Katarzyna Pakosińska u Marzeny Rogalskiej - przeczytaj wywiad EXTRA!

Gościem sobotniego programu Marzeny Roglalskiej "Co mi powiesz jak Cię złapię?!" była Katarzyna Pakosińska. Przeczytaj już teraz cały wywiad.

Jakie historie przydarzają się Kasi Pakosińskiej?

Marzena Rogalska - Kasiu, co mi powiesz jak Cię złapię? Jesteś osobą, której przydarzają się historie kłopotliwe, męczące, kompromitujące.

Katarzyna Pakosińska - No to masz świetny przykład, no bo moja otwartość, słodka naiwność jaką mam do świata i do życia, sprawia, że to wciąż i wciąż mam historie.

Marzena Rogalska - Mrożące krew w żyłach czy śmieszne?

Katarzyna Pakosińska - No takie, że często się rumienię i tak ojeju, znowu "Fo pa"

Marzena Rogalska - A, no to my mamy niezłą kolekcję w programie księżniczek "Fo ap", czyli Kasia Pakosińska.

Katarzyna Pakosińska - Wpisuję się w poczet jak nic.

Marzena Rogalska - Wpiiisuje się.

Przygoda sierpniowa

Marzena Rogalska - Artystka kabaretowa, kobieta pracująca, co to się żadnej pracy nie boi, prawda?

Katarzyna Pakosińska - Oj tak.

Marzena Rogalska - I nie boi się przygód. Od jakiej to przygody moja droga zaczniemy?

Katarzyna Pakosińska - Przygoda, no taka jasna przygoda sierpniowa. Mamy jesień, więc może łatwo, fajnie powspominać co było latem. Taką historię miałam jeszcze, z moją macierzystą grupą, z Kabaretem Moralnego Niepokoju. Mieliśmy bardzo interesujący występ w sierpniu, w południe, w pełnym słońcu, w miejscowości Trawniki.

Marzena Rogalska - Kto występuje w południe? Ale okej, nie wtrącam się, nic nie mówię.

Katarzyna Pakosińska -

W miejscowości Trawniki. A scena była zrobiona, na przyczepach od ciągników.

Marzena Rogalska - Już mi się podoba.

Katarzyna Pakosińska - Te przyczepy stały. Na przyczepach była rozlorowana zielona trawa, żeby było przyjemniej.

Marzena Rogalska - No prawdziwe Trawniki w końcu.

Katarzyna Pakosińska - Nie tam jakieś dywaniki, tylko właśnie trawnik. Czyli wszystko się wpisywało w całość. No więc wyobraź sobie, miałam tam jedną, bardzo fajną piosenkę Tango do zaśpiewania. W pięknej, wieczorowej, aksamitnej sukni.

Marzena Rogalska - O 12 w południe.

Katarzyna Pakosińska - O 12 w południe, więc nie było żadnych reflektorów, lampa dawała z nieba. Ludzie prosto z pola, elegancko. Panowie że tak powiem prosto z pola wstąpili gdzieś po drodze. Stali wszyscy w takim razie zadowoleni.

Marzena Rogalska - Spragnieni byli.

Katarzyna Pakosińska - No bo gorąco. To w końcu upał, ponad 30 stopni, no ale dzielnie daję radę, śpiewam tą piosenkę. Potem mówiłam monolog. Jeszcze pisany takim wierszem, o Tuwimie. Więc ogólnie ciężka sytuacja, jak przebić się przez zboża i żyta. Były jakieś rozmowy. Ktoś tam w pierwszym rzędzie jakieś poruszenie i zaczęło mi to trochę przeszkadzać.

Marzena Rogalska - Zagregowałaś?

Katarzyna Pakosińska - No i tak, oczywiście mówię ten monolog, ale konta ucha, to zaczyna mnie już drażnić i coraz bardziej się tak nakręcam. Wiem że moich kolegów mam blisko, bo za taką małą kotarką są, za przyczepą, słyszą mnie. Jakby coś się działo, nawet jak ktoś wgarnie na scenę, no to mnie obronią. Ale w pewnym momencie, chyba ktoś gwizdnął. Ja przerwałam ten monolog i powiedziałam:

Ja Ci gwizdnę! W tym momencie, tam w publiczności spokój pełen, ale moi koledzy, usłyszałam straszliwy ruch. Zaczęło się pakowanie, uruchomiony motor od busa. Mówię co się dzieje, schodzę ze sceny.

