Maryla Rodowicz - WYWIAD EXTRA!

Gościem sobotniego programu Marzeny Rogalskiej była Maryla Rodowicz! Jesteście ciekawi o czym Panie rozmawiały? Jakie tajemnice udało się ujawnić? Przeczytajcie całą rozmowę już teraz!

Gościem sobotniego programu Marzeny Rogalskiej była Maryla Rodowicz! Jesteście ciekawi o czym Panie rozmawiały? Jakie tajemnice udało się ujawnić? Przeczytajcie całą r ozmowę już teraz! Marzena Rogalska : Z pewną nieśmiałością, w sposób szczególny chcę przywitać mojego gościa.(śpiewając) Bu bu bu buty dwa. Prawy Ty

Maryla Rodowicz : lewy ja.

Marzena Rogalska : Pani Marylo, no w takim duecie rozpoczynać poranek. To jest po prostu sytuacja dla mnie ekskluzywna. Maryla Rodowicz.

Maryla Rodowicz : Tak to ja. Dzień dobry.

Marzena Rogalska : Zaśpiewałam .Znaczy usiłowałam

Maryla Rodowicz : (zaśpiewałam).

Marzena Rogalska : zanucić, piosenkę Agnieszki Osieckiej "Buty 2". Taki tytuł nosi Pani ostatnia płyta. To szczególna rzecz dla Pani. Prawda?

Maryla Rodowicz : Absolutnie. Bo spróbujcie sobie wyobrazić, że człowiek nie żyje. Agnieszka, wielka poetka, nie żyje. W tym roku mija piętnaście lat od momentu kiedy umarła i nagle ja, w ubiegłym roku...

Marzena Rogalska : A to widzę, że się zaczyna opowieść.

Maryla Rodowicz : Dwa lata temu, stolarz zrobił mi półki. (śmiech) Zrobił mi półki, ponieważ mieszkamy w nowym domu już siedem lat, a ciągle się piętrzą w piwnicy kartony. Nie rozpakowane archiwum. No i jak już zrobił półki to myślę, zajrzę do tych kartonów. Jak zajrzałam do tych kartonów - to jest takie zagłębienie się w przeszłość, bo te kartony to stały, ja wiem..., z piętnaście lat nie rozpakowane. Zaczęłam wyjmować ale to nie jest tak, że się po prostu wywala ten karton. Tylko ja biorę każdy papierek i obracam go pięćdziesiąt razy.

Marzena Rogalska : Tak, ja mam tak samo. Czyli typ chomik.

Maryla Rodowicz : Absolutnie niczego nie wyrzucamy. Nawet wezwania do sądu tam były za jakieś mandaty od policji, listy od fanów, jakieś rysunki dzieci. No po prostu bardzo ciekawe i się zanurzyłam w przeszłość. To mnie bardzo wciągnęło. Godzinami tam siedziałam i jak zaczęłam trafiać na teksty Agnieszki, takie pisane ręcznie, to myślę sobie. Rany boskie, ciary po plecach. No to coś z tym trzeba zrobić. To nie był jeden tekst, czy dwa. Jeszcze nie są wszystkie kartony rozpakowane, więc uprzedzam!

Marzena Rogalska : Co tam może jeszcze być?!

Maryla Rodowicz : Dla mnie było jasne, że muszę po prostu nagrać płytę.

Marzena Rogalska : Ja to mam ciary, na rękach, że to były odręcznie pisane przez Agnieszkę Osiecką teksty.

Maryla Rodowicz : Nie wszystkie, ale niektóre były odręcznie pisane. Jak pokazałam je córce Agnieszki, Agatce Pasent. To mówię, Agatka czy ty znasz ten tekst? A ona, "co Ty, w ogóle nie znam. Pierwszy raz go widzę". No ale ewidentnie ręką Agnieszki napisane "Sopot Grand Hotel", papier taki hotelowy i proszę bardzo tekst "Więc kto", który jest zresztą na płycie. Albo patrzę, a to już w ostatniej chwili, wiosną, czy jakoś tak latem, leży teczka na regale, między książkami. Wyciągam teczkę, a tam tekst Agnieszki, który napisała przy mnie w Zakopanym. "Boże jak ja rzucam nożem". Marzena Rogalska & Maryla Rodowicz : (śpiewając) Boże jak ja rzucam nożem, dowiesz się potworze jak zostaniesz sam (śmiech)

