam pełna nadziei, ekipa z Los Angeles. No dobrze, no to zaufam. Tylko zabezpieczając się, bo z doświadczenia wiem, że warto, przyniosłam kilka swoich zdjęc z fryzurami, które lubię, bo zależało mi na tym, aby te zdjęcia były jak najbardziej naturalne, trochę nonszalanckie, z takim luzem, bez napinki, bez napompowania. Więc przyniosłam te zdjęcia i powiedziałam, że zależy mi na tym, aby te zdjęcia były mniej więcej w takim klimacie. No i gdy robiono mi makijaż miałam zamknięte oczy, ona czesała mi fryzurę, gdy spojrzałam w lustro wyglądałam jak pańcia z dynastii. Powiedziałam, że nie, nie nie, że to nie mają być te loki, że ja nie chcę mieć głowy większej niż reszta ciała. No dobrze, to robimy drugie podejście, niestety nie zmieniło się zbyt wiele, pani miała absolutnie takie poczucie estetyki, więc ja jej znów pokazałam te zdjęcia, mówiąc, że może zrobimy taką jednak fryzurę, dokładnie taką, uczesze mi pani identyczną. W końcu uczesała mnie po raz trzeci, ja zirytowałam się dosyć mocno, bo na prawdę szkoda mi było czasu na czesanie przez trzy godziny. Więc mówię "proszę pani, pokazuje pani konkretne zdjęcie, proszę mnie uczesać po prostu tak". Pani się oburzyła, mówi "ale ta modelka ma zupełnie inne włosy, ja nic pani na to nie poradzę", ja mówię, że to jestem ja. "To jest pani?" - zdziwiła się pani okrutnie [śmiech]. Okazało się, że muszę uczesać się sama, bo inaczej nie dojdziemy do porozumienia. MR: Taniec to jest twoja pierwsza miłość? Można tak powiedzieć? EH: Pierwsza i absolutnie największa. MR: I dalej tańczysz. Komercyjne rzeczy odstawiłaś już i gdzie Cię można zobaczyć teraz w tańcu? EH: Aktualnie tańczę na deskach Teatru Narodowego, w operze "Turandot", "Traviata", więc w dwóch projektach. Szykuje się trzeci, być może czwarty. Ja nie chciałabym tańca dzielić na komercyjny i niekomercyjny. Tak naprawdę po piętnastu latach takiej ostrej orki, gdzie ścigałam się cały czas o kolejne medale i o jakieś nowe osiągnięcia i tytuły, zupełnie inaczej postrzegam taniec z mojej perspektywy. I dzisiaj, z pełną odpowiedzialnością mówię, że mój taki prawdziwy taniec zaczął się, kiedy skończyłam tańczyć turniejowo. Że taką największą radość i głębię z tańca mam dopiero teraz, kiedy jestem daleko od zawodów, ścigania się z innymi i tam z samego środeczka wypływa wolność, która mi daje największe szczęście kiedy tańczę. MR: To ja to skwituję jednym zdaniem. Pani jest teraz dojrzałą artystką. EH: Bardzo dziękuję za ten piękny komplement. MR: Edyta Herbuś. Młoda, zdolna, nie mówi się już o tobie "obiecująca", bo masz za sobą dwadzieścia jeden lat kariery tanecznej i zastanawiam się, jak to możliwe, skoro jesteś prawie dziecięciem. EH: Ja bym chciała być ciągle obiecująca, powiedz, że jeszcze troszkę. No, powiedz. [śmiech] MR: Czy kolejna anegdota będzie związana z tańcem czy z aktorstwem jednak? EH: Chyba bardziej ze światem, w którym funkcjonuje, czyli z absurdami show biznesu, bo nie mogę sobie odpuścić, by nareszcie to skomentować. Bo naprawdę ta sytuacja już mnie trochę przerosła. Pamiętam, właśnie po jednej z takich sesji, o której przed chwilą rozmawiałyśmy... Był to bardzo wyczerpujący dzień, ale satysfakcjonujący, bo zrobiliśmy naprawdę świetny materiał, robiliśmy zdjęcia na pustyni, na opuszczonych stepach. To była sesja modowa, więc przepiękne suknie. W ogóle byłam całkiem inaczej wystylizowana, więc na prawdę czułam się jak w roli takiej, powiedzmy w cudzysłowie, gwiazdy Hollywood, bo w takim tonie miało to być zrobione. I bardzo podobały mi się zdjęcia, właściwie cała ekipa była bardzo zadowolona z naszej wspólnej pracy. I właśnie taka pełna entuzjazmu wróciłam do domu, no i postanowiłam, jak to zawsze robiłam do tej pory, podzielić się swoją radością na takim dość popularnym portalu społecznościowym facebook. Napisałam w swoim stylu, z kieleckim temperamentem, że świetnie się czuję po dzisiejszej odbytej sesji, że czułam się niczym Sophia Loren, niczym ryba we wodzie. Puściłam sobie taki żarcik, oczywiście wszyscy moi znajomi uśmiali się z tego i dość duża dyskusja się wywiązała, po czym udałam się na zasłużony odpoczynek. No i bardzo wcześnie rano dostałam telefon od mojej agentki, co ja wypisuję na tym facebooku. Podobno został podkradziony mój tekst i został wydrukowany na okładce jednego z bardziej poczytnych dzienników lubiących aferki, że pomieszało mi się w głowie... MR: Przepraszam, to nie są dzienniki, tylko to są po prostu brukowce. Że pomieszało ci się w głowie? EH: Oprócz tego, że pomieszało mi się w głowie, bo wydaje mi się, że już jestem Sophią Loren, to jeszcze muszę kupić sobie słownik, bo nie wiem, że się pisze "ryba w wodzie", a nie "we wodzie". MR: Ale wszak był to żart, zamierzony! Tudzież przecież! EH: No więc tak też mi się wydawało, że nie sposób się nie zorientować. Uznałam, że nie, nie, nie. Jestem z daleka od tego, jestem w Los Angeles, tam sobie chodzę na piękne warsztaty, jestem wolna od tego wszystkiego i nie będę się tym przejmować. Napisałam więc następny żarcik: "Słuchajcie, wyobraźcie sobie, że wchodzę dzisiaj do bardzo modnej kawiarni, patrzę, kto siedzi? Sophia Loren! I co robi? Podbiega do mnie i ściska mnie, że jestem jej siostrą bliźniaczką!". Myślę, zdejmę ciśnienie z tego tematu, wiadomo, że to żarcik. Nie! Kontynuacja okładki, następny odcinek, ja to się teraz modnie mówi? Szkoda sensu kontynuować ten wątek. MR: I tak oto, z niczego, z niewinnego żartu można zrobić wielką aferę. No niestety. EH: Niepotrzebnie. Ale ile się gazet sprzedało! [śmiech] MR: Wiesz Edyta, muszę Ci powiedzieć, że się czuję w Twoim towarzystwie jak ryba we wodzie. EH: No proszę ja Ciebie! Kup sobie słownik zamiast pudru! MR: Potrafisz nad takimi wpadkami przejść do porządku dziennego? EH: Każdego dnia uczę się coraz większego dystansu, ale chyba wolałabym nie dystansować się aż tak całkowicie, bo wtedy stanę się jakimś robocikiem, a chyba nasza największa siła leży w naszej wrażliwości i prawdziwości, prawda? Za to nas ludzie lubią, popierają... MR: I za co my siebie lubimy. EH: Ale jest trochę zapotrzebowanie na opluwanie nas, osób, które z jakiegoś powodu ludziom wydają się niedostępne albo wręcz trzeba im dokopać, bo im za dobrze w życiu. Przede wszystkim uważam, że każdy ma w życiu to, na co się godzi i po co ma odwagę sięgać. I to nie jest tak, że jak ktoś obok ma dużo, to jak mu się dołoży to ja będę miał lepiej. Szczęścia nie zabraknie na świecie. Każdy ma nieograniczone możliwości, trzeba po prostu zająć się sobą, sprecyzować