Marzena Rogalska - Zaczęli uciekać?

Katarzyna Pakosińska - Zaczęli uciekać, "i Pakos, szybko!". Dlaczego nie wytrzymałaś? Czego nie wytrzymałam? No dlaczego powiedziałaś "Ja Ci pizd*ę?". Koledzy źle to odebrali, stwierdzili że " O Boże Święty" i zaczęli się szybko do busa pakować i ucieczka. Bo wiadomo co by z tymi żniwami nie dają rady, te kosy wszystkie. Głupota straszna.

Marzena Rogalska - Ale rozumiem, że uszliście z życiem?

Katarzyna Pakosińska -

Uszliśmy z życiem i cały szacunek, już nigdy, nikt więcej nie gwizdnął na mnie.

W kim była zakochana Kasia?

Marzena Rogalska - Katarzyna Pakosińska, aktorka, artystka kabaretowa. Współczesna nasza kobieta pracująca. A jak robi dużo rzeczy, a jak aktywna i dynamiczna, no to nie dziwota, że różne rzeczy jej się przydarzają.

Katarzyna Pakosińska - Różne sytuacje mnie spotykają. Gdybym siedziała faktycznie w domu, w kapciach, robiła obiadki.

Marzena Rogalska - Oraz na drutach.

Katarzyna Pakosińska - Na drutach oczywiście, ale niestety. Wiercę się, dużo spotkań, wyjazdów.

Marzena Rogalska - Po co poszłaś do teatru?

Katarzyna Pakosińska - Jest to magia. Teraz tą magię odkryłam w innych dziedzinach, ale terat ,był pierwszą magiczną szufladą, którą otworzyłam.

Marzena Rogalska - Oczywiście narobiłaś tam zadymy, prawda?

Katarzyna Pakosińska - No tak, ale to tak naprawdę do tej zadymy zachęcił mnie pan Wojciech Siemian, który mnie z niebytu wydobył, postawił mnie na scenie, podajże 92 rok. Jasia Kurowska, miała zagrać główną rolę w sztuce, ale grała wówczas w "Czterdziestolatku" w reaktywacji. No i Siemian szukał twórczyni do głównej roli, i w tym momencie, jego przyjaciel malarz, namalował mu 16 obrazów. W tym momencie, Siemian miał podobno bloop, i nagle stwierdził, że ja znam tą dziewczynę. Skojarzył mnie z egzaminu do Szkoły Teatralnej.

I tak tą Pakosinkę, namalowaną na obrazie, ściągnął nieopierzoną, nie wiedzącą, jak mówić i jeszcze śpiewać.

Marzena Rogalska - Niech Pakosinka, nie będzie nam tutaj taka skromna.

Katarzyna Pakosińska - Ja w tedy miałam 19 lat, to tak patrzę. To oczywiście z sentymentem ogromnym, bo jeszcze jakieś tam nagrania mamy. Ale miałam fantastycznych chłopaków obok siebie, no bo Robert Rozmus i Andrzej Chyra. Więc wzięli mnie w dwa ognie. Jeden od strony estrady kształcił, Andrzej tak bardziej teatralnie, dramatycznie. Bardzo często mieliśmy spotkania, takie poza teatrem. Siemian uwielbiał integrować, całe środowisko aktorskie. Zapraszał wszystkich tam do siebie, do Petrykos.

Marzena Rogalska - To ja już widzę jak Ty się zintegrowałaś.

Katarzyna Pakosińska - Ponieważ byłam najmłodsza z całego środowiska i bez szkoły aktorskiej, no ale Siemian mimo wszystko prezentował mnie, takie: "Niech Kasia powie wierszyk". Troszeczkę było jak na spotkaniach rodzinnych.

Marzena Rogalska - Maskoteczka?

Katarzyna Pakosińska - Taka maskotka. No z aktorami przyjeżdżały dzieci. Były przerwy w rozmowach. Jednego dnia, Siemian mówi, weź te wszystkie dzieci, pokaz im na polach, te wszystkie hospicja, te wiatraki. Ty to wszystko lubisz i znasz, po tych polach im oprowadź. Jestem strasznie kochliwą osobą. W tym czasie byłam zakochana bez pamięci w Janie Fryczu. Idąc na te pola, zaczęłam jedna z najstarszych dziewczynek rozmawiać na ten temat, jak ja to jestem bardzo zakochana, że taki mężczyzna, po prostu jak to takie dziewczęce rozmowy. Bardzo otwarte i nasycone. Ona mnie bardzo wnikliwie, długo słuchała, ja się coraz bardziej nakręcałam i wreszcie ona spuentowała:

"no tak, tato tak działa na kobiety"

Marzena Rogalska - Czy to była Olga?