Maryla Rodowicz : Ja od razu zeskanowałam i wysłałam do Seweryna Krajewskiego. Seweryn mi od razu odesłał. Ja mu wysłałem maila "dostałeś?" - to taka długa korespondencja - a on mi "tak". (śmiech) Za parę godzin mp3 i gotowa piosenka, nagrana z gitarą akustyczną.

Marzena Rogalska : Historia genialna i pytanie za sto punktów. Pracując z takimi ludźmi jak Agnieszka Osiecka i Seweryn Krajewski czuje się Pani wybranką bogów?

Maryla Rodowicz : Powiem szczerze, że dopiero teraz doceniam moją przyjaźń z Agnieszką i taki kontakt wieloletni. No bo jak się kogoś zna to ktoś powszednieje, a jakkolwiek Agnieszka była tak barwną osobą, tak fantastyczną, wyjątkową, bo i poczucie humoru i nie kłótliwa, taka pogodna, inteligentna. Uwielbiała mówić ale też lubiła słuchać. Uwielbiała się włóczyć nocami, a ja z nią gdzieś tam Uwielbiała przygody. Z Agnieszką nie można było się nudzić. Chociaż Agnieszka kiedyś powiedziała. " Z Tobą Mańka, jak ktoś przebywa przez tydzień, to się dzieje więcej niż normalnemu człowiekowi przez całe życie".

Marzena Rogalska : W moich rękach płyta zatytułowana "Buty 2" z tekstami Agnieszki Osieckiej, których nikt wcześniej tak naprawdę nie widział.

Maryla Rodowicz : Czasami widział, bo na przykład to były jakieś wykonania dla programów telewizyjnych jednorazowe ale jakby świat tego nie zna, ponieważ też dla mnie było jasne, że muzykę powinni napisać, ukochani kompozytorzy Agnieszki Osieckiej. Tak więc Seweryn Krajewski - więc pojechałam do Seweryna. Jacek Mikuła, taki bardzo porządny wykształcony muzyk, który od razu nuty na czerwono pozaznaczane, tekst. No i pojechałam do Kasi Gertner. Do niej to jest wyprawa na wieś. Cały dzień z głowy. Do Kasi pojechać, to nie jest tak, że się od razu siada i piszę. Tylko u Kasi to jest najpierw gaduła. Kasia mieszka w takim rozpadającym się młynie dziewiętnastowiecznym i Kasia hoduje kozy. Czterdzieści kóz, bo była chora i lekarz kazał jej pić mleko kozie. Jak jest ciepło to trzeba ganiać te kozy bo małe trzeba oddzielić, z matkami, od kozłów i to jest już pół dnia. Potem Kasia wróży. Ona ma wahadełko przywiązane do palca

Marzena Rogalska : Nie wytrzymam i wróżyła Pani?

Maryla Rodowicz : Ja mówię, że nie wiem czy coś tam. A ona mówi "poczekaj, zaraz Ci powiem". Bierze wahadełko, które samo rusza (trrrrrrrrr) i mówi "możesz to zrobić, powinnaś to zrobić". Tak więc najpierw są bardzo ciekawe, jej opowieści, a potem jest jedzenie rosołu. Przychodzi Pani Marysia albo Krysia ze wsi i gotuje kogutka. Potem jest jedzenie tego rosołu. Po obiedzie zawsze jest kompot. (śmiech) Jeszcze jest gadu gadu, wróżenie i dopiero gdy zmierzch zapada idziemy pograć.

Marzena Rogalska : Kasia musiała jakoś zareagować kiedy zobaczyła tyle tych tekstów.