sobie, czym jest szczęście w naszym życiu i mieć odwagę zawalczyć o to. MR: Amen! EH: Alleluja! MR: Alleluja, powiedziałaś! Bardzo dobrze! Edyta, rozmawiałyśmy o tym, czy można się do tych historii zakulisowych, do tych wpadek zdystansować. Ale myślę sobie również kochana, że nie można dać się zwariować i uzależnić od tego, co kto o nas powie i co o nas pomyśli. EH: Święta prawda. To jest tak, że nigdy nie dogodzisz każdemu, a jak zaczynasz się dostosowywać do innych to tracisz własną osobowość. A jak to Oscar Wilde pięknie powiedział "Najlepsze co możesz zrobić to bądź sobą, bo wszyscy inni już są zajęci". MR: O jak ładnie! EH: I ja absolutnie trzymam się tej zasady, ale myślę, że każdy z nas zna osoby, które się uzależniły od ciągłego poklasku, od ciągłego zainteresowania... MR: Od takiej potrzeby adoracji, akceptacji, prawda? EH: Tak, i w momencie, kiedy brakuje im tego przez chwilę, ich świat się kończy, a mój świat się nie może skończyć, bo jeszcze sporo jest do zrobienia [śmiech]. MR: To już zamierzchłe czasy, jeżeli chodzi o karierę taneczną Edyty Herbuś. Mam na myśli "Taniec z gwiazdami". Ale program nadal trwa i myślę, że wszyscy jednak bardzo mocno zapamiętali twoją osobę, prawda? EH: Tak, to mnie zaskakuje każdego dnia, bo w świadomości większości ludzi, panów taksówkarzy, ich rodzin i żon, które często dyskutują na temat tego, co czytają w gazetach, nadal funkcjonuje jako ta Edyta z "Tańca z Gwiazdami". Ja mam bardzo miłe wspomnienia, bo dwa razy brałam udział w tym programie i zawsze, i przy drugiej edycji i przy czwartej, miałam świetnych partnerów, którzy różnili się od siebie bardzo. I chciałabym teraz powspominać... MR: O którym chcesz powiedzieć? EH: Kubę Wesołowskiego. To była pierwsza edycja, w której brałam udział i tak naprawdę oboje tak samo mocno denerwowaliśmy się i przeżywaliśmy każdy występ. MR: Ale powiedz, dało się go nauczyć tańca? EH: Bardzo dużo się Kuba nauczył, ale.... MR: Ale co? EH: Myślę, że nie będzie miał mi tego za złe, bo on sam głośno podkreśla, że do dzisiaj muzyki nie słyszy, więc to naprawdę było duże wyzwanie. MR: Proszę Cię, nie! EH: Myśmy walczyli po prostu ze sobą. MR: Jak on naliczał sobie kroki? Jak on w ogóle rytm miał czuć? EH: Właśnie w pewnym momencie nazwał mnie już bardzo oficjalnie, że jestem zabójcą o twarzy dziecka i że jestem po prostu killerem... MR: Nie! EH: Ale efekt był chyba fajny, dlatego że jednak widzowie tak mocno nas polubili, że byliśmy do samego końca programu, odpadliśmy przed samym finałem. Sędziowie już trochę mniej mieli cierpliwości, jeżeli chodzi o techniczną stronę, ale jednak ludzie ostro walczyli o to, żebyśmy mogli być w kolejnym odcinku. W każdym razie ja w pewnym momencie uznałam, że być może przyszła już pora na to, aby pozwolić Kubie trochę poprowadzić. Bo on jest jednak mężczyzną, jest partnerem, takie są zasady w tańcu. Mimo tego, że nie czuł się w tym zbyt pewnie, bo z tym rytmem ciągle były jakieś problemy... MR: No jak ktoś nie słyszy, to po prostu nie słyszy, prawda? No umówmy się. EH: Ale był taki taniec, w którym on czuł się całkiem nieźle, bo zaczynaliśmy od cha-chy i kiedy wszystkie tańce przetańczyliśmy znów wróciliśmy do cha-chy tylko w innym wykonaniu. Pamiętam, to była muzyka "Never ending story..." [śpiewają]. Właśnie, to było to. I on taką radość czuł jak to tańczył i w ogóle jakoś tak mu się to bardzo pozytywnie kojarzyło, że ja uznałam, że jest to moment, w którym mogę mu już troszeczkę popuścić. Więc cały tydzień przygotowań spędziłam na tym, żeby wytłumaczyć mu jak ważne jest to, żeby to on prowadził i że ja w tym momencie już nie siłuję się z nim, zatańczę wszystko, do czego on mnie poprowadzi. No więc on w ogóle już urósł bardzo mocno, poczuł się bardzo pewnie. Program na żywo, wychodzimy na parkiet, zatańczyliśmy wstęp, stajemy na przeciwko siebie i zaczynamy tak jak zawsze. Pod każde uderzenie mięliśmy dokładnie konkretną figurę, więc musiało się wszystko zgadzać. On to przetańczył milion razy. MR: Ja się już boję, ja się boje, nie! EH: Stoimy na przeciwko siebie, zaczynamy tańczyć, a on nagle na środku parkietu, coś mu się nie zgadzało w głowie z jakiegoś powodu. Mówi: nie! Stanął, zatrzymał mnie, ścisnął mnie za rękę, że mam nie tańczyć, policzył głośno: raz, dwa, trzy, cha! I zaczął tańczyć bez rytmu. No więc ja nie wiem, co mam robić, muzyka leci, nasza choreografia powinna była się zacząć, on mnie przytrzymał i już grzejemy bez rytmu. Zatańczyliśmy tę cha-chę, w między czasie była taka figura, kiedy kręciliśmy się, ja byłam na jego rękach, więc wtedy podrasowałam, żeby to jednak było z rytmem, ale kawałek zatańczyliśmy absolutnie bez. Ale on był tak z siebie zadowolony i później bardzo długo dyskutował ze mną, że to on miał rację. [śmiech] MR: Tylko ona, tylko mój fantastyczny gość potrafi dojść do końca programu z facetem, który nie czuje muzyki, nie czuje rytmu! Z Kubą Wesołowskim. Jesteś po prostu genialna! EH: Absolutnie nie chcę brać na siebie tego całego splendoru, ja myślę, że to jego wdzięk, jego urok osobisty. MR: To jest fajny gościu, naprawdę Kubusiu, bardzo Cię mocno pozdrawiamy i ściskamy. EH: Myśmy się poza tym w "Na wspólnej" ciągle całowali, tak nam role pisali [śmiech]. Naprawdę, zbrataliśmy się mocno! MR: No dobrze, ale coś jeszcze za kulisami "Tańca z gwiazdami"? Pyszniutkiego, smacznego? EH: Dużo rzeczy się działo takich pyszniutkich, ale teraz, żeby było sprawiedliwie. Już powiedziałam trochę o Kubie, a moim drugim partnerem, w czwartej edycji, był Marcin Mroczek. To było dla mnie duże wyzwanie, ponieważ on jest bardzo zdolny, bardzo pracowity i bardzo ambitny. To była dla mnie na pewno trudniejsza edycja, bo poprzednio wygrał jego brat, więc trochę się nie zgadzało, żeby dwa razy z rzędu Mroczek wygrał ten sam program. Ale walczyliśmy też do samego końca. Notabene, odpadliśmy dokładnie w tym samym momencie, w którym z Kubą odpadłam w poprzedniej edycji, więc również półfinał. My w ogóle bardzo kreatywni byliśmy w tym programie i oboje lubiliśmy mieć kontrolę nad tym, co się dzieje. Pamiętam, jak była samba, wymyśliliśmy sobie super stroje. Niestety nie został ten pomysł przeforsowany u pani stylistki, uparła się pani Dorota, abyśmy zatańczyli w czarnych strojach. My bardzo nie chcieliśmy, bo nam się samba bardzo kolorowo kojarzyła i tak dalej, no więc nie czuliśmy się zbyt komfortowo, no ale później zostało okrojone to kolorowymi kamieniami, więc trochę koloru się uratowało. W każdym razie dużo stresu nas