Katarzyna Pakosińska - To był moment, jak ja chciałam zapaść się pod ziemię.

Marzena Rogalska - Olgo Prycz, pozdrawiamy Cię serdecznie.

Czy rodzina Kasi też się śmieje?

Marzena Rogalska - Czy jak płowiła Cię Twoja mama, to rozległ się gromki śmiech? Pyrlisty, Twój słynny śpiew?

Katarzyna Pakosińska - No wiesz, ja nie pamiętam dokładnie tego momentu.

Marzena Rogalska - Ale mama, na pewno Ci opowiedziała, nie wyobrażam sobie tego momentu, że Ty mogłaś przyjść na świat i zapłakać chwytając powietrze.

Katarzyna Pakosińska - To chyba nie było tak od początku. Raczej byłam takim nieśmiałym, spokojnym dzieckiem. Chociaż na pewno, ten śmiech drzemał, bo jak i moja babcia i moja mama, o mały włos a w ogóle bym się nie urodziła, bo jak rodzice moi zaczęli się spotykać, ponieważ moja mama wybuchała tak po prostu: hah haha ha - takim śmiechem, że tata Stanisław, się zastanawiał:

kurczę, czy z tą babką to ja chcę naprawdę?

Marzena Rogalska - Panie Stanisławie.

Katarzyna Pakosińska - Chodzili na kabaret Pietrzaka, w tedy pamiętam z magnetofonu Gundig. I to tej pory te nagrania są odtwarzane, to tylko Pana Janka i mnie słychać jak wariują moją mamę jak siedziała przy głośniku.

Marzena Rogalska - I chwała jej za to.

Katarzyna Pakosińska - Babcia tak samo pogodna. Moja córa, urodziła się też na uśmiechu, więc to idzie tak po kądzieli, tak fajnie. Ale ten śmiech był wydobyty, myślę że był pod czapka jakąś.

Kurnik Kasi

Marzena Rogalska - Kiedy z Ciebie wyskoczył ten śmiech?

Katarzyna Pakosińska - Zacznę może od tego, że teraz jest mi bardzo ciężko, nie być bez tego śmiechu, bo jestem w tedy zupełnie nie odbierana. Na przykład zamyśle się, wychodząc gdzieś na spacer i tak: ooo pani Kasia ma chyba dziś zły humor. Co Cię gnębi? Nie, ja po prostu się zamyśliłam. Nie zawsze człowiek chodzi i się uśmiecha. A na przykład teraz, jak próbowałam w "Tańcu z gwiazdami", inne twarze pokazywać. Na przykład tańcząc pasodoble byłam bardzo mocna, ostra, gotycka, mroczna.

Marzena Rogalska - Oj byłaś, ale fajnie.

Katarzyna Pakosińska - Większość osób: "ojej taka nie ona". A właśnie to też jest część mnie. Ale najbardziej uśmiechnięte twarze lubię, bo w tym, najwygodniej, najłatwiej mi się jakoś rozmawia, spotyka, pracuje, mój kluczyk na życie. Ale oczywiście naturalne, to nic sztucznego. Na szczęście, skończyły się pytania: jak się pani nauczyła tak śmiać? A były takie.

Marzena Rogalska - Nie wierzę w to.