Maryla Rodowicz : Kasia powiedziała "Wiesz ile ja mam tekstów Agnieszki? Takich zerowych?". No i wyciągnęła mi parę tekstów. Właściwie ja zawiozłam jej te swoje teksty, które teraz się spaliły. Bo Kasi spalił się jej ten zamek. Pierwsza zimę mieszkała po tych dwudziestu latach, przeprowadziła się do zamku i się zamek spalił. Ale Kasia mi wygrzebała tekst, który ona miała. Myślę, że to jeden z takich ostatnich tekstów Agnieszki "Tonę w barze złym, w długim spisie win". To jest tekst, który kończy płytę. Ona dała mi piosenkę "Źródło Jan" - "pojedźmy kochanie do Lądku. Zacznijmy wszystko od początku".

Marzena Rogalska : O Jezu, jakie cudne. Bardzo Panią Kasię pozdrawiamy i mamy nadzieję, że może jakiś inny, jeszcze wygodniejszy zamek jest jej pisany. Jest taka opinia wśród muzyków, że Pani ich trzyma twardą ręką.

Maryla Rodowicz : Moi kochani muzycy? (śmiech) Ja ich uwielbiam, bo u mnie pracują sami zdolni muzycy. Ja mam wielką słabość do ludzi utalentowanych. Jak twardą ręką, przecież

Marzena Rogalska : Oni mówią, że u Pani to jest szkoła życia.

Maryla Rodowicz : U mnie musi być dyscyplina. To fakt. Teraz na przykład, w marcu, zaczynamy koncerty promujące tę płytę, no to wiadomo, że trzeba zrobić dużo prób, żeby to opanować. To jest cała dyscyplin, że oni mają być przygotowani. To jest cała dyscyplina.

Marzena Rogalska : Jak Pani to robi, że oni wszyscy słuchają.

Maryla Rodowicz : Ja myślę, że zmieniły się czasy. Kiedyś muzycy pili, przed wyjściem na scenie. Po zejściu ze sceny. Teraz każdy bardzo szanuje miejsce pracy. Jest duża konkurencja. Oni też pracują w innych układach u mnie, przecież nie jest tak, że musisz grać tylko ze mną. Mogą sobie grać z kim chcą. Aczkolwiek nie mogą się pokazywać w telewizji. Chórek ma zakaz pokazywania się z innym artystą w telewizji. Bo tak to sobie mogą grać, cały tydzień nawet. To jest chórek stworzony przeze mnie. Wyćwiczony przez cały rok koncertów i już!

Marzena Rogalska : Przed paroma chwilami wspomniałam, że Maryla Rodowicz swój cały zespół prowadzi z sukcesem dlatego, że uważa, że dyscyplina musi być. Ale zupełnie inna odsłona Maryli Rodowicz jest kiedy wyjeżdża na wieś do swojej przyjaciółki, kompozytorki, Kasi Gertner, która hoduje kozy.

Maryla Rodowicz : Tak, hoduje kozy z powodów zdrowotnych bo musi pić to mleko kozie. Teraz jak dwa tygodnie temu spalił się jej dom. Ja do niej zadzwoniłam i ona mówi "wiesz co się stało", bo kozy jej mieszkają w pewnym oddaleniu. Tam w jakimś drewnianym czymś. Kozy, które wiadomo - wszystko zjedzą. Zjadły ścianę.

Marzena Rogalska : Kozy zjadły ścianę?

Maryla Rodowicz : Tak, kozy zjadły ścianę. Wygryzły dziurę i weszły psy takie dzikie, głodne no bo mróz i zjadły dwie kozy. Kozy w ciąży. Ale ta kózka zjedzona urodziła trzy małe kózki. Teraz Kasia mówi, wyobraź sobie, ja siedzę w kuchni i trzymam sobie w kartonie te trzy małe kózki i nie wiem czym je karmić. Bo matka umarła w nocy, bo te psy ją zjadły. "Ale wiesz co - ona mówi do mnie - mam mamkę. Druga koza, która wcześniej urodziła dwie kózki, stoi tu obok mnie w kuchni.". Ja podstawiam jej te małe kózki, żeby trochę wypiły tego mleka. To się nazywa siara, tak nieładnie. Więc ja zrobiłam od razu akcję - karmienie kózek. Zadzwoniłam do mojej córki Kasi. Kasia zadzwoniła do swojej przyjaciółki, która jest weterynarzem i też ma kozy. Okazało się, że jest mleko w proszku kozie. To mleko w workach jest już kupione i jedzie do Kasi Gertner, żeby miała czym karmić małe kózki.