to kosztowało. MR: Ta samba akurat? EH: Ta samba, która jest mięciutka, która kojarzy się z Brazylią, mnóstwem świateł, kolorów, kwiatów. My byliśmy po prostu w ciemnych strojach... MR: Tu muszę powiedzieć słuchaczom, Edyta prawie tańczy siedząc na krześle, macha rękami i już oczywiście wije się i tak dalej. EH: Przepraszam. Zboczenie zawodowe. W każdym razie trudność polegała jeszcze na tym, że wyszliśmy w programie na żywo, zaczęliśmy tańczyć, a ja czuję, jak odpina mi się but. A to nie da rady się zatrzymać, powiedzieć: "Przepraszam, ja muszę zapiąć trzewiczek". Zaczęłam tańczyć i czuję, że coś mi wali po łydach, patrzę - ten pasek mi się rozpiął i po prostu przy stopie mam jeszcze dodatkowy ogon, który bardzo utrudniał. Już prawie się potknęłam o niego... MR: Co zrobiłaś? EH: Niestety nie miałam wyjścia, skopałam but, tańczyłam na palcu, z gołą stopą sambę przetańczyłam. Tylko zaskakujące było to, że nikt się nie zorientował. Podeszłam do jurorów i zaczęłam żartować na ten temat, a Czarna Mamba mówi: "O rany, myśmy w ogóle nie zauważyli!" MR: A może zdarzyło Ci się w jakichś scenach aktorskich coś zgubić? EH: Na pewno kilka słów, bo ja zawsze tworzę tekst po swojemu, ale pamiętam taki moment, kiedy przyszedł nowy aktor na plan w serialu, w którym ja grałam już dłużej. Straszne na mnie zrobił wrażenie, on był w ogóle ode mnie młodszy, miał jakąś taką porażającą energię. Moja empatia spowodowała, że strasznie mocno mnie rozwibrował. Graliśmy scenę, mieliśmy iść po parku, ja miałam być taka lekka i zadowolona. Reżyser przed nagraniem mówi: "Ty masz w sobie taką fajną dziewczęcą energię, taką dynamikę, a więc wykorzystaj ten taniec, zaskocz nas tu czymś". Ja mówię: "Bardzo chętnie". W pewnym momencie po prostu idę, idę i nagle bach! Leżę jak długa. Nie pamiętam, nie zarejestrowałam momentu, kiedy się to stało, że ja po prostu padłam na plecy. Obcasem wpadłam w końcówkę jeansa i się podwaliłam jedną nogą o drugą i po prostu padłam jak długa. Pamiętam zdziwienie pana reżysera, który mówi: "Spodziewałem się spektakularnego wystąpienia, ale nie aż tak bardzo, że znikłaś mi w ogóle z kadru", bo ja po prostu upadłam. MR: Edyto kochana. Na koniec naszego programu, nie sposób nie wspomnieć o Eurowizji. EH: Dziękuję, że o tym mówisz, bo to były najpiękniejsze chwile w moim życiu. Pamiętam, jak bardzo było wtedy na tapecie w moim życiu afirmowanie różnych rzeczy, więc jadąc tam, ponieważ włożyłam bardzo dużo pracy razem z Marcinem, absolutnie postanowiłam wygrać ten konkurs. A Marcin jest taką osobą, że się denerwował na mnie, bo mówił: "Nie, ja wolę być pozytywnie zaskoczony niż później rozczarowany, że nie wygraliśmy. Nie mów tak, proszę cię, nie mów tak". Ja mówię: "Kiciusiu, wspomnisz moje słowa, my to rozwalimy". MR: Ja wolę ten Twój sposób. EH: Absolutnie tak. Moja przyjaciółka Ela pojechała ze mną robić mi makijaż. Pamiętam moment, który ona bardzo często przytacza, że siedziałyśmy ze wszystkimi parami, ja mówię "Wiesz co Elka, ja przyjechałam tutaj to rozwalić". Ona na to "Nie mów tak, jesteś wariatką", a potem powiedziała mi "Jak powiedziałaś, tak zrobiłaś". To było strasznie fajne i takie pozytywne. W każdym razie, mimo tej wielkiej pewności, nerwy były ogromne. Bardzo utkwiła mi w pamięci rosyjska para. Bo to przyjechała para pewniaków. Tancerz był fantastyczny, super przystojny, mega wysoki poziom taneczny. Ona była łyżwiarką zawodową, więc po prostu gibka, wiotka, no przepiękna dziewczyna. Super mieli muzykę, wszystko się zgadzało i absolutnie również to, że ona była przekonana, że ona przyjechała wygrać ten program. Trochę mina jej zrzedła po naszej próbie generalnej. Z jakiegoś powodu bardzo zbiegli się ludzie, wszyscy chcieli nas zobaczyć. Poszła fama, że jesteśmy chyba fajnie przygotowani. I po moim tańcu wielkie poruszenie usłyszałam, zobaczyłam po prawej części publiczności. I przyglądam się, co robi pani Rosjanka? A ona, zapamiętawszy sobie figury z moich choreografii, zaczęła mnie przedrzeźniać. Więc zrobiła takie show, tralalala, moje figury, że się obśmiała ze mnie strasznie, jaka to ja jestem śmieszna. Więc pierwszy odruch miałam taki, że zakasałam rękawy - lecę, chcę się lać [śmiech]. Wytargałabym cię blondyno za te blond loki, ale chyba nie ma takiej potrzeby, bo pomyślałam sobie, że skoro ona naprawdę zadała sobie trud, żeby mnie przedrzeźniać, robić show przed całą ekipą, to znaczy, że czuje się zagrożona. Odetchnęłam trzy razy bardzo głęboko, bardzo spokojnie, z podniesioną głową przeszłam sobie do swojej garderoby i pomyślałam "Ja Ci jeszcze pokażę!" MR: I pokazałaś! EH: I pokazaliśmy. Nie chcę tego absolutnie brać na siebie. Jeszcze pamiętam ten moment, kiedy wchodziliśmy na parkiet, trzymam Marcina mocno za rękę, on strasznym jest nerwusem, więc mokre dłonie. Mówię: "damy radę". Zaczynaliśmy wtedy choreografię tak, że on klęczy, ma mnie na rękach i przytulamy głowy do siebie i ja zawsze tak uspokajając go mówiłam mu do ucha, że wszystko jest super, pamiętaj o rytmie, głowa, sylwetka, nie denerwuj się i tak dalej. Przytuliłam mu głowę no i szepczę do ucha to, co miałam mu powiedzieć, patrzę, a on jest zielony ze strachu. Ja mówię: "O cholera, to się może jednak nie udać". Później już tylko nie mogłam uwierzyć, kiedy przychodziły kolejne punkty. "12 punktów from Poland", "10 from Poland". Byłam w takiej euforii! MR: Tak jest. A pani z Rosji się troszeczkę zdziwiła. Jako że Polska nie do końca doceniła wasze zwycięstwo, chciałam powiedzieć, że jesteśmy z Ciebie dumni. EH: To z największą dedykacją dla wszystkich Polaków. MR: W miłym towarzystwie czas szybko płynie. Prawie dwie godziny spędzone z tancerką Edytą Herbuś. Edyto, wiem, że masz taką zasadę, że dopóki się nie zacznie dziać, nie lubisz opowiadać o tym, co się ma dziać w Twoim życiu zawodowym. EH: Tak, to prawda. Ostatnio już byłam mocno sprowokowana wielkimi publikacjami na temat tego, że skończyła się moja kariera i generalnie nikt mnie nie chce zatrudnić. Otóż wszystkim tym wrażliwym, którzy tak bardzo martwią się o moje życie zawodowe, bardzo serdecznie chcę podkreślić, iż ze mną jest wszystko w porządku. Pracuję, rozwijam się, uczę, kilka fajnych nowych projektów przede mną i... MR: Aktorskich powiem, chodzą słuchy, że aktorskich. Powygrywało się castingi, ale nie chce się mówić na razie. EH: Jestem w trakcie przygotowań do kilku fajnych rzeczy, chętnie o tym opowiem, kiedy już będzie o czym. Na razie trzymajcie kciuki! MR: Okej. Dziękuję bardzo. Marzena Rogalska.