Katarzyna Pakosińska - Nauczyłam się śmiać, jak zapytałaś, kiedy on został wydobyty. Pamiętam skecz pt."Wypożyczalnia" Kabaretu Niemoralnego Niepokoju, i tam z grającym Mikołajem Cieślakiem, zbudowałam sobie postać, takiej wariatki "hahaha". No wiadomo, szkoły aktorskiej nie mam za sobą, mówię jak ja to zbuduję? Pamiętam noc przed premierą, jak umierałam ze strachu, jak ja mam się śmiać na scenie? Jak ja mam to robić? Na szczęście Mikołaj wyszedł mi z pomocną rękę, i on, po prostu starał mi się jakoś tam podprowadzać. To mnie tam szczypnął, to mnie tam posłał oko. Nakręcał mnie na ten śmiech. Pamiętam ogromny stres, jak ja bez warsztatu mogę się tak nakręcać? Potem się okazało, że nie jest to takie trudne. Naprawdę się gotuję, wystarczy że ja fajnie czuję w otoczeniu w którym jestem, mam obok siebie przyjaciół i to tak fajnie. Ja jestem naprawdę, strasznie nieśmiała. Ciężko mi, na przykład wchodzę w jakieś nowe towarzystwo, to ja nie będę brylowała, ja tam nie jestem w pierwszym szeregu. Raczej takie wycofanie, przyglądanie się, wolę sobie tak z refleksją patrzeć, pisać sobie fajne puenty.

Widzę rzeczy, ale nie lubię jakby się wysuwać na plan pierwszy. Ale z kolei, z ludźmi, którzy mnie lubią, są moimi przyjaciółmi. Absolutnie, tutaj nie ma barier.

Marzena Rogalska - To jest fantastyczne, że Twój słynny śmiech, zrodził się właśnie na scenie. Ja uważam, że jest to jakieś symboliczne, ale, chciałabym kiedyś przez dziurkę od klucza, albo oficjalnie posłuchać Ciebie, Twojej mamy i babci. Tak jakby was trzy, posadzić obok siebie, rozmawiające o czymś radosnym i śmiejące się.

Katarzyna Pakosińska -

Panowie w tedy usuwają się grzecznie z pokoju, Boże, no i znowu kurnik.

Teraz został rechot

Marzena Rogalska - Jak Twój śmiech był czasami określany? Ja podejrzewam, że niektóre określenia nie były przyjemne.

Katarzyna Pakosińska - Jeśli chodzi o osoby uśmiechnięte, w naszym pięknym, deszczowym kraju. Nie jesteśmy zbyt dobrze odbierani, powinniśmy być bardziej melancholijni, bardziej narzekający w tedy bardziej wpisujemy się w standardy. Jeżeli ktoś jest optymistą, no nie ma łatwo. Osoby które mnie nie znają, odbierają to jako banalność, naiwność, nawet głupotę. A spotkałam się z określeniem, zaraz jak rozstałam się z Kabaretem Moralnego Niepokoju, właśnie, że uśmiech zszedł jej z twarzy a pozostał rechot.

Więc to było chyba najmocniejsze, co tak odczułam: wow, ale zmiana.

Marzena Rogalska - Ja też byłam obrzucana rechotem.

Naprawdę nie znam dowcipów!

Marzena Rogalska - Kasiu, denerwujesz się, jak ktoś Cię pyta na dzień dobry: znasz jakiś fajny dowcip? Opowiedz coś śmiesznego.

Katarzyna Pakosińska - Ojej, to jest kolejna pomyłka, bo ja naprawdę nie znam dowcipów, to jest paradoks. Wszystkim się wydaje, że jak ktoś jest w kabarecie, a ona nie sypie anegdotami to jest naprawdę awaria. Nie umiem opowiadać dowcipów, mówię że jedyny jaki doprowadzę do końca jest taki: puk puk, kto tam? Jaka Merry? Merry Christmas. Muszę powiedzieć to strasznie szybko.

Marzena Rogalska - Żeby nie zapomnieć, nie popsuć.

Katarzyna Pakosińska - Chociaż, uwaga, raz wygrałam konkurs, jako fanka zespołu "Acha", jedyny raz, kiedy użyłam dowcipu w sprawach zawodowych. Zadzwoniłam do radia, nagrałam dowcip, pamiętam że to było o żabie, która położyła się na torach, ni cholery nie pamiętam.

Marzena Rogalska - Teraz nie pamiętasz? Z czym do ludzi, Kaśka?

Katarzyna Pakosińska - Ale ten konkurs wygrałam. To był ogólnopolski konkurs, i bilety na "Acha" dostałam i pojechałam, także to jest jedyny raz, kiedy wykorzystałam dowcip gotowy i pojechałam. A na scenie. Na scenie to są dialogi, to jest coś co wynika z sytuacji.

Marzena Rogalska - Dobrze, dobrze. Nie rozpędzaj się.

Gdzie rozrabia Kasia

Marzena Rogalska - Gdzie znowu narozrabiałaś? Gdzie nas zabierzesz?