Marzena Rogalska : Pani Marylo, jest Pani taką dzielną harcereczką. S.O.S. do Maryli Rodowicz i już. Jest załatwione!

Maryla Rodowicz : No ale ja sobie wyobrażałam tą scenę, że jak ta siedzi w kuchni i trzyma te trzy małe kózki, a tu stoi obok koza.

Marzena Rogalska : Czy zdarzyło się kiedyś tak Pani Marylo, że Pani tam z Kasią na tej wsi te kozy przeganiała

Maryla Rodowicz : Tak. Pamiętam w latach dziewięćdziesiątych pojechałam z dziećmi, przejazdem do Krakowa, bo tam jakiś program telewizyjny miałam. Oczywiście dzieci zachwycone, bo kaczka urodziła małe kaczuszki.

Marzena Rogalska : Czyli takie cudne, wiejskie klimaty.

Maryla Rodowicz : I to wszystko tutaj. Za szafą w kuchni kotka rodziła kotki. Tutaj trzeba było ganiać te kozy. Bo gdzieś one się cały czas rozchodziły do sąsiada

Marzena Rogalska : Ja mam bardzo bogatą wyobraźnię i usiłuję sobie to wyobrazić. Marylę Rodowicz ganiającą za kozami i nijak mi ta wyobraźnia nie chce działać. Maryla Rodowicz : Minęło wiele godzin zanim my te kózki znaleźli i zapędzili. Bo te kozły oddzielnie, matki z dziećmi oddzielnie. Ja pamiętam taką scenę, że wtedy - te lata dziewięćdziesiąte - że jedna koza spała w łóżku, bo miała gorączkę. (śmiech)

Marzena Rogalska : Pani Marylo, ten program jest pełen anegdot, śmiesznych, mrożących krew w żyłach i teraz pytanie, z pozoru banalne. Co Panią rozśmiesza?

Maryla Rodowicz : Najbardziej mnie śmieszy jeżeli jest tak sytuacja typu, jesteśmy w muzeum na przykład albo ktoś przemawia i trzeba zachować spokój, powagę i wystarczy, że ktoś mnie rozśmieszy albo sytuacja mnie rozśmieszy. No nie mogę się opanować. Tym bardziej, że trzeba być takim, opanowanym, no to jest po prostu dla mnie nie do opanowania. Sytuacje, jeżeli są moje dzieci, ponieważ my razem nadajemy na jednych falach i wtedy nas wyganiają z jednego pomieszczenia.

Marzena Rogalska : Z kina też was wyganiają?

Maryla Rodowicz : Zdarzało się. Tak się nakręcamy. Bo wiesz, cały rząd chodzi ze śmiechu. Ludzie się oglądają bo jakaś jest akcja, a my się nie możemy opanować. Nigdy nie mogłam się opanować. Od czasów szkolnych - cała klasa już była opanowana, a ja dalej z ławką "hahahaha". Ławka chodziła i byłam wyrzucana.

Marzena Rogalska : Szeroko pojęta abstrakcja Panią śmieszy.

Maryla Rodowicz : Oj tak, tak.

Marzena Rogalska : Od zawsze miała Pani taki image. Piękne długie blond włosy. Jeszcze pamiętam klimaty z warkoczami ale tak od razu przychodzi na myśl zapytać. Czy śmieszą Panią dowcipy o blondynkach?

Maryla Rodowicz : Bardzo. Oczywiście.

Marzena Rogalska : I sama je Pani też opowiada?

Maryla Rodowicz : Tak. A przykład jak dwie blondynki siedzą zamknięte w windzie i jedna krzyczy "pomocy, pomocy!". A ta druga mówi "zawołajmy razem". Więc ona mówi "razem, razem!". (śmiech)

Marzena Rogalska : Zawsze podczas tworzenia jest gorąco. Wydarza się mnóstwo różnych rzeczy.