Marzena Rogalska : Witam serdecznie w sobotnie przedpołudnie. Co mi powiesz, jak Cię złapię, Edyto Herbuś?

Edyta Herbuś : Dzień dobry. Powiem Ci: "Witaj moja droga i witam wszystkich słuchaczy".

Marzena Rogalska : Edyto, jesteś bardzo zajętą osobą, prawda?

Edyta Herbuś : Tak. Ostatnio pracuję nad tym, aby była równowaga w moim życiu, dlatego na odpoczynek staram się też znaleźć czas.

Marzena Rogalska : : To spotkanie potraktujemy jako odpoczynek, chociaż porozmawiamy o pracy.

Edyta Herbuś :: Absolutnie odpoczywam w miłym towarzystwie, a właśnie za taką rozmówczynię Cię uważam. Babska rozmowa przy porannej kawie to jest to, co lubię.

Marzena Rogalska : : A my też lubimy takie sytuacje, w których człowiek, gwiazda, znana osoba się delikatnie kompromituje. Wiesz, o czym mówię, ja też mam ich sporo na swoim koncie. Zakulisowe wpadki, takie i inne smaczki. Od czego zaczynamy?

Edyta Herbuś :: Fajnie jest na bieżąco coś gorącego skomentować, ewentualnie później pogrzebiemy trochę w przeszłości.

Spektakularna wpadka

Marzena Rogalska : : Okej. No to dobrze, od czego zaczynamy?

Edyta Herbuś : Pewnie jest tak, że najwięcej stresu kosztują te wystąpienia na żywo, przynajmniej w moim przypadku tak jest, ale myślę, że nie tylko. Wtedy się najadłam najwięcej wstydu, nie mogłam w to uwierzyć. Była to gala, podczas której wręczałam nagrodę. Pamiętam, że wychodziłam z Piotrem Kupichą, mięliśmy razem wręczać statuetkę najlepszej aktorce. Byłam tak strasznie podekscytowana, bo miałam przepiękną suknię przygotowaną na ten moment, publiczność rozgrzewała atmosferę - wchodziło się i wszystko tętniło życiem. Miałam w głowie taką potrzebę, żeby powiedzieć coś fajnego, żeby to nie było tylko takie banalne pojawienie się na kilkanaście sekund i wręczenie statuetki. Chciałam na prawdę powiedzieć coś świetnego. No i tak sobie pomyślałam, że prezydent Barack Obama był w naszym kraju i że fajnie by było, gdyby mógł zobaczyć Polaków z takiej strony - pełnych entuzjazmu, radości. Bylibyśmy tego dnia świetną wizytówką, a szkoda, bo akurat poprzedniego dnia on wyjechał. No i tak ułożyłam to sobie w głowie. Pamiętam, jeszcze moja agentka pytała się mnie, czy jestem gotowa, czy chcę coś przegadać. Odpowiedziałam: "Nie, mam super pomysł, już mi nic nie gadaj, ja już wychodzę". Byłam z siebie tak dumna, że właśnie powiem o tej wizytówce, że jesteśmy dzisiaj takim pięknym radosnym narodem i chciałabym, aby inne narody nas tak postrzegały. Pamiętam, Piotr Kupicha zabrał mi najpierw mikrofon, rozjuszył jeszcze bardziej publiczność, krzyczał "Jesteście tutaj?", a wszyscy oczywiście "Jeee!", więc mnie jeszcze bardziej poniosło. Przed wyjściem jeszcze były jakieś żarty, więc mi się wszystko kotłowało w głowie, żeby tylko nie poprzekręcać. Ale zrobiła się jakaś taka luka i powiedziałam "Szkoda, że Osamy tutaj nie ma!". Poczułam, że zamroził mi się cały świat, zatrzymał się czas, patrzę na zdziwione twarze tych ludzi i myślę "O nie, ja naprawdę to zrobiłam" i mimo, że za chwilę się poprawiłam, to cały entuzjazm prysł... Już nawet nie pamiętam, czy wręczyłam tę statuetkę, ale chyba wręczyłam, bo nie było z tym problemu. W każdym razie zeszłam, wyglądałam jak trup, moja agentka patrzyła się na mnie z pytaniem "To to miał być ten świetny żarcik?". Ja ponoć powiedziałam, bo tego też nie pamiętam: "Chyba mnie dzisiaj zwolnisz, prawda?"