Katarzyna Pakosińska -

Rozrabiam nie tylko w Polsce, czasami moje rozrabianie przekracza granice, również państwowe.

Marzena Rogalska - Nie tylko wyobraźni?

Katarzyna Pakosińska - Tak, nie tylko wyobraźni. Mówiliśmy o mojej wielkiej miłości i pamiętam z jaką ogromna atencją spakowałam walizki, i wyjechałam do Oslo. Razem z moją grupą przyjaciół pojechaliśmy zobaczyć piękną Norwegię, mroźną, bajkową. Dla mnie zupełnie inny klimat, bo jak wiesz jestem bardziej południowiec, a tu nagle północ. No i pamiętam, takie nasze pierwsze spotkanie, siedzieliśmy w restauracji. Oczywiście pierwsze kroki gdzie ja zawsze kieruję? - do restauracji. Ponieważ zaczynam zawsze od jedzenia. Najulubieńsza część dnia to obiad. Pamiętam jak bardzo długo siedziałam z przyjaciółmi, czytaliśmy kartę dań.

W ogóle strach coś powiedzieć, im dłużej czytałam to menu, to zdawałam sobie sprawę że chyba zamówię jutro raczej.

Marzena Rogalska - Zamówiłaś napiwek. Udało Ci się zamówić napiwek.

Katarzyna Pakosińska - W każdym razie, gdy podszedł kelner, nadzwyczajnej na świecie się zakrztusiłam! Chcąc bardzo, elegancko zaimponować, że ładnie to przeczytam. I pan przyniósł mi uwaga: dwa bilety, sznurek i piłkę do siatkówki.

Marzena Rogalska - Dlaczego mnie tam nie było?

Katarzyna Pakosińska - Ja doszłam do wniosku, że Norwedzy mają bardzo poczucie humoru i jeszcze bardziej się w nich rozkochałam.

Marzena Rogalska -

Jeszcze raz, piłkę, sznurek i dwa bilety.

"Świonobus"

Marzena Rogalska - Niby nie śmiała, a proszę jaka poliglotka!

Katarzyna Pakosińska - Powiedziałam "Tak", czyli po norwesku "Dziękuję". Zupełnie coś na odwrót, tak samo jak gruzińsku jest mama to tata.

Marzena Rogalska - Mama to tata?

Katarzyna Pakosińska - Ja przede wszystkim dużo podróżuję. Najfajniejsze podróże to oczywiście nasze busikowe, przez 15 lat z Moralem Niepokojem, i tam były tysiąc rozmów. Jak powiem Ci, że w skrócie nazywaliśmy naszego busika świniobusem.

Marzena Rogalska - Świniobus? Świńskie tematy, świńskie dowcipy, męska szatnia. Ten klimat.

Katarzyna Pakosińska - Tak, tak, więc sobie wyobraź jak się zmężniałam w ciągu tych 15 lat. Wiem, że koledzy zawsze narzekali jak nie było mnie w busie, a znowu takie homoseksualne, znowu takie, jedziemy w tym busie. No bo to zazwyczaj o sztuce rozmawialiśmy, o polityce, a ze mną to już było swojsko, normalnie, można było ze mną jechać. Chociaż trzymali granicę. Apropo tak trzymania granic, ja nigdy nie chciałam im dać do zrozumienia, że tam jakoś im przeszkadzam w swój sposób. No bo oni tam swoje męskie rozmowy prowadzili, dyskusje, że ja tam byłam nie zawadaczem. Pamiętam, że jak wracaliśmy w nocy, Szczecin, do Warszawy daleka droga.

Tak zazwyczaj, zwijałam się w kłębek w tym buskiu, w rogi i zasypiałam. I jakoś tej nocy zwinęłam się w kłębuszek, ale zasnąć nie mogłam.

Marzena Rogalska - Ale siedziałaś cichuteńko.

Katarzyna Pakosińska - Siedziałam cichuteńko, zwinięta, te światełka migają. Ciemna noc, druga, film się skończył bo mieliśmy dvd,. No i tak widzę, z tych nudów, rozpoczęła się dyskusja. Pakosa śpi, obok mnie, zawsze siedział Przemek Borkowski. Widzę że tak zagląda, zagląda, więc ja maksymalne aktorstwo i udaję że śpię. Śpi, śpi. Słuchajcie, wiecie co. Zaczęła się dyskusja.