Maryla Rodowicz : Niekoniecznie gorąco, bo towarzyszył nam spokój. Producent Marcin Bors, powiedział, że musimy sekcję nagrać w Lubrzy pod Zielona Górą, w starym młynie. Tam jest studio. Dlaczego tam? On mówi "że ja tam lubię nagrywać sekcję. Bo to jest stary, trzynastowieczny młyn, z czerwonej cegły. Jest ogromne pomieszczenie w środku, jest fortepian, jest dobra akustyka i tam nagramy sekcję.". No dobra, pojechałam tam na tydzień. Oni tam spali nad studiem, w tym młynie. Komary i te takie klimaty. No więc ja spałam jednak w Zielonej Górze i dojeżdżałam codziennie. Ale co tam. A oni się żywili puszkami, ponieważ żal im było czasu. Bo oni na przykład spali tam na górze, schodzili na dół, nagrywali do czwartej rano, bo akurat Marcin miał pomysł i jedli żeby było szybciej jakąś puszkę. Jak ja przyjechałam, oni mówią "O! Szefowa przyjechała. No to tak trochę głupio puszki." Pytam się czy nie ma tu knajpy jakiejś w okolicy. Więc mówią, że jest tutaj niedaleko ale i szkoda czasu, bo to jest dziewięć kilometrów stąd. Mówię, no to jedziemy. Jechaliśmy, naprawdę polecam wszystkim bo to jest po prostu fantastyczne miejsce we wsi Wysoka, "Gościniec na półwyspie", w takim starym gospodarstwie poniemieckim. Właściciele, Pani Wiola i Pan Waldek. Pani Wiola gotuje takie zupy ale jakie zupy! Słuchajcie. Na przykład ugotowała żurek ale na serwatce. Pięknie urządzone wnętrze.

Marzena Rogalska : Ale jak oni zareagowali? Żyją sobie w takim miejscu. Po prostu w jakiejś wsi, a tu Maryla Rodowicz przychodzi.

Maryla Rodowicz : No odjazd! Pan Waldek mówi, że ja tu muszę zamieszkać. Bo tam są pokoje i

Marzena Rogalska : Przeniosła się Pani do nich?

Maryla Rodowicz : Nie przeniosłam się. Bo ja się bałam pająków. (śmiech) Ponieważ weszłam, a on mówi "Musi Pani Marylko, zobaczyć tą górę - więc wchodzę - tu na górze nikogo nie ma, więc będzie mogła Pani spać do dwunastej. Nikt nie będzie Pani budził." No to lato, więc wiadomo - ciepło. Otwarte były drzwi, takie balkonowe. Patrzę, a tam ogromne pajęczyny i pająki. Ja mówię, przecież ten pająk do mnie wejdzie i mnie zje!

Marzena Rogalska : Kobieta z taką charyzmą, boi się pająków.

Maryla Rodowicz : No pewnie!

Marzena Rogalska : No to skoro w takich klimatach, że tak powiem, nurzaliście się nagrywając tą płytę.

Maryla Rodowicz : Ale właśnie muzycy mnie pędzili. Bo tam to jest biesiada. Tam to człowiek by się rozsiadł i gadu gadu i te zupy i kominek, a im było szkoda czasu, więc wracamy. "Już szybko szefowa". Ale jechaliśmy obok cmentarza. Stary poniemiecki cmentarz i jak jechaliśmy na te zupy, to była siódma wieczór. Czyli jeszcze było jasno i ten cmentarz tonął w ciemnościach. Przysięgam, że jak wracaliśmy - paliły się wszędzie znicze. No po prostu duchy. Jeszcze na jednym zakręcie, zawsze o tej samej porze, chodził biały kot.

Marzena Rogalska : Goszcząc artystów w moim programie, zawsze dziwi mnie kiedy opowiadają, że śpiewają piosenki latami i potrafią zapomnieć słów swoich największych przebojów. Pani Marylo, rozumiem, że pani się to także zdarza.