Marzena Rogalska : Czy jak się taka rzecz wydarza w Twoim życiu to robi Ci się gorąco, bo ja mam tak, że natychmiast uderza we mnie fala gorąca?

Edyta Herbuś :: Absolutnie, gorąco i taki paraliż występuje u mnie. I nie wiem, czy jest szansa, żeby cofnąć te pare sekund. Proszę, proszę! [śmiech].

Marzena Rogalska : Rozpoczęłyśmy od spektakularnej wpadki, jaką był Osama zamiast Obamy. Edyta, no skoro tak zaczęłaś, z takiej wysokiej półki, to ja już nie będę wymagała jakichś mega kompromitujących historii, ale Twoją drugą pasją obok tańca jest aktorstwo. I wiem, że byłaś w Los Angeles, że inwestujesz w siebie, w swój talent. Byłaś na warsztatach teatralnych i tam też trochę się działo.

Edyta Herbuś :: Tam się działo bardzo dużo, bardzo intensywne to były zajęcia i mogłabym o tym opowiadać godzinami, ale dzisiaj nie można się przechwalać, dzisiaj trzeba pokazywać dystans. Właśnie przy okazji tego wyjazdu, odbyły się tam też dwie sesje zdjęciowe. Trochę pracowałam, trochę pisałam felietonów o tym, jak odbieram to miejsce, bo wiadomo jest to miejsce kultowe, szczególnie w głowach osób, które jeszcze tam nie były. To jedno z najbardziej interesujących miejsc i takie, do którego tęskniliśmy wszyscy, jeszcze gdy byliśmy maluszkami. To Hollywood, to spełnienie marzeń i tak dalej. Jako ciekawostkę powiem, że z własnego doświadczenia stwierdzam, że jest to trochę napompowany balon. A abstrahując od tego, bo miałam mówić o wpadkach, anegdotkach. Kiedy robiłam sesje zdjęciową bardzo mi zależało na tym, aby przywieźć swoją ekipę z Polski, swój makijaż, stylistów. Nie udało mi się przeforsować tego pomysłu do końca, z tego powodu, że tam na miejscu pracuje mnóstwo fantastycznych osób, ekip, dlatego musiałam zaufać komuś nowemu, obcemu. Pamiętam, że była bardzo doświadczona pani...

Marzena Rogalska : Stylistka włosów.

Edyta Herbuś :: Tak, stylistka włosów, dziękuje Ci bardzo.

Marzena Rogalska : : No bo niektóre fryzjerki się obrażają, gdy się tak na nie mówi. Wiesz, to świat wielkich barw. No i co ta pani?

Edyta Herbuś :: No i ja byłam pełna nadziei, ekipa z Los Angeles. No dobrze, no to zaufam. Tylko zabezpieczając się, bo z doświadczenia wiem, że warto, przyniosłam kilka swoich zdjęc z fryzurami, które lubię, bo zależało mi na tym, aby te zdjęcia były jak najbardziej naturalne, trochę nonszalanckie, z takim luzem, bez napinki, bez napompowania. Więc przyniosłam te zdjęcia i powiedziałam, że zależy mi na tym, aby te zdjęcia były mniej więcej w takim klimacie. No i gdy robiono mi makijaż miałam zamknięte oczy, ona czesała mi fryzurę, gdy spojrzałam w lustro wyglądałam jak pańcia z dynastii. Powiedziałam, że nie, nie nie, że to nie mają być te loki, że ja nie chcę mieć głowy większej niż reszta ciała. No dobrze, to robimy drugie podejście. Niestety nie zmieniło się zbyt wiele, pani miała absolutnie takie poczucie estetyki, więc ja jej znów pokazałam zdjęcia, mówiąc, że może zrobimy taką jednak fryzurę, dokładnie taką, uczesze mi pani identyczną. W końcu uczesała mnie po raz trzeci, ja zirytowałam się dosyć mocno, bo na prawdę szkoda mi było czasu na czesanie przez trzy godziny. Więc mówię "proszę pani, pokazuje pani konkretne zdjęcie, proszę mnie uczesać po prostu tak". Pani się oburzyła, mówi "ale ta modelka ma zupełnie inne włosy, ja nic pani na to nie poradzę", ja mówię, że to jestem ja. "To jest pani?" - zdziwiła się pani okrutnie [śmiech]. Okazało się, że muszę uczesać się sama, bo inaczej nie dojdziemy do porozumienia.

Marzena Rogalska : : Taniec to jest twoja pierwsza miłość? Można tak powiedzieć?

Edyta Herbuś : Pierwsza i absolutnie największa.

Marzena Rogalska : : I dalej tańczysz. Komercyjne rzeczy odstawiłaś już i gdzie Cię można zobaczyć teraz w tańcu?

Edyta Herbuś :: Aktualnie tańczę na deskach Teatru Narodowego, w operze "Turandot", "Traviata", więc w dwóch projektach. Szykuje się trzeci, być może czwarty. Ja nie chciałabym tańca dzielić na komercyjny i niekomercyjny. Tak naprawdę po piętnastu latach takiej ostrej orki, gdzie ścigałam się cały czas o kolejne medale i o jakieś nowe osiągnięcia i tytuły, zupełnie inaczej postrzegam taniec z mojej perspektywy.

I dzisiaj, z pełną odpowiedzialnością mówię, że mój taki prawdziwy taniec zaczął się, kiedy skończyłam tańczyć turniejowo. Że taką największą radość i głębię z tańca mam dopiero teraz, kiedy jestem daleko od zawodów, ścigania się z innymi i tam z samego środeczka wypływa wolność, która mi daje największe szczęście kiedy tańczę.

Marzena Rogalska : : To ja to skwituję jednym zdaniem. Pani jest teraz dojrzałą artystką.

Edyta Herbuś : Bardzo dziękuję za ten piękny komplement.

Marzena Rogalska : : Edyta Herbuś. Młoda, zdolna, nie mówi się już o tobie "obiecująca", bo masz za sobą dwadzieścia jeden lat kariery tanecznej i zastanawiam się, jak to możliwe, skoro jesteś prawie dziecięciem.

Edyta Herbuś : Ja bym chciała być ciągle obiecująca, powiedz, że jeszcze troszkę. No, powiedz. [śmiech]

Świat show-biznesu

Marzena Rogalska : : Czy kolejna anegdota będzie związana z tańcem czy z aktorstwem jednak?