Marzena Rogalska - Tego nie da się powtórzyć. Ja będę powtarzać. Kasia Pakosińska zasłania dłońmi twarz. Czyli naprawdę to był świnobus?

Katarzyna Pakosińska -

Świniobus. No i zaczęła się dyskusja, czy istnieje jak to zastąpić pięknie? Czy istnieje koniec czegoś? Czegoś bardzo intymnego, kobiecego.

Marzena Rogalska - Jakie były teorie?

Katarzyna Pakosińska - Ja już czułam, nabrałam powietrza. Miałam w tedy spodnie, i tak rozpięłam jeden guzik, bo wiadomo, idzie mi z przepony śmiech, więc zaczęło mnie to wypełniać. Dyskusja trwała, jeden z kolegów oczywiście uważał że istnieje, drugi że nie. W każdym razie, były bardzo poważne, filozoficzno naukowe dyskusje na ten temat.

Marzena Rogalska - Oni naprawdę, na poważnie?

Katarzyna Pakosińska - Oni naprawdę na ten temat. W pewnym momencie ja już nie mogłam, robiłam wszystko, ale kiedy dyskusja dochodziła do kulminacyjnego momentu po porostu pękł skórzany pasek. Usłyszałam tylko "ku*wa nie śpi!". Niestety nie dowiedziałam się do dzisiejszego dnia, nie wiem czy istnieje to dno czy nie.

Jazda śmiechowa

Marzena Rogalska - Który z Twoich kabaretowych kolegów, miał moce, dzięki którym się gotowałaś na scenie? Że nie wytrzymywałaś?

Katarzyna Pakosińska - Mikołaj. Może też dlatego, że z Mikołajem najczęściej graliśmy na scenie, obok siebie. Bardzo się lubiliśmy, rozumieliśmy siebie od najmniejszego drgnienia powieki, paznokcia. Największa wpadka, wiem że jest już na YouTubie, to podczas nagrywania Turnieju Kabaretowego, chyba to było z Ani Mru Mru, i naprawdę zgotowałam się maksymalnie w galerii. Ja nie wiem, co Mikołaj mi w tedy zrobił, ale ja miałam taką jazdę śmiechową, że ja chyba kłaniałam się cztery razy publiczności. Publiczność im bardziej się śmiała, tym bardziej się nakręcałam. Żuri, które oceniało, im bardziej się kładło na stole, to ja jeszcze bardziej. Tyle razy na scenie nie drgnęłam nigdy. Chciałam przeprosić, ale publiczność broń Boże mi nie pomogła, bo wszyscy byli tak zgotowani. Ale to jest właśnie ten smak kabaretu, to jest smak tej formy.

Marzena Rogalska - I za to moja droga za te chwile moja droga bardzo, bardzo kochamy.

Fantastyczny lot

Marzena Rogalska - Co będzie naszą wisienką na torcie?

Katarzyna Pakosińska - Ojj, to nie wiedziałam, że miałam szykować wisienkę. Może w związku z tym, że mieliśmy wspaniałą sytuację z kapitanem Wrona, że tak pięknie wylądował na brzuchu, tak mi się to skojarzyło. Ja uwielbiam lotnisko, uwielbiam loty samolotem. Nigdy się nie bałam, tafie fruwanie w przestworzach, daje mi wolność. Uwielbiam. Ale mam, jedną przypadłość, kiedy wsiadam do samolotu, zawsze wnikliwie słucham jak nazywa się pilot. Jeden raz usłyszałam że pilotuje Wrona i pomyślałam sobie, kurcze będą turbulencje, że coś nie wyjdzie.

Nazwisko pilot, musi mieć takie, no nie może być Kowalskim dla mnie, musi być księżpolski, Radziwiłł to ja w tedy wiem, że lot będzie fantastyczny.

Marzena Rogalska - Naprawdę coś takiego masz?

Katarzyna Pakosińska - Coś takiego jest, przez tyle lat latam, turbulencje, czy jakieś nieciekawe historie z lotem, zdarzały się jak prowadził ktoś nazwiskowo popularny.

Marzena Rogalska - Jakiś Nowak?

Katarzyna Pakosińska - Taki Nowak. Kurdę to teraz nie zasnę na pewno, coś się będzie działo.

Marzena Rogalska - Ty jesteś wariatką.