Maryla Rodowicz : No pewnie. To się śni po nocach. Dlatego, że są takie czarne dziury, że jak człowiek śpiewa, to wydaje się takie automatyczne. To siedzi w głowie. Milion razy się to śpiewało. Wystarczy dekoncentracja. Na przykład, zagapić się na kogoś z publiczności, coś tam, coś tam. Jest taka czarna dziura i utwór, który się śpiewało milion razy nagle nic żadnego skojarzenia. Pustaka. Wtedy są dwa sposoby. Albo się haftuje od czapki, po prostu jakieś słowa. To co przyjdzie w ostatniej chwili do głowy albo zarzuca się włosami i rzuca coś tam do publiczności. To jest straszne. Marzena Rogalska : To jest koszmar. Druga taka sprawa, którą opowiadają mi artyści, że coś im przeszkadza dotrzeć na koncert, że się spóźniają. Czy ma Pani coś takiego na swoim koncie?

Maryla Rodowicz : Ze spóźnianiem się to nie ale raz mi się zdarzyła rzecz straszna. Mianowicie, nie dotarłam w ogóle na koncert. Zapomniałam, że mam koncert.

Marzena Rogalska : Jak to jest w ogóle możliwe?

Maryla Rodowicz : To było pod Wrocławiem. Jakiś plener i to była chyba niedziela. Siedzimy z mężem, w japońskiej knajpie, sobie jem i tak sobie myślę "Zaraz, kiedy miał być ten koncert? Nie to chyba dopiero za tydzień.". Dzwoni do mnie menadżer i pyta gdzie jestem. Czy już dojeżdżam to mnie poprowadzi jak tam trafić. Pot przebiegł mi po plecach, że muszę to powiedzieć iż jestem w knajpie. Oczywiście w panice zaczyna pytać się czy jest jakiś samolot jeszcze do Wrocławia. Okazało się, że nie było samolotu

Marzena Rogalska : aby dojechać.

Maryla Rodowicz : Tak. No i następnego dnia w gazecie ukazało się zdjęcie z całej sceny. Puste z mikrofonami. Taka plama mi się raz w życiu przytrafiła. Naprawdę nie wiem jak to się stało.

Marzena Rogalska : Najśmieszniejsza, najbardziej intrygująca, zaskakująca recenzja płyty "Buty dwa" Maryli Rodowicz, Agnieszki Osieckiej jaką Pani usłyszała / przeczytała, od przyjaciół i innych znajomych królika.

Maryla Rodowicz : Przeczytałam taką dziwną recenzję w Przekroju, który czytuję mimo, że jest on już w zaniku, i właśnie przeczytałam recenzję płyty "Buty dwa", dobrą recenzję i na końcu tak od czapki, ten autor piszę, że "obrzydliwa okładka, o czym donoszę z przyjemnością ale za to już dalej jest dobrze. Dobry wokal. Dobre piosenki itd. Fajnie zaaranżowane" i ostatnie zdanie "w ogóle nie jest kiczowata". Nie wiedziałam o co chodzi.

Marzena Rogalska : Chciałabym skomentować ale jakoś nie wiem jak.

Maryla Rodowicz : Chciałabym zapytać, co autor miał na myśli? To było w związku z czym?

Marzena Rogalska : Taka to była puenta? To jest jednak abstrakcja, której ja nie ogarniam.

Maryla Rodowicz : Może to jest właśnie poziom Przekroju?

Marzena Rogalska: Może tą łamigłówkę kiedyś rozwiążemy. A ja z przyjemnością stwierdzę, że jak słuchałam, Pani Marylo, Pani piosenek do tekstów Agnieszki Osieckiej, pomyślałam sobie, że stworzyliście klimat. Taki jakiś, bardzo intymny. I w warstwie aranżacyjnej i w sposobie śpiewania.

Maryla Rodowicz : No bo te aranżacje już narzucały, pewien sposób śpiewania i na próbach żeśmy wynajdowali takie tonacje żeby tam nie było "Aaaaaaaaa". Tylko, żeby to płynęło. Jeżeli jest kompozycja łagodna to nie ma powodu, żeby tam wrzeszczeć.