Edyta Herbuś :: Chyba bardziej ze światem, w którym funkcjonuje, czyli z absurdami show biznesu, bo nie mogę sobie odpuścić, by nareszcie to skomentować. Bo naprawdę ta sytuacja już mnie trochę przerosła. Pamiętam, właśnie po jednej z takich sesji, o której przed chwilą rozmawiałyśmy... Był to bardzo wyczerpujący dzień, ale satysfakcjonujący, bo zrobiliśmy naprawdę świetny materiał, robiliśmy zdjęcia na pustyni, na opuszczonych stepach. To była sesja modowa, więc przepiękne suknie. W ogóle byłam całkiem inaczej wystylizowana, więc na prawdę czułam się jak w roli takiej, powiedzmy w cudzysłowie, gwiazdy Hollywood, bo w takim tonie miało to być zrobione. I bardzo podobały mi się zdjęcia, właściwie cała ekipa była bardzo zadowolona z naszej wspólnej pracy. I właśnie taka pełna entuzjazmu wróciłam do domu, no i postanowiłam, jak to zawsze robiłam do tej pory, podzielić się swoją radością na takim dość popularnym portalu społecznościowym facebook. Napisałam w swoim stylu, z kieleckim temperamentem, że świetnie się czuję po dzisiejszej odbytej sesji, że czułam się niczym Sophia Loren, niczym ryba we wodzie. Puściłam sobie taki żarcik, oczywiście wszyscy moi znajomi uśmiali się z tego i dość duża dyskusja się wywiązała, po czym udałam się na zasłużony odpoczynek. No i bardzo wcześnie rano dostałam telefon od mojej agentki, co ja wypisuję na tym facebooku. Podobno został podkradziony mój tekst i został wydrukowany na okładce jednego z bardziej poczytnych dzienników lubiących aferki, że pomieszało mi się w głowie...

Marzena Rogalska : Przepraszam, to nie są dzienniki, tylko to są po prostu brukowce. Że pomieszało ci się w głowie?

Edyta Herbuś :: Oprócz tego, że pomieszało mi się w głowie, bo wydaje mi się, że już jestem Sophią Loren, to jeszcze muszę kupić sobie słownik, bo nie wiem, że się pisze "ryba w wodzie", a nie "we wodzie".

Marzena Rogalska : Ale wszak był to żart, zamierzony! Tudzież przecież!

Edyta Herbuś :: No więc tak też mi się wydawało, że nie sposób się nie zorientować. Uznałam, że nie, nie, nie. Jestem z daleka od tego, jestem w Los Angeles, tam sobie chodzę na piękne warsztaty, jestem wolna od tego wszystkiego i nie będę się tym przejmować. Napisałam więc następny żarcik:

"Słuchajcie, wyobraźcie sobie, że wchodzę dzisiaj do bardzo modnej kawiarni, patrzę, kto siedzi? Sophia Loren! I co robi? Podbiega do mnie i ściska mnie, że jestem jej siostrą bliźniaczką!".

Myślę, zdejmę ciśnienie z tego tematu, wiadomo, że to żarcik. Nie! Kontynuacja okładki, następny odcinek, ja to się teraz modnie mówi? Szkoda sensu kontynuować ten wątek

. Marzena Rogalska : : I tak oto, z niczego, z niewinnego żartu można zrobić wielką aferę. No niestety.

Edyta Herbuś : Niepotrzebnie. Ale ile się gazet sprzedało! [śmiech]

Marzena Rogalska : : Wiesz Edyta, muszę Ci powiedzieć, że się czuję w Twoim towarzystwie jak ryba we wodzie.

Edyta Herbuś : No proszę ja Ciebie! Kup sobie słownik zamiast pudru!

Marzena Rogalska : : Potrafisz nad takimi wpadkami przejść do porządku dziennego?

Edyta Herbuś : Każdego dnia uczę się coraz większego dystansu, ale chyba wolałabym nie dystansować się aż tak całkowicie, bo wtedy stanę się jakimś robocikiem, a chyba nasza największa siła leży w naszej wrażliwości i prawdziwości, prawda? Za to nas ludzie lubią, popierają...

Marzena Rogalska : I za co my siebie lubimy.

Edyta Herbuś : Ale jest trochę zapotrzebowanie na opluwanie nas, osób, które z jakiegoś powodu ludziom wydają się niedostępne albo wręcz trzeba im dokopać, bo im za dobrze w życiu. Przede wszystkim uważam, że każdy ma w życiu to, na co się godzi i po co ma odwagę sięgać. I to nie jest tak, że jak ktoś obok ma dużo, to jak mu się dołoży to ja będę miał lepiej. Szczęścia nie zabraknie na świecie. Każdy ma nieograniczone możliwości, trzeba po prostu zająć się sobą, sprecyzować sobie, czym jest szczęście w naszym życiu i mieć odwagę zawalczyć o to.

Marzena Rogalska : : Amen!

Edyta Herbuś :: Alleluja!

Marzena Rogalska : : Alleluja, powiedziałaś! Bardzo dobrze! Edyta, rozmawiałyśmy o tym, czy można się do tych historii zakulisowych, do tych wpadek zdystansować. Ale myślę sobie również kochana, że nie można dać się zwariować i uzależnić od tego, co kto o nas powie i co o nas pomyśli.

Edyta Herbuś : Święta prawda. To jest tak, że nigdy nie dogodzisz każdemu, a jak zaczynasz się dostosowywać do innych to tracisz własną osobowość.

A jak to Oscar Wilde pięknie powiedział "Najlepsze co możesz zrobić to bądź sobą, bo wszyscy inni już są zajęci"

Marzena Rogalska : O jak ładnie!

Edyta Herbuś :: I ja absolutnie trzymam się tej zasady, ale myślę, że każdy z nas zna osoby, które się uzależniły od ciągłego poklasku, od ciągłego zainteresowania...

Marzena Rogalska : Od takiej potrzeby adoracji, akceptacji, prawda?

Edyta Herbuś :: Tak, i w momencie, kiedy brakuje im tego przez chwilę, ich świat się kończy, a mój świat się nie może skończyć, bo jeszcze sporo jest do zrobienia [śmiech].

Wspomnienia z Tańca z Gwiazdami

Marzena Rogalska : : To już zamierzchłe czasy, jeżeli chodzi o karierę taneczną Edyty Herbuś. Mam na myśli "Taniec z gwiazdami". Ale program nadal trwa i myślę, że wszyscy jednak bardzo mocno zapamiętali twoją osobę, prawda?

Edyta Herbuś :: Tak, to mnie zaskakuje każdego dnia, bo w świadomości większości ludzi, panów taksówkarzy, ich rodzin i żon, które często dyskutują na temat tego, co czytają w gazetach, nadal funkcjonuje jako ta Edyta z "Tańca z Gwiazdami". Ja mam bardzo miłe wspomnienia, bo dwa razy brałam udział w tym programie i zawsze, i przy drugiej edycji i przy czwartej, miałam świetnych partnerów, którzy różnili się od siebie bardzo. I chciałabym teraz powspominać...

Marzena Rogalska : : Kogo?

Edyta Herbuś : Kubę Wesołowskiego. To była pierwsza edycja, w której brałam udział i tak naprawdę oboje tak samo mocno denerwowaliśmy się i przeżywaliśmy każdy występ.

Marzena Rogalska : Ale powiedz, dało się go nauczyć tańca?

Edyta Herbuś Bardzo dużo się Kuba nauczył, ale....

Marzena Rogalska : Ale co?

Edyta Herbuś : Myślę, że nie będzie miał mi tego za złe, bo on sam głośno podkreśla, że do dzisiaj muzyki nie słyszy, więc to naprawdę było duże wyzwanie.

Marzena Rogalska : Proszę Cię, nie!

Edyta Herbuś: Myśmy walczyli po prostu ze sobą.