Katarzyna Pakosińska - Jestem wariat, każdy ma swoje schizy, tak się nakręcam. Pamiętam jeden lot, mieliśmy do Londynu. Wnikliwie się wsłuchałam, przedstawił się kapitan Stec, już nazwisko wielce obiecujące, Stec no to tez już brzmi. Krótkie, ale takie dywizjon 303, tak mi się skojarzyło. Faktycznie, lot był fantastyczny, czyli wszystko mi się zgadzało. U mnie nie ma nigdy puenty natychmiast, tylko przysunięta jest w czasie. Mieliśmy potem, bardzo oficjalne spotkanie w ambasadzie. Więc tu jeden pan ambasador, tu drugi, jeszcze jeden pan. Więc ja w 7 niebie, otoczona swoim targetem jak ja to mówię, bo mój target to właśnie urodzeniu przed II wojną światową. Czułam się fantastycznie, jak ryba w wodzie. Chciałam zainicjować, tak inteligentnie tą piękną rozmowę. No mówię tak, lot tutaj, do Anglii, był fantastyczny, bez żadnych turbulencji, wielkie moje ukłony do kapitana Stanisława Steca, który fantastycznie posadził samolot na płycie lotniska. No i ciągnę, ciągnę, ciągnę.

Ten starszy pan tak słucha i w pewnym momencie, tak szurnął po oficersku, mówi mi tak. Bardzo mi miło, jestem szefem Polskich Linii Lotniczych, i dzięki Pani opinii wystawię honorowe wyróżnienie dla kapitana Stanisława Steca. W sumie tak, Pakosini, Ty zatnij sobie czasami ten język. Zajmij się jedzeniem, czy czymkolwiek. Kapitan Stanisław Stec, otrzymał wyróżnienie, z dyplomem.

Marzena Rogalska - Załatwiłaś mu.

Katarzyna Pakosińska - Załatwiłam mu.

Marzena Rogalska - A załatwiłabyś mi? Jakiś order, medal czy coś takiego?

Katarzyna Pakosińska - Takie rzeczy mi się absolutnie zdarzają. Jeśli chodzi o walkę o mnie to jest ciężej, ale jeśli ktoś z moich znajomych mnie poprosi, ale to jest nie możliwe, mogłabyś, to zawsze się udaje. Ja mam coś takiego, że mam taką silę, że jak chodzi o jakąś walkę dla kogoś. Więc mówi w ciemno czego chcesz, idę!

Plany na przyszłość

Marzena Rogalska - Kasiu, specjalnie dla Ciebie, radna bym była wydłużyć ten program do całej doby, bo myślę że takich historii jakich nam opowiedziałaś przez dwie godziny, masz znacznie więcej.

Katarzyna Pakosińska - Ale to po 20stej niestety. Większość tych historii nadaje się po 20stej.

Marzena Rogalska - Czego Ci życzyć na koniec? Gdzie będziemy Cię mogli Kasiu zobaczyć? Bo oglądaliśmy Twoje tańce, byłaś naprawdę świetna, a co teraz?

Katarzyna Pakosińska - Dziękuję. Byłam świetna, bo miałam świetnego partnera, który potrafił mną szmurgnąć, poprowadzić. Pozdrawiam Strefano przy okazji. Wracam, wracam już bardzo szybciutko, już jeden scenariusz gotowy, a po nowym roku na pewno nowy program na scenę. Czego mi życzyć? Chyba żebym nie straciła tego, czego zbudowałam, kim jestem. No bo często jest tak, że całe zamieszanie, cały show biznes, często uciekamy od siebie. Zakładamy jakieś historie, jakieś maski.

Chciałbym być taką Kaśką jaką jestem, żeby nikt nie zgasił mojej pogody, uśmiechu i optymizmu.

Marzena Rogalska - Jakby spróbował, to wiesz. Ja zaraz w Twojej obronie stanę. Będę twym Rycerzem. Będę Rycerką.

Katarzyna Pakosińska - Rycerka? Ale to ładne. Będę mogła tak mówić że mam Rycerkę?

Marzena Rogalska - Oczywiście.

Katarzyna Pakosińska - Mój Ci ona!

Kliknij i posłuchaj wywiadu z Kasią Pakosińską! >>>

Słuchaj programu Marzeny Rogalskiej "Co mi powiesz jak Cię złapię?!" w każdą sobotę od 10:00 do 12:00, tylko w Radiu Złote Przeboje!

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!