Marzena Rogalska : Tak sobie przeglądam te płytę i zdjęcia i trochę, kurcze musze przyznać zielono oki potwór zazdrości tutaj mną owładnął.

Maryla Rodowicz : Że?

Marzena Rogalska : Ma Pani tutaj takie cudne zdjęcia, z Agnieszką Osiecką. Ludzie kochani. To nie tylko płyta. To jest też piękne archiwum tej znajomości dwóch pań. Jakaż Pani była romantyczna, tu warkoczyki

Maryla Rodowicz : Tak, byłam z NRD

Marzena Rogalska : Z NRD byłyście dziewczyny!

Maryla Rodowicz : Tak, a to w warkoczykach to jest z Sofii. Instytut kultury Polskiej, gdzie ja tam zaśpiewałam parę piosenek i miałyśmy tam małe spotkanie. Agnieszka była bardzo znana w Bułgarii. Tam teatry grały jej sztukę "Apetyt na czereśnie", no i mnie znali bo ja tam jeździłam na koncerty. To jest taki afterek po spotkaniu. Agnieszka bardzo lubiła Bułgarię. Żeśmy były razem na wakacjach w Słonecznym Brzegu. No dość taki prymitywny ten hotel. Malutkie pokoje, bez klimatyzacji. Tam czterdzieści stopni na zewnątrz, ale co tam. Nam to nie przeszkadzało. Wstawałyśmy późno bez śniadania, żeśmy szły na plażę i snułyśmy się wieczorami w takich powłóczystych szatach. Za nami sznur adoratorów.

Marzena Rogalska : A gdyby miała Pani taką zdolność, cofnięcia się w czasie to wróciła by Pani do tego Słonecznego Brzegu czy wolałaby Pani wypić kawę gdzieś, nie wiem, na Nowym Świecie albo na Saskiej Kępie? Co by Pani wybrała? Miałaby Pani tylko jedną możliwość.

Maryla Rodowicz : Myślę, że umówiłabym się z nią na kawę. Myśmy codziennie się spotykały na kawie i mówiły na to "biuro". To był hotel Europejski. W holu stały fotele. No i tam myśmy piły tą kawę. Tam był taki podział, że do godziny trzynastej chodzili handlarze walutą. Od godziny trzynastej przychodzili artyści, siadali na tych fotelach i gadali gadu gadu. A od piętnastej - już nie wolno było dłużej - przychodziły panienki do pracy.

Marzena Rogalska : Wiosną rozpoczyna się trasa koncertowa, promująca tą płytę, która myślę sobie, jest dla Pani szczególna ale i dla tych wszystkich którzy kochali Agnieszkę Osiecką. Nie przyjaźnili się z nią tak jak Pani ale

Maryla Rodowicz : lubili jej twórczość. Koncerty od marca ale też podpisywanie tej płyty. Czyli muszę odwiedzić piętnaście miast. To wszystko będzie na mojej stronie (miasta i godziny). Czyli takie spotkanie z fanami, a ja to akurat bardzo lubię. Sobie rozmawiać z tymi ludźmi, fotografować się z nimi. Jak podpisuję płyty po koncertach, no to też jest kolejka. Ludzie stoją, tłoczą się i pamiętam jak taki młody chłopak, nie wiem, może miał szesnaście lat. Patrzy, patrzy na mnie i krzyczy "Marylka, a ile Ty masz lat właściwie?" bo tam nic mu się nie zgadzało. W domu mu coś tam mówili, babcia lubi moje piosenki, mama, a tu widzi siedzi laska.

Marzena Rogalska : Ale Pani nie jest taka chętna do wyjawiania wieku, a poza tym mi się też wydaje, że Pani jest taka bez wiekowa.

Maryla Rodowicz : Oczywiście.

Marzena Rogalska : Pani będzie zawsze!

Maryla Rodowicz : Tego się trzymam!

Marzena Rogalska : Moim gościem była Maryla Rodowicz, ja się żegnam i do usłyszenia za tydzień.

SŁUCHAJ ZŁOTYCH PRZEBOJÓW!