Marzena Rogalska : Jak on naliczał sobie kroki? Jak on w ogóle rytm miał czuć? EH: Właśnie w pewnym momencie nazwał mnie już bardzo oficjalnie, że jestem zabójcą o twarzy dziecka i że jestem po prostu killerem...

Marzena Rogalska : Nie!

Edyta Herbuś : Ale efekt był chyba fajny, dlatego że jednak widzowie tak mocno nas polubili, że byliśmy do samego końca programu, odpadliśmy przed samym finałem. Sędziowie już trochę mniej mieli cierpliwości, jeżeli chodzi o techniczną stronę, ale jednak ludzie ostro walczyli o to, żebyśmy mogli być w kolejnym odcinku. W każdym razie ja w pewnym momencie uznałam, że być może przyszła już pora na to, aby pozwolić Kubie trochę poprowadzić. Bo on jest jednak mężczyzną, jest partnerem, takie są zasady w tańcu. Mimo tego, że nie czuł się w tym zbyt pewnie, bo z tym rytmem ciągle były jakieś problemy...

Marzena Rogalska : : No jak ktoś nie słyszy, to po prostu nie słyszy, prawda? No umówmy się.

Edyta Herbuś : Ale był taki taniec, w którym on czuł się całkiem nieźle, bo zaczynaliśmy od cha-chy i kiedy wszystkie tańce przetańczyliśmy znów wróciliśmy do cha-chy tylko w innym wykonaniu. Pamiętam, to była muzyka "Never ending story..." [śpiewają]. Właśnie, to było to. I on taką radość czuł jak to tańczył i w ogóle jakoś tak mu się to bardzo pozytywnie kojarzyło, że ja uznałam, że jest to moment, w którym mogę mu już troszeczkę popuścić. Więc cały tydzień przygotowań spędziłam na tym, żeby wytłumaczyć mu jak ważne jest to, żeby to on prowadził i że ja w tym momencie już nie siłuję się z nim, zatańczę wszystko, do czego on mnie poprowadzi. No więc on w ogóle już urósł bardzo mocno, poczuł się bardzo pewnie. Program na żywo, wychodzimy na parkiet, zatańczyliśmy wstęp, stajemy na przeciwko siebie i zaczynamy tak jak zawsze. Pod każde uderzenie mięliśmy dokładnie konkretną figurę, więc musiało się wszystko zgadzać. On to przetańczył milion razy.

Marzena Rogalska : : Ja się już boję, ja się boje, nie!

Edyta Herbuś : Stoimy na przeciwko siebie, zaczynamy tańczyć, a on nagle na środku parkietu, coś mu się nie zgadzało w głowie z jakiegoś powodu. Mówi: nie! Stanął, zatrzymał mnie, ścisnął mnie za rękę, że mam nie tańczyć, policzył głośno: raz, dwa, trzy, cha! I zaczął tańczyć bez rytmu. No więc ja nie wiem, co mam robić, muzyka leci, nasza choreografia powinna była się zacząć, on mnie przytrzymał i już grzejemy bez rytmu. Zatańczyliśmy tę cha-chę, w między czasie była taka figura, kiedy kręciliśmy się, ja byłam na jego rękach, więc wtedy podrasowałam, żeby to jednak było z rytmem, ale kawałek zatańczyliśmy absolutnie bez. Ale on był tak z siebie zadowolony i później bardzo długo dyskutował ze mną, że to on miał rację. [śmiech]

Marzena Rogalska : : Tylko ona, tylko mój fantastyczny gość potrafi dojść do końca programu z facetem, który nie czuje muzyki, nie czuje rytmu! Z Kubą Wesołowskim. Jesteś po prostu genialna!

Edyta Herbuś : Absolutnie nie chcę brać na siebie tego całego splendoru, ja myślę, że to jego wdzięk, jego urok osobisty.

Marzena Rogalska : : To jest fajny gościu, naprawdę Kubusiu, bardzo Cię mocno pozdrawiamy i ściskamy.

Edyta Herbuś : Myśmy się poza tym w "Na wspólnej" ciągle całowali, tak nam role pisali [śmiech]. Naprawdę, zbrataliśmy się mocno!

Marzena Rogalska : : No dobrze, ale coś jeszcze za kulisami "Tańca z gwiazdami"? Pyszniutkiego, smacznego?

Edyta Herbuś : Dużo rzeczy się działo takich pyszniutkich, ale teraz, żeby było sprawiedliwie. Już powiedziałam trochę o Kubie, a moim drugim partnerem, w czwartej edycji, był Marcin Mroczek. To było dla mnie duże wyzwanie, ponieważ on jest bardzo zdolny, bardzo pracowity i bardzo ambitny. To była dla mnie na pewno trudniejsza edycja, bo poprzednio wygrał jego brat, więc trochę się nie zgadzało, żeby dwa razy z rzędu Mroczek wygrał ten sam program. Ale walczyliśmy też do samego końca. Notabene, odpadliśmy dokładnie w tym samym momencie, w którym z Kubą odpadłam w poprzedniej edycji, więc również półfinał. My w ogóle bardzo kreatywni byliśmy w tym programie i oboje lubiliśmy mieć kontrolę nad tym, co się dzieje. Pamiętam, jak była samba, wymyśliliśmy sobie super stroje. Niestety ten pomysł nie został przeforsowany u pani stylistki, uparła się pani Dorota, abyśmy zatańczyli w czarnych strojach. My bardzo nie chcieliśmy, bo nam się samba bardzo kolorowo kojarzyła i tak dalej, no więc nie czuliśmy się zbyt komfortowo, no ale później zostało okrojone to kolorowymi kamieniami, więc trochę koloru się uratowało. W każdym razie dużo stresu nas to kosztowało.

Marzena Rogalska : : Ta samba akurat?

Edyta Herbuś : Ta samba, która jest mięciutka, która kojarzy się z Brazylią, mnóstwem świateł, kolorów, kwiatów. My byliśmy po prostu w ciemnych strojach...

Marzena Rogalska : Tu muszę powiedzieć słuchaczom, Edyta prawie tańczy siedząc na krześle, macha rękami i już oczywiście wije się i tak dalej.

Edyta Herbuś: Przepraszam. Zboczenie zawodowe. W każdym razie trudność polegała jeszcze na tym, że wyszliśmy w programie na żywo, zaczęliśmy tańczyć, a ja czuję, jak odpina mi się but. A to nie da rady się zatrzymać, powiedzieć: "Przepraszam, ja muszę zapiąć trzewiczek". Zaczęłam tańczyć i czuję, że coś mi wali po łydach, patrzę - ten pasek mi się rozpiął i po prostu przy stopie mam jeszcze dodatkowy ogon, który bardzo utrudniał. Już prawie się potknęłam o niego...

Marzena Rogalska : : Co zrobiłaś?

Edyta Herbuś : Niestety nie miałam wyjścia, skopałam but, tańczyłam na palcu, z gołą stopą sambę przetańczyłam. Tylko zaskakujące było to, że nikt się nie zorientował. Podeszłam do jurorów i zaczęłam żartować na ten temat, a Czarna Mamba mówi: "O rany, myśmy w ogóle nie zauważyli!"

Marzena Rogalska : : A może zdarzyło Ci się w jakichś scenach aktorskich coś zgubić?

Edyta Herbuś: Na pewno kilka słów, bo ja zawsze tworzę tekst po swojemu, ale pamiętam taki moment, kiedy przyszedł nowy aktor na plan w serialu, w którym ja grałam już dłużej. Straszne na mnie zrobił wrażenie, on był w ogóle ode mnie młodszy, miał jakąś taką porażającą energię. Moja empatia spowodowała, że strasznie mocno mnie rozwibrował. Graliśmy scenę, mieliśmy iść po parku, ja miałam być taka lekka i zadowolona. Reżyser przed nagraniem mówi: "Ty masz w sobie taką fajną dziewczęcą energię, taką dynamikę, a więc wykorzystaj ten taniec, zaskocz nas tu czymś". Ja mówię: "Bardzo chętnie". W pewnym momencie po prostu idę, idę i nagle bach! Leżę jak długa. Nie pamiętam, nie zarejestrowałam momentu, kiedy się to stało, że ja po prostu padłam na plecy. Obcasem wpadłam w końcówkę jeansa i się podwaliłam jedną nogą o drugą i po prostu padłam jak długa. Pamiętam zdziwienie pana reżysera, który mówi: "Spodziewałem się spektakularnego wystąpienia, ale nie aż tak bardzo, że znikłaś mi w ogóle z kadru", bo ja po prostu upadłam.

Spektakularny sukces

Marzena Rogalska : Kochana Edyto, na koniec naszego programu, nie sposób nie wspomnieć o Eurowizji.

Edyta Herbuś : Dziękuję, że o tym mówisz, bo to były najpiękniejsze chwile w moim życiu. Pamiętam, jak bardzo było wtedy na tapecie w moim życiu afirmowanie różnych rzeczy, więc jadąc tam, ponieważ włożyłam bardzo dużo pracy razem z Marcinem, absolutnie postanowiłam wygrać ten konkurs. A Marcin jest taką osobą, że się denerwował na mnie, bo mówił: "Nie, ja wolę być pozytywnie zaskoczony niż później rozczarowany, że nie wygraliśmy. Nie mów tak, proszę cię, nie mów tak". Ja mówię: "Kiciusiu, wspomnisz moje słowa, my to rozwalimy".

Marzena Rogalska : : Ja wolę ten Twój sposób.

Edyta Herbuś : Absolutnie tak. Moja przyjaciółka Ela pojechała ze mną robić mi makijaż. Pamiętam moment, który ona bardzo często przytacza, że siedziałyśmy ze wszystkimi parami, ja mówię "Wiesz co Elka, ja przyjechałam tutaj to rozwalić". Ona na to "Nie mów tak, jesteś wariatką", a potem powiedziała mi "Jak powiedziałaś, tak zrobiłaś". To było strasznie fajne i takie pozytywne. W każdym razie, mimo tej wielkiej pewności, nerwy były ogromne. Bardzo utkwiła mi w pamięci rosyjska para. Bo to przyjechała para pewniaków. Tancerz był fantastyczny, super przystojny, mega wysoki poziom taneczny. Ona była łyżwiarką zawodową, więc po prostu gibka, wiotka, no przepiękna dziewczyna. Super mieli muzykę, wszystko się zgadzało i absolutnie również to, że ona była przekonana, że ona przyjechała wygrać ten program. Trochę mina jej zrzedła po naszej próbie generalnej. Z jakiegoś powodu bardzo zbiegli się ludzie, wszyscy chcieli nas zobaczyć. Poszła fama, że jesteśmy chyba fajnie przygotowani. I po moim tańcu wielkie poruszenie usłyszałam, zobaczyłam po prawej części publiczności. I przyglądam się, co robi pani Rosjanka? A ona, zapamiętawszy sobie figury z moich choreografii, zaczęła mnie przedrzeźniać. Więc zrobiła takie show, tralalala, moje figury, że się obśmiała ze mnie strasznie, jaka to ja jestem śmieszna. Więc pierwszy odruch miałam taki, że zakasałam rękawy - lecę, chcę się lać [śmiech]. Wytargałabym cię blondyno za te blond loki, ale chyba nie ma takiej potrzeby, bo pomyślałam sobie, że skoro ona naprawdę zadała sobie trud, żeby mnie przedrzeźniać, robić show przed całą ekipą, to znaczy, że czuje się zagrożona. Odetchnęłam trzy razy bardzo głęboko, bardzo spokojnie, z podniesioną głową przeszłam sobie do swojej garderoby i pomyślałam "Ja Ci jeszcze pokażę!"

Marzena Rogalska : : I pokazałaś!

Edyta Herbuś : I pokazaliśmy. Nie chcę tego absolutnie brać na siebie. Jeszcze pamiętam ten moment, kiedy wchodziliśmy na parkiet, trzymam Marcina mocno za rękę, on strasznym jest nerwusem, więc mokre dłonie. Mówię: "damy radę". Zaczynaliśmy wtedy choreografię tak, że on klęczy, ma mnie na rękach i przytulamy głowy do siebie i ja zawsze tak uspokajając go mówiłam mu do ucha, że wszystko jest super, pamiętaj o rytmie, głowa, sylwetka, nie denerwuj się i tak dalej. Przytuliłam mu głowę no i szepczę do ucha to, co miałam mu powiedzieć, patrzę, a on jest zielony ze strachu. Ja mówię: "O cholera, to się może jednak nie udać". Później już tylko nie mogłam uwierzyć, kiedy przychodziły kolejne punkty. "12 punktów from Poland", "10 from Poland". Byłam w takiej euforii!

Marzena Rogalska : : Tak jest. A pani z Rosji się troszeczkę zdziwiła. Jako że Polska nie do końca doceniła wasze zwycięstwo, chciałam powiedzieć, że jesteśmy z Ciebie dumni.

Edyta Herbuś : To z największą dedykacją dla wszystkich Polaków.

Marzena Rogalska : : W miłym towarzystwie czas szybko płynie. Prawie dwie godziny spędzone z tancerką Edytą Herbuś. Edyto, wiem, że masz taką zasadę, że dopóki się nie zacznie dziać, nie lubisz opowiadać o tym, co się ma dziać w Twoim życiu zawodowym.

Edyta Herbuś : Tak, to prawda. Ostatnio już byłam mocno sprowokowana wielkimi publikacjami na temat tego, że skończyła się moja kariera i generalnie nikt mnie nie chce zatrudnić. Otóż wszystkim tym wrażliwym, którzy tak bardzo martwią się o moje życie zawodowe, mówię, iż ze mną jest wszystko w porządku. Pracuję, rozwijam się, uczę, kilka fajnych nowych projektów przede mną i...

Marzena Rogalska : : Aktorskich powiem, chodzą słuchy, że aktorskich. Powygrywało się castingi, ale nie chce się mówić na razie.

Edyta Herbuś : Jestem w trakcie przygotowań do kilku fajnych rzeczy, chętnie o tym opowiem, kiedy już będzie o czym. Na razie trzymajcie kciuki!

WYWIAD DO ODSŁUCHANIA ZNAJDZIECIE TUTAJ!

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!